Oba miasta leżą w powiecie opoczyńskim, który graniczy z
naszym województwem. Wyprawa nie była więc bardzo odległa. Niemniej jednak
„zagraniczna”. Kolega Ed zaplanował zwiedzanie dwóch kościołów, ja dorzuciłam
spacer polnymi drogami i uzyskaliśmy całkiem sympatyczną wycieczkę.
Zaczęliśmy od
mocnego akcentu w postaci zwiedzania późnobarokowego kościoła pod wezwaniem
Przemienienia Pańskiego i Św. Michała Archanioła w Paradyżu. Kościół stanowił
część zespołu klasztornego bernardynów. Większość zabudowań klasztornych stopniowo popadała w ruinę po opuszczeniu ich pod koniec XIX wieku przez zakonników.
Ich pozostałością jest czworokątny dziedziniec odpustowy przed kościołem.
Z
trzech stron otaczają go krużganki, a w centrum umieszczono figurę świętego
Franciszka.
Nad dziedzińcem wznosi się bryła kościoła z dwiema wieżami.
Po
wejściu do wnętrza zachwyciliśmy się bogatym barokowym i rokokowym wyposażeniem
trójnawowej świątyni.
I tu od razu należy wspomnieć, że kościół w Paradyżu jest
Sanktuarium Chrystusa Cierniem
Koronowanego oraz Krwi Zbawiciela. Ten
tytuł zawdzięcza świątynia obrazowi Chrystusa Cierniem Koronowanego. Znajdował się on
pierwotnie w kaplicy dworskiej, w której to w roku 1678 zauważono pojawienie
się na obliczu Chrystusa kropel krwi.
Dla opieki nad cudownym obrazem
sprowadzono bernardynów, zbudowano klasztor oraz kościół. Obraz jest
umieszczony w barokowym ołtarzu głównym. Warto zwrócić uwagę na efektowne
figury Ewangelistów, ich umieszczenie w ołtarzu jest niezbyt częstym zabiegiem.
Zainteresowały nas również rokokowe organy z bogatymi zdobieniami.
Przechodząc
nawami bocznymi zauważyliśmy ołtarze boczne. Każdy z nich ma tabliczkę
informującą, jakich świętych możemy w nich zobaczyć.
Mnie najbardziej ucieszyło drugie tego dnia spotkanie ze świętym Franciszkiem. Tym razem w ołtarzu po prawej stronie prezbiterium. W
roku tego świętego w każdym kościele poszukujemy jego wizerunku.
Warto też
zauważyć umieszczone w prezbiterium płyty epitafijne członków rodu
Skórkowskich, dawnych właścicieli Woli
Daleszowskiej, czyli obecnego Paradyża.
Po wyjściu z kościoła spędziliśmy nieco
czasu w graniczącym z nim parku. Rosną tam piękne drzewa, ale pobyt wśród nich
nie należy do przyjemnych z powodu okropnego hałasu, jaki powodują jego
mieszkańcy – ptaki z rodziny krukowatych. Dużo ich tam jest, przesiadują na
gałęziach drzew i czasem strach się tamtędy poruszać.
Czym prędzej więc
wyruszyliśmy do pobliskiego Żarnowa, gdzie kolega Ed opowiedział nam o tamtejszym
kościele pod wezwaniem św. Mikołaja. Na frontonie pyszni się tu data 1903,
czyli kościół raczej niezbyt stary.
Ale to pozory. Data wskazuje czas wielkiej
przebudowy prowadzonej pod kierunkiem znanego nam już z opowieści na blogu architekta Stefana Szyllera,
który jest autorem rozbudowy choćby takich kościołów jak zwiedzane przez nas
świątynie w Suchej, Jedlni Kościelnej czy Ostrowcu Świętokrzyskim.
Tu architekt
praktycznie zbudował nowy obiekt w stylu neogotyckim przekształcając oryginalny
romański kościół z XII i dobudowany do niego gotycki z XIV wieku w transept.
Przed rozpoczęciem nabożeństwa zdążyliśmy obejrzeć romański filar podtrzymujący
emporę z tamtego okresu.
Po przeciwległej stronie zachwyciły nas piękne gotyckie sklepienia, portal prowadzący
do zakrystii i gotyckie sakramentarium.
Trzeba przyznać, że Szyller bardzo
zgrabnie połączył stare i nowe elementy, ale i tak parafianie z dumą wskazują,
co jest najstarsze i godne podziwu, jak choćby gotycka okrągła wieża, o której
jeden z panów sporo nam opowiadał.
Z kościoła udaliśmy się na nieodległą
górkę, nazywaną Szwedzką Górką.
To miejsce, gdzie w średniowieczu (od końca X
do połowy XIII wieku) znajdowało się grodzisko, siedziba kasztelana
żarnowskiego. Czytałam, że archeolodzy odkryli nawet pozostałości budowli
kasztelanii. Teraz na wzgórze można wejść po wygodnych schodkach. U podnóża czeka na nas średniowieczny woj.
Na szczycie
umieszczono monument upamiętniający walkę Polaków o niepodległość oraz tablicę
pamiątkową poświęconą zwycięskiej bitwie oddziału AK stoczonej w listopadzie
1944 roku.
No i byłabym zapomniała wyjaśnić pochodzenie nazwy górki. Jest ona
związana z bitwą pod Żarnowem, w której wojska króla Jana Kazimierza wałczyły
ze Szwedami 16 września 1655 roku.
Takie to ciekawe miejsca i historie
poznaliśmy na naszej wycieczce.
Było dosyć wcześnie i postanowiliśmy wyruszyć
jeszcze na mały spacer polnymi drogami.
Od razu uprzedzam, że nie będzie mapki
trasy, bo naszych dróg nie zaznaczono na żadnej mapie.
Koledzy zaufali moim
obserwacjom zdjęć satelitarnych, które wskazywały granice i drogi między
polami. Warto było zaufać. Okazało się, że wędrowaliśmy wśród łanów kukurydzy i
dojrzewających słoneczników.
Bardzo to było przyjemne – słońce nie grzało
mocno, chłodził nas przyjemny wietrzyk, a las widoczny na horyzoncie dawał
nadzieję, że nie dotrzemy aż do Końskich.
Tak się też stało. We właściwym momencie
zawróciliśmy i przeszli ładną drogą równoległą do wsi.
Nasza trasa liczyła
marne 6 kilometrów, była przyjemnym zakończeniem spotkania z ciekawostkami
historycznymi i obiektami sakralnymi.
Zdjęcia
– Edek i ja









W Paradyżu na czynnym cmentarzu można znaleźć wiele ciekawych nagrobków. Właśnie wracając z Świętokrzyskiego do Gdyni zwrócił na siebie uwagę i się zatrzymaliśmy go pozwiedzać. Jest przy drodze krajowej w kierunku Kielc.
OdpowiedzUsuńI my też koło tego cmentarza przejeżdżaliśmy, ale chcieliśmy zdążyć do Żarnowa przed rozpoczęciem nabożeństwa i nie zatrzymywaliśmy się. Szkoda, ale zostanie to na inną wycieczkę. Oby..
Usuń