czwartek, 16 sierpnia 2018

Czas relaksu


Wybieram trasę niedługą (pojawiły się kontrowersje co do jej rzeczywistej długości, więc nie wchodzimy w szczegóły) i przyjemną.
Startujemy wczesnym porankiem z Mostek. I od razu spacer brzegiem tutejszego zalewu. Z atrakcji – widoki i aromat przeróżnych potraw z grilla (wędkarze właśnie szykują śniadanie).

zalew w Mostkach

wtorek, 14 sierpnia 2018

Nie kochałem tak nic, jak moją wioskę kocham*


„Mój strumyk, moje zarośla, tyle pamiątek na każdym kroku, każdy krzaczek, każdy wybój, każda grudka ziemi mnie tak znajoma, przez lat czternaście deptana…”* zostały na tym samym miejscu, ale już nie takie, nie te. „Wszystko przeminęło w czasie, odpłynęło z wodą”**, ale pewnie pamięta małego Stefka Żeromskiego. Nad tym samym strumykiem (to najpewniej Lubrzanka, która w tej okolicy tworzy przełom między Radostową i Dąbrówką) rosną już nowe krzaczki, postawiono mostek dla spragnionych romantyczności turystów.

Lubrzanka pod Ciekotami

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Cztery wzgórza kolejno zdobywane w niedzielę


Upał chwilowo zelżał, warto więc było wyruszyć z domu. Skutkiem upałów panujących ostatnio było moje rozleniwienie, zaplanowałam więc trasę bez planowania, czyli zaproponowałam kolegom moje ulubione przejście z Tumlina do Tumlina.
Rano obserwowaliśmy ciekawe zjawisko na horyzoncie – góry były częściowo zasnute mgłą jak dymem. Pozostała okolica była zalana słońcem.
Na szczęście na naszej trasie rośnie las, więc świetnie nam się wędrowało w cieniu i leśnym chłodzie. 

 poranny widok z Tumlina na południe

czwartek, 9 sierpnia 2018

Świętokrzyski poranek

Pogoda dopisała. Było ciepło i słonecznie. Na szczęście cały czas towarzyszył nam lekki wietrzyk i nie odczuwaliśmy upału.

ściernisko i odrobina chmurek

niedziela, 5 sierpnia 2018

Festiwal w sam raz dla Włóczęgów

Już sama nazwa brzmi obiecująco – Festiwal Wędrowania. W dodatku dziesiąty, a my dopiero pierwszy raz na nim. Nic to, lepiej późno niż wcale.
Festiwal trwa dwa dni. Decydujemy się na udział w imprezach pierwszego dnia w Ciekotach. Drugi dzień w Kapkazach zamierzamy opuścić. 

Ciekoty oczekują gości 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Nie poddajemy się

W mocno ciepły czwartkowy poranek wyruszamy na wycieczkę bez planu. W gruncie rzeczy jakiś tam plan był, ale warunki pogodowe spowodowały, że spora jego część poszła do lamusa, a pojawiły się inne atrakcje.
Zupełnie nie spodziewałam się, że koleżanki zaproponują wyprawę do rezerwatu w Barczy. W tej sytuacji i ja coś zaproponowałam – przejście po lesie bez mapy (nie miałam przy sobie tego fragmentu) jedynie na pamięć z pomocą kompasu. Zgodziły się.
Początek łatwy – szlak plus znana ścieżka i mamy pierwszy fragment rezerwatu – jeziorko Baryła po wyrobisku kopalni piaskowca kwarcytowego.

 woda w Baryle zielona - zasługa leśnej zieleni

poniedziałek, 30 lipca 2018

Ot, taki niedzielny drobiazg

W gruncie rzeczy nawet nie bardzo jest o czym pisać. Ale skoro się podjęłam roli turystycznego Koszałka Opałka, wypada i tę wycieczkę odnotować.
Ze stacji w Tumlinie wyruszyły dwie nieustraszone białogłowy w krótkich majtkach, bo upał się zapowiadał niezły. Na szczęście jedna z nich (zgadnijcie, która) przewidziała taki obrót sprawy i poprowadziła koleżankę drogami leśnymi spowitymi w porannym cieniu. 

 na szlaku

niedziela, 29 lipca 2018

Dwie ulice i promenada


Były to najważniejsze ulice w początkach istnienia uzdrowiska. 
Józef Szalay zachęcał właścicieli domów przy tych ulicach, aby  jakoś je wyróżniali, jeśli chcieli przyjmować kuracjuszy. Może nie były to wille tak wystawne, jak jego własny pałac czy nowe wille budowane w tym czasie. Ale zapewniały dobre warunki pobytu.
Teraz też nie wyglądają spektakularnie. Zwłaszcza po wszelakich remontach i przebudowach.
Szalay wpadł na świetny pomysł – domy otrzymały nazwy i stosowne tabliczki. Możemy je podziwiać spacerując ulicami Szalaya i Główną.   
Pierwszy dom z taką tabliczką zobaczyłam podczas mojego pierwszego pobytu w Szczawnicy. Dziwnym trafem nie zwróciłam wtedy uwagi na inne. Myślałam, że jest taki tylko jeden. Oto on: 

Zachowała się ładna stara snycerka, a tabliczkę widać?

sobota, 28 lipca 2018

Chwila zadumy na szczawnickich cmentarzach

Na początek zajrzyjmy na stary cmentarzyk w centrum miasta. To tak zwany Cmentarz Szalayowski (oj, dziwne słowo). 

 krzyż w centrum cmentarza

piątek, 27 lipca 2018

Co mnie zainteresowało w Szczawnicy

Trzeba przyznać, że sporo. I to tak dużo, że nie wiem, jak to opisać, żeby uniknąć chaosu. Ostatecznie, jeśli mnie ten temat zmęczy, przerwę relację.
Przede wszystkim zauważyłam, że przez lata, które minęły od mojego pierwszego pobytu miasto bardzo się zmieniło. Nabrało elegancji. 

środa, 25 lipca 2018

Spacer na najważniejszą górę w okolicy

Chodzi o okolicę Szczawnicy. Czyli…?
Zanim wymienicie jakąkolwiek odpowiem sama – to niepozorna Bryjarka. Wcale nie w Pieninach, a w Beskidzie Sądeckim. Dlaczego taka ważna? Bo to właśnie na jej zboczach znajdują się źródła wody mineralnej, którą można się kurować do woli w tym uzdrowisku.  
Jak każdy szanujący się kuracjusz, którym notabene nie byłam, wybrałam się na spacer na tę górę.
Podejście odbywa się ścieżką żółtego szlaku turystycznego, a wychodzimy z miasta w pobliżu Muzeum Uzdrowiska. 

budynek Muzeum Uzdrowiska w Szczawnicy 

poniedziałek, 23 lipca 2018

Kilka ciekawostek z Gminy Morawica

Jest lato. Można wstać wcześniej i wybrać się trochę dalej od domu, ale niezbyt daleko, bo upał.
Przypominam więc sobie, że kiedyś zamierzałam wrócić do Lisowa, zajrzeć do tutejszego kościoła. No to ruszamy.
Wysiadamy w Lisowie, ale nie idziemy od razu w stronę kościoła. Najpierw chcę sprawdzić, czy uda nam się znaleźć pozostałości dworu. Ulica Dworska jest. To i dwór się znajdzie. Jego pozostałości pełnią teraz funkcję ogrodzenia posesji.
Częściowo skrywają się za bujną zielenią drzew, częściowo same skrywają nowoczesne zabudowania w tle. Ale są. 

piątek, 20 lipca 2018

Czy lubicie stare drewniane kościoły?

Ja bardzo. Szczególnie urzekający jest w nich zapach starego drewna. Nie do podrobienia w żadnym innym miejscu.
Podczas naszego wyjazdu do Szczawnicy zajrzeliśmy do dwóch tego typu kościołów.
Pierwszy z nich to gotycki kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim. Kościół jest ogrodzony drewnianym płotem, przechodzimy przez jedną z  dwóch niewielkich bramek. 

 kościół w Dębnie Podhalańskim 

środa, 18 lipca 2018

Od wsi do wsi

Nie znałam tych wsi. Znalazłam je na mapie, kiedy szukałam drogi dojazdu do rezerwatu Przełom Białki. Chciałam zobaczyć coś ciekawego. Nie spodziewałam się, że te wsie mogą być aż tak ciekawe. Może i was zainteresują, dlatego spróbuję je opisać.  
Pierwsze wrażenie było zaskakujące – nagle zobaczyłam z okna samochodu miejscowość otoczoną czymś w rodzaju muru obronnego z drewnianych ścian ciasno ustawionych jedna przy drugiej. Z wrażenia nawet nie poprosiłam o zatrzymanie auta, żeby zrobić zdjęcie.
I tak wjechaliśmy do Nowej Białej. Jej ulicę pokażę wam na zdjęciu sprzed lat. Ale teraz niewiele się zmieniło.

 Nowa Biała - ulica

poniedziałek, 16 lipca 2018

Mecz Deszcz – Włóczęgi

Deszcz wychodzi na boisko i od razu przystępuje do ataku. Włóczęgi rozprostowują kości, szykują prowiant i odzież nieprzemakalną. Po drobnych konsultacjach i biciu się z myślami wyruszają na trasę.
1:0 dla nas.
Deszcz się wycofuje, ale nie daje za wygraną.
Stacja w Kunowie. Idziemy równo – Deszcz i my.
Deszcz znów się wycofuje. 2:0 dla nas.
Maszerujemy porządnymi drogami w kierunku Nietuliska. Obserwujemy okolicę. 

 droga polna łącząca dwie asfaltowe

niedziela, 15 lipca 2018

Jeszcze jeden przełom

Ten stanowi zachodnią granicę Pienin. Przy czym nasza grupka obserwowała go już spoza Pienin.
Wiecie już, o jakim miejscu będzie ten wpis?
To rezerwat Przełom Białki pod Krempachami. 

piątek, 13 lipca 2018

Trzynastego piękniejszy jest świat*

A może tylko nam się tak wydaje?
Prognozy pogody są nieciekawe – zachmurzenie całkowite i opady deszczu.            
Mimo wszystko wyruszamy na trasę. Zaplanowałam małą pętelkę z początkiem i zakończeniem na wzgórzu Barbarka.

 kapliczka, która już wiele razy była tu pokazywana

czwartek, 12 lipca 2018

Robię się sentymentalna

I zapewne leniwa.
Zapragnęłam krótkiej, dobrze znanej trasy. Takiej, co to każdy krzak to wspomnienie.
Startujemy w Ostojowie i spokojnym krokiem zmierzamy do Krzyżki. Tym razem panów mało (jeden nam się ostał), to i śpiewu pod przepustem kolejowym nie było. 

tradycyjne pierwsze foto na tej trasie - Kamionka 

środa, 11 lipca 2018

Miejsce „z polecenia”

Kilka osób bardzo zachwalało ten rezerwat. Trzeba się więc tam było koniecznie wybrać. Moim zdaniem zachwalający nie przesadzali. Sami zobaczcie.
Wybierzmy się razem na spacer do rezerwatu Biała Woda w Jaworkach.

 nasza grupa w rezerwacie

poniedziałek, 9 lipca 2018

Jakże się ten wąwóz nazywa?

Na mapie zapisane są dwie nazwy – Wąwóz Sobczański i Wąwóz Szopczański. Pierwsza nazwa jest podkreślana w Wordzie jako błąd. I słusznie. Nazwa wąwozu pochodzi od nazwy Przełęczy Szopka, do której prowadzi. 
Czyli w pochmurną i deszczowa sobotę rano wyruszamy ze Sromowiec Niżnych żółtym szlakiem przez Wąwóz Szopczański.

 w Wąwozie Szopczańskim 

sobota, 7 lipca 2018

Po słowackiej stronie


Już po tej stronie byliśmy idąc Drogą Pienińską, ale i tak podziwialiśmy raczej polski brzeg Dunajca, a teraz pora na słowackie atrakcje.
Na początek zwiedzanie Czerwonego Klasztoru. Wielu turystów go pomija, uznając, że lepiej od razu iść w góry. My nie.
Wysupłaliśmy ze skarbonek monetki w euro, których i tak żaden kantor nie skupuje i zaszaleliśmy podczas zwiedzania. Dopłaciliśmy trochę za możliwość fotografowania i się poszło oglądać.
Klasztor widzieliśmy dwa dni wcześniej z Trzech Koron. 

Czerwony Klasztor widziany z Trzech Koron (nazwa powstała nie od koloru dachów, a murów, które pierwotnie były czerwone, bo z nieotynkowanej cegły)

czwartek, 5 lipca 2018

Testujemy połączenie z Nową Słupią

Połączenie może nie jest nowe, ale nie korzystaliśmy z niego nigdy. Dotychczas tłukliśmy się godzinami do Słupi przez Kielce. Aż tu kolega Ed wypatrzył bus w tym kierunku ze Starachowic.
Początek eksperymentu wypadł blado – pociąg nam się opóźnił i groziło, że nie zdążymy na bus, ale szczęśliwie i on się spóźnił, więc mogliśmy spokojnie wyruszyć w podróż. W porównaniu z dojazdem przez Kielce oszczędzamy godzinę. Warunki jazdy zdecydowanie mniej komfortowe, ale przymykamy oko na drobne niedogodności.
Wysiadamy w Rudkach, trochę się tu kręcimy w poszukiwaniu kościoła. Nie jest on jakoś specjalnie stary, ale da się zauważyć, że zmienił wygląd od czasu naszej poprzedniej tu bytności.

kościół pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Rudkach

środa, 4 lipca 2018

Relaks nad Dunajcem

Po dwóch dniach upału popsuła się pogoda. Na razie nie padało, ale zrobiło się pochmurno i dosyć chłodno. Uznałam, że to idealne warunki na spacer tak zwaną Drogą Pienińską czyli czerwonym szlakiem nad Dunajcem w przeciwnym kierunku do spływu tratw Przełomem Dunajca.
Z kwatery wychodzimy od razu na naszą trasę. Góry „dymią”, a na wodzie o poranku jeszcze pusto. 


poniedziałek, 2 lipca 2018

W Orońsku znów świetna wystawa

Nie ukrywam – mam zakładkę do Centrum Rzeźby Polskiej  Orońsku. I zaglądam regularnie, żeby sprawdzić, co nowego można tam obejrzeć. A potem wybieramy się na wycieczkę.
Tym razem zaczynamy skromnie od spaceru po parku. Zauważamy kilka nowych prac, witamy się ze starymi znajomymi i z przykrością odnotowujemy brak kilku serdecznych przyjaciół (pozostaje mieć nadzieję, że moje ukochane „Trzy zapałki” wrócą po konserwacji na swoje miejsce).

praca Rafała Rychtera "Fontanna - symulacrum"

sobota, 30 czerwca 2018

W Małych Pieninach

To właściwie miała być pierwsza wycieczka pienińska, bo na trasie najładniej widać Pieniny i okolice. Zdecydowałam jednak inaczej, bo kolegom bardzo zależało na zdobyciu najpopularniejszych szczytów Pienin Właściwych, odłożyłam więc Pieniny widokowe na drugi dzień. 

Zosia uchwyciła kwintesencję Małych Pienin

piątek, 29 czerwca 2018

Ja zawsze wolę Wąwóz Homole

Tak przekonywała mamę dziewczynka, która jechała dawno temu autobusem przez Kraków. Zapamiętałam tę opinię, bo i ja lubię ów wąwóz.
No to zapraszam na spacer do niego.
Rozsądny turysta wybiera się tam w godzinach porannych, kiedy jeszcze tłumy miłośników wąwozu nie zdążyły tam dotrzeć. My byliśmy u wejścia około ósmej. 

startujemy przy kapliczce  

czwartek, 28 czerwca 2018

Mój prezent urodzinowy

Jaki jest najlepszy prezent na okrągłe urodziny kobiety? Niektórym się wydaje, że najlepiej pominąć ten fakt milczeniem. Błąd!
Najlepsze są „prawdziwe złoto, diamenty, perły, bardzo niewiele sztucznej biżuterii*” i kwiaty, rzecz jasna. A wszystko odpowiednio podane, z elegancją, w miłym towarzystwie. 

storczyk plamisty

niedziela, 24 czerwca 2018

W kamienicy na Floriańskiej


...urodził się mały chłopczyk. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni. 
Ten był dziewiątym dzieckiem swoich rodziców – Franciszka i Joanny Matejków. Otrzymał imiona Jan Alojzy. Oficjalną datą jego urodzin jest 24 czerwca roku 1838, ale sam podobno świętował urodziny 30 czerwca.  

 tablica przy wejściu do kamienicy

niedziela, 17 czerwca 2018

Leśne migawki


Szczerze przyznam – nie chciało mi się planować trasy na niedzielę. Potrzebne mi było coś lekkiego, łatwego i blisko domu. Kolega Ed podpowiedział mi trasę z Mroczkowa, która teoretycznie spełniała powyższe warunki. W praktyce zawsze jednak coś wyjdzie inaczej niż w teorii.
Trasa jest znana i często powtarzana. Do tego stopnia nudna, że nawet nam się fotografować nie chce. Bo i co? 

 obowiązkowe zdjęcie chałupy w Kapturowie

czwartek, 14 czerwca 2018

Pokażę panu widok z tarasu na rzekę zanim podadzą obiad*

Zanim ta sytuacja mi się w ogóle mogła przypomnieć trzeba było wysiąść z pociągu na stacji, na której pewnej wojennej nocy wysiedli Witold i Fryderyk. My wysiedliśmy rankiem. Nie czekał na nas woźnica, więc ćmielowską stacyjkę opuściliśmy pieszo. Literaccy bohaterowie udali się na południe – w kierunku Brzóstowej, my na północ – od razu w kierunku gościnnego dworu Amelii w Rudzie. 

przydrożna kapliczka w Ćmielowie 

niedziela, 10 czerwca 2018

Janek wybił się na samodzielność


Kolega Ed stopniowo przyucza nas do prowadzenia wycieczek. Mnie już wypuścił na szerokie wody i jakoś sobie radzę, a teraz Janek przygotował trasę, zabrał mapkę i poprowadził grupę na samodzielną wyprawę.

na starcie 

czwartek, 7 czerwca 2018

Teraz arboretum

Ostatnio na blogu pojawił się wpis o ogrodzie zoologicznym, potem wybrałam się do efektownego ogrodu w Młodzawach. I wreszcie nadszedł czas wizyty w arboretum.
Znajduje się ono w Puszczy Iłżeckiej, a dokładniej w Nadleśnictwie Marcule. Jest częścią Centrum Edukacji Przyrodniczej im. ks. bp. Jana Chrapka. Można tu dojechać wąskotorówką z Iłży, autem, rowerem czy autokarem (podczas naszego pobytu były chyba za trzy albo cztery wycieczki autokarowe). Można też dotrzeć pieszo. 

 jak widać Centrum Edukacji Przyrodniczej działa od roku 2006

piątek, 1 czerwca 2018

To jest moje, bo ja to robię i pilnuję, ale to jest wszystkich ludzi*

Tak mówił o swoich pracach ich twórca. Opowiem wam o nim.
Nazywali go "Bernasiem". Ale dumny był z imienia, które otrzymał na Chrzcie Świętym – Jan. 

portret autorstwa p. B. Głowali z Piekoszowskiego GOK

środa, 30 maja 2018

Dlaczego warto wybrać się do Młodzaw Małych?


Przede wszystkim, żeby odwiedzić miejsce, o którym piewca Ponidzia, Adolf Dygasiński, tak pisał: „Czym jest Rzym dla Europy, Częstochowa dla Polski, tym Młodzawy dla Ponidzia”. To sanktuarium Matki Bożej Bolesnej – piękny późnobarokowy kościół położony malowniczo wśród pól. Trzeba się do niego wspiąć na wzgórze, ale widok świątyni wynagrodzi wszelkie trudy. O, gdybyż się udało wejść do wnętrza, bo ono jest podobno jeszcze piękniejsze. 

wiem, należało pójść dalej, żeby oddać urodę położenia kościoła, ale miałam za mało czasu na "oglądanie kościółka"

poniedziałek, 28 maja 2018

Odpoczywamy

Przede wszystkim odpoczywamy od ambitnych wycieczek. Od długich dojazdów i przesiadek też. Mało tego – wstajemy późno.
I w końcu jednak wyruszamy na niedzielną wycieczkę wypoczynkową.
Wysiadamy w Gadce i ruszamy w kierunku lasu. I już jakby mniej odpoczywamy, bo odczuwamy ciepło. Narastające. Kto może, to się rozbiera z czego ma. Potem już nie będzie co zdejmować i trzeba trwać w ciuchach niezbędnych.

 na trasie

niedziela, 27 maja 2018

Wino, winnica i morze

Zaczęło się od wina. W filharmonii.
W ubiegłym roku przed koncertem „Najpiękniejsze tanga muzyki filmowej” miała miejsce degustacja win. Spróbowałam i zakochałam się. Moim ulubieńcem jest białe półsłodkie wino z Winnicy Sandomierskiej. Ale winnica proponuje i inne gatunki. 

jedno z sandomierskich win

czwartek, 24 maja 2018

Korzystajcie z pociągu do Sandomierza!

Zwłaszcza teraz, przed sezonem turystycznym. Taki pociąg kursuje na trasie Kielce – Sandomierz w środy do końca czerwca. Jest wprawdzie nieco zakamuflowany jako pociąg z przesiadką w Ostrowcu, ale nie ma żadnej przesiadki. Tylko kilka minut postoju na stacji. A potem kontynuacja luksusowej podróży. Bez tłoku, w miłej atmosferze.
Nasza grupka opuszcza pociąg w Dwikozach. Wyruszamy na spotkanie z przygodą i innymi niż znane nam pejzaże. 

 stacyjka Dwikozy

wtorek, 22 maja 2018

Tato, zobacz, jaka wielka koza!


- To nie koza, kochanie, to antylopa.
- Babciu, babciu, popatrz – antylopa!
I mała już wie, jak wygląda antylopa. Nauczyła się. Tatuś delikatnie poprawił błąd, żeby dziecko wiedziało, z jakim zwierzęciem ma do czynienia.   

 antylopa eland

poniedziałek, 21 maja 2018

Mój niedzielny eksperyment wycieczkowy


To trasa lekka, łatwa i przyjemna połączona z poszukiwaniem pięknych miejsc i nowych ścieżek.
Co do miejsc – bez problemu je znaleźliśmy w Piotrkowicach. Byliśmy tu małą grupką pięć lat temu, warto więc znów zajrzeć.
Na pierwszy ogień idzie wzgórze Tarnoskała – to miejsce do pewnego stopnia sentymentalne dla nas po tym, jak rok temu byliśmy w siedzibie rodowej Krasińskich w Maleszowej. Jedna z panien Krasińskich wyszła za mąż za  Joachima hrabiego Tarnowskiego. Ich syn źle znosił wilgotny klimat w Maleszowej i ojciec wybudował nową rezydencję rodu na malowniczym wzgórzu w Piotrkowicach. 

 brama do pałacowego parku

sobota, 19 maja 2018

Moc atrakcji

Gdzie? Kiedy? Jakich?
W Jagodnem. 18 maja w ramach Nocy Muzeów. Trzecie pytanie wymaga dłuższej odpowiedzi.
Jak oni to robią? Sala Muzeum Pamiątek Regionalnych  znów pęka w szwach. 

władze gminy, mieszkańcy i goście (nawet zagraniczni)

piątek, 18 maja 2018

Krakowski Kazimierz – moje pierwsze spotkanie

Może to dziwne, ale dopiero w tym roku pierwszy raz wybrałam się na Kazimierz. Lepiej późno niż wcale. No i może lepiej nie w sobotę, ale skoro już tylko akurat ten dzień był do dyspozycji…
Spacer po ulicach i uliczkach Kazimierza zaczynamy przy synagodze Tempel. Rzecz jasna zamkniętej. Możemy jedynie podziwiać ją z zewnątrz. Zajrzeć na sąsiadujące z synagogą podwórze  Centrum Społeczności Żydowskiej.

portal synagogi

środa, 16 maja 2018

Dwa kościoły

Zaczniemy od młodszego.
To późnogotycki kościół pod wezwaniem świętego Prokopa w Krzcięcicach (Jeśli gotycki jest młodszy, to jaki będzie starszy?!).
Jest dobrze widoczny z daleka, bo znajduje się  na wzgórzu. To kościół orientowany (prezbiterium zwrócone na wschód – tego się na tej wycieczce raz a dobrze nauczyłam) wybudowany z cegły i kamienia. 


wtorek, 15 maja 2018

Wszystko na świecie czasowe i przemijające *

Jeśli tą rzeczą przemijającą jest dom, to potrzebuje człowieka, który o niego zadba, bo jeśli nie…
No właśnie.
Wyobraźmy sobie najbardziej polski z polskich domów – dwór szlachecki. Taki z „Pana Tadeusza”. A teraz pozbawmy go wszystkich mieszkańców, co o niego dbali. Niemożliwe? A przecież tak było. W majestacie bezprawia odebrano właścicielom ich miejsca ukochane, dorobek pokoleń. 
Dodajmy upływ czasu i obcych, którzy się w cudzych domach szarogęsili. I mamy obrazki, które w tym wpisie zaprezentuję.

Na początku naszej wyprawy zaglądamy do Pawłowic niedaleko Sędziszowa. Tu Władysław Chwalibóg wybudował pod koniec 19. wieku piętrowy pałac, który otoczył rozległym parkiem.  
Nadszedł rok 1945 i pałac odebrano dawnym właścicielom. Był on siedzibą Uniwersytetu Ludowego, a później szkoły podstawowej. Ta szkoła działa tam do dziś. I może dzięki temu pałac jeszcze się trzyma.  

Pawłowice - pałac na wzgórzu

poniedziałek, 14 maja 2018

Non omnis moriar*


„Nie wszystek umrę” pisał  z wiarą w trwałość swego dzieła Horacy.
Nam udało się przekonać o trwałości niektórych dzieł rodu Lanckorońskich, którego ostatnia przedstawicielka, profesor Karolina Lanckorońska,  zmarła w roku 2002.
Wielowiekowa historia tego rodu jest związana i z naszym regionem. Przodkowie Lanckorońskich otrzymali od króla Kazimierza Wielkiego urząd wójtowski w Wodzisławiu. Miasto (obecnie wieś) było lokowane na prawie magdeburskim w czasach Łokietka. 

herb Lanckorońskich - Zadora nad jednym z portali kościoła p.w. świętego Marcina w Wodzisławiu  

czwartek, 10 maja 2018

Wąwozowy zawrót głowy

Tytuł sugeruje kolejną wyprawę w okolice Chmielowa i Kunowa. Nic nowego, pomyślicie. Nuda.
A może jednak nie?
Sprawdźmy.
Dla trójki uczestników środowej wycieczki cała trasa jest nowa. I już nie wszyscy się nudzą. Jest nieźle. A kierownictwo we właściwym czasie zadba, żeby było lepiej.
Na początek tradycyjne spotkanie z Kamienną w Chmielowie. Przy okazji wypada się przywitać z jednym z najpopularniejszych świętych – Janem Nepomucenem, którego dwustuletnia figura stoi w Chmielowie.

tradycyjne zdjęcie Kamiennej w Chmielowie 

wtorek, 8 maja 2018

Z Łagiewnik do Chmielnika

Zrezygnowałam z próby przejścia polami w stronę Lubani, żeby uniknąć kolejnego zapylenia.  Podobno w Lubani jest zabytkowy podworski park. Czy jest, pozostaje na razie zagadką, bo kompas mnie zmylił i skierował na drogę do Zrecza Dużego. 

droga z Łagiewnik do Zrecza

poniedziałek, 7 maja 2018

Droga przez mąkę

To tylko jedna z atrakcji niedzielnej wycieczki. Przyznam – nieplanowana. Ale niezapomniana. Po jej pokonaniu nasze buty i spodnie zmieniły kolor na piaskowy. Utrzymał się do pierwszego prania. 

 na "mącznej" drodze

czwartek, 3 maja 2018

Majówka na łonie przyrody

Gdzie ten łon? Zapytałoby dziecko. Odpowiadam – w Puszczy Iłżeckiej. Ostatnio bardzo ją polubiłam, bo nietrudno tam znaleźć proste leśne trasy, które jestem w stanie bez zgubienia grupy przejść od startu do mety. Mam wrażenie, że jeśli tylko dojazd będzie dogodny, to można tam wymyślać tras co niemiara.

zachwycenie

wtorek, 1 maja 2018

My, nienasyceni

Natura ciągnie turystów do lasu, szczególnie wiosną. Mieliśmy już okazję podziwiać  uroki przyrody na Pasmach Zgórskim i Posłowickim, ale nam ciągle mało. Najbliżej naszego miejsca zamieszkania jest Pasmo Klonowskie i tam też się wybraliśmy w ostatnią niedzielę. Pewnie większość uważa, że dominują tu klony. Być może trafiają się pojedyncze osobniki, ale głównie występują tu buki, rzadziej graby. 

widok na Pasmo Klonowskie i okolice Huciska