Do ogrodu wybrałyśmy się z koleżanką w okresie kwitnienia
różaneczników i azalii. Posiada on bogatą ich kolekcję, ale o tym opowiem
później.
Pierwsze wrażenie zaraz po wejściu do ogrodu jest niezbyt powalające –
przed nami rozpościerają się rozległe przestrzenie, trawniki z pojedynczymi
okazałymi drzewami (takie okazy to solitery, szczególnie eksponowane w ogrodach). Pomyślałam sobie, że chyba nie będzie to porywający spacer.
Na szczęście się myliłam. Pierwszym nieoczekiwanie miłym akcentem było
spotkanie z doskonale mi znanym z czasów studenckich Janem Baudouin de
Courtenay. Każdy filolog zna nazwisko tego wybitnego językoznawcy XIX wieku. Skąd
on się wziął w ogrodzie botanicznym? Otóż przez centrum ogrodu prowadzi Aleja
Polskiej Akademii Nauk. Jest ona wysadzona 20 młodziutkimi lipami – powstała w
roku jubileuszu 70-lecia PAN – 2022. Każda lipa reprezentuje jednego wybitnego
polskiego uczonego lub pisarza, a ławeczka pod nią ma plakietkę z cytatem z
eseju poświęconego postaci „właściciela” drzewka.
Głębiej w ogrodzie można
przejść inną aleją. Nosi ona imię Marii Skłodowskiej Curie, a została założona
w roku 1998 z okazji 100. rocznicy odkrycia radu i polonu. Ławeczki pod dorodnymi
bukami informują o noblistach, którzy te drzewa zasadzili. Można więc
posiedzieć tu kilka chwil w „towarzystwie” wybitnego uczonego i jego dzieła.
Skromnie
po lewej stronie ogrodu przycupnęła oranżeria. Warto i tu zajrzeć, żeby
przenieść się a to w tropiki, a to na pustynne suche przestrzenie.
Trzeba tylko
dokładnie zamykać drzwi, żeby uniknąć mieszania się klimatów różnorodnych
okolic.
W jednym pomieszczeniu drzwi muszą być otwarte – to dział roślin
mięsożernych. Urocze te istotki mają drobniutkie kwiatuszki i lepkie listki,
które służą do zdobywania pokarmu.
Poza oranżerią pogoda coraz lepsza,
spacerujemy więc między rabatami roślin uprawnych, ziół, roślin przyprawowych.
Na rabatach kwitną znane nam z ogrodów byliny.
łubin
Nad jednym ze stawów urzeka donośny żabi koncert, który trwa tylko rano, kiedy wracamy nad staw w południe, cicho tam i spokojnie.
Nad jednym ze stawów urzeka donośny żabi koncert, który trwa tylko rano, kiedy wracamy nad staw w południe, cicho tam i spokojnie.
Już od wejścia rzuca się w oczy sztuczny pagórek ze skałami i roślinnością polskich gór.
Spaceruje się tu miło i bezpiecznie. Wrażenie
autentyczności potęguje profesjonalnie znakowany szlak czerwony. Dzięki
niemu poczułam się jak na wycieczce w górach.
Jeśli komu mało atrakcji, może
się ze mną przenieść do krain orientalnych. A tu na polanie rozgościła się
altana – pagoda otoczona krzewiastymi peoniami.
Przyznam, że nigdy tych krzewów
nie spotkałam; czytałam o nich w książkach, ale nie przypuszczałam, że są tak
pełne uroku.
Kwiaty mają duże, w intensywnych barwach i wielu odmianach. Jest
się czym zachwycić.
W ogrodzie jest jeszcze drugie stanowisko tych peonii w
pobliżu dobrze nam znanych piwonii. Te jednak jeszcze nie kwitną – nie szkodzi,
peonie nadrabiają za wszystkie kwiaty.
Pora wreszcie dotrzeć do alei
różaneczników i azalii.
Jak się okazuje obie te rośliny nie są identyczne. Obie
są rododendronami. Różaneczniki nie tracą liści na zimę, azalie zaś gubią liście
jesienią. Teraz, kiedy kwitną, jest to w gruncie rzeczy mniej istotna
informacja dla laika, który po prostu zachwyca się bogactwem kwiecia i aromatu.
Szczególnie pięknie pachną żółte różaneczniki, których duża grupa występuje w
pobliżu północnego wejścia do ogrodu. Kiedy oddalamy się od nich krętymi
alejkami na południe, spotykamy już, zdaje się więcej azalii.
Nawet, jak ktoś
nie przepada za kolorem różowym, tu się nim zachwyci, takie te krzewy piękne.
Czytałam na stronie ogrodu, że najstarsze rododendrony rosną w pobliżu willi
Janówek. To willa, w której przedwojenne wakacje spędzała rodzina wybitnego
artysty Wojciecha Fangora, którego prace oglądaliśmy swego czasu na wystawie w
Orońsku (tu link).
Nazywana jest również Fangorówka. Młody Wojciech jest
autorem malowidła „Plejady” na plafonie salonu willi.
W kilku pokojach można
oglądać wystawy czasowe, teraz jest niezwykle kolorowa prezentacja prac
malarskich Misi Konopki oraz ceramiki artystycznej Bożeny Wiślickiej i Marcina
Witkowskiego.
Nie jest to jedyna prezentacja sztuki na terenie ogrodu
botanicznego – tu i ówdzie można zauważyć ciekawe rzeźby. Mnie najbardziej spodobały się te dwie:
Nie chcę już dłużej dręczyć czytelników nadmiernie rozbudowaną relacją i dlatego w tym momencie musi nastąpić zdecydowany koniec relacji, chociaż ogród ma dużo
więcej do zaoferowania, ale to już sobie sami zobaczcie.
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz