poniedziałek, 19 czerwca 2017

Niedzielna wędrówka przez Pasmo Masłowskie

Zaryzykowaliśmy. Było duże prawdopodobieństwo, że nie zdążymy na przesiadkę w Bodzentynie i z Masłowskiego nici. Ale trafiliśmy na skomunikowane busy – poczekał na nas! I podwiózł na miejsce startu u stóp Wymyślonej.
Zaczynamy wspinaczkę – ta łatwiutka, ale i tak zajmuje sporo czasu, bo widoki na okolice przyciągają wzrok i zachęcają do postoju.

 widok na Pasmo Klonowskie

niedziela, 18 czerwca 2017

Bema pamięci

W jednym z poprzednich wpisów wspomniałam o miejscu w Tarnowie nazywanym Burkiem. Cóż to takiego? I jaki ma związek z generałem Józefem Bemem?
Śpieszę z wyjaśnieniami. Ów „Burek” to niegdysiejsze Przedmieście Wielkie Tarnowa. Obecnie zaś duży plac targowy, jak zauważyłam – bardzo popularny i ruchliwy. Jego nazwa wywodzi się podobno od jego nawierzchni – bruku. To, rzecz jasna, nazwa nieoficjalna, choć powszechnie używana.
Oficjalnie plac nosi nazwę – plac Generała Józefa Bema. Dlaczego?
Z tej prostej przyczyny, że w jednym z domów przy tym placu 14 marca 1794 roku przyszedł na świat Zachariasz Józef Bem, syn Andrzeja Bema, adwokata Sądu Szlacheckiego i Agnieszki z Gołuchowskich. Chłopczyk miał ledwie dwa latka, gdy rodzina przeniosła się do Krakowa, pozostaje jednak tarnowianinem z urodzenia i miasto pielęgnuje pamięć o nim.
Na ścianie owego domu umieszczono w roku 1910 tablicę pamiątkową. Na pierwszy rzut oka trochę trudno ją zauważyć. Sprawdźcie na poniższym zdjęciu.


dom, w którym urodził się generał Bem (a raczej dom na miesjscu tamtego, historycznego)

czwartek, 15 czerwca 2017

Pójdziemy śladem cienia i szelestu*

Wybierzcie się z nami. Albo później powtórzcie naszą przechadzkę. Niekoniecznie taką samą, ale zajrzyjcie tam, gdzie my mieliśmy naszą „schadzkę spóźnioną” z Poetą i tymi, którzy o nim przypominają.

„…wraca po długiej rozłące –
(…) Wszystko – dawne,  niby na pewno…” **

Na początku TEN dom. Znamy go jako dom Sunderlandów. Stoi przy ruchliwej iłżeckiej ulicy. Na jego ścianie ta sama tablica pamiątkowa, co przed laty, a jednak inna – oczyszczona ze sztucznego kwiecia, które oplatało ją lata całe. Tu poeta spędzał wakacyjne miesiące, tu przeżywał wielką miłość. 

dom Sunderlandów (powstał w roku 1754 jako spichlerz, w kolejnym stuleciu mieściła się tu fabryka fajansu należąca do rodziny Sunderlandów, od 20. wieku to dom mieszkalny)

wtorek, 13 czerwca 2017

Spotkanie z Ciekawym Człowiekiem

Pamiętacie takie spotkania z lat szkolnych? Zwykle taki ktoś przychodził do klasy i opowiadał o swoim pasjonującym życiu, prezentował medale, zdjęcia.
Dziś jednak to my musimy się na takie spotkanie wybrać, bo nasz Ciekawy Człowiek nie żyje już od ponad 90 lat.
Urodził się 13 czerwca 1872 w Rudnikach koło Mościsk (dziś przypada 145 rocznica Jego urodzin), w młodości pracował jako nauczyciel, a w czasie służby wojskowej w Przemyślu poznał pannę Wandę Dzikowską, córkę tarnowskiego lekarza, która po niedługim czasie została jego żoną. Co ją w nim urzekło? Wysokie czoło? Sumiasty wąs? Gęste wijące się włosy? A może żywa inteligencja, poszukiwanie nowych rozwiązań? Pasja wynalazcy?
Nie nam o tym sądzić. Jedno jest pewne – Jan Szczepanik był nieprzeciętnym człowiekiem. Wynalazcą. 

popiersie autorstwa tarnowskiego rzeźbiarza Michała Poręby

Tarnowskie dworki

Na starym planie miasta, który znalazłam w przewodniku kolegi Eda, zaznaczono 3 dworki. I tyle. Nic o nich nie napisano. Trzeba więc poszukać, czy się zachowały.
No to szukamy.
Pierwszy dworek udało nam się zlokalizować przy ulicy Batorego. Jeszcze tam jest. Ale już ledwo zipie. To parterowy dziewiętnastowieczny dworek murowany, kiedyś zapewne ładnie położony w ogrodzie, no raczej ogródku. Teraz trudno do niego podejść, stoi całkowicie opuszczony, zarośnięty zdziczałymi krzewami. Kolumny wspierające ganek jeszcze stoją, wiec i ganek można zidentyfikować, ale stan elewacji opłakany.

ganek

niedziela, 11 czerwca 2017

Wszystko było źle zaznaczone



I nic się na to nie poradzi. Ale mapę i tak mieć należy, bo człowiek ufa. Niestety, czasem się zawiedzie. Tym razem mapa trochę nas wystawiła do wiatru.
Wyruszyliśmy z Boksyckiej na północny wschód. 

 kozibród wielki, a na nim owad, ktorego nie potrafię nazwać 

sobota, 10 czerwca 2017

Wielkimi Schodami w dół

Te schody to faktycznie schody, ale jednocześnie ulica. W dużej części w formie schodów, rzecz jasna. Wchodzimy na tę uliczkę z rynku (była tu niegdyś zapewne jakaś boczna furta, którą można było opuścić miasto ogrodzone murami miejskimi. Uliczka powstała zapewne po wyburzeniu owej furty, a pod koniec XIX wieku zbudowano na niej solidne kamienne schody. Dużo później, bo w roku 1936 na schodach pojawił się maszkaron, który mnie przypomina Sfinksa, ale jego „twarz” wzorowana jest na tarnowskich maszkaronach, zaś na rewersie, że tak powiem, umieszczono herb miasta.  

czwartek, 8 czerwca 2017

Krótki wypad nad morze

Wydawać by się mogło, że od nas nad morze to wielka wyprawa, a my na kilka godzin wyrwaliśmy się  z domu i już jesteśmy z powrotem. Jak to możliwe?
Trzeba wybrać nieodległe morze.
Jak się okazuje wystarczy pojechać do Radomia, potem mała przesiadka i już jesteśmy w Wieniawie, z której nad morze pieszo. Jedyna niedogodność, to asfalt, po którym wędrujemy. No i trochę aut się plącze. Ale za to mamy widoki na bezkresne mazowieckie pola, kapliczki, obłoki i wdychamy zapach młodych zbóż. 

kapliczka przy drodze do Bugaja

środa, 7 czerwca 2017

Pierwsze wrażenia z Tarnowa

Takie rzeczywiście pierwsze – szok. Kierowca autobusu wysadził nas gdzieś na przystanku na osiedlu zupełnie nieprzypominającym starego Tarnowa. Grupka spłoszonych pasażerów ledwo pozbierała bagaż i emocje, a tu już uczynni tarnowianie przystąpili do akcji. Każdy dowiedział się, czym może dotrzeć do wybranego przez siebie celu w mieście, gdzie kupić bilet (u kierowcy).
I jak wrażenia z miasta, w którym mieszkają tak mili ludzie, mogą być inne niż pozytywne?
Sympatyczny pan wskazał nie tylko dogodny autobus, ale też dopilnował, żebyśmy wysiedli na właściwym przystanku. I w ten sposób znaleźliśmy się na tarnowskim bruku. Efektowny ten bruk, historyczny, ale dla walizek na kółkach raczej trudny orzech do zgryzienia. Na szczęście w ścisłym centrum miasta odległości niewielkie i kółka wytrzymały.
Bez trudu wypatrzyłam kamieniczkę w Rynku, w której mieści się Tarnowskie Centrum Informacji. To moi gospodarze. Otrzymałam bowiem od TCI nagrodę pocieszenia związaną z moim udziałem w konkursie ogłoszonym jakiś czas temu na blogu „Ruszaj w Drogę”. Tam nie wygrałam, ale nagroda pocieszenia w postaci dwóch noclegów okazała się dla mnie wygraną w totolotka. 

Tarnowskie Centrum Informacji (Z okna mojego pokoiku gościnnego w nocy widać było gwiazdy!)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Dzień Młynów 2017

4 czerwca każdy chętny mógł zwiedzić młyn wodny w Jędrowie. Ten obiekt to nasz stary dobry znajomy, już wielokrotnie do niego zaglądaliśmy przy okazji różnych wycieczek. Mieliśmy okazję obserwować, jak się zmieniał od czasu, gdy jego właścicielami zostali państwo Orłowscy. 

 goście Dnia Młynów w Jędrowie (wśród nich "młynarz" - pan Paweł Orłowski)

niedziela, 4 czerwca 2017

Garść informacji o „Wiklinie”


Trudny i twardy będzie, poeto, twój urząd
Czuwania w śnie o brzasku,
A ślad twój tak nietrwały jak trop ptasich nóżąt
Na lotnym, wietrznym piasku.*

Dziś zaprezentuję jeszcze jeden skarżyski ślad Staffa – poetycki. To działalność tych, którzy biorą się za bary z owym „trudnym i twardym urzędem”’, tworzą poezję, dzielą się swoimi przemyśleniami z czytelnikami, dyskutują, wydają tomiki poetyckie.
Mam na myśli członków Grupy Literackiej „Wiklina”, która działa w Skarżysku od…
No właśnie, trudno stwierdzić, kiedy dokładnie zawiązała się ta grupa.
Jak to było?
Początkowo w Szkole Podstawowej nr 7 działało koło literackie prowadzone przez panią Bożenę Piastę, która  rozwijała talenty swoich uczniów. Wiersze młodych twórców znajdywały uznanie na licznych konkursach poetyckich. Opiekunka koła opisywała jego pracę i sukcesy w kronice. W pewnym momencie pojawiła się  nazwa Koło Prób Literackich "Wiklina" nawiązująca zarówno do owej rośliny porastającej brzegi Kamiennej, jak i do tytułu tomiku Staffa.

 strona tytułowa kroniki

piątek, 2 czerwca 2017

Staff inspiruje


Kiedy bywał w naszym mieście, pozostawał na uboczu, mieszkańcy nie narzucali mu się, a i Poeta wolał spokój i odosobnienie.
Gdy Go zabrakło, została pamięć i coś, co może ośmielę się nazwać poetyckim duchem. I on to właśnie nie pozwala niektórym patrzeć obojętnie na świat, wyzwala wrażliwość i zachęca do działania.
Przyjrzyjmy się tym działaniom.

Oto jeden z najstarszych konkursów recytatorskich w Polsce – Ogólnopolski Turniej Recytatorski im. Leopolda Staffa, który od 44 lat gromadzi w naszym mieście recytatorów z całego kraju. Nagrodą Główną turnieju jest, jakże by inaczej, Gałązka Wikliny.

laureat konkursu w roku 2016 z Gałązką Wikliny