Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lipca 2019

Au – nie boli!

Au to niewielki, ale ładny półwysep nad Jeziorem Zuryskim. Jest wzgórzem o wysokości 449 metrów. Jego północne, strome zbocze od strony jeziora porasta las, ale za to południowe z łagodnym nachyleniem daje sporo możliwości wykorzystania.
Dotarłam na półwysep statkiem, ale zmęczona całym dniem zwiedzania ucięłam sobie drzemkę na pokładzie, dlatego też zdjęcia półwyspu od strony jeziora wykonane kilka lat temu.

statek jeszcze na przystani

czwartek, 11 lipca 2019

Jest taka wyspa na Jeziorze Zuryskim

Nazywa się Ufenau, choć funkcjonuje i krótsza jej nazwa Ufnau.
Jest to największa szwajcarska wyspa, na którą nie można dostać się po moście. W tej sytuacji mam szczegółowo, co do minuty (jak w szwajcarskim zegarku) zaplanowany dojazd i odwrót statkiem.
Startuję w Rapperswilu, gdzie mam nawet kilkanaście minut na relaks na bulwarze nad jeziorem. 

a statek jeszcze nie przypłynął 

wtorek, 9 lipca 2019

Sztuka w Muzeum Drzew za miastem

Tym miastem jest Rapperswil–Jona, z którego wyjeżdżamy autobusem nr 622 kursującym co pół godzinki spod dworca kolejowego. Wysiadamy na przystanku prawie na odludziu, kilka minut spaceru i jesteśmy w miejscu, do którego mnie zwiodła chęć zobaczenia na własne oczy tych oto grzybów:

Sylvie Fleury "Mushrooms"

środa, 3 lipca 2019

Z błogosławieństwem świętego Meinrada

Święty stoi przy budynku stacji kolejowej w wiosce Einsiedeln (te wszystkie „ei” czytajcie jako „aj”). Dziwnie się pewnie czuje, bo to wszak jego okolica, ale jakieś 1200 lat temu wyglądała inaczej – były tu niedostępne lasy, w których ów pustelnik – benedyktyn mógł wieść kontemplacyjny żywot w towarzystwie dwóch ocalonych przez siebie przed krogulcem kruków, które teraz przysiadły u jego stóp. 

figura świętego Meinrada wieńcząca fontannę przy stacji kolejowej 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Po zwiedzaniu – spacer

Też tak macie? Solidne zwiedzanie, powrót na kwaterę, krótki odpoczynek i zaraz by człowiek gdzieś poleciał. Ja, niestety, cierpię na taką przypadłość. Na szczęście w najbliższej okolicy Thalwil jest gdzie się wybrać na niedługi spacer.

Gdzie by tu jeszcze polecieć?

czwartek, 27 czerwca 2019

Coś dla miłośników sukulentów

Na początku ubiegłego wieku mieszkał w Zurychu Jacob Gasser. Niewiele o nim wiem oprócz tego, że był hodowcą kaktusów. W roku 1920 postanowił rozstać się ze swoją kolekcją tych roślin. Zapragnął sprzedać ją miastu, ale władze miejskie niechętne były wydawaniu pieniędzy na takie fanaberie. Zbiorami zainteresował się właściciel największego w owym czasie domu towarowego Zurychu – Julius Brann, który w roku 1929 nabył kolekcję kaktusów pana Gassera. Nie miał jednak widocznie ręki do roślin i po dwóch latach sprezentował ją miastu. 
I tak zaczęła się historia zbiorów sukulentów w Zurychu. 

malutki fragment obecnych zbiorów 

środa, 26 czerwca 2019

Zurych nieoczywisty

Miejsca najbardziej popularne turystyczne „zaliczyłam” podczas pierwszego pobytu (tu i tu linki). Teraz pora wyszukać coś innego.
Na moje plany spory wpływ miała pogoda, która w dniu zwiedzania postanowiła się popsuć. Miasto zrobiło się mokre, pochmurne, z fotografowania obiektów nici.

nad Jeziorem Zuryskim zaraz zacznie padać 

sobota, 15 czerwca 2019

Szafuza – miasto u stóp twierdzy Munot

Jeśli się już człowiek wdrapie na wzgórze Malm i z murów twierdzy spojrzy w dół, zobaczy Ren przepływający przez miasto z brązowymi dachami. Jakiś most, wieża kościelna. Ot, stare miasto, pewnie takie, jak te dachy, brązowe i nudne.

widok z murów twierdzy Munot na dachy Szafuzy (Schaffhausen)

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Potęga żywiołu

Wymarzyłam sobie to spotkanie z żywiołem już jakiś czas temu. Nie myślałam tylko, że będzie to tak spektakularny żywioł. Żadna relacja, nawet film, nie jest w stanie oddać wrażenia.
Cóż to za żywioł? Woda! Masy wody przewalającej się w wodospadzie Renu w szwajcarskiej miejscowości Neuhausen am Rhein. Znalazłam informację, że średni przepływ wody w tym miejscu wynosi latem 600 m3 na sekundę. Nie sposób sobie tego wyobrazić.
Pierwsze spotkanie z wodospadem to rzut oka z pociągu (ostatnie zresztą też – w drodze powrotnej). Prezentuje się nieźle.
Ze stacyjki w Neuhausen am Rhein podobno można zjechać do wodospadu windą, ale akurat trwają jakieś prace remontowe na peronie i trzeba zejść tę odrobinę przyjemną uliczką na dół.
Od razu trafiamy na pierwszy punkt widokowy, z którego rozciąga się widok na górną część wodospadu, dwie skały na rzece, o które rozbijają się masy wody i zamki na obu brzegach Renu. Zdjęcia wydają się nieostre, bo w powietrzu unoszą się miliardy kropelek wody. I tak będzie cały czas. Z tym, że raz mniej, raz więcej tych kropelek. 

 wzburzone wody Renu, po lewej stronie zamek Laufen

wtorek, 8 września 2015

Z Kosmosu przez Zurych do Istebnej

Daleka podróż, ale możliwa do odbycia.
Jej początkiem jest nasz Układ Słoneczny. Wiemy, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie, znamy nazwy planet – uczyliśmy się w szkole. Tak to wygląda w przestrzeni kosmicznej:

Układ Słoneczny - zdjęcie z Wikipedii

sobota, 25 lipca 2015

Uszczkniemy odrobinkę tematu szwajcarskich fontann



W ubiegłym roku pisałam o fontannach Drezna. Temat był nie do ogarnięcia. Ale to drobiazg w porównaniu z problemem fontann w Zurychu. Znalazłam w Internecie ich listę – to 29 stron, na których wyliczono ponad 1200 fontann.
W tej sytuacji te kilka sztuk, które przypadkiem znalazło się na mojej drodze potraktujemy jako malutką wprawkę w temacie.
Jedno jest pewne – woda z tych wszystkich fontann nadaje się do picia. To tak samo czysta i wartościowa woda, jak woda z zuryskich kranów. Przeczytałam te informacje na stronie miasta.
Przypuszczam, że podobnie jest w innych miastach, choć tego już nie sprawdzałam.
Pokażę Wam kilka zdjęć zrobionych na ulicach miast, w których byłam. 

Ogólnie rzecz biorąc, szwajcarskie fontanny to raczej krany z wodą, studnie, przy których dawniej spotykały się kobiety przychodzące z wiadrami po wodę. Dlatego wiele fontann to zwykle kolumny z kilkoma odpływami i figurką na szczycie. 

fontanna Herkules w centrum Zurychu

środa, 22 lipca 2015

Świętokrzyskie skojarzenia w Szwajcarii

Jak to mówią, głodnemu chleb na myśli. Ja bym dodała, że świętokrzyski włóczęga zawsze gdzieś region swój rodzinny wypatrzy. A nie?
No to zobaczcie, jaki napis miał na „czole” autobus w St. Gallen:

Heiligkreuz to po niemiecku Święty Krzyż

piątek, 17 lipca 2015

Jak w kurorcie

Tak się czułam w Rapperswilu. Bardzo ciepły dzień, słońce, zapach wody z jeziora, wąskie uliczki, spacerowicze i spokój. Człowiek się rozkoszuje samym pobytem, a zwiedzanie to zupełnie marginalna sprawa. A i tak wiele można zobaczyć. I oczywiście – nie wszystko. Może nie warto tak wszystkiego oglądać. Bo i tak nie wszystko to jest mnóstwo.
Uliczki tu urocze – dosyć wąskie, długie (jedna nazywa się np. „Szyja”), na każdym kroku knajpki.

jedna z uliczek

środa, 15 lipca 2015

Zapraszam na rejs po uśmiechniętym jeziorze

Które to jezioro? Zuryskie, oczywiście! Czytałam gdzieś, że ono podobno kształtem przypomina banan. A dla mnie wygląda jak uśmiech (no, może lekko skrzywiony, ale jednak...). Oczywiście, jeśli patrzymy na mapę i dołączymy do niego Obersee, z którym i tak jest połączone.
Taki prawdziwy rejs odbywa się tak zwanym „wężykiem”, czyli statek wycieczkowy krąży od brzegu do brzegu – tu się zatrzyma, tam zacumuje, pasażerowie wsiadają, wysiadają, ruch jest. No i prostemu obserwatorowi może się wszystko wymieszać. W tej sytuacji proponuję rejs usystematyzowany – od jednego kącika ust, do przerwy w uśmiechu.
Startujemy więc w Zurychu, któremu jezioro zawdzięcza swą nazwę. Nabrzeże tu eleganckie i gwarne – flota w całej okazałości, pasażerowie, gapie i ptactwo wodne. W pobliżu eleganckie hotele, opera, ba, nawet darmowy wucecik. 

Ganimedes  na tarasie przy placu Bürkli z Jeziorem Zuryskim w tle

sobota, 11 lipca 2015

A może by tak wypocząć w St. Gallen?

Czemu nie? Jeśli pogoda sprzyja, można zrobić sobie mały spacer za miasto (raczej ponad miasto) i odwiedzić okolicę zwaną „Drei Weieren”. Może bym to przetłumaczyła jako „Trzy stawy”. Oczywiście stawów jest więcej, ale i tak udało mi się zobaczyć trzy, więc nie będziemy szukać nadmiernej dokładności.
Z poprzedniego wpisu możecie pamiętać rzekę, przy której założył swoją pustelnię święty Gaweł. Spływa ona z góry, na którą można wjechać kolejką, można też podejść ładną ścieżką spacerową.  

 dolna stacja kolejki 

czwartek, 9 lipca 2015

Święty Gaweł i jego spuścizna

Był prawdopodobnie z pochodzenia Irlandczykiem, żył na przełomie VI i VII wieku, był mnichem we Francji, a po wygnaniu z tego kraju i opuszczeniu swego nauczyciela Kolumbana działał na terenie dzisiejszej Szwajcarii. Ten wielce świątobliwy mąż odmówił nawet zostania biskupem i dożył swoich dni w pustelni. 

figura świętego na placu nazwanym jego imieniem

wtorek, 7 lipca 2015

Jeszcze o Lucernie

Skoro już się przeszło na prawy brzeg rzeki, wypada pomaszerować dalej.
Na początek mury obronne miasta.
Tuż przy rzece spotykamy pierwszą wieżę obronną – stoi sobie samotna, to tak zwany Nölliturm.

wieża Nölliturm

sobota, 4 lipca 2015

Lucerna – spacer nad rzeką

Przez miasto płynie rzeka Reuss, która przepływa przez Jezioro Czterech Kantonów i wpada do Aare. Kierując się planem miasta i zdrowym rozsądkiem postanowiłyśmy najpierw „ogarnąć” okolice przy rzece. No, nie było tego mało.
Idąc lewym brzegiem rzeki docieramy do najbardziej znanego mostu Lucerny – to  pochodzący z XIV wieku Kapellbrücke (Most Kaplicowy). Zostawiłyśmy go sobie na koniec zwiedzania, ale co tam chronologia – pokażę zgodnie z mapą. Ten most nie tylko uroczo wygląda, ale też oszałamiająco pachnie, bo zdobią go setki kwitnących petunii. 

 Most Kaplicowy  z widokiem na Alpy

sobota, 27 czerwca 2015

Krótki rejs po Jeziorze Czterech Kantonów

Co tu pisać? Patrzeć trzeba. Bo ten rejs to po prostu ciągłe patrzenie na wodę i jej okolice.
Wypływamy z Lucerny. Stateczek niewielki, bo i wycieczka krótka, żeby jeszcze starczyło czasu na zwiedzenie miasta po powrocie. Ludzie, jaki trudny orzech ma się ciągle do zgryzienia – wybierzesz jedno, na drugie ci nie starczy czasu albo pieniędzy, a doba nie jest z gumy. Portfel też, niestety, nie. 

spojrzenie z jednej przystani na drugą, a statek zaraz wystartuje

czwartek, 25 czerwca 2015

Mały spacerek po Zurychu i nie tylko


Zurych to miasto otwarte na nowoczesną sztukę. Dzisiaj pokażę kilka jej przykładów napotkanych podczas spaceru po mieście (dodam, że już mi zabrakło sił, żeby dowlec się do muzeum sztuki, tam to by dopiero było co oglądać).
Na Dworcu Głównym wita nas zawieszony pod stropem hali dworcowej „Anioł Stróż” ("L’Ange Protecteur"), dzieło francuskiej artystki Niki de Saint Phalle.

anioł z hali dworcowej