poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wycieczka zmienną jest

Jak pogoda. Kiedy piszę ten tekst, za oknem świeci ostre słonce, a wszystkie portale pogodowe mówią, że właśnie u nas pada.
Taka oto dezinformacja meteorologiczna spowodowała, że zrezygnowałam z trasy planowanej na niedzielę i wybrałam tak zwany wariant bezpieczny – jedziemy pociągiem do Łącznej i wracamy do domu blisko szosy. W razie czego będzie łatwy odwrót.
A jak było? Jak w tytule i w pogodzie – ciągłe zmiany. 
Już na początku kolega Ed zaczął domagać się odejścia od planowanej drogi i przejścia w kierunku pól. Skoro właściwie żadnej planowanej drogi i tak nie było, to się poszło w kierunku pól. Połaziliśmy tu i tam bez większego entuzjazmu, ale też i bez problemów – tu jakieś nowe ścieżki, tam widoki. 

polna droga (ta prowadzi do Krzyżki)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Co tu jest do zwiedzania?

… zapytała jedna z pasażerek busa, z którego wysiadaliśmy we wsi Szałas.
Może nowych dla nas miejsc niewiele, bo niedawno byliśmy w tej okolicy (tu link). Teraz jednak postanowiłam znaleźć choćby jedno takie, gdzie jeszcze nie zaglądaliśmy. Zainspirowała mnie dyskusja pod poprzednim postem. Czyli znów ruszamy na „szlak Hubala”.
Zaczynamy wędrówkę w Szałasie. Okazuje się, że we wsi jeszcze trochę zimy, wiatr ostro wieje, ale słońce lekko świeci. 

jeden z dopływów Krasnej w Szałasie 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Spokojna wycieczka na niepogodę

Taka, żeby nie za długa i z możliwością skrócenia trasy w razie deszczu. No i raczej w kierunku domu.
Pojechaliśmy więc busem do Rzucowa, z którego zaczęliśmy naszą terasę na południowy wschód. Od naszej poprzedniej bytności w tym miejscu minęło trochę czasu (tu relacja ze stycznia 2013, a tu z marca) i chcieliśmy sprawdzić, co się zmieniło.
Otóż, modrzewiowy dworek jest teraz tak porządnie ogrodzony, że przeciętny turysta nie wejdzie do otaczającego go parku, ani nie obejrzy pobliskiego stawu. Ale turysta sam sobie winny, bo można się umówić z właścicielami na zwiedzanie, o czym nie wiedziałam, następnym razem radzę skorzystać ze strony dworu (tu link) i się umówić – ja tak zrobię. 

dziewiętnastowieczny modrzewiowy dwór w Rzucowie

czwartek, 6 kwietnia 2017

Wokół Miedzianki

Tym razem Miedzianka była tylko pretekstem. Kolega Ed miał wobec nas inne, dużo poważniejsze zamiary. Ale na razie ich nie zdradzał.
Pojechaliśmy pociągiem do stacji Wierna Rzeka, gdzie zaczyna się szlak żółty przez Miedziankę w stronę Chęcin. Nie przejęliśmy się nim jakoś specjalnie mocno, bo szef pociągnął nas nad rzekę – TĘ rzekę – Wierną.

stacyjka dla miłośników literatury

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Od dębu do dębu

Pewnego dnia poczułam tęsknotę za dobrym starym znajomym – Maćkiem, który jest wiekowym dębem, pomnikiem przyrody. Nie jest to łatwa znajomość, bo Maciek żyje samotnie i trudno do niego trafić, o czym się parę razy przekonaliśmy. Ostatnio zajrzeliśmy do niego jesienią 2014 roku (tu link). 

Maciek i ja dawnymi laty

czwartek, 30 marca 2017

Gdy luz i zapał masz, mój synu, zdobędziesz łatwo każdy cel*

To nigdy nie była nasza maksyma. Ale czasem się przydaje. Na przykład w takim dniu, kiedy zapowiadają deszcz, a ty wiesz, że deszczu nie będzie, ale się obawiasz, że może jednak …
Staszek i ja z zapałem i na pełnym luzie w pięć minut wymyśliliśmy wycieczkę na środę. To znaczy, wiedzieliśmy gdzie pojedziemy. A potem się zobaczy.
Zamierzaliśmy pojechać do Starachowic. Nie uwierzycie, ale mało brakowało, a byśmy tam nie dojechali. Dlaczego? Bo siedzieliśmy w pociągu, który miał jechać w tym kierunku, ale godzinę później, co nikomu z luzaków do głowy nie przyszło. Dopiero pojawienie się na peronie naszego pociągu wzbudziło lekkie zaniepokojenie i jednak zebraliśmy klamoty i się przesiedli. Cud, że zdążyliśmy. 
Potem było równie optymistycznie. Szlak w Starachowicach się znalazł (czerwony) i nim poszliśmy w kierunku lasu. 

niewielki staw na skraju Starachowic 

poniedziałek, 27 marca 2017

Nie lubię zmiany czasu

Zwłaszcza na letni.
Rano budzę się nieprzytomna, siłą woli wychodzę z domu i bez udziału świadomości ląduję na przystanku busa. W busie marznę, bo jestem niewyspana, wszystko wokół widzę na szaro. Zresztą, takie właśnie jest.
Nawet mi się nie chce wywlec z plecaka aparatu fotograficznego. Bo i po co? Przecież wokół brzydko i nudno.

pochmurny poranek w okolicy Zagórza