piątek, 17 listopada 2017

Bliżej domu



Jesień w pełni; póki co zimy jeszcze nie widać. Szkoda tylko, że dni będą coraz krótsze, bo na dalsze wyjazdy zbyt mało czasu i jesteśmy zmuszeni kręcić się po najbliższej okolicy.
Tym razem wyruszyliśmy ze Starachowic do zalewu na Lubiance. 

zalew na Lubiance

poniedziałek, 13 listopada 2017

Słońce wyjrzało!


Zupełnie bez zapowiedzi. Miało się nie pokazywać i w zastępstwie wysłać deszcz. A tu taka niespodzianka!
Trochę się z nami droczyło i czasem chowało się za chmury, ale było. I uprzyjemniało marsz.
Startujemy w Pile, gdzie tradycyjnie odwiedzamy 6 pomnikowych dębów bezszypułkowych. 

 jeden z dębów w charakterze pars pro toto 

niedziela, 12 listopada 2017

Wspomnień czar


Dostałam niedawno prezent. Wiersz. Przeczytałam go raz, drugi i jeszcze raz. I czuję, że autor mówi to, co i ja bym chciała powiedzieć, ale nie potrafię.
Podzielę się z czytelnikami bloga tym wierszem. Przeczytajcie, może niektóre myśli są i wam bliskie.
Kim jest autor wiersza? To zaprawiony w bojach świętokrzyski turysta – Ob.Wieś. Ja wędrowałam z nim raz, może dwa, bo, jak to mówią koledzy, „wyemigrował do stolicy”. Ale ma „w nogach” wiele świętokrzyskich (i nie tylko) tras. Na stołecznej emigracji tęskni za ziemią rodzinną, często tu wraca. I stąd pewnie ten wiersz. 

autor wierszy przygotowuje kanapki, grupa podziwia widoki (Kozi Wierch - lata osiemdziesiąte)

sobota, 11 listopada 2017

Taki dzień się zdarza raz

Sala Nowej Galerii w Miejskim Centrum Kultury w Skarżysku wypełnia się z wolna, goście spacerują i oglądają obrazy.  Najwięcej emocji budzą bukiety bzu. Jakby świeżo zerwane, a to przecież listopad. Nie sposób przejść obok nich obojętnie. 

wiosenne bzy - obrazy autorstwa pani Barbary Obary

czwartek, 9 listopada 2017

Niespodziewanie zrobiło się zimno

I to bardzo zimno. Do tego wietrznie. Wiatr od wschodu.
Krótko mówiąc – słaba perspektywa wycieczkowa.
Mimo wszystko wyruszyliśmy na środową trasę, która okazała się inna niż wstępnie planowana, ale w ogóle była. I to jest ważne.
Bus dostarczył nas do wsi Kopcie, skąd pomaszerowaliśmy na spotkanie wiatru czerwonym szlakiem (nazywają go „piekielny”, no, jeśli w piekle wieje, to czemu nie?).
Przy szlaku rosną potężne dęby, które co jakiś czas odwiedzamy. Niedługo będzie to prawie niemożliwe. Już teraz bobry przygotowały na rzeczce solidne rozlewisko. Pokonywaliśmy je po śliskich pniach, które jakaś litościwa dusza ułożyła nad wodą. Dalekie to od luksusu. Ciekawe, kiedy wykonawcy owego szlaku zadbają o przyzwoity mostek. 

pomnikowy trzystuletni Dąb na Stawidłach (albo na Stawiskach)

poniedziałek, 6 listopada 2017

Nie wierzcie kobiecie

Obieca taka spokojną wędrówkę czarnym szlakiem, zapewni, że błota nie będzie, a potem ni z tego ni z owego zmieni zdanie i albo porzuci samotnie na skraju lasu, albo pociągnie za sobą w nieznane.
Nie wierzycie? Poczytajcie.
To jak było?
Na początek „zaliczyliśmy” przystanek kolejowy w Stykowie Iłżeckim (ta stacyjka była przez nas zaniedbana w tym roku bardzo – pora nadrobić zaległości), a potem pomaszerowaliśmy zgodnie szosą na północ. Oczywiście bez szlaku, ale po co taki na szosie? 

polna droga w okolicach Adamowa

poniedziałek, 30 października 2017

Najpiękniejszą z wszystkich cieszyńską perłą byłaby ona*

Jeśli o mnie chodzi, to mogę podać imię owej cieszyńskiej perły – secesja. Mam nawet kilka adresów, pod którymi się ukrywa. A deklarację uczucia złożyłam już parę lat temu (tu dowód).
Tym razem znów poniosło mnie na tęskne spacery po Cieszynie. Z jednym zamiarem – spotkać kolejne secesyjne kamienice.
Przedstawię wam trzy. Z innych wybiorę kilka detali. Może dzięki temu unikniemy zanudzania. Ale pewności brak.
Na początek – willa przy ulicy 3 Maja. Powstała ona w roku 1913 w stylu wiedeńskiej secesji geometrycznej – jak dla mnie najbardziej eleganckiej. Jej twórcą i właścicielem był cieszyński architekt Robert Lewak, który umieścił swoje inicjały nad głównym wejściem, a wejście boczne zdobią atrybuty architekta.

willa Roberta Lewaka