piątek, 30 maja 2014

31 maja – Dzień Bociana Białego


Temu ptakowi bezsprzecznie należy się szczególne święto, bo wszak bez niego nas by nie było. Któż by przynosił niemowlęta i podrzucał je wyczekującym rodzicom? I nie mają racji ci, którzy podważają tę oczywistą prawdę, twierdząc, nie bez słuszności, że bociany odlatują na zimę, a dzieci i zimą przychodzą na świat.
Wszyscy widzieli bociany zbierające się na sejmiki jesienią i odlatujące do ciepłych krajów. Nie wszystkie jednak odlatują – ktoś przecież musi zadbać o przyrost naturalny. Jednego takiego pełnego poświęcenia ptaka spotkaliśmy kilka lat temu w listopadzie, spacerował po zagrodzie,  nawet mu śnieg nie przeszkadzał. 

zimowy bocian

środa, 28 maja 2014

Moje biedne, obolałe stopy


Przeszły dzisiaj zaledwie 17 kilometrów, ale ze dwie trzecie trasy miało podłoże asfaltowe. I właściwie już po godzinie stopy miały ochotę odłączyć się od reszty towarzystwa i zalec w miednicy z wodą i solą, ale serce się rwało do wędrówki, więc jakoś dały się namówić na pozostanie z grupą, ale zadowolone do tej pory nie są.
No to gdzież one były? A w sercu Gór Świętokrzyskich – wędrowały od Ciekot przez Mąchocice, Brzezinki, Barczę do Łącznej. W pewnym momencie, gdy już mgła nieco opadła widzieliśmy wokół siebie wszędzie góry na horyzoncie – po jednej stronie Pasmo Masłowskie, w dali Łysica, przed nami Klonowskie. Musieliśmy iść samymi „porządnymi”  drogami, żeby nie przemoknąć do cna, bo trawy po ostatnich deszczach mokre, nie do przebycia. I dlatego nauczeni niedzielnym doświadczeniem zrezygnowaliśmy z łąk i pól.

 asfalt z widokiem na góry

Znasz-li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa?*

Nawet nie wiedziałam, że znam. I nie spodziewałam się, że leży on tak blisko. Do czasu, gdy podczas spaceru po lesie, gdzie niedawno trwał wyrąb, znalazłam plantację dorodnej cytryny mocnej. 


I pewnie amatorzy owego luksusowego owocu wspominając tę plantację, powtarzają inny fragment  wiersza: „Tam był mi raj, pókiś ty ze mną była!” 

Czemuż jednak porzucili ślady swej uczty na wieczną rzeczy pamiątkę dla biednego lasu?

*A. Mickiewicz (naśladownictwo Goethego) „Wezwanie do Neapolu”

niedziela, 25 maja 2014

Dziś prawdziwych piechurów już nie ma …?

A nieprawda, są! Czego dowody mieliśmy dziś na wycieczce.
Trójka najbardziej zapalonych piechurów wyruszyła z Łącznej na skromniutką wycieczusię przez Bukową Górę do Leśnej. Pewnie ludzie bywali w świecie zaraz się obruszą, a cóż to za wyczyn? Otóż to właśnie – prawdziwy piechur nie żąda wyczynu – idzie dla przyjemności.
Pierwszą wielką przyjemnością dla najbardziej wtajemniczonych okazały się mokre wysokie trawy na łąkach między Zagórzem a Zaskalem. Nie będziemy przecież wędrować szlakiem po asfalcie – a, fe! No to nam się trapery lekko zmoczyły, niektórym nawet przemiękły, ale ciepło było, to się człowiek nie przejmował. Ale za to nagrodziła nas okolica widokami na  pasma Klonowskie i Łysogórskie. A potem zaskoczyła nowiutkim asfaltem prowadzącym do Kapkazów (a jeszcze w marcu była tu przyjemna droga dla piechurów).

widok na pasma Klonowskie i Łysogórskie

czwartek, 22 maja 2014

Szukajcie, a znajdziecie


W ostatnią środę wyruszyliśmy znów na poszukiwania. Tym razem szef nasz zapragnął spotkać się oko w oko z dyptamem jesionolistnym. Jeśli kto nie wie, co to, wyjaśniam, że roślina, która w stanie dzikim występuje w Polsce raptem w trzech miejscach, a jedno z nich znajduje się w rezerwacie Grabowiec niedaleko Bogucic. Dyptam nazywany jest „gorejącym krzakiem Mojżesza”, więc spotkanie z nim może być ciekawe i niezapomniane.
Udaliśmy się więc do Bogucic i zaraz po wyjściu z busa ostro ruszyliśmy w kierunku rezerwatu. Prowadzi do niego ładna polna ścieżka, a sam rezerwat to porządny grabowy las. Są tam może i inne drzewa, ale zajęci poszukiwaniem dyptamu na nic nie zwracaliśmy uwagi. Przy ścieżce rosło pełno różnych kwiatków, ale to nie dla nas – szukamy roślin o liściach podobnych do jesionu. Są! Nawet więcej niż kilka, ale jak na złość żadna nie kwitnie, a powinna. No to może to jednak nie dyptam? Trudno stwierdzić. 

 widok na rezerwat Grabowiec

niedziela, 18 maja 2014

Zimowa trasa w maju


Mamy kilka takich tras na zimę – są to wygodne leśne drogi, po których przejeżdżają leśnicy i nawet w długie śnieżne zimy można tamtędy spokojnie przejść. Jedną z nich jest droga z Mroczkowa do Ciechostowic prowadząca przez rezerwat modrzewi.
Tę właśnie drogę wybrałam na dzisiaj, a to z powodu skutków intensywnych opadów deszczu w ostatnich dniach, które spowodowały podmokniecie wielu wiosennych szlaków. 
I nie zawiodła mnie ta nasza stara znajoma. Droga była piękna, nawet świeżo utwardzona drobnym żwirkiem, jak to my mawiamy – pieszostrada. Las lśniący świeżą wiosenną zielenią, potężne pnie modrzewi w rezerwacie, śliczne malutkie kapliczki na drzewach. A wszystko to spowite poranną mgłą, co uznałyśmy z Basią za doskonały zabieg nawilżający dla naszej cery. Panowie też nie narzekali, wszyscy raźnym krokiem wędrowali przez las. 
Muszę przyznać, że tempo mieliśmy niezłe, przejście 18 kilometrów zajęło nam (z postojami) ok. 4,5 godziny.

modrzewie w rezerwacie Ciechostowice

czwartek, 15 maja 2014

Niezapominajki







Nie wiedziałam, że 15 maja to Dzień Polskiej Niezapominajki. Zapoczątkował jego obchody znany radiowy dziennikarz – Andrzej Zalewski.  Już od 2002 roku jest to święto miłości i ekologii. Ciekawe połączenie, nieprawdaż? 









No to i ja się przyłączam, choć trochę późno, ale jeszcze w terminie.


Z tej okazji oprócz niezapominajek z mojego ogródka wierszyk, który pamiętam z dzieciństwa.

Niezapominajki
to są kwiatki z bajki!
Rosną nad potoczkiem,
patrzą rybim oczkiem.

Gdy się płynie łódką,
Śmieją się cichutko
I szepcą mi skromnie:
„Nie zapomnij o mnie”.

Jego autorką jest niezapomniana Maria Konopnicka. 


Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że choć w wierszyku niezapominajki patrzą rybim oczkiem, to ich nazwa systematyczna "mysotis" oznacza "mysie uszko". Nie, żebym taka mądra była - w szkole nie miałam greki, a  tylko łacinę, o tej nazwie dowiedziałam się z Internetu.

środa, 14 maja 2014

Ot tak sobie wyszliśmy poszukać wiatraków


Nie, żeby od razu z nimi walczyć, ale, żeby zbadać, co to za jedne, gdzie się znajdują i czemu służą. Widzieliśmy  już kilkakrotnie na horyzoncie w okolicy Wąchocka cale ich stado. Ale nikt z nas nie miał posępnego oblicza, więc nasza przygoda z wiatrakami wyglądała zupełnie inaczej niż owa słynna literacka.
Zaczęliśmy wędrówkę w Mircu. Tym razem tylko rzuciliśmy okiem na kościół, a potem zajrzeliśmy na stary cmentarz. Jest tam sporo ciekawych nagrobków z 19. wieku, a wśród nich wypatrzyliśmy dwa związane z powstańczą historią tej miejscowości. Są to nagrobki Józefa Prendowskiego (w czasie powstania styczniowego pełnił on funkcję komisarza Rządu Narodowego w województwie sandomierskim, a jego żona – Jadwiga była kurierem rządu) oraz jego ojca – Ludwika (był on dzierżawcą dóbr w Mircu i tę dzierżawę przekazał synowi). Może czytelników zainteresuje, że tydzień temu przy kościele w Świętomarzy widzieliśmy nagrobek ojca Jadwigi Prendowskiej – Kajetana Woyciechowskiego. Był on kapitanem wojsk napoleońskich, a w powstaniu listopadowym awansował do stopnia pułkownika.

 kościół p.w. św. Leonarda w Mircu

niedziela, 11 maja 2014

Najlepsze są wycieczki za dwa pięćdziesiąt

Tak uważa Janek, sami zobaczcie, czy ma rację, bo dzisiejsza wycieczka była właśnie taka. 
Za tytułową cenę dojechaliśmy do Szydłowca, a dalej ruszyliśmy Gościńcem Kościuszki w stronę Skarżyska. Ta droga prowadzi najpierw przez pola (dziś oszałamiająco pachniał rzepak), a potem wchodzi do lasu, gdzie czaruje rozległymi kałużami, żeby doprowadzić do odnowionej kapliczki, którą, jak głosi pamiątkowa tablica, Matce Bożej w podzięce za uratowanie życia w powstaniu styczniowym zbudował w roku 1867 powstaniec Andrzej Kocia ze Świerczka.  Tablica pojawiła się całkiem niedawno dzięki staraniom pani Elżbiety Jach, o której później opowiem więcej.

widok na Altanę z gościńca

środa, 7 maja 2014

Hulaj dusza, szlaku nie ma!

Dziś to nie tylko szlaku nie było, paru innych rzeczy też zabrakło.
Na początek nie było autobusu ze Stachowic do Nowej Słupi, choć kolega Internet mówił, że jest. Ale wyłonił się autobus do Bronkowic, to się wsiadło do niego. W tej sytuacji nie było również planu wycieczki, ale nasz nieoceniony kolega Edward okazał się bardzo kreatywny i plan tworzył na gorąco, dopasowując go do sytuacji.
Wysiedliśmy więc z autobusu na ziemi niczyjej między Bronkowicami a Radoszycami i po krótkiej konsultacji z mapą zawróciliśmy do Radoszyc (oczywiście nie asfaltem, bo asfalt jest „be”, lecz polnymi ścieżkami). Na ścieżce napotkaliśmy studentów UTW ze Starachowic, których poznaliśmy pół godziny wcześniej w autobusie. Po krótkiej wymianie uprzejmości i informacji każdy udał się w swoją stronę: my do kościoła w Radkowicach, oni do dworku Pomianowskich. 
Siedemnastowieczny drewniany kościółek przeniesiono do Radkowic z Miedzierzy, znalazł tu godne miejsce  i ładnie się prezentuje przy wiejskiej drodze. Do dworku też się udaliśmy. Obejrzeliśmy go oczywiście z zewnątrz, ale i tak trafiliśmy tu w najlepszym możliwym momencie, bo w porze kwitnienia kasztanowców, co dodało urody pięknej alei prowadzącej do dworku. 

 nowi znajomi

poniedziałek, 5 maja 2014

Wadowice w deszczu i słońcu


Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że początek maja spędzam z przyjaciółmi. Tym razem miejscem spotkania były Wadowice, miasto malowniczo otoczone wianuszkiem niewysokich gór. Samo też nie jest nudne pod względem ukształtowania terenu i spacery po nim mają w sobie elementy podchodzenia i oczywiście wypoczynkowego schodzenia. Uroku dodaje mu też duża ilość zieleni.

 wzgórza wokół Wadowic 

czwartek, 1 maja 2014

Na tropie zagadki


Już dawno obiecałam jednemu z czytelników i sobie, że spróbuję zbadać historię samotnego krzyża, znajdującego się w lesie w okolicy Starego Stawku. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu.
Na wyprawę w głąb lasu i historii wybraliśmy się 1 maja, a marsz rozpoczęliśmy w okolicach kuźni w Parszowie. Przeszliśmy potem brzegiem zalewu w Mostkach, gdzie wre życie wędkarskie. Ryby zaszyły się w najgłębszych zakamarkach dna, wszystkie wędki zanurzone w wodzie, wędkarze leniwie patrzą na nieruchome spławiki, słonko przygrzewa, my fotografujemy każdy widoczek – sielanka.

 zalew w Mostkach