poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Drugie spotkanie ze stulatkiem

Niespełna miesiąc temu zaczęliśmy przygodę na Głównym Szlaku Świętokrzyskim (tu link), a tu już kontynuacja. Trasa rajdu prowadzi przez Wzgórza Tumlińskie.
 
 
Startujemy we wsi Ciosowa, żeby zdobyć Górę Ciosową (365 m n.p.m.). Właściwie powinniśmy tu dotrzeć z Baraniej Góry, ale budowa drogi szybkiego ruchu praktycznie uniemożliwia to przejście. Wchodzimy więc na szlak od strony ulicy, wykonujemy przyjemną pętelkę i wracamy w to samo miejsce. Bardzo pomysłowe. Zatrzymujemy się u podnóża góry, aby obejrzeć pozostałości niegdysiejszego kamieniołomu dolnotriasowych piaskowców tumlińskich o charakterystycznej czerwonej barwie. Teren kamieniołomu objęty jest ochroną jako pomnik przyrody nieożywionej.
 
 
Mam wrażenie, że niedawno wyczyszczono okolicę z zarastających ją drzew i krzewów – wychodnie skalne są dzięki temu dobrze widoczne. 
 


Kiedy zaś wchodzimy na koronę kamieniołomu, już trudniej dostrzec skały zza drzew. 
 
mamy za to swoją, świętokrzyską krzywą sosnę 
 
Zamykamy pętelkę na Ciosowej wychodząc na ulicę. 
 

Wąska ona i jej przejście wymaga wielkiej ostrożności, ale grupa zdyscyplinowana i ten odcinek trasy pokonujemy bezproblemowo. 
 

Po przekroczeniu ruchliwej szosy w Miedzianej Górze zanurzamy się w las i spokojnie wędrujemy  w stronę szczytu góry Kamień (399 m n.p.m.), nazywanej również Piekło. 
 
las na Kamieniu
 
skąd tu mamut?!
 
Ta druga nazwa jest zapewne związana z oryginalną wychodnią skalną znajdującą się nieco poniżej szczytu Kamienia. 
 
 
To skała Piekło Miedzianogórskie. Ten przymiotnik zadziwił mnie niezmiernie, bo przez całe lata mojego wędrowania nie spotykałam się z nim na żadnej mapie. Widocznie jest potrzebny, bo w naszym regionie „Piekieł” jest mnóstwo i może jedynie dzięki przymiotnikom da się je sensownie odróżnić. Poza tym, zdaje się, że ostatnio ta skała znów jest pomnikiem przyrody (co i raz sytuacja się w tej kwestii zmienia). 
 


Nie bez znaczenia jest też charakter góry Kamień i jego wychodni skalnych. Są one bowiem pochodzenia dewońskiego, czym się różnią od wszystkich gór Wzgórz Tumlińskich. 
 
w tajniki geologii wprowadza pan T. Durlik
 
Po krótkiej pogadance geologicznej i odpoczynku zdobywamy szczyt Kamienia.
 

Teraz schodzimy ku Wykieńskiej (401 m n.p.m.). Podejście ku jej szczytowi na tym odcinku to sama przyjemność. 
 

Na tej górze koniecznie trzeba się zatrzymać przy słynnej niegdyś skoczni narciarskiej Tumlin – Wykień. Dodatkową atrakcją tego postoju okazuje się fakt, że uczestniczkami rajdu są córki skoczka narciarskiego, który trenował w klubie Skała Tumlin, brał udział w zawodach (w tym, rzecz jasna, rozgrywanych na tej skoczni) i odnosił sukcesy. Takie to niespodzianki  zdarzają się na trasie… 
 

Po miłych chwilach relaksu następuje zderzenie z trudną rzeczywistością szlaku – pora zejść z Wykieńskiej. Przewidujący turyści zaopatrzyli się w kijki trekkingowe i lekko schodzą po stromiźnie, inni radzą sobie „sposobem” – a to drzewka się człowiek uchwyci, a to patykiem podeprze. Mnie pomógł turysta – dżentelmen, który skołowanej kobiecinie podał pomocną dłoń. 
 

I tak wszyscy docierają do podnóża góry z widokami na kolejny „punkt programu” – Grodową (399 m n.p.m.).
 

Spotkanie z nią trzeba jednak odłożyć nieco w czasie, aby zejść w bok od szlaku i zatrzymać się w kamieniołomie Wykień (ten jest objęty ochroną jako stanowisko dokumentacyjne). 
 


Wiem, zdjęcia pracy studenta Jacka Pilcha „Ciało” pokazywałam dziesiątki razy, ale z taką liczbą turystów, którzy ani trochę nie obawiają się, że trzynastotonowy blok kamienny spadnie, to jeszcze nie było prezentowane. 
 

Podczas postoju próbuję znaleźć choćby jeden element, którego tu jeszcze nie fotografowałam. Oto rezultat: 
 

Wypoczęta grupa wyrusza na zdobywanie wspomnianej już Grodowej. Las na niej ładnie się zieleni, a podejście szlakiem nic a nic mniej strome się nie zrobiło. 
 


Po stromym odcinku zawsze następuje łagodny i zaraz się wyłania nagroda w postaci kapliczki Przemienienia Pańskiego na szczycie. 
 

Tu dowiadujemy się o rezerwacie Kamienne Kręgi i wysłuchujemy historii okolicy, ze szczególnym uwzględniłem opowieści o polewaniu oblegających górę Szwedów gorącą kaszą. Kasza kaszą, ale narzuca się myśl – gdzie to wtedy te lasy na Grodowej były, że oblężeni mieli możliwość zastosowania takiego manewru bez problemu. 
 

Szlak prowadzi dalej przez Tumlin i wchodzi na Sosnowicę (413 m n.p.m.). Góra ze wszystkich najwyższa, ale podejście najłatwiejsze. Fakt – dosyć długo trwa, ale łagodne jest i spokojne. Można odpocząć, podziwiać stare buki, porozmawiać nawet o teatrze. 
 


Odrobina emocji pojawia się w miejscu stałej kałuży na szlaku. Tym razem wydaje się ona jakby mniejsza i przejść można prawie bezproblemowo. 
 


A potem to tylko rzut oka na meandry Sufragańca i już można wypatrywać pomnika Czwartaków. Dotarcie do niego zwiastuje koniec rajdu.
 


Kierownictwo rajdu nie zabrało nas na oglądanie kamieniołomu Sosnowica, bo już pora zrobiła się dosyć późna, a i wrażeń tego dnia mieliśmy pod dostatkiem. 
Nasz stuletni szlak tego dnia zaprezentował się  w uroczej wiosennej odsłonie – tak się zachęca do kolejnych spotkań. 
 

kolejne kwiaty do bukietu urodzinowego dla jubilata
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz