Był jeszcze czwarty towarzysz naszej wędrówki – wiatr, ale on hulał wśród najwyższych gałęzi drzew i prawie zupełnie go nie odczuwaliśmy. Recz jasna do czasu.
Był jeszcze czwarty towarzysz naszej wędrówki – wiatr, ale on hulał wśród najwyższych gałęzi drzew i prawie zupełnie go nie odczuwaliśmy. Recz jasna do czasu.
Jeszcze w sobotę było słonecznie, wiosennie, aż tu nagle w nocy spadł śnieg. Zapewne przywiał go zimny, północny wiatr, który chciał nas zatrzymać w domu. Nie poddaliśmy się i wyruszyli na kwietniową trasę ze śniegiem i nieśmiałą wiosenną zielenią.