Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 maja 2017

To nie te Bieszczady

To było moje kolejne spotkanie z Bieszczadami po blisko dwudziestoletniej przerwie. W te cztery dni, kiedy wędrowaliśmy po Bieszczadach, często padało zdanie „To nie te Bieszczady…” Czyli jakie? Nie te, sprzed 50, 40 lat. 

widok na Połoninę Wetlińską i Smerek od Chatki Puchatka - lata osiemdziesiąte

piątek, 12 maja 2017

Wszyscy na pokład, czyli wyprawa na Połoninę Wetlińską

Ledwie kilka miesięcy temu towarzyszyłam wirtualnie Kasi i Kamilowi z bloga „Magurskie Wyprawy” w ich wędrówce po zasypanej śniegiem Połoninie Wetlińskiej (tu link do relacji). Wtedy nawet nie przypuszczałam, że i ja się  tam wkrótce wybiorę. Koniecznie zajrzyjcie do tamtej relacji, żeby poczuć różnicę.


Jak było na naszej wyprawie?
Zerwaliśmy się bladym świtem 1 maja, żeby zdążyć przyjechać do Wetliny zanim zacznie się duży ruch turystyczny. Do pewnego stopnia nam się to udało – znaleźliśmy miejsce na parkingu, ale na ulicach widzieliśmy coraz liczniejsze grupki turystów zmierzających w różne strony.
Nasze podejście zaplanowaliśmy żółtym szlakiem od Wetliny ku Przełęczy Orłowicza. Już na starcie zderzyliśmy się z grupą, która wysiadła z autokaru. Jej członkowie towarzyszyli nam na podejściu w kierunku lasu.
Nie było jakoś specjalnie trudno iść, ale tego dnia akurat zrobiło się nadspodziewanie ciepło. W efekcie większość rzeczy do ubrania musiałam targać w plecaku. Kto by się tam tym przejmował! Widoki na okolice rekompensowały wysiłek.

aż się wierzyć nie chce, że niedługo tam się wdrapiemy 

wtorek, 9 maja 2017

Zaskakujący Żuków

Koledzy wypatrzyli to pasmo na mapie Bieszczadów i zapragnęli je poznać bliżej. Uważne obejrzenie mapy wskazywało, że pasmo nie powinno sprawiać szczególnych trudności, bo wystarczy na nie wejść, a potem to już się idzie i idzie grzbietem jak po stole. Ale to przecież Bieszczady – a nie będzie tam błota?
I tu się panom przypomniało, że kiedyś pokonywali fragment tego pasma i błoto napotkali porządne.
W tej sytuacji uradzono, że przejdziemy tylko część pasma, a później skorzystamy z niebieskiego szlaku, który je przecina i zejdziemy do Teleśnicy. Jedynie najmłodszy uczestnik wyprawy postanowił zmierzyć się z błotem i przejść całą centralną część pasma aż do miejscowości Żłobek.
Podjechaliśmy więc zgodnie z planem do parkingu leśnego na południe od Ustjanowej Dolnej i rozpoczęli nasze spotkanie z Żukowem.
Od razu nas zaskoczył – zamiast błota rozłożył przed nami solidną drogę, tak zwany koszmarny sen piechura, czyli asfalt. Cóż było robić? Pomaszerowaliśmy asfaltem. To znaczy, mnie się wydaje, że to asfalt - kolega Ed jest zdania, że to jednak utwardzona droga. Niech i tak będzie - stopy nie lubią i takiej.

 zamiast błota ...

sobota, 6 maja 2017

Co jeszcze w pobliżu Wołkowyi?

Sprawdzamy na mapie, co ciekawego jest do obejrzenia. I okazuje się, że niestety sporo. A czasu niewiele, więc wybieramy to, co niedaleko.
Skoro już idziemy na północny wschód od Wołkowyi, to decydujemy się przejść szlakiem rowerowym do Bereźnicy Wyżnej. Szlak rozjeżdżony, w tej sytuacji wolimy przejść skrajem lasu i łąką. Mamy z niej widok na wieś i od razu wiemy, że trafiliśmy dobrze. 

 okolice Bereźnicy Wyżnej 

czwartek, 4 maja 2017

Majówka w Wołkowyi

Wszystko wskazywało na to, że będzie słabo.  Cały tydzień lało, było zimno. Nawet się nie chciało wyjść z domu. A tu gospodyni z Wołkowyi zapewnia przez telefon, że tam cieplutko i bez deszczu. Co do prognoz pogody na ten okres, to wszyscy wiedzą – nie ma im co wierzyć, bo meteorolodzy robią się nagle nadzwyczaj oględni.
I tak poinformowani ruszamy w drogę – cały czas leje albo pada. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że i tam zaczęło padać. Ale rano zaświtała iskierka nadziei – oto jaki widok miałam z okna.

 mój pierwszy bieszczadzki poranek

wtorek, 13 sierpnia 2013

Nasi w Bieszczadach

Trzej przyjaciele z rajdów wybrali się w czerwcu na wyprawę w Bieszczady. Był to rajd "w dobrym, starym stylu" - panowie wędrowali od schroniska do schroniska taszcząc cały bagaż ze sobą. Jedynie plecaki mieli nowocześniejsze, bo nie te klasyczne na metalowym stelażu. Wrócili zadowoleni. I wcale się nie dziwię, bo po obejrzeniu zdjęć Andrzeja doszłam do wniosku, że wędrowali przez piękne okolice.



Może nie każdy wie, gdzie te zdjęcia są udostępnione, więc zapraszam do galerii Andrzeja