niedziela, 16 grudnia 2018

I znów beze mnie


Zima nawet niebrzydka. Tak się wydaje przez okno. Mróz niewielki, śniegu sporo. Idealne warunki do wędrowania. No to szczęśliwcy wędrują.
Staszek tym razem wybrał typową zimową trasę z Mroczkowa niebieskim szlakiem do Majdowa, a potem przez Łazy i las do Skarżyska.
A w lesie śnieg, przyjemnie i wesoło tak grupką całą wędrować. Wydaje mi się, że i Mikołaj do grupy zajrzał z wizytą. 
Trasa liczyła około 17 kilometrów. Poniżej kilka zdjęć.

nasza ulubiona chałupa w Kapturowie w wersji zimowej 

środa, 12 grudnia 2018

Samotny spacer po świeżym śniegu


Od rana sypał delikatny, mokry śnieg. Staszek odwołał wycieczkę. Jeden jej uczestnik nie zauważył wiadomości o odwołaniu wyjścia i ruszył w ciemny poranek (przed siódmą było). 

ulica przed świtem 

niedziela, 9 grudnia 2018

czwartek, 6 grudnia 2018

Z Zalezianki do Bliżyna


Staszek dwoi się i troi, żeby wymyślić kolejną wycieczkę, a mnie niewdzięczny kaszel nie chce opuścić. W tej sytuacji opuszczam wycieczki, które Staszek z pasją i pomysłowością przygotowuje.
W środę pogoda była niezła, a nawet dobra do maszerowania. I drogę też Stasio wyszukał przyzwoitą – z Zalezianki grupka pomaszerowała w stronę Osieczyńskiej Góry (niegdyś szło się szlakiem, ale juz przestał funkcjonować), potem równie solidną drogą koledzy dotarli do szlaku zielonego, który doprowadził ich do Bramy Piekielnej, a od niej wybrali nowy szlak czerwony (to naturalny wróg starego szlaku), którym doszli do Bliżyna. Trasa liczyła 17 kilometrów.
Poniżej fotorelacja.

 leśniczówka Osieczno

wtorek, 4 grudnia 2018

Na szlaku Maga


Taki tytuł nosiła wystawa niezwykłych rzeźb Jerzego Kędziory prezentowana jesienią 2011 roku w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Artysta świętował wtedy jubileusz czterdziestolecia pracy twórczej, ale balansujące postaci pojawiły się nie od razu w jego warsztacie. Pierwsze powstały chyba pod koniec wieku. Wydaje mi się, że to one przyniosły mu największą sławę. Są pokazywane w wielu krajach świata.

plakat wystawy

niedziela, 2 grudnia 2018

Z Lipowego Pola do Szydłowca

... jest zdecydowanie bliżej niż z Szydłowca do Skarżyska, a tak wędrowaliśmy rok temu (tu link). Wtedy starałam się unikać szlaku czerwonego, a dziś Staszek za cel postawił sobie zbadanie przebiegu tego szlaku. Bo zmienił się w związku z budową nowej drogi szybkiego ruchu.
Nie wiem, czy szlak przebiega rzeczywiście po bardziej suchym terenie niż dawniej, czy tylko jego ścieżki porządnie zamarzły. Pewnie i jedno i drugie.
Po dotarciu do Szydłowca nasza grupka zwiedziła kilka ciekawych zakątków. Zobaczcie sami.
Relacja znów w formie podpisów pod zdjęciami. 

na starcie w Lipowym Polu

piątek, 30 listopada 2018

Wakacyjne wspomnienie sprzed lat

Po opublikowaniu tekstu o Podklasztorzu przypomniałam sobie, że dziesięć lat temu byłam w pobliżu tej miejscowości. A gdzie?
W Zarzęcinie nad Zalewem Sulejowskim. 
To może w pochmurne chłodne dni przypomnimy sobie letnie widoczki znad wody?

nad zalewem

czwartek, 29 listopada 2018

Wycieczka Stasia


W środę Staszek mężnie przyjął na klatę obowiązek prowadzenia grupy wycieczkowej.
Wybrał się na szlak zielony z Mostek do Wąchocka. Staszek prowadził, Janek dzielnie dokumentował trasę, a ja teraz klecę z jego materiałów relację. 

kierownik wycieczki 

środa, 28 listopada 2018

Przed wiekami szumiała tu puszcza

W niej to polował książę Kazimierz Sprawiedliwy. Jak to na polowaniu bywa, zapędził się za zwierzyną i odłączył od drużyny, a potem nie potrafił odnaleźć drogi powrotnej. W dodatku burza się w tym momencie rozpętała. Książę pomocy szukał w modlitwie. Został wysłuchany. Kiedy obiecał na miejscu swej przygody wybudować kościół, zjawiło się 12 lwów, które wyprowadziły go z lasu do drużyny, a potem zniknęły. Książę nie gapa, widocznie jakoś sobie drogę znaczył, bo wrócił na owe miejsce i obiecany kościół ufundował.  
To kościół pod wezwaniem Tomasza Kantuaryjskiego w Sulejowie, a właściwie w Podklasztorzu, bo tak nazywa się ta część Sulejowa. Jest to wszak teren dawnego opactwa cystersów, których książę sprowadził z Burgundii.
Zobaczmy, jak kościół i klasztor przetrwały wieki (kościół zbudowano w roku 1177!).

widok na opactwo cystersów w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Zastoisko wodne – zakaz kąpieli

Zanim do zastoiska dotarliśmy trzeba było się trochę rozruszać. Nasz ulubiony kierowca wysadził nas na przystanku w Michniowie. Pusto mu się zrobiło, bo kto mu tak ładnie wypełni pojazd, jak nie my?
A my ruszamy drogą, która na  tej wycieczce zyskała swoją nieoficjalną nazwę –  Opalanka. Skąd taka nazwa? Prowadzi ta droga w kierunku leśniczówki Opal. Nawet, jeśli nie bezpośrednio, to i tak jej się takie imię należy. 

na Opalance

piątek, 23 listopada 2018

Zmarzli, ale byli zadowoleni

Uczestnikami środowej wycieczki byli sami panowie. Nie powiem, grzecznie traktowali kierownictwo, nawet nie narzekali na przerwy fotograficzne i przebieranki.
Lekkiego zawirowania doznali dopiero w Chlewiskach na widok zabytkowej huty. Nagle się okazało, że żaden z nich jej nie zwiedzał. To może by tym razem? I jak tu nie ulec takiej prośbie? Uczciwie ostrzegłam, że może być zimno, bo zwiedzanie nie jest krótkie. Ochroniarz, który się  nagle zmaterializował wychodząc z dawnej portierni pocieszał – we wnętrzu będzie cieplej niż na dworze. Ba, nawet zadzwonił po przewodnika.

czwartek, 22 listopada 2018

Z Huty na spotkanie z przyrodą i historią

Znów wybraliśmy się na wycieczkę busem w kierunku Borek. Tym razem zaplanowałam łatwe przejście szlakiem w kierunku Chlewisk (zielony) i Szydłowca (czerwony). Niech i ja sobie odpocznę na wycieczce.
Na przystanku w Hucie wzbudziliśmy nie lada sensację. Jak to tak? Do Chlewisk idziecie? A nie prościej było wysiąść od razu w Chlewiskach? O, żesz ty… nie wpadłam na taki prosty pomysł. Człowiek się całe życie uczy i efektów nie widać.
Pół wsi ma ubaw, a my ruszamy zielonym szlakiem najpierw szosą, a potem polną ścieżką w kierunku lasu. Uczciwie przyznam, miejsce zakrętu szlaku wybraliśmy jedynie na podstawie mapy, bo w terenie znaków zabrakło.
Szlak w lesie przyjemny, ziemia i niewielkie jodełki przyprószone śniegiem. No, miło jest. 

gdzieś na trasie 

poniedziałek, 19 listopada 2018

Jesienno-zimowa wycieczka

W kalendarzu jeszcze jesień, a tu mróz. Ale słońce przyjemnie świeci, warto więc wyruszyć na wyprawę. 

jesienny liść na zimowym mrozie

czwartek, 15 listopada 2018

To rzecz nierzadka w niektórych wypadkach, że pada deszcz*

Zwłaszcza jesienią.
Te fakty znacie i w naszym klimacie*, chociaż ostatnio klimat zdawał się temu przeczyć. I w końcu uległ. W środę spotkaliśmy jesień w wersji z tytułu.
Na szczęście deszcz padał tylko „w niektórych wypadkach”, czyli nie stale. 

mokro

poniedziałek, 12 listopada 2018

Czasem słońce, czasem mgła

Miałam trochę stracha na początku niedzielnej wycieczki – mgła była taka sakramencka, że nie wiedziałam, gdzie jestem. To znaczy, rozum mi mówił, że w Brodach Iłżeckich, ale pewności nie było. 

ot, i całe widoki

sobota, 10 listopada 2018

Przybyli ułani do Błogiego

Wyłonili się z mgły, która 9 listopada spowijała Błogie Rządowe i Błogie Szlacheckie. Są wysłannikami i strażnikami Historii, kontynuatorami ułańskiej tradycji. To przedstawiciele 22. Pułku Ułanów Podkarpackich z Pionek i 24. Pułku Ułanów im. Hetmana Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego. Ten drugi pułk przed wojną stacjonował w Kraśniku. 

czwartek, 8 listopada 2018

Jeszcze jedna wyprawa do kopalni Stanisław

I nie tylko. Ale Stanisław był głównym celem.
Startujemy w Grzybowie, skąd wędrujemy czerwonym szlakiem. Poprowadzono go na tym odcinku ulicami. Trudno, ten szlak tak ma. Zauważamy dorodne drzewa, niebrzydką okolicę.

niedziela, 4 listopada 2018

Wilgoć w powietrzu

A my wędrujemy. Mgła i mżawka zupełnie nam nie przeszkadzają. No, zdjęcia może nie najlepsze, a i trasa wielokrotnie powtarzana. Nic to, takie drobiazgi nas nie zniechęcają.

skroplona mgła

środa, 31 października 2018

Szumiał las, śpiewał las, gubił złote liście*

Sporo ich już zgubił – leżą na ziemi, szeleszczą pod stopami, zakrywają błoto, dodają podłożu koloru. 

 te liście jeszcze się trzymają

poniedziałek, 22 października 2018

Jesienny klasyk kielecki

To miała być krótka wycieczka z dogodnym dojazdem. Zero stresu dla prowadzącej. No i może po niebrzydkim terenie. O ładnej pogodzie nie wspomnę, nie można żądać zbyt wiele. 

sobota, 20 października 2018

Krakowski Kazimierz raz jeszcze

Tym razem wybrałam się tam z koleżanką w upalny wrześniowy dzień. Wtorek to był. Efekt – w Krakowie zdecydowanie mniej turystów niż w długi majowy weekend (tu link). Nie, żeby wcale, jednak nie ma tłumów.
Na Kazimierz udajemy się spacerowym krokiem z dworca kolejowego. Oznacza to przejście Floriańskiej, Rynku, Grodzkiej i Stradomskiej. Po przekroczeniu Plantów Dietlowskich znajdujemy się na Kazimierzu.
Tu idziemy ulicą Krakowską i najpierw kierujemy się na prawo w ulice Meiselsa i Paulińską. Dzięki temu możemy obejść klasztor oo. Paulinów na Skałce. Może to nie najlepszy pomysł, bo nadkładamy sporo drogi, ale przynajmniej mamy widok na Skałkę od strony Wisły. 

 kościół i klasztor widziane z bulwaru nad Wisłą

czwartek, 18 października 2018

Niestandardowa wycieczka na Miedziankę

Nie zaczęliśmy w Wiernej Rzece. Nie wyruszyliśmy żółtym szlakiem. I w ogóle szukaliśmy nowych dróg. No i nowe drogi znalezione, zapamiętane – do powtórki.

 Miedzianka czeka na nas 

niedziela, 14 października 2018

Kolory na trasie do Czarnej

Janek szukał pomysłu na niedzielną trasę i przypomniał sobie, że okolice rzeki Czarnej powinny być teraz malownicze. Zebrał dziarską gromadkę i ruszył na poszukiwanie owej malowniczości. Czy znalazł? Obejrzyjcie zdjęcia i sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.
Wyruszyli z Piły lasem w kierunku leśniczówki Kamienny Krzyż. Było jeszcze wcześnie i poranne słonce prześwitywało przez gałęzie i pnie drzew. 

słońce jeszcze nisko

czwartek, 11 października 2018

Dwa szlaki i cztery szczyty

No i jeszcze nasza czwórka.
Te szlaki to czarny prowadzący na Szczytniak i fragment Głównego Szlaku Świętokrzyskiego w kierunku Trzcianki. Szliśmy tą trasą dwa lata temu (tu link), ale teraz wyglądała zupełnie inaczej. Można porównać.  

 jesienne pola i Święty Krzyż w oddali 

poniedziałek, 8 października 2018

Jesienne Pasmo Klonowskie


W niedzielę Andrzej zorganizował wycieczkę na swoją ulubioną Górę – Bukową w Paśmie Klonowskim.
Siedmioosobowa grupka wystartowała w Leśnej w kierunku Psar Starej Wsi, a potem podeszła na Lisi Ogon i skierowała się w stronę Bukowej. Pogoda dopisała, jesienne barwy już się pojawiły na drzewach. Nasi turyści maszerowali w kierunku Łącznej, gdzie Staszek zaproponował lodową ucztę – tak świętował 10 lat wędrowania z naszą grupą. Aż żal, że tego dnia nie było mnie z kolegami.
Po tym wstępie proponuję obejrzenie zdjęć – podpisy opowiedzą o trasie.

wtorek, 2 października 2018

Wycieczka z dedykacją

Nieco spóźniony ten wypad, ale jeszcze w roku rocznicy. Planowany był na koniec maja, bo to właśnie wtedy, 29 maja 1953 roku, dwaj panowie – sir Edmund Hilary (wtedy jeszcze bez tytułu szlacheckiego) i Szerpa Tenzing Norgay  jako pierwsi ludzie stanęli na najwyższym szczycie Ziemi. Im też dedykowałam naszą wysokogórską wyprawę.
Zaczynamy od aklimatyzacji w niższych partiach gór. To znaczy – wspinamy się na Górę Miejską od strony Bodzentyna. Z obawy przed chorobą wysokościową idziemy niespiesznie, podziwiamy widoki na okolicę, zauważamy nowy pomnik na skraju lasu. Ba, nawet świętujemy Dzień Chłopaka (też z opóźnieniem).

 długie cienie w porannym jesiennym słońcu

czwartek, 27 września 2018

Kto wymyślił tę trasę?


Nikt się nie przyznał. Od dawna była planowana, odkładana, aż w końcu tydzień temu w pociągu do Jędrzejowa padła ta myśl – następnym razem wysiadamy w Słowiku i maszerujemy do Chęcin przez Patrol i Zelejową. Dawno już tak nie chodziliśmy.
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Termometr na budynku dworca wskazuje -1, ale wsiadamy do pociągu i ruszamy na spotkanie z wytęsknionymi górkami. 

 Pasmo Zgórskie już nabiera jesiennych barw 

poniedziałek, 24 września 2018

Prosta trasa z udziwnieniami


Nie będę owijać w bawełnę – nie chciało mi się wymyślać trasy na niedzielną wycieczkę. W tej sytuacji najlepsze są pewniaki – szlakiem i niezbyt daleko od domu.
Tym razem wyruszamy z Kostomłotów, gdzie zaraz natrafiamy na ścieżkę edukacyjną prowadzącą do rezerwatu Sufrganiec. Idziemy tą ścieżką, wdychamy leśne powietrze i tak docieramy na polanę z miejscem do odpoczynku. Ale od czego tu odpoczywać po piętnastu minutach wycieczki? 

drzewa w rezerwacie

piątek, 21 września 2018

Nadnidziańskie zakątki


Tym razem zdążamy nad Nidę od zachodu. Wysiadamy z busa w Imielnie.
Naszym celem jest kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. Pierwotny kościół zbudowano w pierwszej połowie trzynastego wieku. Zachowały się do naszych czasów fragmenty z tamtych lat. 

kościół w Imielnie - po prawej stronie z lizenami najstarsza zachowana jego część  

poniedziałek, 17 września 2018

Składanka wycieczkowa


Poskładałam w niedzielę kilka dróżek, widoczków, miejsc. Do tego nieoczekiwane efekty dźwiękowe i zapachowe. Koledzy coś dorzucili i wyszło takie oto wędrowanie.
Start w Górnie. Jest tu ładna polna droga w kierunku Cedzyny. Na razie trochę rosy i sporo aromatu świeżo rozrzuconego obornika. Od razu robi się swojsko.

 najzwyczajniejsza droga wśród pól 

piątek, 14 września 2018

I tylko muszelek nie było


Wędrowaliśmy z Włoszczowic do Korytnicy. Na trasie miało się znaleźć kilka ciekawostek. I większość z nich się pojawiła we właściwym miejscu i czasie.
Najpierw szliśmy w stronę przejazdu kolejowego przy stacji Zagonnie. Rzut oka na tory kolejowe – tu nam się Stach rozczulił wspominając dawne czasy, kiedy to przejeżdżał tędy prowadząc pociągi. Ech…

 
torami w świat

poniedziałek, 10 września 2018

Kilo błota pod butem


To miało być nasze pożegnanie z okolicami Chmielnika. Przejście grzbietem wzgórz, które kilkakrotnie oglądaliśmy z okien busa i wydawało się, że widoki tam będą rewelacyjne.
Wybraliśmy się na tę trasę w niedzielę. Wysiedliśmy w Lisowie.
I widoki od razu były trudne do określenia. Powiedziałabym zamglone.
Pełni nadziei na poprawę pogody wyruszamy na trasę. 

w Lisowie zapowiedź jesieni 

piątek, 7 września 2018

Trasa na szóstkę z plusem

Zaplanowana była skromniutko - ot, dotrzeć z Rusinowa do Przysuchy omijając asfalt. I taka właśnie była, tylko zapragnęła zrobić nam kilka niespodzianek. 
Z Rusinowa wyruszyliśmy na południowy wschód ulicą Zaciszną, która wkrótce doprowadziła nas do lasu.

drewniany dom na skraju Rusinowa 

czwartek, 6 września 2018

Ferdynand Nax byłby wielce rad


Wyobraźmy sobie, że jeszcze za życia Jan Ferdynand Nax (1736 – 1810) odbyłby podróż do przyszłości, aby zobaczyć, jak pałace wybudowane lub przebudowane według jego projektu wytrzymały próbę czasu.
Maszyna czasu przeniosła go do początku września 2018 r., królewski architekt zajeżdża swym powozem pod bramę parku otaczającego pałac w Rusinowie koło Przysuchy. Jest ładny słoneczny poranek, parkowa brama gościnnie otwarta. 

 brama do pałacowego parku

sobota, 1 września 2018

Harem na wyciągnięcie ręki


Mapa Ponidzia tak go anonsuje: Pałac 1730 – 50 r. „Harem”.
Jest zaznaczony między dwiema niewielkimi uliczkami we wsi Grabki Duże. 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Wszystkie drogi prowadzą do Buska


W zapowiedzi wycieczki podałam informację, że będzie dużo dróg asfaltowych, ale potem przyjrzałam się jeszcze raz uważnie mapie i trochę zmieniłam trasę, żeby zmniejszyć ilość asfaltu. No i wybrałam takie ścieżki, że potem na sam widok asfaltu grupa wpadała w amok z radości.
Pierwsza była asfaltowa – lasem w kierunku wsi Zwierzyniec z przystanku o tej samej nazwie. Przyjemna i w dodatku szlakiem zielonym, ale tak dyskretnie znakowanym, że prawie niezauważalnym.

zamiast asfaltu - ostrożeń

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Szydłów – tu trzeba wrócić


Miasto powstało w czternastym wieku. Otaczają je średniowieczne mury wybudowane w czasach króla Kazimierza Wielkiego. Miały wtedy ponad kilometr długości. Mało brakowało, a nie oglądalibyśmy ich dzisiaj, bo na początku 19. wieku wystawiono je na sprzedaż. Kupujący mogli nabywać fragmenty murów do rozbiórki na kamień budowlany. Całe szczęście nie udało się sprzedać wszystkiego. Ba, większość murów się ostała. 

fragment nurów miejskich z Bramą Krakowską 

środa, 22 sierpnia 2018

Sierpień w arboretum


Zdarzają się miejsca, które warto odwiedzać wiele razy. I nawet nie trzeba długiej przerwy między kolejnymi odwiedzinami, żeby miejsce inaczej wyglądało, pokazało się z innej strony.
Takimi miejscami są parki i ogrody.
O, to już czytelnicy są przygotowani na powtórną w tym roku wizytę w arboretum Marcule. W tym linku wspomnienie poprzedniej.
Głównym bohaterem jest tym razem Marcel. To najstarsze drzewo w arboretum – dąb szypułkowy. Rośnie na malowniczej polance, można go obejść ze wszystkich stron, posiedzieć w pobliżu na ławeczce, miło spędzić czas.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Krótka wycieczka w okolice najdłuższej świętokrzyskiej wsi


Wystartowaliśmy w Bilczy, skąd malutki spacerek do pobliskiego lasu, a w nim zapowiadana przez mapę świetna droga do wsi Brzeziny. Ta wieś długa jest bardzo – to podobno najdłuższa świętokrzyska wieś. Byliśmy w niej cztery lata temu (tu link).

leśna droga do Brzezin 

sobota, 18 sierpnia 2018

… w sadzie pustkowie bezdomne *


Wracamy po roku do Iłży. Rok Leśmiana minął. Co się zmieniło przez ten czas?
W sadzie, gdzie malinowy chruśniak, dojrzewają jabłonie.

czwartek, 16 sierpnia 2018

Czas relaksu


Wybieram trasę niedługą (pojawiły się kontrowersje co do jej rzeczywistej długości, więc nie wchodzimy w szczegóły) i przyjemną.
Startujemy wczesnym porankiem z Mostek. I od razu spacer brzegiem tutejszego zalewu. Z atrakcji – widoki i aromat przeróżnych potraw z grilla (wędkarze właśnie szykują śniadanie).

zalew w Mostkach

wtorek, 14 sierpnia 2018

Nie kochałem tak nic, jak moją wioskę kocham*


„Mój strumyk, moje zarośla, tyle pamiątek na każdym kroku, każdy krzaczek, każdy wybój, każda grudka ziemi mnie tak znajoma, przez lat czternaście deptana…”* zostały na tym samym miejscu, ale już nie takie, nie te. „Wszystko przeminęło w czasie, odpłynęło z wodą”**, ale pewnie pamięta małego Stefka Żeromskiego. Nad tym samym strumykiem (to najpewniej Lubrzanka, która w tej okolicy tworzy przełom między Radostową a Dąbrówką) rosną już nowe krzaczki, postawiono mostek dla spragnionych romantyczności turystów.

Lubrzanka pod Ciekotami

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Cztery wzgórza kolejno zdobywane w niedzielę


Upał chwilowo zelżał, warto więc było wyruszyć z domu. Skutkiem upałów panujących ostatnio było moje rozleniwienie, zaplanowałam więc trasę bez planowania, czyli zaproponowałam kolegom moje ulubione przejście z Tumlina do Tumlina.
Rano obserwowaliśmy ciekawe zjawisko na horyzoncie – góry były częściowo zasnute mgłą jak dymem. Pozostała okolica była zalana słońcem.
Na szczęście na naszej trasie rośnie las, więc świetnie nam się wędrowało w cieniu i leśnym chłodzie. 

 poranny widok z Tumlina na południe

czwartek, 9 sierpnia 2018

Świętokrzyski poranek

Pogoda dopisała. Było ciepło i słonecznie. Na szczęście cały czas towarzyszył nam lekki wietrzyk i nie odczuwaliśmy upału.

ściernisko i odrobina chmurek

niedziela, 5 sierpnia 2018

Festiwal w sam raz dla Włóczęgów

Już sama nazwa brzmi obiecująco – Festiwal Wędrowania. W dodatku dziesiąty, a my dopiero pierwszy raz na nim. Nic to, lepiej późno niż wcale.
Festiwal trwa dwa dni. Decydujemy się na udział w imprezach pierwszego dnia w Ciekotach. Drugi dzień w Kapkazach zamierzamy opuścić. 

Ciekoty oczekują gości 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Nie poddajemy się

W mocno ciepły czwartkowy poranek wyruszamy na wycieczkę bez planu. W gruncie rzeczy jakiś tam plan był, ale warunki pogodowe spowodowały, że spora jego część poszła do lamusa, a pojawiły się inne atrakcje.
Zupełnie nie spodziewałam się, że koleżanki zaproponują wyprawę do rezerwatu w Barczy. W tej sytuacji i ja coś zaproponowałam – przejście po lesie bez mapy (nie miałam przy sobie tego fragmentu) jedynie na pamięć z pomocą kompasu. Zgodziły się.
Początek łatwy – szlak plus znana ścieżka i mamy pierwszy fragment rezerwatu – jeziorko Baryła po wyrobisku kopalni piaskowca kwarcytowego.

 woda w Baryle zielona - zasługa leśnej zieleni

poniedziałek, 30 lipca 2018

Ot, taki niedzielny drobiazg

W gruncie rzeczy nawet nie bardzo jest o czym pisać. Ale skoro się podjęłam roli turystycznego Koszałka Opałka, wypada i tę wycieczkę odnotować.
Ze stacji w Tumlinie wyruszyły dwie nieustraszone białogłowy w krótkich majtkach, bo upał się zapowiadał niezły. Na szczęście jedna z nich (zgadnijcie, która) przewidziała taki obrót sprawy i poprowadziła koleżankę drogami leśnymi spowitymi w porannym cieniu. 

 na szlaku

niedziela, 29 lipca 2018

Dwie ulice i promenada


Były to najważniejsze ulice w początkach istnienia uzdrowiska. 
Józef Szalay zachęcał właścicieli domów przy tych ulicach, aby  jakoś je wyróżniali, jeśli chcieli przyjmować kuracjuszy. Może nie były to wille tak wystawne, jak jego własny pałac czy nowe wille budowane w tym czasie. Ale zapewniały dobre warunki pobytu.
Teraz też nie wyglądają spektakularnie. Zwłaszcza po wszelakich remontach i przebudowach.
Szalay wpadł na świetny pomysł – domy otrzymały nazwy i stosowne tabliczki. Możemy je podziwiać spacerując ulicami Szalaya i Główną.   
Pierwszy dom z taką tabliczką zobaczyłam podczas mojego pierwszego pobytu w Szczawnicy. Dziwnym trafem nie zwróciłam wtedy uwagi na inne. Myślałam, że jest taki tylko jeden. Oto on: 

Zachowała się ładna stara snycerka, a tabliczkę widać?