poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wesołe jest życie turysty, czyli podsumowanie roku 2013


Wesołe, owszem, bywa, ale nie ma lekko. W tym roku grupa Łazików Świętokrzyskich (bo tak się przecież nazywamy – nazwa wybrana w drodze głosowania w styczniu tego roku) odbyła 74 wycieczki o łącznej długości tras 1382,2 km. Jak widać, nie próżnujemy, chociaż trochę się jednak „opylamy”, bo średnia długość trasy wyniosła 18,7 km, co nie jest jakimś tam porywającym wynikiem. Oczywiście były i solidne wędrówki, jak choćby pokonanie trasy z Bodzentyna do Nowej Słupi przez Górę Miejską i Pasmo Łysogórskie (30,5km), ale trafiały się też króciutkie wyjścia, jak  niespodziewanie krótka wycieczka z Łącznej, kiedy to po przejściu 11 km musieliśmy uciekać przed burzą –  i po przygodzie.

 na Świętym Krzyżu

niedziela, 29 grudnia 2013

Trasa, którą moglibyśmy przejść z zamkniętymi oczami

Tak by właśnie mogło być, bo chodzimy tędy dziesiątki razy. Nawet mapy nie muszę wyjmować, żeby tędy przejść, a i kompas może spokojnie leżakować w plecaku.
Cóż to za trasa? Oczywiście pewniak – z Barbarki do Suchedniowa szlakami, a potem do Skarżyska. Wydaje mi się, że trudno o bardziej pospolitą trasę wycieczkową, a jednak nie warto jej lekceważyć i iść z zamkniętymi oczami. Nawet nie chodzi mi o możliwość wpadnięcia w błoto, które tu często zalega, ale po prostu szkoda by było nie zobaczyć, jak tu zawsze ładnie. I za każdym razem jakoś ładnie na inny sposób. Tym razem na starcie zaskoczyła nas mgła spowijająca okolice Pasma Klonowskiego i Wzdołu.

 
zawsze chciałam zrobić takie zdjęcie z mgiełką

niedziela, 22 grudnia 2013

Gdy kota nie ma, myszy harcują


Tak, tak, nawet turystyczna mysz potrzebuje czasem chwili oddechu, gdy kierownictwo się oddala. W tej sytuacji i my pozwoliliśmy sobie na wycieczkę bezstresową, nieambitną i przebiegająca w całości po drogach znakowanych szlakami.
Wyruszyliśmy radośnie czarnym szlakiem z Mroczkowa do niebieskiego, nim do Pogorzałego, a dalej aż do domu żółtym. I mieliśmy niezłą zabawę, bo jedni szli tą trasą sto lat temu, inni znaleźli się na niej pierwszy raz, więc trzeba było uważnie obserwować oznakowanie, a to nie zawsze było solidnie wykonane. Zdarzały się trudne miejsca, gdzie pomocą służyły kompas i intuicja. Ale się szło i się nie zgubiło szlaku. 

 na czarnym szlaku

czwartek, 19 grudnia 2013

Nie chwal dnia przed zachodem słońca, czyli Andrzej zapowiada nudną wycieczkę


W busie do Bodzentyna Andrzej zadeklarował poprowadzenie grupy nudną trasą (nawet nie będzie co fotografować) do Wąchocka. Ale już sam opis jej przebiegu wydał mi się mocno podejrzany – tu trochę szlakiem, tam bez, tu asfaltem, tam – ścieżkami. I nie pomyliłam się – trasa nie była ani trochę nudna, oj, nie, choć czasem nawet uważaliśmy, że odrobina tej nudy by nam nie zaszkodziło.

 porządna porcja asfaltowej nudy na początek

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Trasa, która zasługuje na lepszą pogodę


Wyobraźnia podpowiada mi, że to ładna trasa, z widokami na okolice. Sama zauważyłam, że prowadzi przez niebrzydki las, dróżki suche, czasem lekko strome, ale niezbyt trudne. I gdyby tak do tych atutów dodać odrobinę słońca …
Tym razem słońce znów było nie tam, gdzie my. A my gdzie byliśmy? 

 zamglony widok na Karczówkę

czwartek, 12 grudnia 2013

11.12.13


Ładna data nam się trafiła. Prawda? Szkoda, że dzień już nie był taki ładny. Nie to, że padało cały czas, bo zdarzały się przerwy, a i sam deszcz nie był duży – ot, zwykła mżawka. A że była mgła? Cóż, też się zdarza. I jako dodatek trafiła nam się prawdziwa gołoledź, bo mżawka przymarzała na drodze i czasem szło się z trudem. Czasem zaś wcale się nie szło, tylko leżało. I niestety, znów na mnie wypadło – gruchnęłam jak długa, nawet czołem zaryłam w glebę. Taka ze mnie kobieta upadła. Na szczęście panowie mnie pozbierali, dali chusteczkę do obtarcia zabrudzeń i się poszło dalej.
A czy było na tej z trudem pokonywanej trasie coś interesującego? Na początku Kołomań i pomnik ku czci partyzantów AK, kolejne pomniki i tablice pamiątkowe napotkaliśmy w Bobrzy.

 pomnik w Kołomani

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rajdzik – palce lizać!


Trasa niedzielna była delikatnie mówiąc skromniutka (ledwie 15 km), ale za to na najwyższym kulinarnym poziomie. Jak tak dalej pójdzie, naprawdę zamienimy się w blog kulinarny. 
Ale do rzeczy!
Wystartowaliśmy z Tumlina i przeszli do podnóża Góry Grodowej, gdzie nastąpił poczęstunek – szarlotka i rurki z kremem. Pyszne, choć absolutnie niezgodne z regulaminem, bo do jedenastej zostało mnóstwo czasu, ale kierownictwo (czyli tym razem ja) kompletnie straciło czujność. I to skutkowało w niedługim czasie „zagubieniem” kamieniołomu Wykień (no, zapodział się i ani rusz nie mogłam go znaleźć). Trzeba więc było zacząć poszukiwania, które prowadziliśmy na zboczu Góry Wykieńskiej i już prawie na nią weszliśmy, ale zaraz trzeba było zejść i podejść „po bożemu” szlakiem. Kto wchodził, ten wie – jest stromo. W tym miejscu składam serdeczne podziękowania nieznanemu mi wynalazcy kijków tekkingowych – bez nich podejście po stromym zboczu pokrytym świeżym śniegiem byłoby dla mnie niemożliwe. A tak, to nawet nieźle poszło. Na szczycie nastąpiła konsumpcja ogórków kiszonych (a może jednak w occie – nie pamiętam).

szarlotka Basi

piątek, 6 grudnia 2013

Jak miło spędzić czwartkowe przedpołudnie w Kielcach?


Przede wszystkim trzeba się tam wybrać w miłym towarzystwie, pogoda może być dowolna, transport – najlepiej szybki bus, strój dowolny, dostosowany do pogody. I ruszamy!
Tym razem pięć pań w dobrych humorach zaplanowało przedpołudnie z kulturą. Na pierwszy ogień poszła galeria „Winda” w KCK. A tu wystawa „Moda w kinie, największe kreacje”. Składają się na nią urocze lalki zaprojektowane i własnoręcznie wykonane przez Martę Hryniak z firmy Laloushka. Warto obejrzeć te nieduże laleczki zestawione ze zdjęciami pokazującymi ich filmowe pierwowzory. Mnie rozczulają oczy jak gwiazdy, fryzury i kapitalnie dobrane kreacje. Wystawie towarzyszą plakaty filmowe, akcesoria, fragmenty filmów. Świetnie się bawiłyśmy, każda z nas miała swoje ulubione lalki. Niektóre pokażę, resztę jedźcie sami zobaczyć.

 widok ogólny ekspozycji

czwartek, 5 grudnia 2013

Na trójkolorowym szlaku z Niekłania do Chlewisk


Skąd taka mnogość barw? Nic prostszego – pierwszy odcinek trasy maszerowaliśmy szlakiem niebieskim pieszym, a później rowerowym tego samego koloru, następnie dotarliśmy do szlaku zielonego, a nim do czerwonego. I już mamy trzy kolory. Proste, prawda?
Jak było? Przede wszystkim słonecznie. Dało to bardzo ładne oświetlenie skałek rezerwatu Piekło pod Niekłaniem. Panowie skakali między skałkami jak kozice, a ja – śmierć w oczach, drżące nogi i mimo wszystko aparat w dłoni. Tym sposobem zaliczyłam należne podejścia i, co ważniejsze i trudniejsze na mokrych i śliskich liściach, zejścia. A skałki uroczo się prezentowały w przymglonym słońcu, dawno ich nie widziałam i tym razem wydawały mi się jakby bardziej dziurawe niż dawniej.

 niektóre ze skałek w Piekle Niekłańskim

wtorek, 3 grudnia 2013

Naszym Basiom kochanym


W grupie Łazików są dwie Basie, którym w prezencie imieninowym dedykuję mały artykulik o ich patronce.
Samo imię Barbara pochodzi z języka greckiego i oznacza cudzoziemkę, osobę, która nie jest Greczynką. Patronką wszystkich Barbar jest legendarna święta Barbara, córka bogatego pogańskiego kupca, którą własny ojciec prześladował za przejście na chrześcijaństwo. Więziono ją w wieży, torturowano, ojciec zadał jej śmierć przez ścięcie mieczem. Stąd też jest ona patronką dobrej śmierci i jej opiece polecali się ci, którzy na śmierć byli narażeni w swej pracy, między innymi górnicy. Jak wiemy, nasz region jest znany z górniczych tradycji (liczne kamieniołomy i kopalnie rudy) i stąd często spotykamy figury i kapliczki poświęcone tej świętej.
Jest ona przedstawiana w stroju królowej, nawet z koroną, co ma podkreślić jej szlachetne pochodzenie. Często trzyma w reku narzędzie własnej śmierci – miecz lub kielich z hostią, nierzadko jej wizerunek zawiera również wieżę, zwykle z trzema oknami – symbolem Trójcy Świętej.
Najsłynniejszą świętokrzyską świętą Barbarą jest wykonana z jednej bryły galeny (rudy ołowiu)  figura znajdująca się w kaplicy pod wieżą dzwonnicy klasztoru na Karczówce.


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Skąd wiatr wie, w którą stronę wiać?*


W tę niedzielę chyba się umówił ze Stasiem,  żeby raczej wiać nam w plecy lub z boku. W przeciwnym razie bardzo by to był ciężki rajd, a tak, to było bardzo miło, choć chłodno i wietrznie.
Zaś Stasio mężnie prowadził z Bodzentyna przez Miejską Górę i Świętą Katarzynę, a potem drogami polnymi do Kamieńca. Wyliczona na 17 km trasa nieco się wydłużyła, bo krokomierz „wystukał” 17 km 140 m, ale nie będziemy się wykłócać o takie drobne wydłużenie.
Atrakcji było i tym razem sporo. Przede wszystkim – pogodowe. Chmury tak szybko przelatywały nad nami, że Ela nie nadążała ze zdejmowaniem i zakładaniem peleryny przeciwdeszczowej. Na szczęście częściej nie padało. A był nawet zapowiadany przez Irenę moment słoneczny. 

 Zakładać? Nie zakładać? A, może poczekam...

czwartek, 28 listopada 2013

Pierwsze spotkanie z zimą


Miało ono miejsce na trasie z Niekłania do Stąporkowa. Bardzo było miło. Zima chciała zrobić na nas dobre wrażenie i tym razem jej się udało. 
Drobny śnieg, którym posypała ścieżki i drzewa, dodał uroku leśnej wędrówce. A już zamarznięte kałuże to prawdziwa radość dla turysty, który nie musi brudzić się błotem. Nie musi, ale oczywiście może – ja wróciłam cała zachlapana i nawet nie wiem, kiedy się tak wybrudziłam.

 zimowo na trasie

poniedziałek, 25 listopada 2013

Chyba zwariowałam, czyli ambitna wycieczka.


Kierownictwo zwiększa wymagania – każda trasa mu za mało ambitna, no to się zawzięłam i wymyśliłam ambitną: z Jagodnego do Skarżyska! Rzut oka na mapę i widzimy, że to baaardzo blisko. Ale nie dla nas. My ruszamy okrężną drogą dla nabrania rozpędu i zaliczamy marszyk długości 25,7 km. Mało tego, staramy się omijać drogi asfaltowe, co nam się prawie udaje, ale wydłuża i tak przecież niekrótką, bo planowaną na 24 km, trasę.  

 polna droga na początku trasy

czwartek, 21 listopada 2013

Wiatr od gór (wędrówka 20 listopada)


Wiał właściwie podczas całej naszej wędrówki z Woli Szczygiełkowej przez Dębno, Tarczek Górny do Bodzentyna. Na szczęście był raczej ciepły jak cały ten listopadowy dzień i w dodatku najczęściej popychał nas do przodu, bo góry mieliśmy za plecami. Tak, tak – do Pasma Łysogórskiego odwróciliśmy się tyłem, ale czasem przystawaliśmy, żeby rzucić okiem  na góry za nami, które stawały się coraz bardziej błękitne.

 tak widać Pasmo Łysogórskie z Dębna

poniedziałek, 18 listopada 2013

Zanurzeni w luksusie, czyli wycieczka do Sandomierza


Kiedy prosty włóczęga jedzie gdzieś, to musi się wystać na przystanku, czekać na przesiadkę, a potem nierzadko przedzierać przez chaszcze. I ma radochę. Aż tu nagle napotyka na swej drodze Beatkę, która podjeżdża do niego autokarem, dba o jego samopoczucie, chucha, dmucha i jeszcze zapewnia bezstresowe zwiedzanie pod wodzą niezwykle kompetentnej sandomierskiej przewodniczki – pani Agnieszki. Jakim cudem temu duetowi udało się załatwić pogodę, nawet nie próbuję zgadywać, bo zawiesiły na niebie słonce, uciszyły wiatr i wysłały nas na spacer po prawie nierealnym, bo tak pięknym, Sandomierzu.

 sandomierski rynek w listopadowym słońcu - w centrum biała kamienica Oleśnickich

Schodzę do podziemia...


Taki tytuł mi się nasunął po wczorajszej wycieczce do Sandomierza a właściwie po obejrzeniu podziemnych XIV- i XV-wiecznych komór magazynowych lub, jak kto woli, piwnic połączonych korytarzami na różnej głębokości poniżej poziomu Rynku (aż do 12.m). Długość trasy wynosi 470 m i przebiega pod ośmioma kamieniczkami.

 wejście do podziemi

czwartek, 14 listopada 2013

Nuda… nic się nie dzieje…


Ten tytuł to nie recenzja filmu, a opis sytuacji rajdowej w naszej grupie. Ostatnio po prostu nie ma rajdów. Pogoda nie sprzyja. Dupiesiejemy.  
A tu dziś słońce świeci jak wariat i jak tu tkwić w domu? Ruszyłam więc na codzienny spacer do lasu tym razem w towarzystwie „debilka”, żeby pokazać, że jednak można wyjść z czterech ścian.   

las wita

niedziela, 3 listopada 2013

Dziura w ziemi i inne atrakcje okolic Nowin

Pierwszą niedzielę listopada spędziliśmy na niespiesznym spacerze po terenie gminy Sitkówka–Nowiny. Z zadowoleniem skonstatowaliśmy, że zapylenie okolicy jest właściwie zerowe (zwłaszcza w porównaniu z tym, co niektórzy z nas pamiętają sprzed lat), ludność uczynna, a i przyroda jakoś daje sobie radę.
Ale bez wątpienia największą atrakcją wyprawy była możliwość zapoznania się z budową geologiczną okolicy. Formalnie pcha się ta geologia nawet prostemu filologowi prosto w oczy i nawet ładnie wygląda.
Najpierw zajrzeliśmy do kamieniołomu Bolechowice, który zaprezentował nam różne warianty ukośnego ułożenia warstw skalnych.


kamieniołom Bolechowice

czwartek, 31 października 2013

Męskie wędrowanie


We środę trzej panowie (bez łódki i bez psa*) wyruszyli pod wodzą Andrzeja na wędrówkę z Barbarki przez Kamień Michniowski, a potem leśną drogą do szlaku rowerowego i nim do szlaku zielonego, który prowadził ich przez Mostki i Stokowiec do Rejowa. Przeszli 24 kilometry, napotkali na trasie sarenkę (ta im tylko przebiegła drogę) i drwali. Pogoda może ich nie rozpieszczała – rano nawet padał lekki deszczyk –  ale nie była zła, sprzyjała wędrowaniu, chociaż brak słońca spowodował lekką szarość zdjęć. Nic to, najważniejsze, że rajd się udał.

 kapliczka świętej Barbary na wzgórzu Barbarka 

Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci*




W naszych wędrówkach czasem zaglądamy na cmentarze, gdzie znajdują się groby ludzi, którzy żyli w odwiedzanej okolicy.  Zwracamy uwagę na ciekawe nagrobki, odczytujemy informacje o minionym życiu, zasługach zmarłych, cierpieniu pozostałej w bólu rodziny. Wiele jest zaniedbanych grobów, opuszczonych miejsc. Te wyraźną wyrwą odróżniają się od tych grobów, które odwiedza rodzina, o których się pamięta.
Dziś chciałabym wspomnieć ludzi wybitnych, zasłużonych dla naszej historii, kultury. Ich groby odwiedzaliśmy przy okazji rożnych wycieczek. Nie uda się nam teraz zapalić tam świeczki, bo rozrzucone są po wielu cmentarzach, ale wspomnijmy ludzi, niech ich wieczność trwa…

poniedziałek, 28 października 2013

Rajd sentymentalny...


Gdy przeczytałem anons o rajdzie pieszym Leśna - Łączna, nie mogłem być obojętny... wróciły wspomnienia z wakacji spędzanych u dziadków w Zagórzu u podnóża Pasma Klonowskiego. 

ganek domu dziadków, na zdjęciu: dziadek, babcia, moja mama z bratem na kolanach i ja z psem

czwartek, 24 października 2013

Z Wymyślonej przez Dolinę Wilkowską do Łącznej


Iście letnia pogoda zachęciła nas do wypadu w ulubione okolice Pasma Łysogórskiego. Rozległych widoków wprawdzie nie było, a to za sprawą jesiennej mgły, jednak najbliższą okolicę dało się podziwiać. Zmienia się nasz krajobraz. Jeszcze kilka lat temu charakterystycznym elementem krajobrazu Doliny Wilkowskiej było Centrum Usług Satelitarnych z połyskującymi talerzami anten. W oddali wyróżniała się tylko tafla zalewu w Wilkowie.


Dolina Wilkowska widziana z Wymyślonej

piątek, 18 października 2013

Co nagle, to po diable


O, świetny był rajd! Oczywiście zwłaszcza dla tych, co lubią samotnie biec przez pola po asfaltowej drodze i zastanawiać się, czy to kompas zwariował, czy ja. Przecież mam iść na północny wschód, a ten pokazuje z uporem godnym lepszej sprawy, że idę na północny zachód. Ale co tam, nie przejmujemy się, przecież gdzieś tam daleko w przedzie pędzi kierownictwo, co tę trasę prowadzi i nawet rzekomo zatrzymuje się na zakrętach (jak szkoda, że tego wcale nie widać, ale cóż, „nie ten, bo nie ten już wzrok”).

droga z grupą widoczną przede mną (proszę nie regulować odbiorników - tyle ich było widać)

poniedziałek, 14 października 2013

Spotkanie z przyrodą


W ostatnią niedzielę odważnie wyruszyliśmy na wycieczkę, która pokazała nam różne oblicza przyrody w okolicach Występy.
Na początek była to przyroda zasłonięta przez asfalt i ogłuszona monotonnym szumem aut. Tak było też i na końcu trasy – chyba niedługo musimy zabierać ze sobą rolki, żeby jakoś łatwiej pokonywać te coraz dłuższe odcinki pokryte pierwszej klasy asfaltem. No, dobrze – nie zawsze klasa asfaltu taka wysoka, ale dla stóp to i tak bez różnicy.


niedziela, 13 października 2013

Mamy własne logo!

Kochani, rozwijamy się i nasza strona wzbogaciła się o własne logo. I to nie jakaś tam domorosła dłubanina. Poprosiłam o współpracę artystkę zagraniczną z Ukrainy i teraz możecie obejrzeć efekt jej pracy:


Autorką  jest Nadia Rodkina współpracująca z firmą Gemari Film.
Jak wam się podoba nasze logo? 
Moim zdaniem każdy może tu znaleźć coś dla siebie. Jedna osoba już się rozpoznała w sylwetce turysty, ja poznaję mój wielki plecak, a i "kijkowcy" też mają swój atrybut uwzględniony.

piątek, 11 października 2013

Zatopieni w jesiennym lesie między Jasieńcem a Starachowicami


No, wciągnęło nas – nie było innej możliwości. Mieliśmy i tak szczęście, że nie było słońca, więc jeszcze jakoś się wybroniliśmy, ale i tak barwy jesiennych liści oszołomiły nas i zachwyciły. Żeby dorośli faceci szli drogą i co chwila się zachwycali lasem, to chyba nie jest częste zjawisko. Ale miłe, szczerze powiem.


poniedziałek, 7 października 2013

Jak zniechęcić do turystyki pieszej, czyli wycieczka z Chęcin do Słowika


Zanim wyjaśnię tytuł, muszę powiedzieć, że szliśmy przez dwa rezerwaty przyrody. Podlega tam ona ochronie, ale niestety musi sobie radzić, jak potrafi. Nie zdziwię się, jak któregoś pięknego dnia wysunie kły i pazury i faktycznie zacznie sama siebie chronić, bo my jesteśmy bezsilni.
Teraz wyjaśniam. Otóż nasza wędrówka zaczęła się od poszukiwania starego kirkutu w Chęcinach. Jest on ukryty w lesie na zboczu Góry Zamkowej. Przedzieraliśmy się przez chaszcze, błądzili, ale w końcu znaleźliśmy rozpadający się kamienny plotek a za nim stare omszałe macewy – warto było tu zajrzeć, ten cmentarzyk ma nastrój i jest naturalnie piękny – bez ingerencji ludzi.

macewy na cmentarzu żydowskim w Chęcinach

czwartek, 3 października 2013

Kilka ciekawostek z Ponidzia – wycieczka z Chmielnika do Piotrkowic


Ta wycieczka powinna się odbyć latem, wtedy byłaby dłuższa i na pewno by nas tak nie wywiało. Ale i tak mieliśmy szczęście, bo czasem wyjrzało słońce i deszczu nie było. A przy okazji zwiedziliśmy obie tytułowe miejscowość i przeszli kilka kilometrów ładną leśną drogą. Co mi zostało w pamięci?
Z Chmielnika przede wszystkim operatywna sprzedawczyni warzyw, która formalnie zaciągnęła mnie do zamkniętej z powodu remontu synagogi, przedstawiła jako swoją siostrę i kazała robić zdjęcia. No to robiłam. A koledzy w tym czasie poszukiwali mnie po okolicy, ale krewka niewiasta zabroniła kogokolwiek zawiadamiać. 

synagoga w Chmielniku

poniedziałek, 30 września 2013

Wypad w Radomskie – wycieczka 29 września


Tym razem rzuciło nas pod Radom, a to dzięki Staszkowi. To jego rodzinne strony, toteż oprowadzając nas po tym terenie snuł wspomnienia z czasów dzieciństwa i młodości.
Do Rożek dowiózł nas pociąg i tu nastąpiło pierwsze spotkanie z historią. W 1942 r. dokonano tu jednej z publicznych egzekucji ludności współpracującej z AK. 


czwartek, 26 września 2013

Ksiądz Jan Wiśniewski


Uważni czytelnicy bloga zauważyli zapewne, że kilka razy wspominałam o księdzu Wiśniewskim i śladach jego działalności, które spotkaliśmy na trasach rajdów. Podczas naszej ostatniej bytności w Borkowicach dowiedzieliśmy się, że rok 2013 jest obchodzony w tej gminie jako „Rok Księdza Jana Wiśniewskiego”.


wtorek, 24 września 2013

A w Przysusze szosa sucha – wędrówka z Przysuchy do Borkowic 22 września


Tym razem zdobywaliśmy tereny zupełnie dla nas nowe. Nie obyło się bez emocji i nie wszystkie punkty planu udało się zrealizować. Będą na następny raz.
W samej Przysusze zajrzeliśmy na trzy historyczne rynki – niemiecki (tu dom rodzinny Oskara Kolberga), żydowski (tu synagoga z 18. wieku) i polski (a tu również osiemnastowieczny kościół pod wezwaniem św. Jana Nepomucena i św. Ignacego Loyoli).   
Te informacje są niezgodne z rzeczywistością, co dokładnie sprawdziłam poniewczasie, ale zostawiam je, żeby wcześniejsi czytelnicy, którzy je może zapamiętali, mogli przy powtórnej lekturze sprawdzić i naprawić mój błąd. A dla mnie to poważna nauczka na przyszłość. 
Źródła podaję na końcu wpisu. 

 Plac Kolberga

niedziela, 22 września 2013

Eratyk – głaz narzutowy


Eratyk to fachowa nazwa głazu narzutowego. Ponieważ, podczas naszych wędrówek po pow. szydłowieckim i koneckim często mamy okazję je spotykać, spróbuję w kilku zdaniach co nieco o nich opowiedzieć. 

 głaz narzutowy pod Wymysłowem

środa, 18 września 2013

Tatrzańska przygoda Łazików Świętokrzyskich


Drugi tydzień września piątka Łazików spędziła wędrując po Tatrach. Nie marnowali żadnego dnia pobytu na siedzenie w czterech ścianach, chociaż pogoda nie zawsze im sprzyjała.
Pierwszego dnia dotarli przez Dolinę Lejową do Polany Chochołowskiej, gdzie uczestniczyli we Mszy Św. dla turystów. Następnie wrócili Doliną Chochołowską do Siwej Polany.

wtorek, 17 września 2013

Co tam, panie, w stolicy?


Łaziki Świętokrzyskie włóczą się nie tylko po lasach i polach; czasem odczuwają potrzebę zajrzenia do miasta. Tym razem padło na Kielce.
A tam jak zawsze – Sienkiewicz siedzi na początku ulicy nazwanej swoim imieniem i przygląda się ruchowi na niej, a ludzie spieszą to tu, to tam i nawet się nie zastanowią, co miasto ma im do zaoferowania oprócz galerii handlowych. My właściwie nie zaglądamy do tego typu galerii, więc podzielimy się swoimi spostrzeżeniami na temat innych atrakcji.

poniedziałek, 16 września 2013

Wedrówka ze śmiechem, czyli trasa z Nadolnej do Mroczkowa


W niedzielę pogoda była dosyć dobra (to znaczy jeszcze nie na tyle fatalna, żeby zrezygnować z rajdu, ale, żeby piękna, to nie), więc wyruszyliśmy na trasę, która miała dla nas parę niespodzianek.
Zaskoczył nas odcinek leśny w okolicach Stefankowa – droga zamieniła się w podmokły teren, trzeba było omijać solidne kałuże. Ale nasza grupa chyba jeszcze bardziej mnie zaskoczyła – zamiast narzekania na warunki zaczęły się żarty i ze śmiechem pokonaliśmy trudny teren! 


niedziela, 15 września 2013

Kamieniołomy w Wiśniówce


Jesteśmy drugim po Górnym Śląsku ośrodkiem górniczym w Polsce. Ktoś powie, wolne żarty, przecież na Ziemi Świętokrzyskiej nie wydobywa się ani rudy, ani tym bardziej węgla. Skąd więc u nas tylu górników. Otóż jesteśmy Białym Zagłębiem. To tu występuje największe zagęszczenie kopalń kruszywa, popularnie zwane kamieniołomami. Wydobywa się w nich kruszywo przeznaczone do cementowni, hut, a najczęściej do budowy dróg i linii kolejowych.
Tym razem zaprezentuję kamieniołomy w Wiśniówce, bo są dwa: jeden już wyeksploatowany zamienił się w dużych rozmiarów zbiornik wodny, natomiast w drugim trwają prace wydobywcze. Nazwę kamieniołomu przyjęto od nazwy wierzchołków Wiśniówki i Małej Wiśniówki. Nazwę tę przyjęła również osada powstała w okresie dwudziestolecia międzywojennego ubiegłego wieku. 


piątek, 13 września 2013

Studnie w Kazimierzu


Niedawno byłem w Kazimierzu nad Wisłą. Z poprzednich moich wizyt w tym pięknym, kochanym przez artystów miasteczku, pamiętałem jedynie studnię w rynku, która i tak okazała się zupełnie inną niż ją miałem w zakamarkach wspomnień. Studnia jak studnia, żeby nie to, że jest częstym obiektem zdjęć pamiątkowych, pewnie bym się nią nie zachwycił. 


czwartek, 12 września 2013

Zamek Chojnik i coś jeszcze


Nasza niezmordowana turystka – Terenia zwiedziła zamek Chojnik. Można się domyślić, że  znajduje się on w Karkonoszach. Poszperałam trochę po Internecie i dowiedziałam się, że to ciekawa ruina zamczyska z 14 wieku w pobliżu Jeleniej Góry. 
Ma też swoją legendę o księżniczce Kunegundzie, która ogłosiła, że zostanie żoną tego rycerza, który objedzie zamek konno w pełnej zbroi. Może by to i nie było trudne, gdyby nie drobiazg – zamczysko znajduje się na dosyć pokaźnej górze, w dodatku mającej od południowo-wschodniej strony niebezpieczne urwisko. Śmiałkowie, którzy tego próbowali, ginęli w przepaści. Mijały lata, kandydatów do przejażdżki ubywało. Aż wreszcie zjawił się jeden, który pokonał całą trasę bez uszczerbku. Gdy uszczęśliwiona księżniczka wyszła witać swego narzeczonego, ten dumnie odrzucił rękę tak okrutnej kobiety i odjechał.  A ta upokorzona rzuciła się w przepaść.
Tyle legenda – ja przypuszczam, że to dorabianie ideologii do faktu, że panna mocno przez lata się postarzała i rycerz ujrzawszy ją, wolał szukać innej, młodszej kandydatki. 


środa, 11 września 2013

Terenia wraca na szlaki!



Po prawie rocznej nieobecności na turystycznych ścieżkach...  Terenia zaczęła od razu od wycieczek  po Karkonoszach .


wtorek, 10 września 2013

Na grzyby? Na rajd by…!

Są takie miejsca, które chętnie się odwiedza, zwłaszcza, że ładne są i zawsze człowiek ma ochotę sprawdzić, czy na pewno.
Takie miejsce to okolice Bliżyna – a tu nasz ulubiony szlak przez Piekło Dalejowskie do Bramy Piekielnej. Tym razem sześć osób, które nie zajrzały tu w sierpniu, wybrało się w te okolice na grzyby. Niestety, grzybów nie było. Ale to nie znaczy, że rajd jakiś słaby był. Wręcz przeciwnie! Wystarczy obejrzeć zdjęcia Tereni, a widać, że las piękny jak zawsze. A może nawet bardziej. I pogoda dopisała. Wszyscy zadowoleni.
Zresztą, zobaczcie sami:

 grupa na trasie

sobota, 7 września 2013

Uroki buka


Buczynowy las cechuje się zmiennością kolorów i nastrojów, w zależności od pory roku. Na przedwiośniu, gdy słońce już przygrzewa i ginie śnieg, bardziej zachwycamy się podszyciem. Wtedy pojawiają się masowo rośliny, które śpieszą się, aby wykorzystać maksymalnie światło. Są to przebiśniegi, czosnek niedźwiedzi, przylaszczki, zawilce, czworolisty i wiele innych. W połowie maja na bukach  pojawiają się pierwsze listki. Na młodych buczkach są one owłosione. Lubię to drzewo, szczególnie wiosną, gdy pojawiają się liście w kolorze seledynowym, wyraźnie odcinającym się od ciemnej zieleni sosen, świerków i jodeł. Na ziemi zobaczyć można kiełkujące bukwie, które po nasiąknięciu wodą pękają, a po kilku dniach kiełek przebija się przez łupinę i wnika do gleby. Po niedługim czasie rozwijają się dwa liścienie, a między nimi pojawia się delikatny pęd z pierwszymi liśćmi właściwymi.

 Kamień Michniowski wiosną

wtorek, 3 września 2013

Dąb zupa dębowa


Często na rajdach widzimy dęby i zazwyczaj kolega Ed pyta, czy to dąb szypułkowy czy bezszypułkowy. I co wtedy, biedne myszki, mamy odpowiedzieć? Jak to rozpoznać?

To właśnie my otaczamy jeden z dębów w Pile, żeby pokazać, jaki jest potężny.