sobota, 15 czerwca 2019

Szafuza – miasto u stóp twierdzy Munot

Jeśli się już człowiek wdrapie na wzgórze Malm i z murów twierdzy spojrzy w dół, zobaczy Ren przepływający przez miasto z brązowymi dachami. Jakiś most, wieża kościelna. Ot, stare miasto, pewnie takie, jak te dachy, brązowe i nudne.

widok z murów twierdzy Munot na dachy Szafuzy (Schaffhausen)

czwartek, 13 czerwca 2019

A teraz pora na zamek!

I to nie jeden.
Jako pierwszy na naszej trasie pojawił się zamek w Olsztynie koło Częstochowy. 

na początek mały dowód, że tam byliśmy 😄

środa, 12 czerwca 2019

Na tropie ostańców

Chyba każdy łatwo zgadnie, gdzie się udaliśmy tropić ostańce. Na wszelki wypadek uściślam – północne rejony Jury Krakowsko-Częstochowskiej. 

ostańce wapienne w grupie Skał Mirowskich

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Potęga żywiołu

Wymarzyłam sobie to spotkanie z żywiołem już jakiś czas temu. Nie myślałam tylko, że będzie to tak spektakularny żywioł. Żadna relacja, nawet film, nie jest w stanie oddać wrażenia.
Cóż to za żywioł? Woda! Masy wody przewalającej się w wodospadzie Renu w szwajcarskiej miejscowości Neuhausen am Rhein. Znalazłam informację, że średni przepływ wody w tym miejscu wynosi latem 600 m3 na sekundę. Nie sposób sobie tego wyobrazić.
Pierwsze spotkanie z wodospadem to rzut oka z pociągu (ostatnie zresztą też – w drodze powrotnej). Prezentuje się nieźle.
Ze stacyjki w Neuhausen am Rhein podobno można zjechać do wodospadu windą, ale akurat trwają jakieś prace remontowe na peronie i trzeba zejść tę odrobinę przyjemną uliczką na dół.
Od razu trafiamy na pierwszy punkt widokowy, z którego rozciąga się widok na górną część wodospadu, dwie skały na rzece, o które rozbijają się masy wody i zamki na obu brzegach Renu. Zdjęcia wydają się nieostre, bo w powietrzu unoszą się miliardy kropelek wody. I tak będzie cały czas. Z tym, że raz mniej, raz więcej tych kropelek. 

 wzburzone wody Renu, po lewej stronie zamek Laufen

niedziela, 9 czerwca 2019

Od Moskali on zginał, oj to krakus był gracki! *

Znamy datę jego śmierci, trochę wiemy o jego życiu, wiele więcej informacji krąży w legendach i opowieściach. A już podanie jego prawdziwego nazwiska to spory problem.

czwartek, 6 czerwca 2019

Tym razem szlak niebieski

Kiedy ostatnio wracaliśmy busem z Chęcin, zauważyliśmy rozkład jazdy, z którego jasno wynikało, że możemy tym busem śmiało pojechać rano do owej miejscowości. No dobrze, pojechać można, ale co dalej? Gdzie pójść, żeby mieć zapewniony przyzwoity powrót do domu?
I tu się napatoczył szlak niebieski. Już ładnych kilka lat nie zaglądaliśmy na jego odcinek w okolicach Chęcin.
W środę wysiedliśmy z naszego busa i ruszyli szlakiem niebieskim w stronę Pasma Zelejowskiego. 

widok z dolnego rynku na zamek

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Zrywamy z tradycją

Dotychczas nasze wycieczki odbywały się w niedziele i środy, ale postanowiliśmy zerwać z tą tradycją. A wszystko przez kapryśną pogodę.
Po mokrej środzie, nastąpiła poprawa pogody i należało to wykorzystać. W piątek bus dowiózł nas do Zbijowa Dużego. Stamtąd drogą asfaltową podążyliśmy w stronę Mirowa. Mieliśmy okazję sprawdzić, jak się mają pomnikowe dęby dawno przez nas nieodwiedzane.