Spotkana w mieście Łowiczanka tak je opisała „Z każdego
miejsca w Łowiczu widać albo jakiś kościół, albo wieżę kościelną”. Po kilkudniowym pobycie nie mogę się z nią
nie zgodzić. Jak tylko zaczynałam czuć się zagubiona na uliczkach, podnosiłam
głowę i już zyskiwałam orientację. A zawdzięczałam to tym wieżom:
To wieże
najsłynniejszego łowickiego kościoła – bazyliki katedralnej pod wezwaniem
Wniebowzięcia NMP i św. Mikołaja.
Zanim wejdziemy do bazyliki kilka słów o
historii Łowicza.
Otóż Ziemia Łowicka przez wieki była własnością
Arcybiskupstwa Gnieźnieńskiego. Powstał tu zamek arcybiskupów, który, jak
głoszą plotki, nadal pozostaje w ruinie, jest jednak trudno dostępny, bo
znajduje się w prywatnych rękach. Może, gdybym nie stchórzyła na widok
prowadzącej w jego kierunku ruchliwej szosy bez chodnika dla pieszych, mogłabym
to sprawdzić. Ale stchórzyłam. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak
zaprezentować zdjęcie makiety zamku, który w czasach świetności wyglądał mniej
więcej tak:
W pobliżu bazyliki bez trudu zauważycie interesującą bramę – to
Brama Prymasowska. Powstała ona według projektu Tomasa Poncino na zlecenie
prymasa Macieja Łubieńskiego. Pierwotnie znajdowała się w innym miejscu.
Od
bramy już tylko kilka kroków do bocznego wejścia bazyliki. Ta barokowa budowla
robi niesamowite wrażenie. Jest ona nie tylko świątynią, ale też i miejscem
pochówku 12 arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski.
Każda kaplica nosi
podwójną nazwę – jedną od patrona ołtarza, drugą od nazwiska pochowanego pod
nią arcybiskupa.
Najcenniejsza jest kaplica św. Weroniki z jej relikwiami. Pech
chciał, że w czasie mojego pobytu okazała się kompletnie niedostępna, bo
zablokowana przez wieńce dożynkowe.
Na ścianach bazyliki zobaczymy liczne
tablice epitafijne i nagrobki.
Są tu też ważne i piękne ołtarze. Mnie zainteresowały
dwa – Aniołów Stróżów i św. Rozalii.
Szczególnie ważny dla parafian jest ołtarz
z obrazem MB Łowickiej wzorowanym na wizerunku MB Śnieżnej. Często bywa
nazywany Księżną Łowicką i jest otoczony powszechnym kultem.
Będąc w Łowiczu
możecie zarezerwować sobie wycieczkę z przewodnikiem po katakumbach bazyliki,
Muzeum Diecezjalnym i wieży widokowej katedry. Zwiedzanie rezerwuje się w
księgarni diecezjalnej przy rynku. Ja wybrałam zwiedzanie katakumb i wjazd na
wieżę.
Katakumby z sarkofagami prymasów nie wydają mi się miejscem do
pokazywania na blogu. Warto je obejrzeć, zatrzymać się w zadumie czy modlitwie.
Dobrze jest przed ich zwiedzaniem spokojnie obejrzeć bazylikę, daje to lepsze
rozeznanie w miejscach, po których chodzimy.
maleńki krzyżyk relikwiarzowy znaleziony podczas prac archeologicznych prowadzonych przed udostępnieniem katakumb dla zwiedzających
Wjazd na więżę widokową jest
bardzo przyjemny. Mamy u stóp całe miasto i okolice. To, co widzieliśmy na
mapie, teraz ożywa i zachęca do spaceru. No i rzeczywiście widzimy, że w
Łowiczu jest dużo kościołów.
widok na ulicę Podrzeczną, uważny obserwator zauważy dwa obiekty sakralne, o których będzie mowa później
No to zaglądamy do jednego z nich. Ten znajduje
się najbliżej bazyliki. To barokowy kościół pijarów pod wezwaniem MB Łaskawej i
św. Wojciecha. Jest nieco młodszy od bazyliki.
Jego wnętrze – mniejsze i
skromniejsze też ma wiele uroku. Szczególnie piękne są tu freski w
prezbiterium. Ich autorem jest Michał Anioł Palloni.
A pod nimi drewniany
ołtarz główny projektowany przez Jakuba Fontanę.
W jednym z bocznych ołtarzy
zauważamy patronkę kościoła – to MB Łaskawa trzymająca w dłoniach strzały,
symbol ochrony przed zarazą lub powstrzymanie gniewu bożego.
Mnie najbardziej zaskoczyły nowoczesne i
bardzo wymowne obrazy Drogi Krzyżowej. Ich autorami są śląscy artyści, bracia
Krzysztof i Michał Powałkowie. Obrazy powstawały w latach 2018 – 21.
Po
opuszczeniu kościoła pijarów wybrałam się na dalsze zwiedzanie Łowicza. A tu
już kolejny kościół przede mną. Ten jest stosunkowo nowy, choć ma też status
zabytku – to neogotycki kościół mariawitów pod wezwaniem Przenajświętszego
Sakramentu. Robi wrażenie swoją wielkością.
A tuż obok malutki, jakby
niekompletny renesansowy kościółek św. Leonarda. Rzeczywiście nie jest to cały
kościół, jego nawa uległa całkowitemu zniszczeniu podczas bitwy nad Bzurą.
Udało się zachować jedynie prezbiterium. Wejście do wnętrza niemożliwe.
Poszłam
więc dalej, krążyłam uliczkami Łowicza i nagle natknęłam się na piąty już tego
dnia kościół. Ba, jest tu nawet klasztor Sióstr Bernardynek.
Weszłam do
skromnego jak na obiekt barokowy wnętrza, trafiłam na czas zakonnej modlitwy.
Mniszki nie były widoczne, było je tylko słychać. Spokojnie obejrzałam wnętrze
z ołtarzem głównym, gdzie znalazłam
ciekawy obraz – dziewiętnastowieczną kopię oryginalnego barokowego
obrazu przedstawiającego św. Annę i św. Joachima wraz z Niepokalanym Poczęciem.
W tym kościele jest też piękny oryginalny rzeźbiony łuk tęczowy. Niestety, za
daleko jak na możliwości mojego obiektywu.
Następnego dnia znów spacerowałam po
Łowiczu i udało mi się napotkać kolejne obiekty sakralne, ale niektóre w
zupełnie innej funkcji.
Przy ulicy Podrzecznej natrafiłam na klasycystyczny
dawny kościół ewangelicki. Smutny to widok. Świątynia zdecydowanie piękna, ale cała
skryta wśród drzew.
Z trudem można obejrzeć jej kolumnowy portyk.
Wieńczącą ją wieżyczkę najlepiej było widać z nieco oddalonego parku nad Bzurą.
Do wnętrza
wejść nie sposób, bo kościół zamieniono na galerię sztuki, a ta nieczynna. I po
zwiedzaniu.
Za to niedaleko można zwiedzić najstarszy łowicki kościół pod
wezwaniem Świętego Ducha. Zbudowany na początku XV wieku w stylu gotyckim był
wielokrotnie rozbudowywany, teraz więc trudno się dopatrzyć w nim wielu śladów
gotyku.
Nic to, wnętrze ma skromne, ale ciekawe.
Tu w ołtarzu głównym zobaczymy
malarskie wyobrażenie MB Pocieszenia, a bocznym MB Różańcową.
Jedna z
parafianek opowiadała mi o pięknej rzeźbie maryjnej, którą pokazuje się wiernym
jedynie w ważne święta. Cóż, może innym razem…
Kiedy już myślałam, że
zobaczyłam wszystkie kościoły w Łowiczu, stanęłam nagle jak wryta przy kolejnym
obiekcie z wyglądu przypominającym kościół.
A na bramie tabliczka Zespołu Szkół
Technicznych im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu. Jak się okazuje trafiłam do
niegdysiejszego kościoła Św. Trójcy i klasztoru dominikanów, który już od dawna
nie pełni funkcji religijnych. Urządzono tu niegdyś nawet koszary.
Było już późne
popołudnie, szkoła pusta, zajrzałam więc na korytarze i do szatni. Szkoda, że
nie było uczniów, bo nie mogłam zapytać, jak się przebywa na co dzień w takich starych
pomieszczeniach.
Wiem, że w Łowiczu jest jeszcze jeden były obiekt klasztorny w
rękach prywatnych. Jego jednak nie oglądałam, a i tak wpis wyszedł potwornie
wielki.
Na zakończenie mały suplement z samymi zdjęciami obrazów
przedstawiających patrona tego roku – świętego Franciszka.
I teraz to już
zdecydowanie koniec tej relacji. Niedługo ciąg dalszy moich wrażeń z Łowicza.
PS Ten wpis przypisałam do kategorii Łódzkie, bo Łowicz jest miastem w województwie łódzkim. Jednocześnie historycznie był zaliczany do Mazowsza, stąd też dołączyłam go i do tej kategorii.
A zdjęcia znów tylko mojego wyrobu, ale za to ile...😉

Jeśli nic sie nie zmieniło na przeciągu kilku lat w zamku arcybiskupów, to dużo nie straciliście. Ogólnie mam wrażenie, że Łowicz ma potencjał, ale jest dosyć mało przyjazny turystyce: albo coś zamknięte, albo czasem trudno dostępne. No i ten unikalny rynek, który robi za parking, zaś drugi, dostępny bardziej dla pieszych jest patelnią na słońcu.
OdpowiedzUsuńRejony niedaleko moich rodzinnych miejsc, ale nie będę ukrywał, że to miasto było dla mnie rozczarowaniem. Co innego pobliska Arkadia i Nieborów, które bardzo polecam.
Tam sobie przypomniałam, jak bardzo trzeba uważać na ulicach - na rynku ruch nie do ogarnięcia, łaziłam naokoło, żeby pod nic nie wpaść. Ale miasto bardzo mi się podobało. Trafiłam na większość otwartych obiektów. No i wszystko tam jest blisko. Nie trzeba się nachodzić.
UsuńArkadia i Nieborów zwiedzone, mam jednak tyle aktualnych wycieczek do opisania, że może w październiku zrobię relację z tych obiektów.