poniedziałek, 19 czerwca 2017

Niedzielna wędrówka przez Pasmo Masłowskie

Zaryzykowaliśmy. Było duże prawdopodobieństwo, że nie zdążymy na przesiadkę w Bodzentynie i z Masłowskiego nici. Ale trafiliśmy na skomunikowane busy – poczekał na nas! I podwiózł na miejsce startu u stóp Wymyślonej.
Zaczynamy wspinaczkę – ta łatwiutka, ale i tak zajmuje sporo czasu, bo widoki na okolice przyciągają wzrok i zachęcają do postoju.

 widok na Pasmo Klonowskie

niedziela, 18 czerwca 2017

Bema pamięci

W jednym z poprzednich wpisów wspomniałam o miejscu w Tarnowie nazywanym Burkiem. Cóż to takiego? I jaki ma związek z generałem Józefem Bemem?
Śpieszę z wyjaśnieniami. Ów „Burek” to niegdysiejsze Przedmieście Wielkie Tarnowa. Obecnie zaś duży plac targowy, jak zauważyłam – bardzo popularny i ruchliwy. Jego nazwa wywodzi się podobno od jego nawierzchni – bruku. To, rzecz jasna, nazwa nieoficjalna, choć powszechnie używana.
Oficjalnie plac nosi nazwę – plac Generała Józefa Bema. Dlaczego?
Z tej prostej przyczyny, że w jednym z domów przy tym placu 14 marca 1794 roku przyszedł na świat Zachariasz Józef Bem, syn Andrzeja Bema, adwokata Sądu Szlacheckiego i Agnieszki z Gołuchowskich. Chłopczyk miał ledwie dwa latka, gdy rodzina przeniosła się do Krakowa, pozostaje jednak tarnowianinem z urodzenia i miasto pielęgnuje pamięć o nim.
Na ścianie owego domu umieszczono w roku 1910 tablicę pamiątkową. Na pierwszy rzut oka trochę trudno ją zauważyć. Sprawdźcie na poniższym zdjęciu.


dom, w którym urodził się generał Bem (a raczej dom na miesjscu tamtego, historycznego)

czwartek, 15 czerwca 2017

Pójdziemy śladem cienia i szelestu*

Wybierzcie się z nami. Albo później powtórzcie naszą przechadzkę. Niekoniecznie taką samą, ale zajrzyjcie tam, gdzie my mieliśmy naszą „schadzkę spóźnioną” z Poetą i tymi, którzy o nim przypominają.

„…wraca po długiej rozłące –
(…) Wszystko – dawne,  niby na pewno…” **

Na początku TEN dom. Znamy go jako dom Sunderlandów. Stoi przy ruchliwej iłżeckiej ulicy. Na jego ścianie ta sama tablica pamiątkowa, co przed laty, a jednak inna – oczyszczona ze sztucznego kwiecia, które oplatało ją lata całe. Tu poeta spędzał wakacyjne miesiące, tu przeżywał wielką miłość. 

dom Sunderlandów (powstał w roku 1754 jako spichlerz, w kolejnym stuleciu mieściła się tu fabryka fajansu należąca do rodziny Sunderlandów, od 20. wieku to dom mieszkalny)

wtorek, 13 czerwca 2017

Spotkanie z Ciekawym Człowiekiem

Pamiętacie takie spotkania z lat szkolnych? Zwykle taki ktoś przychodził do klasy i opowiadał o swoim pasjonującym życiu, prezentował medale, zdjęcia.
Dziś jednak to my musimy się na takie spotkanie wybrać, bo nasz Ciekawy Człowiek nie żyje już od ponad 90 lat.
Urodził się 13 czerwca 1872 w Rudnikach koło Mościsk (dziś przypada 145 rocznica Jego urodzin), w młodości pracował jako nauczyciel, a w czasie służby wojskowej w Przemyślu poznał pannę Wandę Dzikowską, córkę tarnowskiego lekarza, która po niedługim czasie została jego żoną. Co ją w nim urzekło? Wysokie czoło? Sumiasty wąs? Gęste wijące się włosy? A może żywa inteligencja, poszukiwanie nowych rozwiązań? Pasja wynalazcy?
Nie nam o tym sądzić. Jedno jest pewne – Jan Szczepanik był nieprzeciętnym człowiekiem. Wynalazcą. 

popiersie autorstwa tarnowskiego rzeźbiarza Michała Poręby

Tarnowskie dworki

Na starym planie miasta, który znalazłam w przewodniku kolegi Eda, zaznaczono 3 dworki. I tyle. Nic o nich nie napisano. Trzeba więc poszukać, czy się zachowały.
No to szukamy.
Pierwszy dworek udało nam się zlokalizować przy ulicy Batorego. Jeszcze tam jest. Ale już ledwo zipie. To parterowy dziewiętnastowieczny dworek murowany, kiedyś zapewne ładnie położony w ogrodzie, no raczej ogródku. Teraz trudno do niego podejść, stoi całkowicie opuszczony, zarośnięty zdziczałymi krzewami. Kolumny wspierające ganek jeszcze stoją, wiec i ganek można zidentyfikować, ale stan elewacji opłakany.

ganek

niedziela, 11 czerwca 2017

Wszystko było źle zaznaczone



I nic się na to nie poradzi. Ale mapę i tak mieć należy, bo człowiek ufa. Niestety, czasem się zawiedzie. Tym razem mapa trochę nas wystawiła do wiatru.
Wyruszyliśmy z Boksyckiej na północny wschód. 

 kozibród wielki, a na nim owad, ktorego nie potrafię nazwać 

sobota, 10 czerwca 2017

Wielkimi Schodami w dół

Te schody to faktycznie schody, ale jednocześnie ulica. W dużej części w formie schodów, rzecz jasna. Wchodzimy na tę uliczkę z rynku (była tu niegdyś zapewne jakaś boczna furta, którą można było opuścić miasto ogrodzone murami miejskimi. Uliczka powstała zapewne po wyburzeniu owej furty, a pod koniec XIX wieku zbudowano na niej solidne kamienne schody. Dużo później, bo w roku 1936 na schodach pojawił się maszkaron, który mnie przypomina Sfinksa, ale jego „twarz” wzorowana jest na tarnowskich maszkaronach, zaś na rewersie, że tak powiem, umieszczono herb miasta.  

czwartek, 8 czerwca 2017

Krótki wypad nad morze

Wydawać by się mogło, że od nas nad morze to wielka wyprawa, a my na kilka godzin wyrwaliśmy się  z domu i już jesteśmy z powrotem. Jak to możliwe?
Trzeba wybrać nieodległe morze.
Jak się okazuje wystarczy pojechać do Radomia, potem mała przesiadka i już jesteśmy w Wieniawie, z której nad morze pieszo. Jedyna niedogodność, to asfalt, po którym wędrujemy. No i trochę aut się plącze. Ale za to mamy widoki na bezkresne mazowieckie pola, kapliczki, obłoki i wdychamy zapach młodych zbóż. 

kapliczka przy drodze do Bugaja

środa, 7 czerwca 2017

Pierwsze wrażenia z Tarnowa

Takie rzeczywiście pierwsze – szok. Kierowca autobusu wysadził nas gdzieś na przystanku na osiedlu zupełnie nieprzypominającym starego Tarnowa. Grupka spłoszonych pasażerów ledwo pozbierała bagaż i emocje, a tu już uczynni tarnowianie przystąpili do akcji. Każdy dowiedział się, czym może dotrzeć do wybranego przez siebie celu w mieście, gdzie kupić bilet (u kierowcy).
I jak wrażenia z miasta, w którym mieszkają tak mili ludzie, mogą być inne niż pozytywne?
Sympatyczny pan wskazał nie tylko dogodny autobus, ale też dopilnował, żebyśmy wysiedli na właściwym przystanku. I w ten sposób znaleźliśmy się na tarnowskim bruku. Efektowny ten bruk, historyczny, ale dla walizek na kółkach raczej trudny orzech do zgryzienia. Na szczęście w ścisłym centrum miasta odległości niewielkie i kółka wytrzymały.
Bez trudu wypatrzyłam kamieniczkę w Rynku, w której mieści się Tarnowskie Centrum Informacji. To moi gospodarze. Otrzymałam bowiem od TCI nagrodę pocieszenia związaną z moim udziałem w konkursie ogłoszonym jakiś czas temu na blogu „Ruszaj w Drogę”. Tam nie wygrałam, ale nagroda pocieszenia w postaci dwóch noclegów okazała się dla mnie wygraną w totolotka. 

Tarnowskie Centrum Informacji (Z okna mojego pokoiku gościnnego w nocy widać było gwiazdy!)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Dzień Młynów 2017

4 czerwca każdy chętny mógł zwiedzić młyn wodny w Jędrowie. Ten obiekt to nasz stary dobry znajomy, już wielokrotnie do niego zaglądaliśmy przy okazji różnych wycieczek. Mieliśmy okazję obserwować, jak się zmieniał od czasu, gdy jego właścicielami zostali państwo Orłowscy. 

 goście Dnia Młynów w Jędrowie (wśród nich "młynarz" - pan Paweł Orłowski)

niedziela, 4 czerwca 2017

Garść informacji o „Wiklinie”


Trudny i twardy będzie, poeto, twój urząd
Czuwania w śnie o brzasku,
A ślad twój tak nietrwały jak trop ptasich nóżąt
Na lotnym, wietrznym piasku.*

Dziś zaprezentuję jeszcze jeden skarżyski ślad Staffa – poetycki. To działalność tych, którzy biorą się za bary z owym „trudnym i twardym urzędem”’, tworzą poezję, dzielą się swoimi przemyśleniami z czytelnikami, dyskutują, wydają tomiki poetyckie.
Mam na myśli członków Grupy Literackiej „Wiklina”, która działa w Skarżysku od…
No właśnie, trudno stwierdzić, kiedy dokładnie zawiązała się ta grupa.
Jak to było?
Początkowo w Szkole Podstawowej nr 7 działało koło literackie prowadzone przez panią Bożenę Piastę, która  rozwijała talenty swoich uczniów. Wiersze młodych twórców znajdywały uznanie na licznych konkursach poetyckich. Opiekunka koła opisywała jego pracę i sukcesy w kronice. W pewnym momencie pojawiła się  nazwa Koło Prób Literackich "Wiklina" nawiązująca zarówno do owej rośliny porastającej brzegi Kamiennej, jak i do tytułu tomiku Staffa.

 strona tytułowa kroniki

piątek, 2 czerwca 2017

Staff inspiruje


Kiedy bywał w naszym mieście, pozostawał na uboczu, mieszkańcy nie narzucali mu się, a i Poeta wolał spokój i odosobnienie.
Gdy Go zabrakło, została pamięć i coś, co może ośmielę się nazwać poetyckim duchem. I on to właśnie nie pozwala niektórym patrzeć obojętnie na świat, wyzwala wrażliwość i zachęca do działania.
Przyjrzyjmy się tym działaniom.

Oto jeden z najstarszych konkursów recytatorskich w Polsce – Ogólnopolski Turniej Recytatorski im. Leopolda Staffa, który od 44 lat gromadzi w naszym mieście recytatorów z całego kraju. Nagrodą Główną turnieju jest, jakże by inaczej, Gałązka Wikliny.

laureat konkursu w roku 2016 z Gałązką Wikliny

środa, 31 maja 2017

60 lat temu odszedł Wielki Poeta


Leopold Staff zmarł 31 maja 1957 roku w swym Rekonwalescentopolu. Wezwany przez przyjaciela Poety, księdza Antoniego Boratyńskiego, znany skarżyski lekarz, doktor Lewandowski, stwierdził zgon o godzinie 9 45.


poniedziałek, 22 maja 2017

Wieczór w muzeum

Nadeszła kolejna Noc Muzeów, która powoduje, że nawet ci, którzy zwykle są zajęci, znajdują czas, aby zajrzeć do wybranego przez siebie muzeum. Czasem nawet kilku.
Ja znów wybieram się z koleżanką do Jagodnego, gdzie szeroko otwarte drzwi szkoły podstawowej zapraszają do tutejszego Muzeum Pamiątek Regionalnych. Tym razem nikt nie wie, co będzie w programie Nocy Muzeów w Jagodnem. To spotkanie miłośników niespodzianek.


piątek, 19 maja 2017

Nowe miejsca i stare kąty

Przyjrzałam się dokładnie mapie i znalazłam miejsce, którego na blogu jeszcze nie było. To niewielka wioska w pobliżu Wiernej Rzeki – Młynki. Łatwo tam dotrzeć (asfalt), a na końcu wsi należy skręcić miedzy domami w lewo i jesteśmy przy ruinach murowanego młyna. Znany jest jako młyn Gorajów, którzy byli jego ostatnimi właścicielami. W czasie wojny pomagali partyzantom, ukrywali ich, zaopatrywali w żywność. Ktoś doniósł Niemcom i żandarmi z Łopuszna i Kielc otoczyli młyn w nocy 21 czerwca 1943 roku, ograbili go, a mieszkańców rozstrzelali na pobliskiej łączce. Historia jest dobrze znana, bo jednemu z domowników, Stanisławowi Kotowi, udało się uciec. Został ranny, ale się uratował. Niemcy młyn spalili, a po wojnie na miejscu śmierci Gorajów postawiono pomniczek, który niedawno został odnowiony. Stoi sobie samotnie wśród traw, ale jest pamiętany. 

środa, 17 maja 2017

To nie te Bieszczady

To było moje kolejne spotkanie z Bieszczadami po blisko dwudziestoletniej przerwie. W te cztery dni, kiedy wędrowaliśmy po Bieszczadach, często padało zdanie „To nie te Bieszczady…” Czyli jakie? Nie te, sprzed 50, 40 lat. 

widok na Połoninę Wetlińską i Smerek od Chatki Puchatka - lata osiemdziesiąte

wtorek, 16 maja 2017

I znów kamieniołomy

Najpierw miał być jeden, potem pomyślałam, żeby dodać jeszcze jeden w pobliżu, bo tam już dawno nie zaglądaliśmy. I na blogu nie był pokazywany. A między nimi dwoma przyplątał się jeszcze trzeci.
Ale konkretnie – od listopada mamy zaległość w postaci rezerwatu Ślichowice, do którego nie dotarliśmy z powodu deszczu (tu link). Teraz kursuje bardzo dogodny pociąg, którym można dojechać prawie pod sam rezerwat, jest więc nareszcie okazja, żeby „zaliczyć” Ślichowice. Ale głupio tak – prosto z pociągu do rezerwatu. Wypada zorganizować małą rozgrzewkę.
Wysiadamy więc na stacyjce w Górkach Szczukowskich i maszerujemy do kamieniołomu Szczukowskie Górki (nie wiem skąd taki galimatias z nazwami, ale mapa tak właśnie pokazuje, a i na stronie internetowej kopalni występują obie nazwy). Jakie wrażenia? Kamieniołom częściowo oświetlony słońcem, częściowo w cieniu. Widać, że czynny.  Zaglądamy z góry ostrożnie. 

 kamieniołom Szczukowskie Górki 

niedziela, 14 maja 2017

Pooooooooooooooszli!


Wystartowali razem – Janek i Staszek, ale właściwie od początku szli oddzielnie. Każdy we własnym tempie. Janek robił przecież zdjęcia, stąd jego tempo marszu nieco wolniejsze.
Dokonali rzeczy dla mnie nieosiągalnej – przeszli liczącą 50 kilometrów trasę Skarżyskiego Maratonu Pieszego „Nad Kamienną”. 

 znaczek okolicznościowy maratonu

piątek, 12 maja 2017

Wszyscy na pokład, czyli wyprawa na Połoninę Wetlińską

Ledwie kilka miesięcy temu towarzyszyłam wirtualnie Kasi i Kamilowi z bloga „Magurskie Wyprawy” w ich wędrówce po zasypanej śniegiem Połoninie Wetlińskiej (tu link do relacji). Wtedy nawet nie przypuszczałam, że i ja się  tam wkrótce wybiorę. Koniecznie zajrzyjcie do tamtej relacji, żeby poczuć różnicę.


Jak było na naszej wyprawie?
Zerwaliśmy się bladym świtem 1 maja, żeby zdążyć przyjechać do Wetliny zanim zacznie się duży ruch turystyczny. Do pewnego stopnia nam się to udało – znaleźliśmy miejsce na parkingu, ale na ulicach widzieliśmy coraz liczniejsze grupki turystów zmierzających w różne strony.
Nasze podejście zaplanowaliśmy żółtym szlakiem od Wetliny ku Przełęczy Orłowicza. Już na starcie zderzyliśmy się z grupą, która wysiadła z autokaru. Jej członkowie towarzyszyli nam na podejściu w kierunku lasu.
Nie było jakoś specjalnie trudno iść, ale tego dnia akurat zrobiło się nadspodziewanie ciepło. W efekcie większość rzeczy do ubrania musiałam targać w plecaku. Kto by się tam tym przejmował! Widoki na okolice rekompensowały wysiłek.

aż się wierzyć nie chce, że niedługo tam się wdrapiemy 

środa, 10 maja 2017

W poszukiwaniu suchych dróg

Gdzie turysta świętokrzyski wyrusza z taką misją? Tam, gdzie lasy suche, a na mapie żadnych poziomych kresek oznaczających bagna. I nie jest ważne, że był już setki razy w takiej misji. W tym samym miejscu, rzecz jasna. Czy tym razem się zawiedzie? Oto mała podpowiedź:

im dalej, tym lepiej

wtorek, 9 maja 2017

Zaskakujący Żuków

Koledzy wypatrzyli to pasmo na mapie Bieszczadów i zapragnęli je poznać bliżej. Uważne obejrzenie mapy wskazywało, że pasmo nie powinno sprawiać szczególnych trudności, bo wystarczy na nie wejść, a potem to już się idzie i idzie grzbietem jak po stole. Ale to przecież Bieszczady – a nie będzie tam błota?
I tu się panom przypomniało, że kiedyś pokonywali fragment tego pasma i błoto napotkali porządne.
W tej sytuacji uradzono, że przejdziemy tylko część pasma, a później skorzystamy z niebieskiego szlaku, który je przecina i zejdziemy do Teleśnicy. Jedynie najmłodszy uczestnik wyprawy postanowił zmierzyć się z błotem i przejść całą centralną część pasma aż do miejscowości Żłobek.
Podjechaliśmy więc zgodnie z planem do parkingu leśnego na południe od Ustjanowej Dolnej i rozpoczęli nasze spotkanie z Żukowem.
Od razu nas zaskoczył – zamiast błota rozłożył przed nami solidną drogę, tak zwany koszmarny sen piechura, czyli asfalt. Cóż było robić? Pomaszerowaliśmy asfaltem. To znaczy, mnie się wydaje, że to asfalt - kolega Ed jest zdania, że to jednak utwardzona droga. Niech i tak będzie - stopy nie lubią i takiej.

 zamiast błota ...

niedziela, 7 maja 2017

W majowym lesie po deszczu


To miejsce i czas akcji naszej niedzielnej wycieczki. Wybrane ze względów czysto praktycznych i w nadziei, że jednak rzeczywiście będzie po deszczu, a nie w czasie. Na starcie Irena solennie obiecała, że za pół godziny przestanie padać. I przestało. 

początek wędrówki jeszcze pod parasolkami

sobota, 6 maja 2017

Co jeszcze w pobliżu Wołkowyi?

Sprawdzamy na mapie, co ciekawego jest do obejrzenia. I okazuje się, że niestety sporo. A czasu niewiele, więc wybieramy to, co niedaleko.
Skoro już idziemy na północny wschód od Wołkowyi, to decydujemy się przejść szlakiem rowerowym do Bereźnicy Wyżnej. Szlak rozjeżdżony, w tej sytuacji wolimy przejść skrajem lasu i łąką. Mamy z niej widok na wieś i od razu wiemy, że trafiliśmy dobrze. 

 okolice Bereźnicy Wyżnej 

czwartek, 4 maja 2017

Majówka w Wołkowyi

Wszystko wskazywało na to, że będzie słabo.  Cały tydzień lało, było zimno. Nawet się nie chciało wyjść z domu. A tu gospodyni z Wołkowyi zapewnia przez telefon, że tam cieplutko i bez deszczu. Co do prognoz pogody na ten okres, to wszyscy wiedzą – nie ma im co wierzyć, bo meteorolodzy robią się nagle nadzwyczaj oględni.
I tak poinformowani ruszamy w drogę – cały czas leje albo pada. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że i tam zaczęło padać. Ale rano zaświtała iskierka nadziei – oto jaki widok miałam z okna.

 mój pierwszy bieszczadzki poranek

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wycieczka zmienną jest

Jak pogoda. Kiedy piszę ten tekst, za oknem świeci ostre słonce, a wszystkie portale pogodowe mówią, że właśnie u nas pada.
Taka oto dezinformacja meteorologiczna spowodowała, że zrezygnowałam z trasy planowanej na niedzielę i wybrałam tak zwany wariant bezpieczny – jedziemy pociągiem do Łącznej i wracamy do domu blisko szosy. W razie czego będzie łatwy odwrót.
A jak było? Jak w tytule i w pogodzie – ciągłe zmiany. 
Już na początku kolega Ed zaczął domagać się odejścia od planowanej drogi i przejścia w kierunku pól. Skoro właściwie żadnej planowanej drogi i tak nie było, to się poszło w kierunku pól. Połaziliśmy tu i tam bez większego entuzjazmu, ale też i bez problemów – tu jakieś nowe ścieżki, tam widoki. 

polna droga (ta prowadzi do Krzyżki)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Co tu jest do zwiedzania?

… zapytała jedna z pasażerek busa, z którego wysiadaliśmy we wsi Szałas.
Może nowych dla nas miejsc niewiele, bo niedawno byliśmy w tej okolicy (tu link). Teraz jednak postanowiłam znaleźć choćby jedno takie, gdzie jeszcze nie zaglądaliśmy. Zainspirowała mnie dyskusja pod poprzednim postem. Czyli znów ruszamy na „szlak Hubala”.
Zaczynamy wędrówkę w Szałasie. Okazuje się, że we wsi jeszcze trochę zimy, wiatr ostro wieje, ale słońce lekko świeci. 

jeden z dopływów Krasnej w Szałasie 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Spokojna wycieczka na niepogodę

Taka, żeby nie za długa i z możliwością skrócenia trasy w razie deszczu. No i raczej w kierunku domu.
Pojechaliśmy więc busem do Rzucowa, z którego zaczęliśmy naszą terasę na południowy wschód. Od naszej poprzedniej bytności w tym miejscu minęło trochę czasu (tu relacja ze stycznia 2013, a tu z marca) i chcieliśmy sprawdzić, co się zmieniło.
Otóż, modrzewiowy dworek jest teraz tak porządnie ogrodzony, że przeciętny turysta nie wejdzie do otaczającego go parku, ani nie obejrzy pobliskiego stawu. Ale turysta sam sobie winny, bo można się umówić z właścicielami na zwiedzanie, o czym nie wiedziałam, następnym razem radzę skorzystać ze strony dworu (tu link) i się umówić – ja tak zrobię. 

dziewiętnastowieczny modrzewiowy dwór w Rzucowie

czwartek, 6 kwietnia 2017

Wokół Miedzianki

Tym razem Miedzianka była tylko pretekstem. Kolega Ed miał wobec nas inne, dużo poważniejsze zamiary. Ale na razie ich nie zdradzał.
Pojechaliśmy pociągiem do stacji Wierna Rzeka, gdzie zaczyna się szlak żółty przez Miedziankę w stronę Chęcin. Nie przejęliśmy się nim jakoś specjalnie mocno, bo szef pociągnął nas nad rzekę – TĘ rzekę – Wierną.

stacyjka dla miłośników literatury

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Od dębu do dębu

Pewnego dnia poczułam tęsknotę za dobrym starym znajomym – Maćkiem, który jest wiekowym dębem, pomnikiem przyrody. Nie jest to łatwa znajomość, bo Maciek żyje samotnie i trudno do niego trafić, o czym się parę razy przekonaliśmy. Ostatnio zajrzeliśmy do niego jesienią 2014 roku (tu link). 

Maciek i ja dawnymi laty

czwartek, 30 marca 2017

Gdy luz i zapał masz, mój synu, zdobędziesz łatwo każdy cel*

To nigdy nie była nasza maksyma. Ale czasem się przydaje. Na przykład w takim dniu, kiedy zapowiadają deszcz, a ty wiesz, że deszczu nie będzie, ale się obawiasz, że może jednak …
Staszek i ja z zapałem i na pełnym luzie w pięć minut wymyśliliśmy wycieczkę na środę. To znaczy, wiedzieliśmy gdzie pojedziemy. A potem się zobaczy.
Zamierzaliśmy pojechać do Starachowic. Nie uwierzycie, ale mało brakowało, a byśmy tam nie dojechali. Dlaczego? Bo siedzieliśmy w pociągu, który miał jechać w tym kierunku, ale godzinę później, co nikomu z luzaków do głowy nie przyszło. Dopiero pojawienie się na peronie naszego pociągu wzbudziło lekkie zaniepokojenie i jednak zebraliśmy klamoty i się przesiedli. Cud, że zdążyliśmy. 
Potem było równie optymistycznie. Szlak w Starachowicach się znalazł (czerwony) i nim poszliśmy w kierunku lasu. 

niewielki staw na skraju Starachowic 

poniedziałek, 27 marca 2017

Nie lubię zmiany czasu

Zwłaszcza na letni.
Rano budzę się nieprzytomna, siłą woli wychodzę z domu i bez udziału świadomości ląduję na przystanku busa. W busie marznę, bo jestem niewyspana, wszystko wokół widzę na szaro. Zresztą, takie właśnie jest.
Nawet mi się nie chce wywlec z plecaka aparatu fotograficznego. Bo i po co? Przecież wokół brzydko i nudno.

pochmurny poranek w okolicy Zagórza 

poniedziałek, 20 marca 2017

Czułość i nie tylko

Do Kielc wybrałam się na spotkanie z Anną Seniuk w Kieleckim Centrum Kultury. Relacji foto z tego sympatycznego i pełnego humoru wydarzenia nie będzie – pani Anna okazała się osobą pełną werwy i na wszystkich zdjęciach jest zamazana. W tej sytuacji proponuję zdjęcie modela, który od roku 2001 stoi spokojnie na tym samym miejscu. Zawsze przechodzę obok niego z sympatią, szczególnie, gdy co roku pod koniec września muzycy i słuchacze wysyłają do niego „muzyczne listy”. Innymi słowy – kielecki festiwal jazzowy „Memorial to Miles” jest jedną z moich ulubionych imprez. 

pomnik odsłonięty w 10. rocznicę śmierci Milesa Daviesa (autorem jest Grzegorz Łagowski)

sobota, 18 marca 2017

Ostrowiec dla wytrwałych


Pamiętacie? Wyruszyliśmy z Boksyckiej przez Świrnę. Maszerujemy teraz ulicą Świętokrzyską w Ostrowcu. Wypatrujemy murowanego dworu. Jest! 

zbudowany na niewielkim wzniesieniu dziewiętnastowieczny dworek

czwartek, 16 marca 2017

Szkiełko i oko

Wyobraźcie sobie, że gdzieś w polu zimą gubicie szkło progresywne z waszych ulubionych okularów (to była ta wycieczka). Szukacie go, szukacie. I nic. Pora do optyka zamówić nowe szkło lub nowe okulary.
Tak robi większość, ale są tacy, co się przyczają, odczekają aż śnieg stopnieje i wrócą na to pole. Nie wierzycie? A jednak…
Oficjalnie to się nazywa „pokażemy Eli nasze ulubione wąwozy w Chmielowie”. I faktycznie – pokazujemy.
Maszerujemy znów z Boksyckiej przez Chmielów. Zaglądamy nad Kamienną, potem oprowadzamy koleżankę po wąwozie Biała Droga. 

Chmielów - Kamienna na przedwiośniu

poniedziałek, 13 marca 2017

Czy gagaty to duże gagatki?

Okaże się później.
W niedzielę grupa gagatków wyruszyła z Ciechostowic na północny zachód. Co w tym dziwnego? Niby nic, ale zwykle wędrujemy akurat odwrotnie – do Ciechostowic. Przywiózł nas opóźniony bus do tej miejscowości, który jeździ według rozkładu znanego tylko wtajemniczonym, moje zszargane tym opóźnieniem nerwy ukoiła dopiero cisza leśna i porządna droga, którą szliśmy. 

z Ciechostowic w stronę szlaku zielonego 

czwartek, 9 marca 2017

Tam, gdzie niebieskie krzyże i stare cmentarze


Czyli gdzie? Na północny wschód od Wierzbicy.
Tytułowe krzyże i cmentarze to nie wszystko, co spotkaliśmy po drodze, ale najbardziej utkwiły mi w pamięci.

 samotny krzyż gdzieś wśród pol za Zalesicami

poniedziałek, 6 marca 2017

Bardzo lubimy okolice Bodzentyna

Stąd też częste wycieczki, które nigdy nam się nie nudzą.
Tak czy inaczej, konia z rzędem temu, kto policzy, ile razy zdobywał Miejską Górę. Ja nie jestem w stanie podjąć tego wyzwania. 

i znów nieustraszeni turyści ruszają na spotkanie z Górą Miejską 

piątek, 3 marca 2017

Na starych śmieciach

Śmieci tak stare i tak często odwiedzane, że miłośników nowości proszę o zaprzestania dalszej lektury tego wpisu.

borówka brusznica - hibernatus obudzony ze snu zimowego

środa, 1 marca 2017

Precyzja i piękno


To moim zdaniem najkrótsza recenzja wystawy w kieleckim Muzeum Dialogu Kultur. Tym razem Muzeum daje nam możliwość dialogu z kulturą ormiańską prezentowaną na wystawie „Warsztat ormiański – kunszt detalu”.

Muzeum Dialogu Kultur

poniedziałek, 27 lutego 2017

Żaden kamieniołom się przed nami nie ukryje

Zwłaszcza przed kolegą Edwardem. Wypatrzył jeden niedawno na mapie i dał mi na niego zlecenie. Miałam go odszukać w terenie. Cóż było robić, przyjęłam robotę.
Żeby wycieczka nie była za krótka, wyruszyliśmy w sporej odległości od celu wyprawy. Maszerowaliśmy z Grzybowej Góry ogólnie rzecz biorąc na północ. I był to marsz na rozruszanie, bo miejsca znane, często odwiedzane. Na wietrzny poranek w sam raz, bo w lesie przyjemnie i ciepło.

poletka wśród ugorów

poniedziałek, 20 lutego 2017

O tym, jak udało nam się znaleźć kamieniołom w Gostkowie

Nie można powiedzieć, że jakoś nadmiernie często zaglądamy do Gostkowa. Czemu się nawet nie dziwię, bo do tej pory nie wiedzieliśmy, że jest tam taki ciekawy kamieniołom. Na mapie turystycznej Gór Świętokrzyskich jest wprawdzie zaznaczona w tej okolicy wychodnia skalna, ale… Szkoda gadać, źle jest zaznaczona.
Wyruszamy więc w niedzielę na poszukiwanie owego kamieniołomu. Dla uatrakcyjnienie trasy startujemy w Gilowie, z którego prowadzi w kierunku Gostkowa szlak konny. Dróżka leśna niebrzydka, ale śnieg na niej rozmiękły, ciężko się idzie. Jakoś brniemy. Nikt nie narzeka.
W Gostkowie przechodzimy na nawigację z pomocą mapy, której fragment otrzymałam od kolegi Andrzeja Staśkowiaka. Ta mapa przynajmniej wskazuje miejsce, gdzie ten kamieniołom się znajduje – znak szczególny – linia wysokiego napięcia.
No to trzymamy się tej wskazówki i przedzieramy się przez teren, który niegdyś był polem, a teraz to zarośnięty drzewkami ugór. Buty lekko łapią wilgoć, ale my twardo idziemy na południowy wschód. 

krzaki łapią, brudzą, a my twardo do przodu 

niedziela, 19 lutego 2017

O kryształach dla każdego

Tak, proszę państwa, kryształowa cukiernica nie jest kryształem, ale już wsypany do niej cukier – i owszem. Piasek i śnieg też. A ileż fascynujących kryształów spotkamy w salonie jubilerskim! Nie wszystkie będą dostępne dla naszej kieszeni, ale popatrzeć na jakiś najdroższy na świecie jadeit – czemu nie? No i czy nasze ulubione elektroniczne cacuszka byłyby tym, czym są, bez kryształów? Pewnie wcale by ich nie było. 


środa, 15 lutego 2017

Wycieczka niezbyt atrakcyjna, ale przyjemna

Pogoda we środę zachęcała do wyjścia z domu, więc wybraliśmy się na niedługi spacer – 16,4 kilometra nam wyszło.
Na trasę wystartowaliśmy w Występie, gdzie się bardzo ładnie rozgrzaliśmy podchodząc pod górę. I właściwie przez cały czas było nam ciepło, bo temperatura powietrza z biegiem czasu się podnosiła. 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Skałki na zimowo

Dlaczego tak? Bo zima przecież. To i skałki się trochę przyodziały, żeby wyglądać stosownie.
Lekki zawód sprawiła pogoda, bo podobno miały być przebłyski słońca. No i były, jak już na stacji czekaliśmy na pociąg. Dlatego też skałki w odcieniach szarości przeważnie.
Gdzie te skałki? Na trasie z Brodów Iłżeckich do tychże Brodów – pętelka taka.
Do pierwszych skałek idziemy ulicą Szkolną, a potem Podgórską w Brodach. Ta druga, jak sama nazwa wskazuje przebiega u podnóża sporego wzniesienia o raczej stromych zboczach. Panowie postanowili mimo wszystko się na nie wdrapać. Na szczęście udało im się też zejść, co już nie jest takie łatwe, ale jednak wykonalne.
Tu spotykamy wychodnie skalne, nieczynny kamieniołom zamieniony przez nieznanych sprawców w dół z telewizorami i przyjemne ścieżki.

wychodnia skalna kamieniołomu w górnej części wzgórza

niedziela, 5 lutego 2017

Śladami powstania styczniowego


W naszym rejonie uroczyście wspomina się rocznice powstania styczniowego. Uroczystości trwają 3 dni i odbywają się kolejno w kilku miejscowościach.
Wiem, że jesteśmy już mocno spóźnieni z relacją, wszystkie media pokazały z najdrobniejszymi szczegółami całe uroczystości. Trudno.
Ale ja dopiero teraz otrzymałam przesyłkę ze zdjęciami naszego kolegi – Mieczysława, który uczestniczył w tegorocznych obchodach. 

Wszystko zaczęło się 21 stycznia na rynku w Szydłowcu.

piątek, 3 lutego 2017

Sfinks, Holender i wędrówka

I gdzież to, proszę państwa, byliśmy? W Egipcie? Holandii? W Krainie Czarów?
Co się będę rozdrabniać, poczytajcie i obejrzyjcie – samo się wyjaśni.
Przypominam – skończyliśmy oglądać zabytki Szewny, więc skąd tu teraz Sfinks? Kiedy podadzą wielbłądy?
Otóż, nie czekamy na karawanę – ruszamy pieszo na południe. Kierunek - Sfinks!

przydrożna figurka w Szewnie

czwartek, 2 lutego 2017

Częstocice i Szewna, czyli warto zajrzeć do Ostrowca

Wysiadamy z naszego ulubionego pociągu w Ostrowcu Świętokrzyskim. I tym razem nie spotykamy Kamiennej na starcie. Możemy jednak poznać parę ciekawostek z historii miasta.
W pobliżu dworca kolejowego przechodzimy obok miejsca straceń z roku 1943. Potem zaglądamy nad zamarznięty staw przemysłowy.

miejsce pamięci przy ostrowieckim dworcu kolejowym (szkoda tylko, że orzeł nadal bez korony)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wąwozy i pola

Znów pomknęliśmy pociągiem na spotkanie z przygodą.
Tym razem podróż trwała dosyć długo, bo dojechaliśmy prawie do Ostrowca.
Naszym celem była stacja Boksycka, z której pomaszerowaliśmy do Chmielowa. Ciekawa to wieś, ten Chmielów, ale wiadomości o  niej i jej atrakcjach ze świecą szukać. 

 Kamienna w Chmielowie

sobota, 28 stycznia 2017

Śnieg rządzi!

Wydawać by się mogło, że zima w tym roku niespecjalnie dużo śniegu nam rzuciła. A i z tej dostawy ostały się resztki, nie ma o czym mówić. Ja jednak powiem kilka słów na temat tegorocznego śniegu. 

 oto on - nasz bohater

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Okrężną drogą do celu

Ten cel postawiłam sobie, gdy tylko dowiedziałam się, że można do niego dojechać pociągiem o ludzkiej porze, a nie, jak dawniej, o 6 18.
Oczywiście można się tam dostać autem, które parkuje się w pobliżu.
Ale przecież wiecie, o co chodzi z gonieniem królika.
Tak więc najpierw zaczynamy gonić naszego „króliczka”. Wyruszamy ze stacji Staw Kunowski w kierunku szlaku rowerowego. Szlak prowadzi mostkiem nad Kamienną, a potem zmierza prosto jak strzelił do naszego celu.

Kamienna widziana z kładki w Stawie Kunowskim