poniedziałek, 14 września 2026

Okno pogodowe z widokiem na Święty Krzyż

W piątek i sobotę padało. Czasem. Ale jednak. W niedzielę wieczorem też miało padać. Podobno. A w niedzielę rano wyjrzało słońce. Oświetliło termometry wskazujące plus pięć i postanowiło zafundować nam okno pogodowe, przez które będzie wyglądać cały dzień. Słońce, jak już coś postanowi, to tak będzie. Zapewniło świetną pogodę na piąty etap jubileuszowego rajdu Głównym Szlakiem Świętokrzyskim. Bardzo to było miłe, bo przecież cała grupa pod wodzą wiceprezesa Skarżyskiego Oddziału PTTK, pana Grzegorza Jędrzejczyka, zmierzała do najważniejszego miejsca owego szlaku – na Łysiec, Łysą Górę, Święty Krzyż, skąd nasza świętokrzyska tożsamość. 
 

Wyruszyliśmy z miejsca zakończenia czwartego etapu rajdu – sprzed chaty Kaka w Kakoninie. 
 
podobne zdjęcie kończyło relację z czwartego etapu rajdu (tu link), to zaczyna nową 
 
Już na starcie przestało być zimno. A przed uczestnikami rajdu prawie dwa kilometry marszu po najbardziej znienawidzonym przez piechurów podłożu – asfalcie. 
 

Na szczęście rano i bez upału jest to zdecydowanie do wytrzymania. Marsz uprzyjemniało słońce świecące w twarz i prawie jesienne widoki na okolicę. 
 

Jakoś tak nieoczekiwanie szybko dotarliśmy do kapliczki, która zapewne ma inną intencję, ale dla mnie jest oznaką przejścia na polne, a potem leśne drogi. 
 

Wkroczyliśmy na skraj lasu będący granicą Świętokrzyskiego Parku Narodowego. A tu cisza i spokój, plamy słonecznego światła na ścieżkach, drzewach i między liśćmi. 
 


Zza drzew co jakiś czas wyłaniały się pola Huty Podłysicy i majaczące na horyzoncie Pasmo Bielińskie. 
 


Ja się rozglądałam za ciekawostkami przyrodniczymi. Tym razem w obiektyw wpadły mi ciekawe korzenie. 
 


Były też różne gatunki grzybów, które najczęściej nazywamy hubami. Jakież było moje zdumienie, gdy zaczęłam je identyfikować! Efekty w podpisach. 
 
kredoporek łzawiący
 
hubiak pospolity
 
pniarek obrzeżony

Dodam jeszcze, że zainteresowały mnie krople na brzegach niektórych z tych grzybów. Znalazłam w sieci informacje o tym, że mamy tu do czynienia ze zjawiskiem o nazwie gutacja. Polega ono na tym, że grzyb wydala nadmiar wody pobranej z podłoża. Skrapla się on na brzegach owocnika w sytuacji dużej wilgotności powietrza, czyli najczęściej rano. 
Zbliżało się południe, kiedy wyszliśmy z lasu na Przełęczy Huckiej, skąd mieliśmy widok na główny cel naszego rajdu. 
 
 

Po krótkim odpoczynku rozpoczęliśmy podejście na Łysiec. Prowadziło ono nie asfaltową drogą szlaku, a ścieżką dydaktyczną równoległą do niego. Bardzo to było rozsądne, bo szosą zmierzali, nierzadko autami, pielgrzymi na uroczystości odpustowe z okazji święta Podwyższenia Krzyża Świętego. Ścieżka była więc bezpieczniejsza i wygodniejsza. Wysłuchaliśmy na niej opowieści o wielowiekowej historii klasztoru, znaczeniu sanktuarium w dziejach Polski, najciekawszych zabytkach (w tym takich, które są związane ze skarżyskim duchownym, księdzem Sedlakiem). 
 

I w końcu pomaszerowaliśmy ku szczytowi. 
 

Na górze udało nam się nie przeszkadzać w uroczystościach religijnych, które odbywały się na polanie przed klasztorem. Mieliśmy za to możliwość zwiedzenia kościoła, klasztornych krużganków i kaplicy  Oleśnickich, które były prawie puste.
 

Po zwiedzaniu wybrałam się na indywidualny wypad na platformę widokową w pobliżu szczytu Łyśca. Jej okolice stopniowo zarastają lasem. 
 

Kiedy się jednak zejdzie do barierki, można podziwiać gołoborze u naszych stóp i widoki na pola Szerzaw, las Serwis czy Chełmową Górę. 
 



Z platformy widać również pozostałości historii wcześniejszej niż chrześcijaństwo na Łyścu. To widoczny dobrze pas wału kultowego Słowian otaczającego partię szczytową góry. Tu spotyka się starsza i nowsza historia naszych ziem. 
 

A na nas pora – trzeba było opuścić Święty Krzyż. 
Nie szliśmy Drogą Królewską, a szlakiem ku Trzciance. 
 
 na Drogę Królewską
 
na szlaku czerwonym

To moja ulubiona droga. Czasem baśniowo tajemnicza – ze starymi jodłami.
 


Czasem łagodna i prosta z wygodnym podejściem lub zejściem. 
 
 
A czasem z kolejką do przybicia ważnej dla turystów pieczątki. 
 

W Trzciance zakończyliśmy piąty etap spotkań z GSŚ. 
Na zakończenie, jak zwykle, dorzucam kilka kwiatów z trasy do bukietu dla Jubilata. Tym razem trudno było je spotkać przy drodze – idzie jesień…  
 


 

Zdjęcia mojego wyrobu

1 komentarz:

  1. Też od kilku ładnych lat omijamy Drogę Królewską... lubię podejście od Kobylej Góry i Aptekę.

    OdpowiedzUsuń