Do podanej w tytule liczby nie przywiązywałabym się
nadmiernie, bo co jakiś czas oscyluje ona od 90 do 100. Cóż ona oznacza? To
długość trasy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego. Dodam, że jest on znakowany
kolorem czerwonym. Znamy się z nim dobrze od lat, wiemy, że co jakiś czas jego
przebieg bywa zmieniany – czasem dostosowujemy się do zmian, czasem ich nie
zauważamy wierni utartym nawykom. W tym roku nasz stary znajomy obchodzi
jubileusz stulecia wytyczenia jego pierwszej trasy. Dokonali tego w roku 1926
dwaj miłośnicy Gór Świętokrzyskich – Edmund Massalski i Kazimierz Kaznowski.
Wtedy szlak prowadził z Kielc do Nowej Słupi.
gdzieś na szlaku
Nie wypada pominąć tak ważnej
rocznicy. Dlatego też skarżyski oddział PTTK zorganizował cykl rajdów trasami
tego szlaku. Jego uczestnicy przejdą zapowiadane 90 kilometrów.
Pierwszy rajd miał
miejsce w ostatnią niedzielę i prowadził odcinkiem szlaku w Paśmie Oblęgorskim.
Uczestnicy wędrówki, w tym i nasza grupka, wyruszyli na trasę z Kuźniaków. Tu,
oczywiście, czeka na nas wiekowa Jadwiga, czyli zbudowany w latach 60. XIX
wieku piec hutniczy, a raczej jego pozostałości, które spokojnie zarastają
drzewami za solidnym ogrodzeniem.
Po tym spotkaniu wyruszyliśmy na Kuźniacką
(366 m n.p.m.).
Liczna grupa rozciągnęła się na podejściu, ale wszyscy spotkali
się przy efektownych skałkach na zboczu góry. Przy okazji dowiedzieliśmy się od
kierownika trasy i inicjatora całego przedsięwzięcia, Grzegorza Jędrzejczyka, o
unikatowej właściwości jednego z bloków skalnych. Stanowi on tak zwane lustro
tektoniczne – jego gładka powierzchnia powstała na skutek przesuwania się
skalnych mas. To jedyny taki okaz w Górach Świętokrzyskich. No kto by pomyślał…
Jak wiadomo, kolejnym szczytem do zdobycia była Perzowa (399 m n.p.m.) z jej stromym
podejściem na początku i łagodnym spacerowym zdobywanie szczytu. Szliśmy widnym
bukowym lasem podziwiając dziwaczne niekiedy kształty buków, skalne bloki i
urwiska oraz kwitnące przylaszczki i zawilce.
Ze względu na oryginalne walory bloków skalnych z czerwonego piaskowca w szczytowej partii Perzowej utworzono
rezerwat przyrody nieożywionej. W
rezerwacie można podejść do skałek, które prawie wcale nie wyglądają na czerwone, tak
porosły mchami i zzieleniały na powierzchni.
Zajrzeliśmy też i do słynnej
groty skalnej z kapliczką św. Rozalii i wysłuchali nieco
przerażających legend związanych z okolicą.
Po wyjściu z lasu na zboczach Perzowej zderzyliśmy się z
widokiem na Siniewską (449 m n.p.m.), polami i silnym wiatrem, który podkręcał
tempo wędrówki w nadziei dotarcia do kolejnego zacisznego lasu.
Ja niezmiernie
lubię widoki na tym odcinku trasy, zaprezentuję więc i je.
Podejście na
Siniewską to dla mnie kwintesencja wycieczkowej nudy i monotonii – las
zwyczajny, brak atrakcyjnych obiektów, no i ciągnie się to podejście w
nieskończoność. Dla oddania sprawiedliwości przyrodzie przyznam, że bardzo mi
się podobają oryginalne graby, które tu spotykamy.
W dodatku zaskoczyły mnie
niewielkie, zgrabne kopczyki kamieni ustawionych przy ścieżce. Często się
pewnie spotykaliście z nimi w wyższych górach; miło, że przywędrowały i na
nasze tereny.
Tradycyjny odpoczynek przed zdobyciem szczytu nastąpił w punkcie
widokowym przy platformie w Sieniowie. Miejsce przyjemne, chociaż dziwnie
pozagradzane. Nie wiadomo – dostępne czy zabronione. Widoki rozległe, ale lekko
zamglone. Padół Strawczyński nie chciał pokazać całej swojej urody. Widocznie
liczy na kolejne spotkanie.
Po odpoczynku wdrapaliśmy się na szczyt.
Teraz to
już był malutki spacerek, a potem zejście do podnóża góry przez las i ładny
wąwozik.
Zeszliśmy do szosy Oblęgór – Malmurzyn i skierowali się ku Baraniej (427
m n.p.m.). Z drogi mogłam rzucić pożegnalne spojrzenia na Siniewską, a potem zacząć
króciutkie podejście czerwonym szlakiem do czarnego.
Ten ostatni prowadzi, jak
wiemy, na południe w stronę Oblęgorka i jest jednym z bardziej malowniczych
miejsc w okolicy. Z przyjemnością przeszłam uroczymi wąwozami, gapiłam się na
dorodne buki i łany zawilców u ich stóp.
Wiem, zrobiłam tu już setki zdjęć przy
okazji innych wycieczek, ale jeszcze jedno czy dwa nie zawadzą.
W samym
Oblęgorku zakończyła się nasza wędrówka. Nie było zwiedzania pałacyku, ale
spacer w jego okolicy dał mi okazję spotkania z kolejnymi wiosennymi
kwiatuszkami do bukietu okolicznościowego dla naszego jubilata.
I po wycieczce. Według organizatorów liczyła ona 13 kilometrów. Moim zdaniem była naprawdę udana. Godnie i sympatycznie uczciliśmy jubileusz szlaku. Teraz
pora na kolejne spotkania z nim.
Zdjęcia
mojego wyrobu


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz