niedziela, 14 października 2018

Kolory na trasie do Czarnej


Janek szukał pomysłu na niedzielną trasę i przypomniał sobie, że okolice rzeki Czarnej powinny być teraz malownicze. Zebrał dziarską gromadkę i ruszył na poszukiwanie owej malowniczości. Czy znalazł? Obejrzyjcie zdjęcia i sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.
Wyruszyli z Piły lasem w kierunku leśniczówki Kamienny Krzyż. Było jeszcze wcześnie i poranne słonce prześwitywało przez gałęzie i pnie drzew. 

słońce jeszcze nisko

czwartek, 11 października 2018

Dwa szlaki i cztery szczyty

No i jeszcze nasza czwórka.
Te szlaki to czarny prowadzący na Szczytniak i fragment Głównego Szlaku Świętokrzyskiego w kierunku Trzcianki. Szliśmy tą trasą dwa lata temu (tu link), ale teraz wyglądała zupełnie inaczej. Można porównać.  

 jesienne pola i Święty Krzyż w oddali 

poniedziałek, 8 października 2018

Jesienne Pasmo Klonowskie


W niedzielę Andrzej zorganizował wycieczkę na swoją ulubioną Górę – Bukową w Paśmie Klonowskim.
Siedmioosobowa grupka wystartowała w Leśnej w kierunku Psar Starej Wsi, a potem podeszła na Lisi Ogon i skierowała się w stronę Bukowej. Pogoda dopisała, jesienne barwy już się pojawiły na drzewach. Nasi turyści maszerowali w kierunku Łącznej, gdzie Staszek zaproponował lodową ucztę – tak świętował 10 lat wędrowania z naszą grupą. Aż żal, że tego dnia nie było mnie z kolegami.
Po tym wstępie proponuję obejrzenie zdjęć – podpisy opowiedzą o trasie.

wtorek, 2 października 2018

Wycieczka z dedykacją

Nieco spóźniony ten wypad, ale jeszcze w roku rocznicy. Planowany był na koniec maja, bo to właśnie wtedy, 29 maja 1953 roku, dwaj panowie – sir Edmund Hilary (wtedy jeszcze bez tytułu szlacheckiego) i Szerpa Tenzing Norgay  jako pierwsi ludzie stanęli na najwyższym szczycie Ziemi. Im też dedykowałam naszą wysokogórską wyprawę.
Zaczynamy od aklimatyzacji w niższych partiach gór. To znaczy – wspinamy się na Górę Miejską od strony Bodzentyna. Z obawy przed chorobą wysokościową idziemy niespiesznie, podziwiamy widoki na okolicę, zauważamy nowy pomnik na skraju lasu. Ba, nawet świętujemy Dzień Chłopaka (też z opóźnieniem).

 długie cienie w porannym jesiennym słońcu

czwartek, 27 września 2018

Kto wymyślił tę trasę?


Nikt się nie przyznał. Od dawna była planowana, odkładana, aż w końcu tydzień temu w pociągu do Jędrzejowa padła ta myśl – następnym razem wysiadamy w Słowiku i maszerujemy do Chęcin przez Patrol i Zelejową. Dawno już tak nie chodziliśmy.
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Termometr na budynku dworca wskazuje -1, ale wsiadamy do pociągu i ruszamy na spotkanie z wytęsknionymi górkami. 

 Pasmo Zgórskie już nabiera jesiennych barw 

poniedziałek, 24 września 2018

Prosta trasa z udziwnieniami


Nie będę owijać w bawełnę – nie chciało mi się wymyślać trasy na niedzielną wycieczkę. W tej sytuacji najlepsze są pewniaki – szlakiem i niezbyt daleko od domu.
Tym razem wyruszamy z Kostomłotów, gdzie zaraz natrafiamy na ścieżkę edukacyjną prowadzącą do rezerwatu Sufrganiec. Idziemy tą ścieżką, wdychamy leśne powietrze i tak docieramy na polanę z miejscem do odpoczynku. Ale od czego tu odpoczywać po piętnastu minutach wycieczki? 

drzewa w rezerwacie

piątek, 21 września 2018

Nadnidziańskie zakątki


Tym razem zdążamy nad Nidę od zachodu. Wysiadamy z busa w Imielnie.
Naszym celem jest kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. Pierwotny kościół zbudowano w pierwszej połowie trzynastego wieku. Zachowały się do naszych czasów fragmenty z tamtych lat. 

kościół w Imielnie - po prawej stronie z lizenami najstarsza zachowana jego część  

poniedziałek, 17 września 2018

Składanka wycieczkowa


Poskładałam w niedzielę kilka dróżek, widoczków, miejsc. Do tego nieoczekiwane efekty dźwiękowe i zapachowe. Koledzy coś dorzucili i wyszło takie oto wędrowanie.
Start w Górnie. Jest tu ładna polna droga w kierunku Cedzyny. Na razie trochę rosy i sporo aromatu świeżo rozrzuconego obornika. Od razu robi się swojsko.

 najzwyczajniejsza droga wśród pól 

piątek, 14 września 2018

I tylko muszelek nie było


Wędrowaliśmy z Włoszczowic do Korytnicy. Na trasie miało się znaleźć kilka ciekawostek. I większość z nich się pojawiła we właściwym miejscu i czasie.
Najpierw szliśmy w stronę przejazdu kolejowego przy stacji Zagonnie. Rzut oka na tory kolejowe – tu nam się Stach rozczulił wspominając dawne czasy, kiedy to przejeżdżał tędy prowadząc pociągi. Ech…

 
torami w świat

poniedziałek, 10 września 2018

Kilo błota pod butem


To miało być nasze pożegnanie z okolicami Chmielnika. Przejście grzbietem wzgórz, które kilkakrotnie oglądaliśmy z okien busa i wydawało się, że widoki tam będą rewelacyjne.
Wybraliśmy się na tę trasę w niedzielę. Wysiedliśmy w Lisowie.
I widoki od razu były trudne do określenia. Powiedziałabym zamglone.
Pełni nadziei na poprawę pogody wyruszamy na trasę. 

w Lisowie zapowiedź jesieni 

piątek, 7 września 2018

Trasa na szóstkę z plusem

Zaplanowana była skromniutko - ot, dotrzeć z Rusinowa do Przysuchy omijając asfalt. I taka właśnie była, tylko zapragnęła zrobić nam kilka niespodzianek. 
Z Rusinowa wyruszyliśmy na południowy wschód ulicą Zaciszną, która wkrótce doprowadziła nas do lasu.

drewniany dom na skraju Rusinowa 

czwartek, 6 września 2018

Ferdynand Nax byłby wielce rad


Wyobraźmy sobie, że jeszcze za życia Jan Ferdynand Nax (1736 – 1810) odbyłby podróż do przyszłości, aby zobaczyć, jak pałace wybudowane lub przebudowane według jego projektu wytrzymały próbę czasu.
Maszyna czasu przeniosła go do początku września 2018 r., królewski architekt zajeżdża swym powozem pod bramę parku otaczającego pałac w Rusinowie koło Przysuchy. Jest ładny słoneczny poranek, parkowa brama gościnnie otwarta. 

 brama do pałacowego parku

sobota, 1 września 2018

Harem na wyciągnięcie ręki


Mapa Ponidzia tak go anonsuje: Pałac 1730 – 50 r. „Harem”.
Jest zaznaczony między dwiema niewielkimi uliczkami we wsi Grabki Duże. 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Wszystkie drogi prowadzą do Buska


W zapowiedzi wycieczki podałam informację, że będzie dużo dróg asfaltowych, ale potem przyjrzałam się jeszcze raz uważnie mapie i trochę zmieniłam trasę, żeby zmniejszyć ilość asfaltu. No i wybrałam takie ścieżki, że potem na sam widok asfaltu grupa wpadała w amok z radości.
Pierwsza była asfaltowa – lasem w kierunku wsi Zwierzyniec z przystanku o tej samej nazwie. Przyjemna i w dodatku szlakiem zielonym, ale tak dyskretnie znakowanym, że prawie niezauważalnym.

zamiast asfaltu - ostrożeń

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Szydłów – tu trzeba wrócić


Miasto powstało w czternastym wieku. Otaczają je średniowieczne mury wybudowane w czasach króla Kazimierza Wielkiego. Miały wtedy ponad kilometr długości. Mało brakowało, a nie oglądalibyśmy ich dzisiaj, bo na początku 19. wieku wystawiono je na sprzedaż. Kupujący mogli nabywać fragmenty murów do rozbiórki na kamień budowlany. Całe szczęście nie udało się sprzedać wszystkiego. Ba, większość murów się ostała. 

fragment nurów miejskich z Bramą Krakowską 

środa, 22 sierpnia 2018

Sierpień w arboretum


Zdarzają się miejsca, które warto odwiedzać wiele razy. I nawet nie trzeba długiej przerwy między kolejnymi odwiedzinami, żeby miejsce inaczej wyglądało, pokazało się z innej strony.
Takimi miejscami są parki i ogrody.
O, to już czytelnicy są przygotowani na powtórną w tym roku wizytę w arboretum Marcule. W tym linku wspomnienie poprzedniej.
Głównym bohaterem jest tym razem Marcel. To najstarsze drzewo w arboretum – dąb szypułkowy. Rośnie na malowniczej polance, można go obejść ze wszystkich stron, posiedzieć w pobliżu na ławeczce, miło spędzić czas.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Krótka wycieczka w okolice najdłuższej świętokrzyskiej wsi


Wystartowaliśmy w Bilczy, skąd malutki spacerek do pobliskiego lasu, a w nim zapowiadana przez mapę świetna droga do wsi Brzeziny. Ta wieś długa jest bardzo – to podobno najdłuższa świętokrzyska wieś. Byliśmy w niej cztery lata temu (tu link).

leśna droga do Brzezin 

sobota, 18 sierpnia 2018

… w sadzie pustkowie bezdomne *


Wracamy po roku do Iłży. Rok Leśmiana minął. Co się zmieniło przez ten czas?
W sadzie, gdzie malinowy chruśniak, dojrzewają jabłonie.

czwartek, 16 sierpnia 2018

Czas relaksu


Wybieram trasę niedługą (pojawiły się kontrowersje co do jej rzeczywistej długości, więc nie wchodzimy w szczegóły) i przyjemną.
Startujemy wczesnym porankiem z Mostek. I od razu spacer brzegiem tutejszego zalewu. Z atrakcji – widoki i aromat przeróżnych potraw z grilla (wędkarze właśnie szykują śniadanie).

zalew w Mostkach

wtorek, 14 sierpnia 2018

Nie kochałem tak nic, jak moją wioskę kocham*


„Mój strumyk, moje zarośla, tyle pamiątek na każdym kroku, każdy krzaczek, każdy wybój, każda grudka ziemi mnie tak znajoma, przez lat czternaście deptana…”* zostały na tym samym miejscu, ale już nie takie, nie te. „Wszystko przeminęło w czasie, odpłynęło z wodą”**, ale pewnie pamięta małego Stefka Żeromskiego. Nad tym samym strumykiem (to najpewniej Lubrzanka, która w tej okolicy tworzy przełom między Radostową a Dąbrówką) rosną już nowe krzaczki, postawiono mostek dla spragnionych romantyczności turystów.

Lubrzanka pod Ciekotami

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Cztery wzgórza kolejno zdobywane w niedzielę


Upał chwilowo zelżał, warto więc było wyruszyć z domu. Skutkiem upałów panujących ostatnio było moje rozleniwienie, zaplanowałam więc trasę bez planowania, czyli zaproponowałam kolegom moje ulubione przejście z Tumlina do Tumlina.
Rano obserwowaliśmy ciekawe zjawisko na horyzoncie – góry były częściowo zasnute mgłą jak dymem. Pozostała okolica była zalana słońcem.
Na szczęście na naszej trasie rośnie las, więc świetnie nam się wędrowało w cieniu i leśnym chłodzie. 

 poranny widok z Tumlina na południe

czwartek, 9 sierpnia 2018

Świętokrzyski poranek

Pogoda dopisała. Było ciepło i słonecznie. Na szczęście cały czas towarzyszył nam lekki wietrzyk i nie odczuwaliśmy upału.

ściernisko i odrobina chmurek

niedziela, 5 sierpnia 2018

Festiwal w sam raz dla Włóczęgów

Już sama nazwa brzmi obiecująco – Festiwal Wędrowania. W dodatku dziesiąty, a my dopiero pierwszy raz na nim. Nic to, lepiej późno niż wcale.
Festiwal trwa dwa dni. Decydujemy się na udział w imprezach pierwszego dnia w Ciekotach. Drugi dzień w Kapkazach zamierzamy opuścić. 

Ciekoty oczekują gości 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Nie poddajemy się

W mocno ciepły czwartkowy poranek wyruszamy na wycieczkę bez planu. W gruncie rzeczy jakiś tam plan był, ale warunki pogodowe spowodowały, że spora jego część poszła do lamusa, a pojawiły się inne atrakcje.
Zupełnie nie spodziewałam się, że koleżanki zaproponują wyprawę do rezerwatu w Barczy. W tej sytuacji i ja coś zaproponowałam – przejście po lesie bez mapy (nie miałam przy sobie tego fragmentu) jedynie na pamięć z pomocą kompasu. Zgodziły się.
Początek łatwy – szlak plus znana ścieżka i mamy pierwszy fragment rezerwatu – jeziorko Baryła po wyrobisku kopalni piaskowca kwarcytowego.

 woda w Baryle zielona - zasługa leśnej zieleni

poniedziałek, 30 lipca 2018

Ot, taki niedzielny drobiazg

W gruncie rzeczy nawet nie bardzo jest o czym pisać. Ale skoro się podjęłam roli turystycznego Koszałka Opałka, wypada i tę wycieczkę odnotować.
Ze stacji w Tumlinie wyruszyły dwie nieustraszone białogłowy w krótkich majtkach, bo upał się zapowiadał niezły. Na szczęście jedna z nich (zgadnijcie, która) przewidziała taki obrót sprawy i poprowadziła koleżankę drogami leśnymi spowitymi w porannym cieniu. 

 na szlaku

niedziela, 29 lipca 2018

Dwie ulice i promenada


Były to najważniejsze ulice w początkach istnienia uzdrowiska. 
Józef Szalay zachęcał właścicieli domów przy tych ulicach, aby  jakoś je wyróżniali, jeśli chcieli przyjmować kuracjuszy. Może nie były to wille tak wystawne, jak jego własny pałac czy nowe wille budowane w tym czasie. Ale zapewniały dobre warunki pobytu.
Teraz też nie wyglądają spektakularnie. Zwłaszcza po wszelakich remontach i przebudowach.
Szalay wpadł na świetny pomysł – domy otrzymały nazwy i stosowne tabliczki. Możemy je podziwiać spacerując ulicami Szalaya i Główną.   
Pierwszy dom z taką tabliczką zobaczyłam podczas mojego pierwszego pobytu w Szczawnicy. Dziwnym trafem nie zwróciłam wtedy uwagi na inne. Myślałam, że jest taki tylko jeden. Oto on: 

Zachowała się ładna stara snycerka, a tabliczkę widać?

sobota, 28 lipca 2018

Chwila zadumy na szczawnickich cmentarzach

Na początek zajrzyjmy na stary cmentarzyk w centrum miasta. To tak zwany Cmentarz Szalayowski (oj, dziwne słowo). 

 krzyż w centrum cmentarza

piątek, 27 lipca 2018

Co mnie zainteresowało w Szczawnicy

Trzeba przyznać, że sporo. I to tak dużo, że nie wiem, jak to opisać, żeby uniknąć chaosu. Ostatecznie, jeśli mnie ten temat zmęczy, przerwę relację.
Przede wszystkim zauważyłam, że przez lata, które minęły od mojego pierwszego pobytu miasto bardzo się zmieniło. Nabrało elegancji. 

środa, 25 lipca 2018

Spacer na najważniejszą górę w okolicy

Chodzi o okolicę Szczawnicy. Czyli…?
Zanim wymienicie jakąkolwiek odpowiem sama – to niepozorna Bryjarka. Wcale nie w Pieninach, a w Beskidzie Sądeckim. Dlaczego taka ważna? Bo to właśnie na jej zboczach znajdują się źródła wody mineralnej, którą można się kurować do woli w tym uzdrowisku.  
Jak każdy szanujący się kuracjusz, którym notabene nie byłam, wybrałam się na spacer na tę górę.
Podejście odbywa się ścieżką żółtego szlaku turystycznego, a wychodzimy z miasta w pobliżu Muzeum Uzdrowiska. 

budynek Muzeum Uzdrowiska w Szczawnicy 

poniedziałek, 23 lipca 2018

Kilka ciekawostek z Gminy Morawica

Jest lato. Można wstać wcześniej i wybrać się trochę dalej od domu, ale niezbyt daleko, bo upał.
Przypominam więc sobie, że kiedyś zamierzałam wrócić do Lisowa, zajrzeć do tutejszego kościoła. No to ruszamy.
Wysiadamy w Lisowie, ale nie idziemy od razu w stronę kościoła. Najpierw chcę sprawdzić, czy uda nam się znaleźć pozostałości dworu. Ulica Dworska jest. To i dwór się znajdzie. Jego pozostałości pełnią teraz funkcję ogrodzenia posesji.
Częściowo skrywają się za bujną zielenią drzew, częściowo same skrywają nowoczesne zabudowania w tle. Ale są. 

piątek, 20 lipca 2018

Czy lubicie stare drewniane kościoły?

Ja bardzo. Szczególnie urzekający jest w nich zapach starego drewna. Nie do podrobienia w żadnym innym miejscu.
Podczas naszego wyjazdu do Szczawnicy zajrzeliśmy do dwóch tego typu kościołów.
Pierwszy z nich to gotycki kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim. Kościół jest ogrodzony drewnianym płotem, przechodzimy przez jedną z  dwóch niewielkich bramek. 

 kościół w Dębnie Podhalańskim 

środa, 18 lipca 2018

Od wsi do wsi

Nie znałam tych wsi. Znalazłam je na mapie, kiedy szukałam drogi dojazdu do rezerwatu Przełom Białki. Chciałam zobaczyć coś ciekawego. Nie spodziewałam się, że te wsie mogą być aż tak ciekawe. Może i was zainteresują, dlatego spróbuję je opisać.  
Pierwsze wrażenie było zaskakujące – nagle zobaczyłam z okna samochodu miejscowość otoczoną czymś w rodzaju muru obronnego z drewnianych ścian ciasno ustawionych jedna przy drugiej. Z wrażenia nawet nie poprosiłam o zatrzymanie auta, żeby zrobić zdjęcie.
I tak wjechaliśmy do Nowej Białej. Jej ulicę pokażę wam na zdjęciu sprzed lat. Ale teraz niewiele się zmieniło.

 Nowa Biała - ulica

poniedziałek, 16 lipca 2018

Mecz Deszcz – Włóczęgi

Deszcz wychodzi na boisko i od razu przystępuje do ataku. Włóczęgi rozprostowują kości, szykują prowiant i odzież nieprzemakalną. Po drobnych konsultacjach i biciu się z myślami wyruszają na trasę.
1:0 dla nas.
Deszcz się wycofuje, ale nie daje za wygraną.
Stacja w Kunowie. Idziemy równo – Deszcz i my.
Deszcz znów się wycofuje. 2:0 dla nas.
Maszerujemy porządnymi drogami w kierunku Nietuliska. Obserwujemy okolicę. 

 droga polna łącząca dwie asfaltowe

niedziela, 15 lipca 2018

Jeszcze jeden przełom

Ten stanowi zachodnią granicę Pienin. Przy czym nasza grupka obserwowała go już spoza Pienin.
Wiecie już, o jakim miejscu będzie ten wpis?
To rezerwat Przełom Białki pod Krempachami. 

piątek, 13 lipca 2018

Trzynastego piękniejszy jest świat*

A może tylko nam się tak wydaje?
Prognozy pogody są nieciekawe – zachmurzenie całkowite i opady deszczu.            
Mimo wszystko wyruszamy na trasę. Zaplanowałam małą pętelkę z początkiem i zakończeniem na wzgórzu Barbarka.

 kapliczka, która już wiele razy była tu pokazywana

czwartek, 12 lipca 2018

Robię się sentymentalna

I zapewne leniwa.
Zapragnęłam krótkiej, dobrze znanej trasy. Takiej, co to każdy krzak to wspomnienie.
Startujemy w Ostojowie i spokojnym krokiem zmierzamy do Krzyżki. Tym razem panów mało (jeden nam się ostał), to i śpiewu pod przepustem kolejowym nie było. 

tradycyjne pierwsze foto na tej trasie - Kamionka 

środa, 11 lipca 2018

Miejsce „z polecenia”

Kilka osób bardzo zachwalało ten rezerwat. Trzeba się więc tam było koniecznie wybrać. Moim zdaniem zachwalający nie przesadzali. Sami zobaczcie.
Wybierzmy się razem na spacer do rezerwatu Biała Woda w Jaworkach.

 nasza grupa w rezerwacie

poniedziałek, 9 lipca 2018

Jakże się ten wąwóz nazywa?

Na mapie zapisane są dwie nazwy – Wąwóz Sobczański i Wąwóz Szopczański. Pierwsza nazwa jest podkreślana w Wordzie jako błąd. I słusznie. Nazwa wąwozu pochodzi od nazwy Przełęczy Szopka, do której prowadzi. 
Czyli w pochmurną i deszczowa sobotę rano wyruszamy ze Sromowiec Niżnych żółtym szlakiem przez Wąwóz Szopczański.

 w Wąwozie Szopczańskim 

sobota, 7 lipca 2018

Po słowackiej stronie


Już po tej stronie byliśmy idąc Drogą Pienińską, ale i tak podziwialiśmy raczej polski brzeg Dunajca, a teraz pora na słowackie atrakcje.
Na początek zwiedzanie Czerwonego Klasztoru. Wielu turystów go pomija, uznając, że lepiej od razu iść w góry. My nie.
Wysupłaliśmy ze skarbonek monetki w euro, których i tak żaden kantor nie skupuje i zaszaleliśmy podczas zwiedzania. Dopłaciliśmy trochę za możliwość fotografowania i się poszło oglądać.
Klasztor widzieliśmy dwa dni wcześniej z Trzech Koron. 

Czerwony Klasztor widziany z Trzech Koron (nazwa powstała nie od koloru dachów, a murów, które pierwotnie były czerwone, bo z nieotynkowanej cegły)

czwartek, 5 lipca 2018

Testujemy połączenie z Nową Słupią

Połączenie może nie jest nowe, ale nie korzystaliśmy z niego nigdy. Dotychczas tłukliśmy się godzinami do Słupi przez Kielce. Aż tu kolega Ed wypatrzył bus w tym kierunku ze Starachowic.
Początek eksperymentu wypadł blado – pociąg nam się opóźnił i groziło, że nie zdążymy na bus, ale szczęśliwie i on się spóźnił, więc mogliśmy spokojnie wyruszyć w podróż. W porównaniu z dojazdem przez Kielce oszczędzamy godzinę. Warunki jazdy zdecydowanie mniej komfortowe, ale przymykamy oko na drobne niedogodności.
Wysiadamy w Rudkach, trochę się tu kręcimy w poszukiwaniu kościoła. Nie jest on jakoś specjalnie stary, ale da się zauważyć, że zmienił wygląd od czasu naszej poprzedniej tu bytności.

kościół pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Rudkach

środa, 4 lipca 2018

Relaks nad Dunajcem

Po dwóch dniach upału popsuła się pogoda. Na razie nie padało, ale zrobiło się pochmurno i dosyć chłodno. Uznałam, że to idealne warunki na spacer tak zwaną Drogą Pienińską czyli czerwonym szlakiem nad Dunajcem w przeciwnym kierunku do spływu tratw Przełomem Dunajca.
Z kwatery wychodzimy od razu na naszą trasę. Góry „dymią”, a na wodzie o poranku jeszcze pusto. 


poniedziałek, 2 lipca 2018

W Orońsku znów świetna wystawa

Nie ukrywam – mam zakładkę do Centrum Rzeźby Polskiej  Orońsku. I zaglądam regularnie, żeby sprawdzić, co nowego można tam obejrzeć. A potem wybieramy się na wycieczkę.
Tym razem zaczynamy skromnie od spaceru po parku. Zauważamy kilka nowych prac, witamy się ze starymi znajomymi i z przykrością odnotowujemy brak kilku serdecznych przyjaciół (pozostaje mieć nadzieję, że moje ukochane „Trzy zapałki” wrócą po konserwacji na swoje miejsce).

praca Rafała Rychtera "Fontanna - symulacrum"

sobota, 30 czerwca 2018

W Małych Pieninach

To właściwie miała być pierwsza wycieczka pienińska, bo na trasie najładniej widać Pieniny i okolice. Zdecydowałam jednak inaczej, bo kolegom bardzo zależało na zdobyciu najpopularniejszych szczytów Pienin Właściwych, odłożyłam więc Pieniny widokowe na drugi dzień. 

Zosia uchwyciła kwintesencję Małych Pienin

piątek, 29 czerwca 2018

Ja zawsze wolę Wąwóz Homole

Tak przekonywała mamę dziewczynka, która jechała dawno temu autobusem przez Kraków. Zapamiętałam tę opinię, bo i ja lubię ów wąwóz.
No to zapraszam na spacer do niego.
Rozsądny turysta wybiera się tam w godzinach porannych, kiedy jeszcze tłumy miłośników wąwozu nie zdążyły tam dotrzeć. My byliśmy u wejścia około ósmej. 

startujemy przy kapliczce  

czwartek, 28 czerwca 2018

Mój prezent urodzinowy

Jaki jest najlepszy prezent na okrągłe urodziny kobiety? Niektórym się wydaje, że najlepiej pominąć ten fakt milczeniem. Błąd!
Najlepsze są „prawdziwe złoto, diamenty, perły, bardzo niewiele sztucznej biżuterii*” i kwiaty, rzecz jasna. A wszystko odpowiednio podane, z elegancją, w miłym towarzystwie. 

storczyk plamisty

niedziela, 24 czerwca 2018

W kamienicy na Floriańskiej


...urodził się mały chłopczyk. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni. 
Ten był dziewiątym dzieckiem swoich rodziców – Franciszka i Joanny Matejków. Otrzymał imiona Jan Alojzy. Oficjalną datą jego urodzin jest 24 czerwca roku 1838, ale sam podobno świętował urodziny 30 czerwca.  

 tablica przy wejściu do kamienicy

niedziela, 17 czerwca 2018

Leśne migawki


Szczerze przyznam – nie chciało mi się planować trasy na niedzielę. Potrzebne mi było coś lekkiego, łatwego i blisko domu. Kolega Ed podpowiedział mi trasę z Mroczkowa, która teoretycznie spełniała powyższe warunki. W praktyce zawsze jednak coś wyjdzie inaczej niż w teorii.
Trasa jest znana i często powtarzana. Do tego stopnia nudna, że nawet nam się fotografować nie chce. Bo i co? 

 obowiązkowe zdjęcie chałupy w Kapturowie

czwartek, 14 czerwca 2018

Pokażę panu widok z tarasu na rzekę zanim podadzą obiad*

Zanim ta sytuacja mi się w ogóle mogła przypomnieć trzeba było wysiąść z pociągu na stacji, na której pewnej wojennej nocy wysiedli Witold i Fryderyk. My wysiedliśmy rankiem. Nie czekał na nas woźnica, więc ćmielowską stacyjkę opuściliśmy pieszo. Literaccy bohaterowie udali się na południe – w kierunku Brzóstowej, my na północ – od razu w kierunku gościnnego dworu Amelii w Rudzie. 

przydrożna kapliczka w Ćmielowie