piątek, 7 sierpnia 2020

Pod czujnym okiem Łysicy

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy i zakończyli u stóp Łysicy. Potem towarzyszyła nam z daleka podczas wędrówki wyłaniając się na horyzoncie. Zobaczycie ją w tym wpisie zapewne nie raz. w stronę Łysicy

wtorek, 4 sierpnia 2020

Żniwa pod okiem bocianów i wiatraków

Takie atrakcje możliwe w niewielu miejscach. Naszym ulubionym są pola Seredzic i Pakosławia (niedaleko Iłży).

Bociany sprawdzają, co się czai na rżysku...

...i lecą dalej.

piątek, 31 lipca 2020

Bagno przekwitło, ale nie wyschło

Napotkaliśmy je w lesie w okolicach Parszowa. W planach wycieczki nie było tego typu spotkania. No cóż, jednak miało miejsce. Nawet kilka razy.

bagno zwyczajne

piątek, 24 lipca 2020

W duchu Włóczykija

Przychodzi taki moment, że jak Włóczykij musisz wyruszyć w drogę. To nie musi być jakaś wielka wyprawa, po prostu wyruszasz.
Tak właśnie wyruszyliśmy w czwartek, to był akurat 23 lipca – Dzień Włóczykija. Nasza droga prowadziła początkowo wzdłuż torów kolejowych. I to nie było uciążliwe towarzystwo. Nie przejechał ani jeden pociąg. Trafiały się za to liczne rośliny. 

W drogę!

piątek, 17 lipca 2020

Na czeską Łysą Górę

Ten wpis jest tak archiwalny, że zdjęcia dołączone do niego to skany analogowych odbitek. Ilość skromna. Jakość – sami zobaczycie.
Wyprawa na najwyższy szczyt Beskidu Śląsko-Morawskiego (1324 m n.p.m.) miała miejsce w sierpniu 2007 roku. 

Łysa Góra widziana ze szczytu Smrk (o nim też może niedługo napiszę) 

niedziela, 12 lipca 2020

Wydłużona codzienna trasa

Po deszczowej sobocie trzeba było poszukać na niedzielę miejsc, które będą się nadawać na wycieczkę. Pomyśleliśmy o leśnych drogach. I tak padło na wydłużenie naszych codziennych wędrówek – ze zwykłych dziewięciu kilometrów z hakiem zrobiło się 16,7 trasy.
Startujemy w stałym miejscu na skraju skarżyskiego lasu i ruszamy w kierunku żółtego szlaku. Czyli nic nowego, ale błota i mokrych traw brak. Na to liczyliśmy.

piątek, 10 lipca 2020

Na styku trzech granic

Te granice stykają się stosunkowo niedługo, bo od roku 1993, kiedy to po rozpadzie Czechosłowacji powstały Czechy i Słowacja. Oba te państwa graniczą z Polską. Punkt zetknięcia się ich granic znajduje się na dnie potoku noszącego trzy nazwy. W Polsce to Wawrzaczowy Potok, w Czechach – Kubankowski Potok, a na Słowacji – Potok Gorylów. Ten niewielki potoczek płynie w głębokim jarze i trudno tam się dostać, dlatego wymyślono całkiem sprytne rozwiązanie zaznaczenia styku granic.

Na razie jeszcze nie zdradzam szczegółów.