środa, 28 stycznia 2015

Kulasy na start


Nikogo nie zamierzam obrażać. Stwierdzam fakt – wystartowaliśmy w Kulasach!
Ale spróbujcie kupić bilet do Kulasów, nic z tego. Kierowca robi zdziwioną minę. Mieszkańcy Kulasów też nic o takiej miejscowości nie wiedzą.
Skąd więc nam się taka miejscowość wzięła? Z mapy. Na mapie Miedzianej Góry są Kulasy, ale już w świecie realnym ich nie spotkacie – zamiast tego znajdziecie nazwy ulic. My szliśmy ulicą Śliską (to może tam mieszkańcy łamali kulasy, jak była gołoledź).
Przestaliśmy łamać sobie głowy na temat Kulasów i wkroczyliśmy do królestwa Zimy, bo takie roztacza się tuż za granicą miasta – wystarczy zacząć podejście na górę Kamień. Całe Wzgórza Tumlińskie przeszły we władanie Zimy. Nie ma wielkich zasp ani grubych śnieżnych czap, ale przynajmniej jest śnieg na ziemi i na drzewach. Mało tego, co jakiś czas prószy nowy. 

podejście na górę Kamień 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Kierz Niedźwiedzi - uzupełnienie poprzedniego wpisu

Niesłusznie opisałam wczoraj mogiłę powstańczą w Kierzu Niedźwiedzim jako pozbawioną informacji. Dziś posypuję głowę popiołem - na mogile znajduje się bardzo porządna tablica. Jest ona kopią oryginalnej mosiężnej płyty z roku 1918, kiedy to na mogile ustawiono obecny krzyż i położono płytę pamiątkową. Została ona w późniejszych latach skradziona.  
Ze strony Urzędu Gminy Skarżysko Kościelne dowiedziałam się, że  w parowozowni w Skarżysku-Kamiennej odnaleziono matrycę starej płyty i dzięki staraniom wnuka powstańca - pana Kazimierza Sobolewskiego - wykonano kopię. Tablica ta została uroczyście poświęcona 12 listopada 1995 roku.
Niestety, nadal nie można z całą pewnością ustalić, kto jet tam pochowany.  Podobno jest to mogiła jednego lub kilku powstańców. Zginęli oni, gdy grupa powstańców po nieudanym napadzie na Szydłowiec w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku przemieszczała się w kierunku Wąchocka. 
Inną wersję historii sugeruje Wikipedia, gdzie podają, że w mogile mogą być pochowani powstańcy, którzy zginęli w bitwie pod Gadką 29 kwietnia 1863 roku.  Oddziałami powstańczymi dowodził wtedy kapitan Michalski.


niedziela, 25 stycznia 2015

Najlepszy śnieg krajowy, czyli wycieczka z Jagodnego do różnych miejsc w zależności od stopnia podtopienia

Najlepszy śnieg krajowy
Z rodzimych chmur i pól
Puszysty, lekki, zdrowy
Opadów naszych król*

On to właśnie dziś nam towarzyszył od samego rana. I był właśnie taki, jak w tej piosence – najpierw łagodnie spadał nam na kurtki, czapki i plecaki, a potem puszysty i lekki zalegał na trasie.
W towarzystwie naszego „śnieżnego asa”* maszerowaliśmy polami i lasem z Jagodnego aż dotarliśmy do rozstajnych dróg przy trzech, a nawet czterech, nadrzewnych kapliczkach. 

świeża dostawa śniegu na starcie

czwartek, 22 stycznia 2015

Czy wierzyć prognozie pogody?


No, nie wiem. 
Na środę zapowiadano całodzienną mżawkę, nie było jej. Na czwartek zapowiedziano zachmurzenie całkowite, a po południu deszcz. I punktualnie o 12 10 zaczęło padać. Tylko skąd my, biedne myszki turystyczne, mamy wiedzieć, kiedy prognoza się sprawdzi, a kiedy nie?
Tym razem zaufaliśmy meteorologom i w czwartek rano wyruszyliśmy busem do Końskich. 
Odbyliśmy mały spacer po mieście i udało nam się tu znaleźć kilka ciekawych miejsc. Najpierw dotarliśmy do pomnika majora Hubala, który ustawiono oczywiście przy ulicy majora Hubala. Jak nie lubię takich pomników, tak ten mi się spodobał. Jego autorem jest pochodzący ze Stąporkowa rzeźbiarz - profesor Karol Badyna. 

popiersie majora Hubala, w tle tablica z jego nazwiskiem - całość tworzy pomnik majora 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Niedzielna wycieczka z Płaczkowa przez trójmiasto do Skarżyska


Toż to musiała być potwornie długa trasa – prawie przez pół Polski. I tak by było, gdyby nie to, że mamy swoje małe „trójmiasto” złożone ze wsi w okolicach Skarżyska. Ich nazwy znajdziecie w tekście, a inicjały tych sławetnych miejscowości to CMŁ. Teraz sobie dopasujcie, co należy do naszego trójmiasta.
Kierownik niedzielnej trasy, Staszek, poprowadził nas (Irena, Edek) przez Mroczków i Kapturów do Ciechostowic, a stamtąd przez Majdów, Łazy do Zalewu Bernatka. 

na drodze z Kapturowa do Ciechostowic 

niedziela, 11 stycznia 2015

Mogłam zostać w domu


Wiało w niedzielę bardzo silnie. Niektórzy (waga papierowa lub musza) zdecydowali się zostać w domu. A szkoda, mogliśmy mieć rzadką okazję zobaczenia człowieka unoszonego w przestworza przez silny podmuch wiatru.
Osoby z wagą piórkową albo lekkopółśrednią, że nie wspomnę o wyższych kategoriach wagowych, mężnie postanowiły stawić czoła żywiołowi. Ja dodatkowo zwiększyłam własną wagę metodami bardzo przydatnymi w wietrzny dzień – ot, po prostu dołożyłam więcej ciepłych ciuchów. 
Nie wiem, jak koledzy zadbali o zwiększenie bezpieczeństwa na wietrze, ale niezależnie od metod cała piątka, która wyruszyła z Bliżyna, dotarła bez większych problemów do domów. Pokonaliśmy około 20 kilometrów.

Jagiełło niewzruszony nawet na silnym wietrze

wtorek, 6 stycznia 2015

Dla każdego coś miłego, a dla mnie obolałe stopy

We wtorek miała być krótka, spokojna wycieczka. Specjalnie taką wymyśliłam, żeby nie mieć kłopotów z dojazdem w święto. No i takich kłopotów nie było. Ale za to mieliśmy koncert życzeń wycieczkowych.
Na początku maszerowaliśmy spokojnie porządną drogą z Parszowa w kierunku na południowy zachód. Słonko świeciło, trochę mrozu. 

 ruszamy na trasę

niedziela, 4 stycznia 2015

Kopulak. Mówi Wam to coś?


Dla mojego taty – inżyniera to piec do wytapiania żeliwa i dlatego usłyszawszy, że idę na Kopulak zastanawiał się, czy może do Starachowic. Nic z tego. Na Kopulak wyruszyliśmy z Michniowa.
Już w drodze przeżyliśmy spore zaskoczenie – ludzie, jaka tam zima ładna! Z radością wyskoczyliśmy z busa, żeby się zanurzyć w zimowym lesie. Ja zrobiłam małe foto kapliczki, a potem musiałam gonić grupę, tak ich ciągnęło do tej leśnej zimy. W dodatku było ciepło, chociaż poza lasem szalał zimny wiatr, a tu cicho i miło. Zresztą, sami zobaczcie jak było. 

kapliczka na skraju wsi

czwartek, 1 stycznia 2015

Spacerkiem w Nowy Rok


Tradycyjnie wyruszyłyśmy z Elą na nasz noworoczny spacer do Mostek. Tym razem Ela zaproponowała start w Suchedniowie, no to wykombinowałam bardzo miłą trasę, która tam się zaczyna.
Wystartowałyśmy na stacji, gdzie było naprawdę niebezpiecznie ślisko, ale drobnymi kroczkami oddaliłyśmy się niczym gejsze w kierunku lasu, gdzie już było lepiej, a potem to już nawet zupełnie bezpiecznie.  

w lesie za Suchedniowem