sobota, 21 kwietnia 2018

Wszystko dla Ań!

Takie są Anie – nie zadowolą się byle czym.
Tym razem napawały się wycieczką w okolicy zalewu w Brodach. I wszystkiego tam było w bród.
Początkowo nasze turystki wędrowały południowym brzegiem zalewu. A tu woda, lazurowe niebo, mięciutki piasek pod stopami, zapach prawie nadmorski, ba, nawet szczeżuje. Ich obecność świadczy podobno o czystości wody. Wniosek – woda w zalewie w Brodach jest czysta. 

słońce zatonęło w zalewie 

czwartek, 19 kwietnia 2018

Wiosna wystrzeliła kwieciem i zielenią

Wkraczamy w szczególnie piękną porę roku. Wiosna rozgościła się na dobre. Najpiękniej jest teraz w okolicach Szerzaw i tam wyruszyliśmy na środową wycieczkę. 

na horyzoncie pasmo Bostowskie i Łysogóry

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wiosna rozleniwia

Jeszcze niedawno był zimno, a tu jakoś tak szybko zrobiło się nawet nie ciepło, a gorąco. W domu trudno wysiedzieć, ale długi marsz męczy okropnie. W tej sytuacji wybieram możliwie najkrótszy wariant niedzielnej trasy. W sumie pokonaliśmy 14,5 kilometra, ale mam niejasne przeczucie, że najlepsza w całej wycieczce była jej ostatnia godzina, kiedy towarzystwo rozłożyło się malowniczo na mecie.

 idealne warunki do leniwego wypoczynku 

piątek, 13 kwietnia 2018

Krótka intensywna wycieczka

W dodatku prawie całkowicie improwizowana. Taki sobie luzik urządziliśmy.
Start w Piekoszowie. Tu zaglądamy do Gminnego Ośrodka Kultury. Mieści się on w budynku o nazwie „Dom Legionisty” zbudowanym w roku 1922 z przeznaczeniem na świetlice wiejską. 

 GOK w Piekoszowie

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Powracamy na ulubioną trasę Waleriana

Jest to trasa w najlepszym możliwym kierunku – „pod słońce”. Senior naszej grupy, Walerian, tak zawsze planował swoje trasy. Teraz już  wprawdzie nie wędruje z nami, ale ciągle jest miłośnikiem spacerów i słońca.
Tej trasy w całości dawno już nie pokonywaliśmy. Zdarzały się jej fragmenty, a tym razem poszliśmy na całość.
Trasa liczy około 19,5 kilometra, jest lekko zmodyfikowana z powodu zmian w terenie, ale ma wszystkie istotne punkty.
Startujemy w Ostojowie, gdzie kierowca ku ogromnej uldze pasażerów wyrzuca nas z przepełnionego pojazdu – wreszcie będzie luźniej.

 start prosto w słońce

środa, 4 kwietnia 2018

Jak nie zaginąć w Puszczy Iłżeckiej?

Po pierwsze – uważać na wilki, które tam czyhają na każdego turystę.
Po drugie – nie liczyć w lesie na smartfony i inne nowoczesne sprzęty z nawigacją, bo tam zasięgu może nie być.
Po trzecie – wysłuchać uważnie rad doświadczonego człowieka i iść zgodnie z nimi (pamiętajcie – słońce musicie mieć cały czas po lewej stronie).
Po czwarte – zabrać sprzęt, który wszędzie ma zasięg (czytaj: mapę i kompas) i iść zgodnie z wcześniej przygotowanym planem.
Dostosowaliśmy się do wszystkich punktów, przy czym trzy pierwsze pochodziły od kierowcy busa, który się wystraszył, że zaginiemy w lesie, ostatni – mój pomysł.
Realizacja.
Wysiadamy w Koszarach i ruszamy na południowy wschód. Tego odcinka pan kierowca się nie obawiał, bo to prosta droga. Ja też się nie bałam. No i właśnie tu zostaliśmy zmyleni. 

 na skraju puszczy za Koszarami

piątek, 30 marca 2018

środa, 28 marca 2018

Kto chce w jakiejkolwiek chwili życia użyć kwiatów …*

…a nie będzie wiedział, jak się zabrać do tego to proszę bardzo udać się pod znajomy adres, a bezpłatnie każdemu doradzę. Polecam się zatem łaskawej pamięci, pozostaję z szacunkiem W. Salwa, Dzielna No 4.*

 Wojciech Salwa 

poniedziałek, 26 marca 2018

Jedziemy do Łącznej, wysiadamy w …

… w Wąchocku, rzecz jasna.
Skąd taka dziwna decyzja? Jak to skąd? Bus w kierunku Łącznej nie przyjechał. Napatoczył się taki w kierunku Wąchocka, to się z niego skorzystało. Szczerze mówiąc, dużo wygodniejszy i bardziej nowoczesny niż ten, którym mieliśmy jechać pierwotnie. 

Tym razem nie chcemy powtarzać niedawnej trasy zastępczej. Wybieramy więc przejście drogą na południe od Wąchocka.
Na pierwszy ogień idzie spotkanie z Wąwozem Rocław. Jest okazja, bo krowy jeszcze go nie okupują. Dno wąwozu mocno podmokłe, ale ściany pokryte zrudziała trawą i resztkami śniegu nawet Edward uznaje za przyjemne dla oka. O tych, gdzie wypalano trawę szkoda wspominać. 

 wkraczamy do Wąwozu Rocław 

środa, 21 marca 2018

Pogoda zmienną bywa



Zwłaszcza na przedwiośniu. I taką mieliśmy w pierwszym dniu kalendarzowej wiosny.
Wyruszyliśmy z Wąchocka w pełnym słońcu. Maszerowaliśmy na zachód, więc słońce nie świeciło nam w oczy. Za to wiatr miał używanie – ten wiał z zachodu. Czyli, rzecz jasna, w pysk. W rezultacie przeszłam całą trasę w kurtce. Czasem nawet kaptur przyszło naciągnąć. 

 Wąchock kolejowy

poniedziałek, 19 marca 2018

Światło i cień

Właściwie tego wpisu miało nie być, bo wycieczki też nie było. Ale w niedzielę wybrałam się na zwyczajny spacer do lasu. Do towarzystwa zabrałam mojego debilka (tak pieszczotliwie nazywam malutki kieszonkowy aparacik fotograficzny).

środa, 14 marca 2018

Do czego służy szlak?

Do ratowania z opresji.
Taka sytuacja trafiła nam się w środę. 
Przygotowałam trasę nowymi drogami, zrobiłam mapkę (nawet w wersji na blog – może się jeszcze kiedy przyda), z dziesięć razy sprawdziłam rozkład jazdy i pojechaliśmy do Starachowic. Tu czekamy na przesiadkę – bus elegancki stoi w pewnym oddaleniu i ani drgnie. Pukamy, stukamy, bez reakcji. Dzwonię do firmy – rekolekcje są, bus nie kursuje. Następny za godzinę.
Toż zmarzniemy. A tu podjeżdża bus do Wąchocka. Szybka decyzja – wsiadamy.
Nie mam mapy, ale tam przecież szlak jest. Poradzimy sobie.
Na starcie chciałam ruszyć bez szlaku, nawet się udało, ale w połączeniu z brakiem mapy skutkowało drobnymi perypetiami w lesie. 

takiego obiektu z Wąchocka jeszcze na blogu nie było, ale pozazdrościłam Maciejowi pustułki, no to mam taki okaz (plastik jak nic)

niedziela, 11 marca 2018

Las jeszcze śpi

Cicho jest. Ptactwo jeszcze nie śpiewa. I zieleń jak w piosence Wałów Jagiellońskich: „zieleni się sosna, cóż, wiosna, zieleni się drzewko”*.
Czyli las szary, ale barwy dodają mu malutkie cytrynki, które co jakiś czas się pojawiają przy drodze. Uwijają się tak szybko, że nie zdążamy złapać ich w obiektyw.

las na przedwiośniu

czwartek, 8 marca 2018

Pałac, grodzisko i przedwiośnie


A do tego zestawu trójka nieco przegrzanych, ale gotowych na każdy upał, turystów.
Co z trasą? Świetna! Sama planowałam, to wiem.
Zaczynamy w Borkowicach.
Na początek zwiedzanie. Oczywiście nie wszędzie zaglądamy. Wybrałam kilka obiektów.
W porannym słońcu najlepiej prezentuje się zabytkowy spichlerz wybudowany pod koniec 19.w. Trudno go fotografować, bo właściciel ogrodził teren, ale skradamy się przy płocie z siatki i mamy taki oto materiał:

zabytkowy spichlerz

poniedziałek, 5 marca 2018

Tym razem na zimowo

Wycieczki do Zalewu Wióry odbywaliśmy wielokrotnie i o różnych porach roku z wyjątkiem zimy. Zapowiadała się słoneczna niedziela, dlatego postanowiliśmy ruszyć w tamte strony.
Trasa odbiegała nieco od dotychczasowych, bo wyruszyliśmy ze Stykowa Iłżeckiego. Okolice Zalewu w Brodach przykryła poranna mgiełka, toteż dalekich widoków nie było, ale w miarę upływu czasu widoczność się poprawiała. 

poniedziałek, 26 lutego 2018

Krótka mroźna wycieczka

Wpadłam na pomysł zrobienia miłej i niemęczącej wycieczki na mroźny dzień, czyli z dojściem do domu. Co zaplanowałam, zrealizowałam. Ale pojawiło się trochę nieplanowanych atrakcji.   

las na trasie

czwartek, 22 lutego 2018

Mała tumlińska pętelka

Mam do niej słabość. Co jakiś czas oznajmiam, że już mi zbrzydło, że trzeba dać sobie odpocząć, ale potem i tak tu wracam. Trasy mają różny przebieg, ale w gruncie rzeczy chodzi o Wzgórza Tumlińskie.
Tym razem robimy pętelkę na południowy zachód od Tumlina, do którego na zakończenie trasy wracamy.
O poranku kościół w Tumlinie oświetlony słońcem, lekki mróz podkręca tempo marszu.

poranne słońce oświetla kościół pod wezwaniem św. Stanisława BM 

poniedziałek, 19 lutego 2018

Tropimy zimę na Bukowej Górze

Raz ta zima jest, raz jej nie ma. W sobotę przed południem, na przykład, była. Ale potem jakoś spłynęła wraz ze wzrostem temperatury.
W niedzielę rano śniegu nie było specjalnie dużo. Ale może w lesie na Bukowej będzie go więcej? Idziemy sprawdzić.

ruszamy na trasę; Zosia, pierwszy raz na wędrówce po długiej przerwie, na razie się rozgląda

czwartek, 15 lutego 2018

Z Edziem i Stasiem do Edwarda i Stanisława

Startujemy w środowy ranek w Kucębowie Górnym. Zapowiada się długi marsz asfaltem. Cóż, taka droga wybrana, taką idziemy.
Janek zafascynowany drewnianymi mieszkańcami jednego z ogródków, Edek zwraca uwagę na samotne drzewa wśród zamglonych pól, ja szukam strachów na wróble. I tak jakoś nam mija ten najgorszy odcinek trasy. 

w drodze na targ?

poniedziałek, 12 lutego 2018

Z Sajgą przez las

I nie mam na myśli strzelby myśliwskiej, żeby było od razu jasne.
Sajga ma zdolności przywódcze. Sama chce prowadzić. Najlepiej czuje się na pozycji lidera. Jak się jeszcze nauczy czytać mapę i wysyłać zawiadomienia o trasie, będzie najlepszym kierownikiem grupy. 

Sajga prowadzi 

czwartek, 8 lutego 2018

Jednak zamarzły

Dacie wiarę? A ja już się tak cieszyłam na wiosnę. I kicha. Przy minus dziesięć każdy strumyk zamarznie.
Ale my nie. My zauważamy, że już jest -9 i ruszamy na trasę. Ja to nawet ze dwie minuty szłam w rękawiczkach. Taka zima.

 szron

poniedziałek, 5 lutego 2018

Szemrzące strumyki żegnają zimę

Ten dźwięk radosny jest dla mnie jednym z ulubionych zwiastunów nadchodzącego rozstania z zimą. Może jeszcze wróci, ale lasy już szykują się na wiosenne dni.

tu wciąż lodowa warstwa

niedziela, 4 lutego 2018

Na koneckich szlakach



Silna reprezentacja naszej grupy wybrała się 3 lutego na XIX Zimowy Marsz na 25 km organizowany przez PTTK Końskie. 

znaczek rajdowy

środa, 31 stycznia 2018

Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki

No nie. I już. A dlaczego? No, choćby dlatego, że ktoś z tej rzeki (czytaj trasy wycieczkowej) śnieg usunął. I już ona inna się robi.

 Gdzież są te niegdysiejsze śniegi?

piątek, 26 stycznia 2018

Szedł Grzegorz Brzęczyszczykiewicz szosą do Krzcięcina

Tego typu łamańce językowe wymyślaliśmy na trasie w okolicy tytułowego Krzcięcina. Ta nazwa i miejscowość to nie żart – istnieją naprawdę. 

przy szosie w Krzcięcinie

czwartek, 25 stycznia 2018

Antoni syn Antoniego

To rodzinna tradycja, o której mi opowiedział wnuk Antoniego – Witold. Najstarszy syn otrzymywał to imię, a potem zostawał właścicielem młyna. Gdzie?
Już ruszamy w drogę, jak dotrzemy na miejsce, opowiem więcej.
Wysiadamy w Pawłowie. Poranne słońce przebija się przez chmury – może będzie ładny dzień.   

mazowiecki świt

środa, 24 stycznia 2018

Niedzielna wycieczka z widokami i śladami historii

Wyobraźcie sobie taki obrazek: w wielkim białym pokoju malutki biały kotek chłepce mleczko rozlane na białej podłodze. Co widzicie?
My właśnie tyle widzieliśmy na niedzielnej wycieczce.
Już w busie pojawiły się obawy, czy kierowca widzi, dokąd jedzie i wie, gdzie się zatrzymać, bo wokół nas biało. Widocznie coś widział, bo nas wysadził tam, gdzie powinien.

szosa gdzieś między Wzdołem a Bodzentynem

wtorek, 23 stycznia 2018

I płynęły lata za latami …*

Powstanie zostało w krwawy sposób stłumione. Jego bohaterowie cierpieli prześladowania, ukrywali się, znosili trudy katorgi. Niektórzy wrócili do domów i układali nowe życie. Niektórzy układali to życie w nowym miejscu, czasem pod nowym nazwiskiem. Różnie bywało.

Jedni, jak Andrzej Kocia ze Świerczka, uratowali się ucieczką, kiedy ktoś doniósł. Kocia musiał uciekać z domu rodzinnego. Ukrył się we młynie. I tam się żarliwie modlił o ocalenie. Obiecał Najświętszej Panience, że za uratowanie kapliczkę na swojej ziemi wystawi. Ocalał. Wrócił do żony i zapomniał o obietnicy. Aż tu którejś nocy żonie się Matka Boska przyśniła. Kopała na ich polu. Kiedy ów sen mężowi opowiedziała, wspomniał swoją obietnicę i kapliczkę wreszcie wystawił. Chałupy Kociów już tam nie ma, a i pole zarasta lasem, ale kapliczka, przed laty zrujnowana, teraz odnowiona stoi i ową historię przypomina.


poniedziałek, 22 stycznia 2018

Gloria victis

Rok temu Maciej przypomniał na swoim, już zamkniętym, blogu powstańców styczniowych. Tych, których mogiły można odwiedzić na tarnowskim cmentarzu (tu link). 
Dziś zapraszam czytelników do podobnych odwiedzin w naszych okolicach. I nie będzie to jeden cmentarz, bo walki powstańcze toczyły się u nas w wielu miejscach. Powstańcy ginęli bezimiennie, wiele mogił – pagórków usypanych wśród pól czy lasu zaginęło przez lata, niektóre się zachowały, doczekały pamięci i szacunku. Śpi w nich „wiele serc mężnych spalonych na ołtarzu…”*, o których w rocznicę wybuchu powstania warto wspomnieć.  

Bezimienną powstańczą mogiłę spotkamy w lesie niedaleko wsi Kierz Niedźwiedzi. Nie wiadomo, kto jest w niej pochowany. Podobno to jeden lub dwóch powstańców, którzy zmarli z ran odniesionych podczas ataku na Szydłowiec 23 stycznia 1863. Płyta na mogile ma ciekawą historię, którą poznałam zupełnie niedawno. Jest to kopia pierwotnej mosiężnej płyty położonej tu po odzyskaniu niepodległości. Nowa matryca i odlew zostały wykonane w roku 1963 w Skarżysku. Podobno milicja szukała zawzięcie autora tej płyty. Nikt nie wydał nazwiska pana Derlatki. Myślę, że teraz należy mu się podziękowanie.

powstańcza mogiła w lesie niedaleko Krza Niedźwiedziego 

niedziela, 21 stycznia 2018

Lekcja historii

Nuda, pomyśli ktoś. Może, ale spróbujcie przeczytać i obejrzeć tę lekcję do końca.
Lekcji patronuje skromnie ubrana w czerń dziewiętnastowieczna dama – pani Jadwiga Prendowska. Jej życie to wiele zdarzeń – radosnych, podniosłych i zwyczajnych. Ale to nie zwyczajne życie. Bo i czasy, w których żyła nie były łatwe ani zwyczajne. Dowiemy się o nich sporo podczas tej „lekcji”.  

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Na śniadanie do Karczmy


…Kunowskiej, rzecz jasna.
Wyruszamy z Kunowa. Nie powiem, utrzymaliśmy się najdłużej w pociągu, który na różnych stacjach opuszczali inni turyści. Wędrowców z kieleckiego Klubu Turystów Pieszych "Przygoda", którzy wysiedli w Wąchocku, spotkaliśmy znów na peronie w Skarżysku – oni wsiadali do pociągu, my wysiadaliśmy.  Tak to się krzyżują turystyczne ścieżki.
Ale wracamy na naszą (a raczej moją, bo sama ją wykombinowałam) trasę. Jeszcze z okna pociągu Staszek wypatrzył kamienny krzyż w Kunowie, który akurat był na planowanej trasie. Oto on:

kamienny krzyż z roku 1800

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Parasol noś i …

… i już. Bo się przydaje. Czasem nawet bardzo.
W niedzielę bardzo się przydał.
Może nie od razu, bo na początku wycieczki jedynie czasem mżyło. Było nieźle, choć nie tak pięknie jak na wycieczce niespełna dwa lata temu (tu link). Wtedy to, panie, była zima.
W Janowie samotna zimowa ławeczka zamieniła się w samotną jesienną mokrą ławeczkę. 

czwartek, 4 stycznia 2018

Zawzięłam się

Długo myślałam, jak tu ugryźć problem, aż w końcu wymyśliłam rozwiązanie. Wyszła z tego taka sobie wycieczka – prawie nic nowego, ale zakończona na peronie w Skarżysku Kościelnym. I o to mi chodziło, bo brakowało nam tej stacji do kompletu na trasie Skarżysko – Ostrowiec. 

Wreszcie tu dotarliśmy! (bilet do Skarżyska- Kamiennej 2,30 zł)