piątek, 16 sierpnia 2019

Pogodny spacer

Z powodu środowych opadów deszczu przenieśliśmy wycieczkę na czwartek. I słusznie, bo dzień od rana słoneczny, pogodny, choć początkowo dosyć zimny.
O poranku wyruszamy pociągiem w kierunku Starachowic. Tory na tym odcinku już po remoncie, ale podróż nadal się dłuży, bo maszynista musi jechać wolno, żeby trzymać się rozkładu jazdy. 

skarpa w Starachowicach

niedziela, 11 sierpnia 2019

I znów improwizujemy

Wybieraliśmy się do Bodzentyna, a tu niespodzianka – nasz najbardziej na świecie ulubiony bus przestał kursować w niedziele. Ot, przykrość. Zanim zauważyliśmy kartkę z informacją o tym fakcie, okazało się, że nie ma czym wyjechać na żadną trasę.
Odczekaliśmy prawie godzinę na autobus miejski, który nas zawiózł na skraj miasta, skąd pomaszerowaliśmy ulicą Kilińskiego w las. Trochę to dziwne się wydawało, bo zwykle wędrujemy tu w przeciwnym kierunku, ale przynajmniej jakaś odmiana się trafiła.
W pobliżu składnicy drewna weszliśmy na czarny szlak w kierunku Suchedniowa. Oj, nie był to dobry dzień na tę trasę – szliśmy w palącym słońcu, nawet drzewa niewiele dawały cienia.

 na szlaku

czwartek, 8 sierpnia 2019

Przynajmniej się nie kurzyło

Pogoda rano zapowiadała się nieźle. I na zapowiedziach poprzestała. Ale o tym potem.
Wyruszamy świetnym busem w kierunku Nadolnej. Mnie się wydaje, że bus tam nie jedzie, ale wsiadamy. Na szczęście kierowca, porządny człowiek, wie, że jednak tam jedzie i dowozi nas na miejsce. Przy okazji informuje, że staw w Nadolnej jednak nie jest wyschnięty i warto go zobaczyć.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Przez pachnący las tak wesoło, lekko iść *

Do lasu wyruszamy z Piły. W gruncie rzeczy, nic nowego. Na początku spotkanie z pomnikowymi dębami. Jest ich nadal 6, tabliczki przy nich blakną, trawa zarasta, ale dęby trzymają się mężnie. Niedawno poznałam ich imiona. Jeśli chcecie dowiedzieć się o  ich więcej, zajrzyjcie do artykułu pana Krzysztofa Woźniaka (tu link).

przede mną Bartłomiej, obok Zofia

poniedziałek, 29 lipca 2019

Co się odwlecze

…, to trafi na lepszą pogodę.
Tydzień temu zrezygnowaliśmy z planowanej wycieczki, bo zapowiadano opady i burze. Tym razem nie było takich obaw i mogliśmy wyruszyć na trasę zaplanowaną przez Jacka.
Już na starcie w Łącznej zafundował nam niespodziankę, bo poprowadził ładną polną drogą, którą jeszcze nigdy nie chodziliśmy. 

nasza trasa zaczyna się przy tym krzyżu z 1908 roku

czwartek, 25 lipca 2019

Będzie padać czy nie będzie?

Po obejrzeniu prognozy pogody spodziewaliśmy się słabych przelotnych opadów. Takimi się nie przejmujemy, ale wybieramy trasę niedaleko domu. Ta miała być prosta i zwyczajna, ale szykowała nam niespodzianki.

kwiaty w garnku - żeleźniaku 

niedziela, 21 lipca 2019

Cykoria podróżnik relacjonuje

Myślałam, że jestem dziewANNA albo kocANKA, no może jakaś babka albo jasnota. Wiedziałam, że kruszyna to już dawno nie jestem, ale miałam nadzieję, że może raczej serdecznik niż pokrzywa, a tu się okazało, że jednak nie. Oto ja, cała ja:

cykoria podróżnik

czwartek, 18 lipca 2019

Od alei lipowej do Małego Gołoborza i dalej ...

…czyli zaliczamy kawałek Pasma Jeleniewskiego. Moglibyśmy przejść całe, ale obawiając się późnego powrotu i przesiadek wybieramy bezpieczny wariant.
Tym razem docieramy na początek trasy luksusowo – mamy podwodę.
Startujemy na czerwony szlak za Baćkowicami, tuż przy alei pomnikowych lip prowadzącej ku Pasmu Jeleniowskiemu. Początek alei napawa nieco smutkiem, bo i tu zalągł się asfalt. Właściwie nie wiadomo, po co, bo w połowie alei się kończy i nie służy niczemu. Ale jest. 

rozglądamy się

niedziela, 14 lipca 2019

Optymiści jadą do Bodzentyna

A tak się zarzekałam, że w razie deszczu wycieczkę odwołujemy…
I co komu po zdrowym rozsądku, jak rano słońce, potem lekka mżawka, a kierowca busa zachwala – w Bodzentynie ani kropli? No to jedziemy.
Im dłużej jedziemy, tym bardziej pochmurno się robi, a w Bodzentynie slaby deszczyk. Nic to, ruszamy na zaplanowaną trasę z wieloma atrakcjami.
Pierwszą ma być cmentarz żydowski na skraju miasta przy drodze do Świętej Katarzyny. Nie byliśmy tam wieki całe, jeszcze przed pracami porządkowymi na jego terenie. Zakończono je w roku 2009 (!). 

piątek, 12 lipca 2019

Au – nie boli!

Au to niewielki, ale ładny półwysep nad Jeziorem Zuryskim. Jest wzgórzem o wysokości 449 metrów. Jego północne, strome zbocze od strony jeziora porasta las, ale za to południowe z łagodnym nachyleniem daje sporo możliwości wykorzystania.
Dotarłam na półwysep statkiem, ale zmęczona całym dniem zwiedzania ucięłam sobie drzemkę na pokładzie, dlatego też zdjęcia półwyspu od strony jeziora wykonane kilka lat temu.

statek jeszcze na przystani

czwartek, 11 lipca 2019

Jest taka wyspa na Jeziorze Zuryskim

Nazywa się Ufenau, choć funkcjonuje i krótsza jej nazwa Ufnau.
Jest to największa szwajcarska wyspa, na którą nie można dostać się po moście. W tej sytuacji mam szczegółowo, co do minuty (jak w szwajcarskim zegarku) zaplanowany dojazd i odwrót statkiem.
Startuję w Raperswilu, gdzie mam nawet kilkanaście minut na relaks na bulwarze nad jeziorem. 

a statek jeszcze nie przypłynął 

wtorek, 9 lipca 2019

Sztuka w Muzeum Drzew za miastem

Tym miastem jest Raperswil–Jona, z którego wyjeżdżamy autobusem nr 622 kursującym co pół godzinki spod dworca kolejowego. Wysiadamy na przystanku prawie na odludziu, kilka minut spaceru i jesteśmy w miejscu, do którego mnie zwiodła chęć zobaczenia na własne oczy tych oto grzybów:

Sylvie Fleury "Mushrooms"

niedziela, 7 lipca 2019

Tu zaszła zmiana, czyli zaglądamy do dworu w Rzucowie

Nie jestem aż tak wiekową osobą, żeby pamiętać ten dwór z czasów jego przedwojennej świetności. Nie zaglądałam tam też, gdy działał tam dom dziecka w latach powojennych. Przypominam sobie, że jakoś tak w latach dziewięćdziesiątych przechodziliśmy przez Rzuców i oglądali jakieś dworskie zabudowania. Brak jednak dokumentacji fotograficznej.
Dwór próbowaliśmy obejrzeć w roku 2013. Wtedy to na bramie prowadzącej do parku dworskiego pojawiła się tabliczka z zakazem wstępu. Stąd takie, a nie inne zdjęcia z tamtego okresu. I z późniejszych wycieczek również.

 słupek bramy wjazdowej z datą rozbudowy dworu (zimowe zdjęcia z roku 2013)

piątek, 5 lipca 2019

Wyprawa do źródła młodości

Nasze źródło znalazłyśmy w Ninkowie, gdzie rośnie aromatyczna roślina, bez której nasz eliksir młodości nie może powstać. 

czwartek, 4 lipca 2019

Dziś Obice w promocji

Taką informację przekazał nam kierowca busa, do którego wsiedliśmy. Grzech było nie skorzystać, zwłaszcza że i tak tam się wybieraliśmy, ale żeby za 2 złote?! To nas zaskoczyło.
Dojechaliśmy do odpowiedniego przystanku i wyruszyli na trasę.
Co ciekawego w Obicach? Za dwa złote na pewno coś się znajdzie. 

 pola Obic

środa, 3 lipca 2019

Z błogosławieństwem świętego Meinrada

Święty stoi przy budynku stacji kolejowej w wiosce Einsiedeln (te wszystkie „ei” czytajcie jako „aj”). Dziwnie się pewnie czuje, bo to wszak jego okolica, ale jakieś 1200 lat temu wyglądała inaczej – były tu niedostępne lasy, w których ów pustelnik – benedyktyn mógł wieść kontemplacyjny żywot w towarzystwie dwóch ocalonych przez siebie przed krogulcem kruków, które teraz przysiadły u jego stóp. 

figura świętego Meinrada wieńcząca fontannę przy stacji kolejowej 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Po zwiedzaniu – spacer

Też tak macie? Solidne zwiedzanie, powrót na kwaterę, krótki odpoczynek i zaraz by człowiek gdzieś poleciał. Ja, niestety, cierpię na taką przypadłość. Na szczęście w najbliższej okolicy Thalwil jest gdzie się wybrać na niedługi spacer.

Gdzie by tu jeszcze polecieć?

piątek, 28 czerwca 2019

Wyprawa na poziomki

Sezon jest. Trzeba spróbować świeżych poziomek. Przypomniało się Edwardowi, że jakieś sto lat temu obżeraliśmy się poziomkami w okolicach wieży przekaźnikowej w Występie. 

nasz cel

czwartek, 27 czerwca 2019

Coś dla miłośników sukulentów

Na początku ubiegłego wieku mieszkał w Zurychu Jacob Gasser. Niewiele o nim wiem oprócz tego, że był hodowcą kaktusów. W roku 1920 postanowił rozstać się ze swoją kolekcją tych roślin. Zapragnął sprzedać ją miastu, ale władze miejskie niechętne były wydawaniu pieniędzy na takie fanaberie. Zbiorami zainteresował się właściciel największego w owym czasie domu towarowego Zurychu – Julius Brann, który w roku 1929 nabył kolekcję kaktusów pana Gassera. Nie miał jednak widocznie ręki do roślin i po dwóch latach sprezentował ją miastu. 
I tak zaczęła się historia zbiorów sukulentów w Zurychu. 

malutki fragment obecnych zbiorów 

środa, 26 czerwca 2019

Zurych nieoczywisty

Miejsca najbardziej popularne turystyczne „zaliczyłam” podczas pierwszego pobytu (tu i tu linki). Teraz pora wyszukać coś innego.
Na moje plany spory wpływ miała pogoda, która w dniu zwiedzania postanowiła się popsuć. Miasto zrobiło się mokre, pochmurne, z fotografowania obiektów nici.

nad Jeziorem Zuryskim zaraz zacznie padać 

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Kto tu rządzi?

Wydawało się, że tym razem kolega Ed, bo to on zaplanował i prowadził wycieczkę, ale na trasie okazało się, że może jednak nie on. A kto? Osobnik ze zdjęcia.

tabliczka przy drodze

piątek, 21 czerwca 2019

Pośród pól pachnących zbożem rozmaitem

Tak przebiegała nasza czwartkowa wycieczka.
Wystartowaliśmy w Berezowie i już malutki odcinek skrajem lasu dał nam wyraźnie do zrozumienia, że trasa nie może prowadzić lasem. Byliśmy atakowani przez wściekłe hordy komarów. 

cieciorka pstra wysycha po deszczu

czwartek, 20 czerwca 2019

Popołudniowy spacer po Konstancji

Czasu na zwiedzanie nie było dużo, lekkie zmęczenie po zwiedzaniu wyspy Mainau też się dawało odczuć, pogoda była tak zmienna, że aż denerwująca – słońce, chmury, deszcz i zimno. W tej sytuacji zmieniłam moje typowe przyzwyczajenia turystyczne – zamiast iść na całość, wybrałam spokojne przejście po starówce na zasadzie „cokolwiek zobaczę, to nie będzie wszystko, ale i tak więcej niż do tej pory widziałam”. Z tym nastawieniem wysiadamy z autobusu i ruszamy na poszukiwanie restauracyjki, gdzie się spokojnie odpocznie przed zwiedzaniem.
A potem tak się jakoś włóczymy po mieście, które jest odrobinę podobne do szwajcarskich miast, ale jednak zdecydowanie inne.  

 słup majowy w centrum starówki

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Mainau – wyspa na Jeziorze Bodeńskim

Jak się okazuje „płyniemy” Renem pod prąd, bo z Szafuzy przenosimy się na jezioro, przez które ta rzeka przepływa. A tu, na przedmieściach Konstancji, wysiadamy z autobusu i spacerowym krokiem kierujemy się do kasy, aby nabyć bilety i spędzić na wyspie spokojne przedpołudnie.
Wyspa nie jest duża – jej obwód wynosi około 3 kilometrów, a zameldowanych jest na miej 123 mieszkańców. Za to turystów przybywają tu corocznie miliony. Nawet w zwykły powszedni dzień ze słabą pogodą dużo ich się tu kręci. 

 Jezioro Bodeńskie i linia brzegowa wyspy 

sobota, 15 czerwca 2019

Szafuza – miasto u stóp twierdzy Munot

Jeśli się już człowiek wdrapie na wzgórze Malm i z murów twierdzy spojrzy w dół, zobaczy Ren przepływający przez miasto z brązowymi dachami. Jakiś most, wieża kościelna. Ot, stare miasto, pewnie takie, jak te dachy, brązowe i nudne.

widok z murów twierdzy Munot na dachy Szafuzy (Schaffhausen)

czwartek, 13 czerwca 2019

A teraz pora na zamek!

I to nie jeden.
Jako pierwszy na naszej trasie pojawił się zamek w Olsztynie koło Częstochowy. 

na początek mały dowód, że tam byliśmy 😄

środa, 12 czerwca 2019

Na tropie ostańców

Chyba każdy łatwo zgadnie, gdzie się udaliśmy tropić ostańce. Na wszelki wypadek uściślam – północne rejony Jury Krakowsko-Częstochowskiej. 

ostańce wapienne w grupie Skał Mirowskich

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Potęga żywiołu

Wymarzyłam sobie to spotkanie z żywiołem już jakiś czas temu. Nie myślałam tylko, że będzie to tak spektakularny żywioł. Żadna relacja, nawet film, nie jest w stanie oddać wrażenia.
Cóż to za żywioł? Woda! Masy wody przewalającej się w wodospadzie Renu w szwajcarskiej miejscowości Neuhausen am Rhein. Znalazłam informację, że średni przepływ wody w tym miejscu wynosi latem 600 m3 na sekundę. Nie sposób sobie tego wyobrazić.
Pierwsze spotkanie z wodospadem to rzut oka z pociągu (ostatnie zresztą też – w drodze powrotnej). Prezentuje się nieźle.
Ze stacyjki w Neuhausen am Rhein podobno można zjechać do wodospadu windą, ale akurat trwają jakieś prace remontowe na peronie i trzeba zejść tę odrobinę przyjemną uliczką na dół.
Od razu trafiamy na pierwszy punkt widokowy, z którego rozciąga się widok na górną część wodospadu, dwie skały na rzece, o które rozbijają się masy wody i zamki na obu brzegach Renu. Zdjęcia wydają się nieostre, bo w powietrzu unoszą się miliardy kropelek wody. I tak będzie cały czas. Z tym, że raz mniej, raz więcej tych kropelek. 

 wzburzone wody Renu, po lewej stronie zamek Laufen

niedziela, 9 czerwca 2019

Od Moskali on zginał, oj to krakus był gracki! *

Znamy datę jego śmierci, trochę wiemy o jego życiu, wiele więcej informacji krąży w legendach i opowieściach. A już podanie jego prawdziwego nazwiska to spory problem.

czwartek, 6 czerwca 2019

Tym razem szlak niebieski

Kiedy ostatnio wracaliśmy busem z Chęcin, zauważyliśmy rozkład jazdy, z którego jasno wynikało, że możemy tym busem śmiało pojechać rano do owej miejscowości. No dobrze, pojechać można, ale co dalej? Gdzie pójść, żeby mieć zapewniony przyzwoity powrót do domu?
I tu się napatoczył szlak niebieski. Już ładnych kilka lat nie zaglądaliśmy na jego odcinek w okolicach Chęcin.
W środę wysiedliśmy z naszego busa i ruszyli szlakiem niebieskim w stronę Pasma Zelejowskiego. 

widok z dolnego rynku na zamek

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Zrywamy z tradycją

Dotychczas nasze wycieczki odbywały się w niedziele i środy, ale postanowiliśmy zerwać z tą tradycją. A wszystko przez kapryśną pogodę.
Po mokrej środzie, nastąpiła poprawa pogody i należało to wykorzystać. W piątek bus dowiózł nas do Zbijowa Dużego. Stamtąd drogą asfaltową podążyliśmy w stronę Mirowa. Mieliśmy okazję sprawdzić, jak się mają pomnikowe dęby dawno przez nas nieodwiedzane.

piątek, 17 maja 2019

Skąd wypływała zamożność Kazimierza?

Zapewniał ją w szesnastym i siedemnastym wieku handel zbożem. A ten mógł się rozwijać dzięki rzece, którą zboże przywożone do Kazimierza spławiano dalej na północ. 

 Wisła - rzeka, której Kazimierz Dolny wiele zawdzięcza 

czwartek, 16 maja 2019

Architektoniczne perełki też lubimy

Najbardziej lubimy oglądać, podziwiać i fotografować. Opisywać już nie. Dlatego tę ostatnią czynność muszę wykonywać indywidualnie. Ale chętnie przyjmę współpracownika na zasadzie wolontariatu. Zgłoszenia proszę wysyłać przy pomocy formularza kontaktowego.
Oczekując na lawinę zgłoszeń biorę się do roboty.
Spędziłam niegdyś dwa tygodnie w Kazimierzu, który był spokojnym sennym miasteczkiem z oryginalnie ubranymi artystami zaludniającymi Rynek, gdzie rozstawiali sztalugi i całymi dniami malowali. A teraz? Gdzie ci artyści? 

Rynek widziany z Góry Trzech Krzyży

wtorek, 14 maja 2019

Magda radzi wejść na Górę Trzech Krzyży.


Głównie z powodu widoków. Świetne są.

 widok na Kazimierz i okolice

Jak mieszkaniec Kielecczyzny reaguje na wąwozy w okolicy Kazimierza Dolnego?

Różnie.
Najpierw pojawia się sceptycyzm. A, bo co tam może być ładniejszego niż wąwozy koło Kunowa? I kudy im do Naszego Wąwozu?
Potem wypada zasięgnąć informacji na temat… I tu się robi ciekawiej. Okazuje się, że tych wąwozów sporo jest. To może by jednak zajrzeć do któregoś?

to może ten ...

poniedziałek, 13 maja 2019

Kielecki teatr nie tylko od kulis

Obserwuję stronę internetową Teatru im. Stefana Żeromskiego, żeby nie przegapić ciekawych przedstawień i załapać się na moje ulubione miejsce w pierwszym rzędzie. I dzięki tej czujności znalazłam informację o możliwości zwiedzenia teatru w ramach Dni Otartych Funduszy Europejskich. Takiej gratki nie można przegapić, zwłaszcza że teatr przygotowuje się do remontu generalnego i klimat wiekowego budynku zapewne ulegnie zmianie. 

moje ulubione schody - te prowadzą do foyer

czwartek, 9 maja 2019

Zabytkowa zagroda w Marcinkowie zaprasza

Właściciela zagrody, pana Stanisława Jaruszewicza, spotkałam w ubiegłym roku na jednym z wieczorów w Jagodnem. Otrzymałam od niego niewielki folder reklamujący zagrodę i już wiedziałam – skorzystam z numeru telefonu z tego folderu, żeby umówić się na zwiedzanie zagrody. 

tytułowa zagroda w Marcinkowie 

wtorek, 7 maja 2019

Jeszcze jeden spacer dzisiaj

I znów spacer kielecki.
Pogoda się psuje – pochmurno, zimno, czasem straszy deszczem. Raczej jednak nie pada.
Nie poddajemy się. Zaopatrzeni w bilety autobusowe ruszamy na spotkanie z innym obliczem Kielc.
Najpierw Kadzielnia.
Najprzyjemniej jest obejść rezerwat ścieżkami prowadzącymi ponad wyrobiskiem dawnego kamieniołomu, spojrzeć z góry i z boku na Skałkę Geologów. Rano krążą nad nią ptaki, ale z upływem czasu pojawiają się tam „turyści”, którzy koniecznie muszą spenetrować jaskinie na terenie ścisłego rezerwatu. Patrzę na nich ze zgrozą. No, jak tak można?!

 Skałka Geologów o poranku (Czy zauważacie ptaki krążące nad nią?)

niedziela, 5 maja 2019

Wiosenny spacer po Kielcach

Tego wpisu miało nie być, bo spacer zupełnie prywatny, z przyjaciółmi. Ale pomyślałam, że jednak spróbuję zmierzyć się z tematem. I nie będzie to wpis w stylu „10, 15, 25 … miejsc w Kielcach, które powinniście zobaczyć”. Mnie się te miejsca wydały warte pokazania podczas dwudniowego pobytu. Można wybrać wiele innych i też będzie ciekawie. Albo ciekawiej. 😊
Poruszaliśmy się po centrum miasta. Pieszo. I nie padliśmy ze zmęczenia. Wniosek – Kielce są przyjazne dla spacerowiczów. Wiele tu zieleni, ławeczek i niewielkich restauracyjek. Nietrudno też uniknąć samochodów.
Nasz kwatera główna znajdowała się w pobliżu Kieleckiego Centrum Kultury, na osiedlu z czasów socrealizmu, stąd też zaczynaliśmy i tu kończyliśmy spacery.
Pierwszy obiekt na trasie to pomnik pszczoły. Tak bym napisała jeszcze ze dwa lata temu. Teraz wiem, że trzeba uściślić – to pomnik pszczoły miodnej. Spotkanie z nim to specjalny ukłon w stronę wilmy, która pasjonuje się pszczołami i otworzyła mi oczy na różnorodność ich gatunków (Blog o pszczołach - tu link). Trzeba przyznać, że w otoczeniu pomnika ustawiono kilka tablic informacyjnych z prezentacją ciekawostek o pszczołach miodnych, pszczolinkach, murarkach i innych.

kielecki pomnik pszczoły miodnej autorstwa Stefana Dulnego

czwartek, 2 maja 2019

Rzepak, wąwóz, słońce i wiosna

A nas niewiele, bo się towarzystwo porozjeżdżało na majówkę. Ale grupka miłośników okolic rodzinnych wyruszyła na wyprawę do naszego ulubionego, jedynego na świecie wąwozu. Jak nam się wyprawa udała? Sprawdźcie.
Wysiadamy z zapchanego pociągu (majowy weekend – dojazd tylko pociągiem, pozostałe środki transportu niepewne albo na pewno niedziałające) w Stykowie. Reszta pasażerów podróżuje do Sandomierza.
Najpierw spacer nad zalewem. Dużo wędkarzy, łabędzie senne jakieś, siedzą przy brzegu. Cisza i spokój. 

łabędzie na zalewie 

środa, 24 kwietnia 2019

Andrzej nie odpuszcza

Tydzień temu ja koncertowo „zgubiłam” Karczówkę, a dziś Andrzej pokazał, jak jej nie zgubić. Dostarczył nas na miejsce autobusem, a potem pieszo. 

 spacerkiem w stronę Karczówki 

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Teatralna niespodzianka

Stoi u mnie na stole kubek z ćmielowskiej porcelany. Przed wyruszeniem na wycieczki szykuję w nim herbatę do termosu. A nie jest to jakiś tam pospolity kubeczek, o nie. Zobaczcie:

środa, 17 kwietnia 2019

Nie da się dwa razy przejść dokładnie tej samej trasy

Nie wierzycie? Porównajcie ten opis trasy z dawnym (tu link). W grudniu 2013 r. testowaliśmy przebieg ścieżki dydaktycznej z Karczówki do kamieniołomu Grabina.
Wtedy już na starcie mieliśmy wkurzająco długi i nieprzyjemny marsz po ulicach Kielc. Teraz zasiedliśmy w autobusie, który podobno miał nas zawieść w pobliże Karczówki. I zawiózł, a potem jeszcze wiózł nas i wiózł przez osiedle aż dostarczył nas za Karczówkę. Trochę nas to zdziwiło, nie powiem. Wzgórze Karczówki widzieliśmy nawet z bliska, ale nie było sensu się tam wdrapywać, skoro zgodnie z planem mieliśmy właśnie w tej okolicy z niego zejść.
Doczłapaliśmy do pamiętanej z dawnej wyprawy kapliczki ustawionej na miejscu, gdzie Hilary Mala wydobył słynne trzy bryły galeny ołowianej i weszliśmy na zaplanowaną ścieżkę. 

 kapliczka gwarków

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Wycieczkowe meandry

Któregoś dnia poskarżyłam się kolegom, że brak mi pomysłów na nową trasę wycieczki. Po krótkim namyśle Andrzej zaproponował start w Zagnańsku. Zaakceptowałam, ale nadal nie wiedziałam, co dalej. Kontynuację wymyślił Edek – miało to być przejście drogami leśnymi do Kostomłotów. Podobno wiele lat temu tak chodziliśmy. Nie pamiętałam jednej z owych dróg, ale pomysł przyjęłam, dodałam co nieco od siebie i w niedzielę radośnie wyruszyliśmy na trasę.

takie drogi o tej porze roku lubimy najbardziej

czwartek, 11 kwietnia 2019

Pochmurne oblicze wiosny

Mieliśmy nadzieję, że zapowiadane na środę zachmurzenie okaże się niewielkie, może nawet malownicze. Jednak rzeczywistość była zdecydowanie mniej przyjemna – zachmurzenie całkowite, a do tego zimny wiatr.
Mimo wszystko wyruszamy na trasę w Krajnie Zagórzu. Początek jest fatalny – powietrze przesycone gryzącym dymem wydobywającym się z komina jednego z domów – trudno oddychać. Szybko więc wdrapujemy się na Wymyśloną. Czasem tylko zatrzymujemy się, żeby rzucić okiem na Łysogóry i Pasmo Klonowskie na horyzoncie.

widoki z podejścia na Wymyśloną w stronę Krajna Zagórza z Górą Psarską i Miejską w oddali

niedziela, 7 kwietnia 2019

I znów jazzowa wycieczka

Owszem, była jakaś inna zaplanowana, ale…
Pogoda się nagle popsuła, pojawiły się zapowiedzi deszczu w planowanej okolicy. Stąd poranna decyzja o improwizacji. Solówki też były.
Naszą improwizację zaczynamy na stacji w Berezowie, skąd znanymi od lat ścieżkami ruszamy na północ, czyli w stronę domu. No, bo gdyby zaczęło padać… 

ruszamy

czwartek, 4 kwietnia 2019

Radomski spacer na orientację

Do spaceru przygotowałam się teoretycznie – znalazłam listę obiektów, które chcę zobaczyć (polecam ten link, jest tam mapka z najważniejszymi informacjami), wyszukałam informacje o nich i ruszyłam „w miasto” (to znaczy pojechałam tam pociągiem).
Na początku mojego spaceru zachowałam się bardzo rozsądnie, do czego i was zachęcam – weszłam do biura Informacji Turystycznej w budynku dworca. A tam otrzymałam wydruk mapki oraz informacje o obiektach z dokładnymi adresami. Bardzo mi to ułatwiło poruszanie się po Radomiu. Wydaje mi się, że w niedalekiej przyszłości zostanie przygotowana specjalna ścieżka dla turystów i nowe materiały, ale moje spacerowanie miało urok odkrywania nieznanych miejsc (Radom znam słabo, ale od dziś lepiej).
Ruszam więc na poszukiwania 14 symboli Radomia, czyli obiektów zrealizowanych w ramach projektu „Piękniejsze Śródmieście – symbole naszego miasta w formie małej architektury”. Dodam, że ta architektura jest czasem naprawdę bardzo mała, bo obiekty są kopiami oryginałów w skali 1:1. Autorem wszystkich odlewów jest kielecki rzeźbiarz Sławomir Micek, zaś oryginalne przedmioty dostarczyli mieszkańcy Radomia.
Poszukiwania zaczynam od obiektu nr 2 na liście – to aparat telefoniczny Malwa umieszczony przy ulicy Traugutta. Sprytnie się zakamuflował – kilka minut go szukałam. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Wycieczka na specjalną okazję

Główną organizatorką wszelkich atrakcji wycieczkowych była Irena, która obchodziła jubileusz dziesięciolecia wędrówek z naszą grupą.
O doskonałą pogodę zadbała Magda, dotychczas znana nam jedynie z bloga „Maga... w kajaku i na piechotę”. Świetny z niej meteorolog i kompan wycieczkowy, co przeczy pogłoskom, jakoby zawieranie znajomości przez Internet było niebezpieczne.
Trasę przygotował nieoceniony kolega Ed.  
I nie zapominajmy o naszych kierowcach – Angelice i Marku, którzy z fasonem dostarczyli nas na start i metę.

na polnej drodze

środa, 27 marca 2019

poniedziałek, 25 marca 2019

Polna układanka

Od pewnego czasu narastało w grupie pragnienie wycieczki w okolice Bodzentyna. No to się tam wybraliśmy. Niewykluczone, że niedługo znów tam wrócimy, bo co jakiś czas słychać było westchnienia – ale by tu było pięknie, kiedy zieleń będzie bardziej intensywna. Faktycznie – będzie. Znamy te okolice i widzieliśmy je w różnych wersjach. 

pola Śniadki Trzeciej

czwartek, 21 marca 2019

Pod wiosennym niebem

Pierwszy dzień wiosny spędziliśmy na przyjemnej wędrówce wśród pól. Zainteresowanych informuję, że skowronki śpiewały. Wiatr był chłodny, ale słońce przyjemnie grzało. A chmury takie, jak widać na zdjęciach.

po wiosennej orce