piątek, 18 września 2026

Garść wrażeń „z samego Łowicza”*

Spotkana w mieście Łowiczanka tak je opisała „Z każdego miejsca w Łowiczu widać albo jakiś kościół, albo wieżę kościelną”.  Po kilkudniowym pobycie nie mogę się z nią nie zgodzić. Jak tylko zaczynałam czuć się zagubiona na uliczkach, podnosiłam głowę i już zyskiwałam orientację. A zawdzięczałam to tym wieżom:
 

To wieże najsłynniejszego łowickiego kościoła – bazyliki katedralnej pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja. 
 

Zanim wejdziemy do bazyliki kilka słów o historii Łowicza. 
Otóż Ziemia Łowicka przez wieki była własnością Arcybiskupstwa Gnieźnieńskiego. Powstał tu zamek arcybiskupów, który, jak głoszą plotki, nadal pozostaje w ruinie, jest jednak trudno dostępny, bo znajduje się w prywatnych rękach. Może, gdybym nie stchórzyła na widok prowadzącej w jego kierunku ruchliwej szosy bez chodnika dla pieszych, mogłabym to sprawdzić. Ale stchórzyłam. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak zaprezentować zdjęcie makiety zamku, który w czasach świetności wyglądał mniej więcej tak: 
 

W pobliżu bazyliki bez trudu zauważycie interesującą bramę – to Brama Prymasowska. Powstała ona według projektu Tomasa Poncino na zlecenie prymasa Macieja Łubieńskiego. Pierwotnie znajdowała się w innym miejscu. 
 

Od bramy już tylko kilka kroków do bocznego wejścia bazyliki. Ta barokowa budowla robi niesamowite wrażenie. Jest ona nie tylko świątynią, ale też i miejscem pochówku 12 arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski. 
 

Każda kaplica nosi podwójną nazwę – jedną od patrona ołtarza, drugą od nazwiska pochowanego pod nią arcybiskupa. 
 
kaplica Najświętszego Sakramentu, kaplica prymasa Jana Lipskiego 
 
Kaplica Pana Jezusa Ukrzyżowanego, kaplica prymasa Adama Komorowskiego
 
kaplica Św. Anny, kaplica prymasa Jana Wężyka

Najcenniejsza jest kaplica św. Weroniki z jej relikwiami. Pech chciał, że w czasie mojego pobytu okazała się kompletnie niedostępna, bo zablokowana przez wieńce dożynkowe. 
 
zamiast tej kaplicy ołtarz główny
 
Na ścianach bazyliki zobaczymy liczne tablice epitafijne i nagrobki. 
 
epitafium prymasa Michała Stefana Radziejowskiego 
 
Są tu też ważne i piękne ołtarze. Mnie zainteresowały dwa – Aniołów Stróżów i św. Rozalii. 
 


Szczególnie ważny dla parafian jest ołtarz z obrazem MB Łowickiej wzorowanym na wizerunku MB Śnieżnej. Często bywa nazywany Księżną Łowicką i jest otoczony powszechnym kultem. 
 

Będąc w Łowiczu możecie zarezerwować sobie wycieczkę z przewodnikiem po katakumbach bazyliki, Muzeum Diecezjalnym i wieży widokowej katedry. Zwiedzanie rezerwuje się w księgarni diecezjalnej przy rynku. Ja wybrałam zwiedzanie katakumb i wjazd na wieżę. 
Katakumby z sarkofagami prymasów nie wydają mi się miejscem do pokazywania na blogu. Warto je obejrzeć, zatrzymać się w zadumie czy modlitwie. Dobrze jest przed ich zwiedzaniem spokojnie obejrzeć bazylikę, daje to lepsze rozeznanie w miejscach, po których chodzimy. 
 
maleńki krzyżyk relikwiarzowy znaleziony podczas prac archeologicznych prowadzonych przed udostępnieniem katakumb dla zwiedzających 
 
Wjazd na więżę widokową jest bardzo przyjemny. Mamy u stóp całe miasto i okolice. To, co widzieliśmy na mapie, teraz ożywa i zachęca do spaceru. No i rzeczywiście widzimy, że w Łowiczu jest dużo kościołów. 
 
widok na ulicę Podrzeczną, uważny obserwator zauważy dwa obiekty sakralne, o których będzie mowa później 
 
No to zaglądamy do jednego z nich. Ten znajduje się najbliżej bazyliki. To barokowy kościół pijarów pod wezwaniem MB Łaskawej i św. Wojciecha. Jest nieco młodszy od bazyliki. 
 

Jego wnętrze – mniejsze i skromniejsze też ma wiele uroku. Szczególnie piękne są tu freski w prezbiterium. Ich autorem jest Michał Anioł Palloni. 
 

A pod nimi drewniany ołtarz główny projektowany przez Jakuba Fontanę. 
 

W jednym z bocznych ołtarzy zauważamy patronkę kościoła – to MB Łaskawa trzymająca w dłoniach strzały, symbol ochrony przed zarazą lub powstrzymanie gniewu bożego.   
 

Mnie najbardziej zaskoczyły nowoczesne i bardzo wymowne obrazy Drogi Krzyżowej. Ich autorami są śląscy artyści, bracia Krzysztof i Michał Powałkowie. Obrazy powstawały w latach 2018 – 21. 
 
 

Po opuszczeniu kościoła pijarów wybrałam się na dalsze zwiedzanie Łowicza. A tu już kolejny kościół przede mną. Ten jest stosunkowo nowy, choć ma też status zabytku – to neogotycki kościół mariawitów pod wezwaniem Przenajświętszego Sakramentu. Robi wrażenie swoją wielkością. 
 


A tuż obok malutki, jakby niekompletny renesansowy kościółek św. Leonarda. Rzeczywiście nie jest to cały kościół, jego nawa uległa całkowitemu zniszczeniu podczas bitwy nad Bzurą. Udało się zachować jedynie prezbiterium. Wejście do wnętrza niemożliwe.
 

Poszłam więc dalej, krążyłam uliczkami Łowicza i nagle natknęłam się na piąty już tego dnia kościół. Ba, jest tu nawet klasztor Sióstr Bernardynek. 
 
 
Weszłam do skromnego jak na obiekt barokowy wnętrza, trafiłam na czas zakonnej modlitwy. Mniszki nie były widoczne, było je tylko słychać. Spokojnie obejrzałam wnętrze z ołtarzem głównym, gdzie znalazłam  ciekawy obraz – dziewiętnastowieczną kopię oryginalnego barokowego obrazu przedstawiającego św. Annę i św. Joachima wraz z Niepokalanym Poczęciem. 
 

W tym kościele jest też piękny oryginalny rzeźbiony łuk tęczowy. Niestety, za daleko jak na możliwości mojego obiektywu. 
Następnego dnia znów spacerowałam po Łowiczu i udało mi się napotkać kolejne obiekty sakralne, ale niektóre w zupełnie innej funkcji. 
Przy ulicy Podrzecznej natrafiłam na klasycystyczny dawny kościół ewangelicki. Smutny to widok. Świątynia zdecydowanie piękna, ale cała skryta wśród drzew. 
 

Z trudem można obejrzeć jej kolumnowy portyk. 
 

Wieńczącą ją wieżyczkę najlepiej było widać z nieco oddalonego parku nad Bzurą.
 
 

Do wnętrza wejść nie sposób, bo kościół zamieniono na galerię sztuki, a ta nieczynna. I po zwiedzaniu. 
Za to niedaleko można zwiedzić najstarszy łowicki kościół pod wezwaniem Świętego Ducha. Zbudowany na początku XV wieku w stylu gotyckim był wielokrotnie rozbudowywany, teraz więc trudno się dopatrzyć w nim wielu śladów gotyku. 
 
 
Nic to, wnętrze ma skromne, ale ciekawe. 
Tu w ołtarzu głównym zobaczymy malarskie wyobrażenie MB Pocieszenia, a bocznym MB Różańcową. 
 


Jedna z parafianek opowiadała mi o pięknej rzeźbie maryjnej, którą pokazuje się wiernym jedynie w ważne święta. Cóż, może innym razem… 
 
zamiast figurki święta Barbara 
 
Kiedy już myślałam, że zobaczyłam wszystkie kościoły w Łowiczu, stanęłam nagle jak wryta przy kolejnym obiekcie z wyglądu przypominającym kościół. 
 
 
A na bramie tabliczka Zespołu Szkół Technicznych im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu. Jak się okazuje trafiłam do niegdysiejszego kościoła Św. Trójcy i klasztoru dominikanów, który już od dawna nie pełni funkcji religijnych. Urządzono tu niegdyś nawet koszary. 
Było już późne popołudnie, szkoła pusta, zajrzałam więc na korytarze i do szatni. Szkoda, że nie było uczniów, bo nie mogłam zapytać, jak się przebywa na co dzień w takich starych pomieszczeniach. 
 

 
Wiem, że w Łowiczu jest jeszcze jeden były obiekt klasztorny w rękach prywatnych. Jego jednak nie oglądałam, a i tak wpis wyszedł potwornie wielki.
Na zakończenie mały suplement z samymi zdjęciami obrazów przedstawiających patrona tego roku – świętego Franciszka. 
 
obraz z kościoła bernardynek 
 
i z kościoła Ducha Św.
 
ten obraz znajduje się w kaplicy będącej częścią muzeum, ale o tym będę opowiadać w kolejnym wpisie
 
I teraz to już zdecydowanie koniec tej relacji. Niedługo ciąg dalszy moich wrażeń z Łowicza.  
 
PS Ten wpis przypisałam do kategorii Łódzkie, bo Łowicz jest miastem w województwie łódzkim. Jednocześnie historycznie był zaliczany do Mazowsza, stąd też dołączyłam go i do tej kategorii. 
 
A zdjęcia znów tylko mojego wyrobu, ale za to ile...😉    

2 komentarze:

  1. Jeśli nic sie nie zmieniło na przeciągu kilku lat w zamku arcybiskupów, to dużo nie straciliście. Ogólnie mam wrażenie, że Łowicz ma potencjał, ale jest dosyć mało przyjazny turystyce: albo coś zamknięte, albo czasem trudno dostępne. No i ten unikalny rynek, który robi za parking, zaś drugi, dostępny bardziej dla pieszych jest patelnią na słońcu.

    Rejony niedaleko moich rodzinnych miejsc, ale nie będę ukrywał, że to miasto było dla mnie rozczarowaniem. Co innego pobliska Arkadia i Nieborów, które bardzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam sobie przypomniałam, jak bardzo trzeba uważać na ulicach - na rynku ruch nie do ogarnięcia, łaziłam naokoło, żeby pod nic nie wpaść. Ale miasto bardzo mi się podobało. Trafiłam na większość otwartych obiektów. No i wszystko tam jest blisko. Nie trzeba się nachodzić.
      Arkadia i Nieborów zwiedzone, mam jednak tyle aktualnych wycieczek do opisania, że może w październiku zrobię relację z tych obiektów.

      Usuń