Zżyliśmy się. Ostatecznie to już pół roku. Sześć spotkań.
Fakt, jedno opuściłam. Ale wszystkie, w których uczestniczyłam, pozostaną w
pamięci. Z kim się rozstaję? Z głównym Szlakiem Świętokrzyskim im. Edmunda
Massalskiego.
W niedzielę, 11 października, odbył się ostatni z cyklu rajdów
organizowanych przez skarżyski oddział PTTK w roku stulecia wytyczenia tego szlaku. Głównym organizatorem, opiekunem i
duszą wszystkich był wiceprezes tego oddziału, pan Grzegorz Jędrzejczyk.
Tym
razem zabrał nas na trasę prowadzącą Pasmem Jeleniowskim.
Wystartowaliśmy w
Paprocicach. Pogoda była średnia, pochmurna. Na szczęście nie padało i grupa
raźnie wyruszyła w kierunku Jeleniowskiej (533 m n.p.m.). Ja, oczywiście, od razu na starcie
zostałam w tyle. No bo przecież zawsze robię zdjęcie widoku z łąki za mostkiem.
Tym razem na łące pasła się krowa, która podeszła bliżej i okazało się, że nie
podeszła, a podszedł i raczej trzeba uciekać. Ale fotkę zrobiłam.
Grupa odeszła
daleko i w pośpiechu doganiania przegapiłam rezerwat przed szczytem. Udało się
nawiązać kontakt z czołówką na szczycie Jeleniowskiej.
Dalsza wędrówka była już
spokojna i bez pośpiechu. W dodatku pogoda się poprawiła. Wyjrzało słońce,
zrobiło się ciepło.
Na Przełęczy Jeleniowskiej szliśmy już w promieniach
oświetlających drogę.
Niestety, nie było z nami kolegi Eda i nie miał kto nam
zrobić tradycyjnego foto na tej przełęczy. Mam tylko swoje zastępcze.
Nigdy nie
podchodziliśmy na Szczytniak (554 m n.p.m.) od strony Jeleniowskiej i zawsze nam się wydawało,
że to będzie potwornie trudne podejście. Czekałam na ten trud, czekałam,
obserwowałam drzewa przy ścieżce, grzyby, a trudno się nie zrobiło.
No może
trochę w samej partii szczytowej, gdzie jest dużo drobnych i uciążliwych
kamieni, zapewne przedłużenie gołoborza.
Na szczycie urządzono prawdziwy piknik
turystyczny połączony z pogadanką o wojennej historii tego regionu, związkach z
działalnością oddziałów „Ponurego” i „Nurta”.
Ja zrobiłam sobie niewielki wypad
na gołoborze – jedyne, po którym wolno chodzić, co udowodnił jeden z kolegów.
Poszukałam też pozostałości jednej z ikon malowanych na kamieniu przez Michała
Płoskiego.
Dalsza trasa to przyjemny spacer przez łagodne wzniesienia –
Chocimowską (521 m.n.p.m), Witosławską (491 m n.p.m.) i Wesołówkę (469 m n.p.m.) do Truskolaskiej (448 m n.p.m.). Las w plamach słońca.
Czasem kałuża, czasem grzyby.
I zawsze spokój i szelest liści opadłych pod
stopami, a zielonych na gałęziach. Taki pomost między późnym latem a wczesna
jesienią.
Po zejściu z Truskolaskiej wyszliśmy na skraj lasu. A tu widoki na
pola u stóp Pasma Jeleniowskiego.
I niebo – raz w chmurach, raz w słońcu.
Jeszcze
tylko krótki przystanek przy cmentarzu z czasów 1 wojny światowej i opowieść o
historii.
I w końcu przed nami ostatni odcinek GSŚ – aleja lipowa w
Gołoszycach.
Pomnikowe lipy stopniowo zmieniają liście na żółte, zza ich pni
wyłaniają się okoliczne pola.
Grupa dotarła do punktu oznaczającego początek
szlaku. Jeszcze tylko wspólne pamiątkowe zdjęcie i pora jednak się rozstać ze
szlakiem i ludźmi, z którymi odbywaliśmy całą kilkuetapową wędrówkę.
Na
zakończenie tradycyjne kwiaty do bukietu dla Jubilata. Tym razem jesienne.
I po
przygodzie…
Zdjęcia – Grzegorz Kowalski
(grupowe) i ja

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz