poniedziałek, 23 marca 2026

90 kilometrów na stulecie

Do podanej w tytule liczby nie przywiązywałabym się nadmiernie, bo co jakiś czas oscyluje ona od 90 do 100. Cóż ona oznacza? To długość trasy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego. Dodam, że jest on znakowany kolorem czerwonym. Znamy się z nim dobrze od lat, wiemy, że co jakiś czas jego przebieg bywa zmieniany – czasem dostosowujemy się do zmian, czasem ich nie zauważamy wierni utartym nawykom. W tym roku nasz stary znajomy obchodzi jubileusz stulecia wytyczenia jego pierwszej trasy. Dokonali tego w roku 1926 dwaj miłośnicy Gór Świętokrzyskich – Edmund Massalski i Kazimierz Kaznowski. Wtedy szlak prowadził z Kielc do Nowej Słupi.

gdzieś na szlaku

Nie wypada pominąć tak ważnej rocznicy. Dlatego też skarżyski oddział PTTK zorganizował cykl rajdów trasami tego szlaku. Jego uczestnicy przejdą zapowiadane 90 kilometrów. 
Pierwszy rajd miał miejsce w ostatnią niedzielę i prowadził odcinkiem szlaku w Paśmie Oblęgorskim. Uczestnicy wędrówki, w tym i nasza grupka, wyruszyli na trasę z Kuźniaków. Tu, oczywiście, czeka na nas wiekowa Jadwiga, czyli zbudowany w latach 60. XIX wieku piec hutniczy, a raczej jego pozostałości, które spokojnie zarastają drzewami za solidnym ogrodzeniem. 
 

Po tym spotkaniu wyruszyliśmy na Kuźniacką (366 m n.p.m.). 
 
przeszkody na trasie
 
Liczna grupa rozciągnęła się na podejściu, ale wszyscy spotkali się przy efektownych skałkach na zboczu góry. Przy okazji dowiedzieliśmy się od kierownika trasy i inicjatora całego przedsięwzięcia, Grzegorza Jędrzejczyka, o unikatowej właściwości jednego z bloków skalnych. Stanowi on tak zwane lustro tektoniczne – jego gładka powierzchnia powstała na skutek przesuwania się skalnych mas. To jedyny taki okaz w Górach Świętokrzyskich. No kto by pomyślał… 
 
 Lustereczko, powiedz przecie...
 
Jak wiadomo, kolejnym szczytem do zdobycia była Perzowa (399 m n.p.m.) z jej stromym podejściem na początku i łagodnym spacerowym zdobywanie szczytu. Szliśmy widnym bukowym lasem podziwiając dziwaczne niekiedy kształty buków, skalne bloki i urwiska oraz kwitnące przylaszczki i zawilce. 
 

 
Ze względu na oryginalne walory bloków skalnych z czerwonego piaskowca w szczytowej partii Perzowej utworzono rezerwat przyrody nieożywionej. W rezerwacie można podejść do skałek, które prawie wcale nie wyglądają na czerwone, tak porosły mchami i zzieleniały na powierzchni. 
 
 


Zajrzeliśmy też i do słynnej groty skalnej z kapliczką św. Rozalii i wysłuchali  nieco przerażających legend związanych z okolicą
 

Po wyjściu z lasu na zboczach Perzowej zderzyliśmy się z widokiem na Siniewską (449 m n.p.m.), polami i silnym wiatrem, który podkręcał tempo wędrówki w nadziei dotarcia do kolejnego zacisznego lasu. 
 
 
Ja niezmiernie lubię widoki na tym odcinku trasy, zaprezentuję więc i je. 
 


Podejście na Siniewską to dla mnie kwintesencja wycieczkowej nudy i monotonii – las zwyczajny, brak atrakcyjnych obiektów, no i ciągnie się to podejście w nieskończoność. Dla oddania sprawiedliwości przyrodzie przyznam, że bardzo mi się podobają oryginalne graby, które tu spotykamy. 
 

W dodatku zaskoczyły mnie niewielkie, zgrabne kopczyki kamieni ustawionych przy ścieżce. Często się pewnie spotykaliście z nimi w wyższych górach; miło, że przywędrowały i na nasze tereny. 
 

Tradycyjny odpoczynek przed zdobyciem szczytu nastąpił w punkcie widokowym przy platformie w Sieniowie. Miejsce przyjemne, chociaż dziwnie pozagradzane. Nie wiadomo – dostępne czy zabronione. Widoki rozległe, ale lekko zamglone. Padół Strawczyński nie chciał pokazać całej swojej urody. Widocznie liczy na kolejne spotkanie. 
 
pejzaż jak zza krzaka 
 
Po odpoczynku wdrapaliśmy się na szczyt. 
 

Teraz to już był malutki spacerek, a potem zejście do podnóża góry przez las i ładny wąwozik. 
 

Zeszliśmy do szosy Oblęgór – Malmurzyn i skierowali się ku Baraniej (427 m n.p.m.). Z drogi mogłam rzucić pożegnalne spojrzenia na Siniewską, a potem zacząć króciutkie podejście czerwonym szlakiem do czarnego. 
 

Ten ostatni prowadzi, jak wiemy, na południe w stronę Oblęgorka i jest jednym z bardziej malowniczych miejsc w okolicy. Z przyjemnością przeszłam uroczymi wąwozami, gapiłam się na dorodne buki i łany zawilców u ich stóp. 
 


Wiem, zrobiłam tu już setki zdjęć przy okazji innych wycieczek, ale jeszcze jedno czy dwa nie zawadzą. 
 
 


W samym Oblęgorku zakończyła się nasza wędrówka. Nie było zwiedzania pałacyku, ale spacer w jego okolicy dał mi okazję spotkania z kolejnymi wiosennymi kwiatuszkami do bukietu okolicznościowego dla naszego jubilata. 
 
ziarnopłon wiosenny
 
złoć żółta
 
I po wycieczce. Według organizatorów liczyła ona 13 kilometrów. Moim zdaniem była naprawdę udana. Godnie i sympatycznie uczciliśmy jubileusz szlaku. Teraz pora na kolejne spotkania z nim.   
 
Zdjęcia mojego wyrobu

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz