poniedziałek, 16 października 2017

Kilka jesiennych obrazków

Tyle. 
Aż tyle. 
I tylko tyle.
W niedzielę dwaj koledzy wędrowali jesiennymi ścieżkami. Otrzymałam zdjęcia, którymi się dzielę z czytelnikami.  

Pasmo Zgórskie - na ścieżce dydaktycznej

sobota, 14 października 2017

O tym, jak zaszaleliśmy za sto koron (czeskich)

I jeszcze parę drobniaków reszty nam zostało.
Taką oto bajońską sumę przywiózł ze sobą do Cieszyna kolega Ed (zostało mu z poprzednich wyjazdów). Trzeba było to sensownie przepuścić.
W tym celu wybraliśmy się bladym świtem na dworzec kolejowy w Czeskim Cieszynie i nabyli bilety do stacji Vendryne (po polsku Wędrynia). Na powrót już przybrakło. Musieliśmy więc dotrzeć do Polski pieszo.

czwartek, 12 października 2017

Sercem malowane

Nie tak dawno temu, bo w lipcu, spotkaliśmy na trasie naszej wędrówki uczestniczki pleneru malarskiego w Mostkach prowadzonego przez panią doktor Aleksandrę Potocką-Kuc (tu link, żeby sobie przypomnieć). Wtedy na sztalugach znajdował się ten obraz:

jeszcze powstaje

środa, 11 października 2017

U Lariszów dla mej lubej rwałbym kwiaty w ich ogrodzie*

Ten fragment „Cieszyńskiej” przyczepił się do mnie podczas niedzielnej wędrówki zielonym szlakiem rowerowym na północ od Cieszyna. Dlaczego? Wyjaśnię w stosownym czasie.
Zanim dotarliśmy do wspomnianego szlaku, trzeba było przejść od głównej szosy Katowice – Cieszyn na zachód. Po drodze, jak to po drodze – trochę widoków, jakieś zabudowania, lasek. Ale natknęliśmy się na dwa zaskakujące miejsca. Pierwsze to pastwisko, na którym krów pilnował najdziwniejszy pastuszek świata. I miał posłuch niesamowity. W razie problemów dziobał krowę w tylną nogę i po sprawie. Nie wierzycie? Zobaczcie.

na pastwisku

poniedziałek, 9 października 2017

Niedziela nad zalewem

I cóż, że jesień? Czy to wyklucza korzystanie z uroków takiej okolicy? Nic podobnego. Żywym dowodem na to są cichutko przycupnięci nad wodą wędkarze.  Prawdopodobnie będzie padać, ale im to nie przeszkadza. Nam też.

szare niebo nad szarą Kamienną zmierzająca do zalewu w Brodach

niedziela, 8 października 2017

Kilka widoczków z beskidzkiej trasy


Po deszczowym dniu następny przyszedł ze słońcem i upałem. W tej sytuacji chronimy się w beskidzkim lesie, żeby przejść po górach, ale się nie dać wykończyć. Oba cele osiągnięte.
Startujemy na przełęczy Kubalonka i ruszamy czerwonym szlakiem w stronę przełęczy Łączecko, a potem zmieniamy szlak i kierujemy się  do Wisły. No nie jest to długa trasa, ani tym bardziej męcząca. Ale ma to, co w Beskidzie Śląskim lubię najbardziej:

1.  Urocze dróżki wśród drzew albo wysokich traw. Dobrze jeszcze, kiedy trzeba przechodzić po korzeniach drzew. Sama radość. 

piątek, 6 października 2017

Obchodzimy Ochodzitę

Nie siedzą na niej już wprawdzie zbójcy, ale pogoda jest średnia, widoków się nie spodziewamy, więc robimy obejście tej góry różnymi ścieżkami. Ze wskazaniem na pokryte nawet asfaltem. Byle nie trawa, bo przez cały dzień pada. 

 widok na Ochodzitę z niebieskiego szlaku tuż za Koniakowem 

środa, 4 października 2017

O tym, jak Skarbowa Góra pełniła obowiązki Łysicy

Tydzień temu po zejściu z Łysogór podjęliśmy decyzję o powrocie w te okolice za tydzień. Tym razem zaplanowaliśmy wspólnie wejście na Łysicę. 
No i pogoda się popsuła. Telewizor zapowiedział na środę możliwość niewielkich opadów. Internet był tak ogłupiały, że co portal to inna prognoza. W tej sytuacji sięgnęłam po zastępstwo wymienione w tytule.
Jest ranek, deszczu brak. Wyruszamy autobusem miejskim nad skarżyski zalew Bernatka. Jego okolica ma się podobno niedługo zmienić, więc pamiątkowe foto stanu obecnego i w drogę!

zalew Bernatka na rzece o tej samej nazwie

poniedziałek, 2 października 2017

Więcej takich niedziel!

Pogoda nareszcie dopisała. Od rana było słonecznie, choć z okna busa widać było poranne mgły snujące się nad wodą, ale zanim dojechaliśmy na miejsce startu, już się rozpłynęły. Może trochę szkoda – malownicze były.
Chcieliśmy, żeby wycieczka była niedługa i blisko domu – chodziło o wczesny powrót. Postawiliśmy więc na dobrze znaną trasę z Krzyżki do Rejowa. 

Kamionka w okolicach Krzyżki 

czwartek, 28 września 2017

Tradycji stało się zadość – wracamy na Święty Krzyż

Ostatnio staramy się być przynajmniej raz w roku w tym miejscu. Bywały lata, że nie mieliśmy jak się tam dostać (problemy z dojazdem), ale się rozpracowało połączenia i radzimy sobie.
Tym razem ulegliśmy czarowi kierowcy busa z Kielc do Rudek, który nas formalnie zaciągnął do siebie, a potem z fasonem dostarczył na rynek w Nowej Słupi.   
Wysiedliśmy. Pogoda jak drut. Trochę się ponarzekało, że niebo zbyt niebieskie i chmurek malowniczych brakuje, ale mimo wszystko ruszyliśmy na zaplanowaną trasę. 

tegoroczny wrzesień nie przyzwyczaił nas do takiego nieba

poniedziałek, 25 września 2017

No i przestało padać

Z tym, że nie od razu. Deszcz nas testował. Rano lekko mżyło. No to my nic. Pojechaliśmy do Kunowa. A tam jak nie lunie! Nie, żeby ulewa, ale mocny deszczyk. Na szczęście było dosyć ciepło, to się poszło na trasę.
Szliśmy w tym deszczu, zdjęć się nie robiło, spokojny spacer.
Wędrowaliśmy niebieskim szlakiem do Nietuliska. I pojawiła się myśl, że świetnie tak iść w deszczu asfaltem. Przynajmniej nam nogi nie przemakają. Tacy z nas optymiści.
W okolicy Nietuliska deszcz niespodziewanie ustał. I już nie wrócił. Szarość pozostała, co widać na zdjęciach.

taka biedna ta matka Boska, że aż serce boli

sobota, 23 września 2017

Czerwcowe popołudnie w Krośnie

Do Krosna wybraliśmy się w dniu zakończenia roku szkolnego. Pogoda była bardzo zmienne – czasem słońce, czasem deszcz. I mnóstwo odświętnie wystrojonej młodzieży. Zwłaszcza na rynku.
Pierwsza rzecz, jaka mnie zadziwia, to fakt, że ja przecież byłam w Krośnie tak pi razy drzwi 40 lat temu, ale to chyba jednak nie w tym Krośnie. Pamiętam jakieś nieduże, zwyczajne miasto. Wniosek – albo moja pamięć nietęga, albo miasto tak wypiękniało.
No to rzućmy okiem na rynek. Duży, elegancki z ciekawymi kamienicami. Prawdziwy raj dla miłośników kawiarenek pod parasolami i spacerów podcieniami, kiedy pada deszcz. 

czwartek, 21 września 2017

Ojciec Klary kupił ze wsią zamek stary …*

Zamek jest tak stary, że bez problemu się domyślimy jego budowy w czasach Kazimierza Wielkiego. Był własnością królewską do czasu, gdy król Władysław Jagiełło podarował go mężnemu rycerzowi – Klemensowi z Moskorzewa.
Ów zamek został rozbudowany w piętnastym wieku przez potomków Klemensa. I tak mamy zamek górny (starszy) i dolny (późniejszy).

zamek Kamieniec - łatwo rozróżnić górny i dolny zamek, a i wieś też trochę wchodzi w kadr 

wtorek, 19 września 2017

Prządki – skałki owiane legendą

Legend jest kilka, niektóre się wykluczają, inne różnią się niewielkimi szczegółami. Ogólnie rzecz biorąc najczęściej pojawia się w nich motyw panien zawzięcie przędących mimo dnia świątecznego (czy to niedziela czy Wielkanoc, różnie powiadają). Oczywiście w tle jest przystojny i zamożny młodzian. 

twarz Prządki-Baby

poniedziałek, 18 września 2017

Pada? A, niech pada…

Pod tym skromnym hasłem przebiegała nasza niedzielna miniwycieczka.
Było jasne, że zanosi się na deszczową niedzielę. Mieliśmy jednak ochotę wyjść z domu. Logika podpowiada w takiej sytuacji trasę niedługą i prowadzącą do domu.
Wysiadamy z pociągu w Marcinkowie i ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Pleśniówki. Od razu zaczyna lekko mżyć, wyciągamy osłony przeciwdeszczowe i maszerujemy dalej.

Kamienna w Marcinkowie - już lekko mży

czwartek, 14 września 2017

Ledwo się wycieczka zaczęła, a tu już koniec


Od dłuższego czasu chciałam sobie połazić po górach. Nawet nie, żeby specjalnie wysokich, ale tak, żeby były. No i kolega Ed wymyślił wycieczkę, która teoretycznie pasowała.
Tylko ramy czasowe dziwne były. Nawet bardzo. Wyjechaliśmy busem po dziewiątej. To już taki poziom ekstrawagancji, że aż dziw. Myśleliśmy – późno wyjedziemy, późno wrócimy. Ale nie – się przebiegło trasę i powrót wczesny był.
Początek wycieczki w Kostomłotach w pobliżu grafitowego hotelu (dojazd – ponad godzinę). A tam świetna, choć lekko pokryta rosą droga leśna. Chłodno było, więc ruszyliśmy szybkim krokiem przed siebie. Udało mi się kątem oka zauważyć kilku grzybiarzy. Koledzy odnotowali grzyby (trafiły do torebek).

doskonała droga - nieprawdaż?

środa, 13 września 2017

Bóbrka kobiecym okiem

Chyba dla nikogo nie jest tajemnicą, że nie przepadam za zwiedzaniem obiektów przemysłowych. Ale do muzeum w Bóbrce bardzo chciałam się wybrać. Dlaczego? Bo uległam sile reklamy. I to jakiej – babskiej! Dwie koleżanki zwiedzały to muzeum i tak się nim zachwycały, że dałam wiarę szczerości ich entuzjazmu.
Poza tym nie bez znaczenia jest fakt, że w Bóbrce mamy pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej. W dodatku jest ona nadal czynna. Wniosek – być w pobliżu i nie zajrzeć to duży błąd.
A teraz moja relacja. I nich nikt nie oczekuje obiektywizmu. Tak wszystko opiszę, jak mi serce dyktuje.

do muzeum

poniedziałek, 11 września 2017

Bo to atrakcyjna okolica …

Sam dojazd zajmuje nam około dwóch i pół godziny. Z tego pół godziny spędzamy na kieleckim, dworcu PKS. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że obiekt niedługo przejdzie generalny remont, korzystamy więc z okazji uwiecznienia jego stanu obecnego. Będzie zdjęcie historyczne.

kielecki dworzec PKS, zwany popularnie "spodkiem" albo "UFO"

piątek, 8 września 2017

Na polnych dróżkach

Takimi drogami wędrowaliśmy z Iwonicza do Iwonicza-Zdroju i dalej do Jasionki. Pogoda dopisała, widoki były. 

 pola i ścieżki w okolicach Lubatowej 

środa, 6 września 2017

Z Iwonicza do … Iwonicza

Nie jest daleko, ale warto zajrzeć i tu i tam.
Dawno, dawno temu była jedna wieś Iwonicz własność niejakiego Iwonia z Goraja herbu Korczak. Jak podaje wielce uczona ;) Wikipedia było to w czasach Kazimierza Wielkiego.
Lata i wieki mijały, właściciele się zmieniali, każdy coś tam od siebie dołożył, zbudował, zadbał. Najeźdźcy z obcych krajów coś zniszczyli. Trzeba było odbudowywać. I tak sobie żył nasz Iwonicz.
W pierwszej połowie 16. wieku właściciel Iwonicza otrzymał przywilej królewski potwierdzający właściwości lecznicze źródeł, które biły w tej okolicy.
W 15. wieku powstała pierwsza parafia we wsi, od tamtego czasu kościół parafialny pod wezwaniem Wszystkich Świętych wielokrotnie rozbudowywano. Nadal widać po nim pierwotny gotycki charakter, ale dobudowane kaplice czy wieża nie są w tym stylu.
Udało nam się na krótką chwilkę zajrzeć do wnętrza, gdzie młodzież szkolna szykowała się do uroczystego zakończenia roku szkolnego. 

nawa główna kościoła p.w. Wszystkich Świętych z neobarokowym ołtarzem głównym i polichromiami iluzjonistycznymi w tym samym stylu 

wtorek, 5 września 2017

Jeszcze jedna wędrówka zielonym szlakiem

Szliśmy tym szlakiem z Barwinka przez Zyndranową aż do podnóża Piotrusia. Tu się rozstaliśmy.
Kolejne spotkanie za kilka dni zaczęliśmy w Tylawie. Wysiedliśmy z busa i zaraz prosto w las.
Tym razem się nie ubłociliśmy. Trochę mi tylko buty wilgoci złapały na wysokiej trawie śródleśnej polany. Ale za to las nas nauczył pokory. Najpierw trzeba się było pochylić pod zwalonym pniem, a potem na podejściu pod Dziurdź to już wolna amerykanka. Dlaczego? No, bo stromo było. Szef przeskoczył jak Janosik na szczyt, a ja od drzewka do drzewka i jakoś się wdrapałam. Od razu człowiek wie, że w górach jest, a nie jakieś pitu pitu. 

do lasu z należna pokorą

poniedziałek, 4 września 2017

Spacerkiem po Zawadce Rymanowskiej

Schodzimy z Piotrusia, na skraju lasu mamy widok na Cergową i wieś u jej podnóża. To Zawadka Rymanowska. Wciśnięta między dwa masywy górskie, leży nad potokiem, co do którego nie wiem, jak się nazywa. „Magurskie wyprawy” nazywają go Potok Terśniański, moja mapa mówi Potok Ambrowski.

widok ze skraju lasu - Cergowa jak na dłoni, a Zawadka Rymanowska schowana

niedziela, 3 września 2017

Na spotkanie z Piotrusiem

Bardzo wysoki to on nie jest, ale i tak wyższy od Cergowej (728 m n.p.m.). No i jaki przystojny! Wart zachodu, bez dwóch zdań.

on ci tam jest, na horyzoncie

czwartek, 31 sierpnia 2017

Szukajcie, szukajcie, a znajdziecie

Nie zawsze się znajdzie to, czego się szukało. A czasem znalezisko zaskakujące bywa.
Szukaliśmy młynów w Młynach i stawów gdzie się dało.
Na początku Młyn nie znaleźliśmy tam, gdzie się spodziewaliśmy. Bus zatrzymuje się w tej części wsi, która nas nie interesuje. Przyszło przejść spory kawał szosą, ale Młyny mamy (dla porządku wyjaśniam, że chodzi o wieś Młyny na południe od Chmielnika). I od razu pierwszy młyn jest! W stanie umiarkowanej ruiny, że się tak wyrażę. A obok niewielkie, ale przyjemne dla oka stawy. Udało się uzyskać pozwolenie obejrzenia młyna, ale broń Boże wejść do środka!

 pierwszy młyn w Młynach

wtorek, 29 sierpnia 2017

Jak zdobywaliśmy Cergową

Kusiła nas od pierwszego dnia, ale mężnie stawialiśmy opór aż do niedzieli, kiedy to w Dukli zamiera wszelka komunikacja publiczna i turysta jest zdany na siebie. W tej sytuacji zaraz po obfitym śniadaniu wyruszamy na żółty szlak, który prowadzi nas na południowy wschód. 
Początek wyprawy jeszcze zwartą grupą, ale po niedługim czasie rozdzielamy się na cztery jednoosobowe grupy i każdy pokonuje trasę indywidualnie. Jedni rwą do przodu czyli pod górę, inni podziwiają widoki na Duklę. 

zaczynamy podejście szlakiem na Hyczki 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Maleszowa – pomysł, który dojrzewał rok

W lipcu ubiegłego roku wędrowaliśmy z Pierzchnicy do Lisowa (tu link). To nie była „moja” wycieczka, więc zaakceptowałam jej plan i cieszyłam się nowymi miejscami na trasie. Ciekawe przecież były. Ale serce się rwało do kilku błękitnych plam na mapie, w pobliżu których figurował napis „pozostałość dworu Krasińskich”. Bardzo mi to się kojarzyło z kaplicą grobową Krasińskich w Lisowie. Należało zbadać, czy chodzi o tych samych Krasińskich.
I wreszcie się wybrałam do Maleszowej, bo to o nią chodziło. Oczywiście nie z Pierzchnicy. Wystartowaliśmy w Celinach, skąd porządna polna droga prowadzi do owych niebieskich plam, czyi stawów rybnych. I tu zaliczamy skuchę. W rzeczywistości stawy zarośnięte, strach przejść brzegiem. Woda jest w jednym dostępnym dla nas, ba, nawet gdzieś tam łabędzie pływają. 

leśny odcinek drogi z Celin do Maleszowej 

sobota, 26 sierpnia 2017

W Dukli zajrzeliśmy prawie w każdy kąt – zakończenie

W pierwszym odcinku dukielskiej opowieści wjechaliśmy do miasta od północy. Teraz więc pora wyjechać z niego na południe.
Zanim to uczynimy przejdziemy ulicą od strony wsi Cergowa. Tu zaintryguje nas sporych rozmiarów ruina. Jest w dobrym stanie, ogrodzona. Cóż to takiego? 

piątek, 25 sierpnia 2017

Dukla – rynek i okolice


Poznaliśmy już miejsce życia arystokratycznych właścicieli Dukli, to może teraz przyjrzyjmy się, jak wygląda Dukla jako miasto.
Zachował się dawny rynek z typową zabudową. W jego centrum znajduje się siedemnastowieczny ratusz przebudowany w XIX wieku. Jego biała bryła prezentuje się nieźle, trochę ją szpeci umieszczona tu chyba na stałe scena. 

czwartek, 24 sierpnia 2017

Powrót do Dębskiej Woli

Nie poddaję się łatwo. Upał nas zniechęcił tydzień temu, ale zrobiło się chłodniej i postanowiłam wrócić do Dębskiej Woli.
Tym razem tu zaczęliśmy naszą trasę. 

zauroczyły nas szyszki chmielu na jednym z płotów 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wokół pałacu w Dukli

Jak sobie może przypominacie, opuściliśmy wzgórze klasztorne w Dukli. Schodzimy w kierunku centrum. Ale mamy sporo drogi do przejścia, a po jej lewej stronie intryguje nas solidny mur z zakazem wstępu na teren prywatny (wejście na własną odpowiedzialność). Nie wiemy, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni, ale spotkana na przejściu dla pieszych mieszkanka Dukli śmiało przekracza furtkę z zakazem i rusza rowerem przez park. No to my za nią.
I tak oto znaleźliśmy się w parku otaczającym pałac Mniszchów (tak, wiem – miał on później kolejnych właścicieli). Częścią tego parku jest wspomniana przeze mnie w poprzednim wpisie aleja akacjowa.  Teraz spacerujemy po parku, który powstał jako ogród w stylu francuskim, ale zapewne ewoluował w stronę ogrodu angielskiego. Zachwycamy się alejami starych drzew, polankami, uroczymi stawami połączonymi groblami. W powietrzu unosi się intensywny zapach przekwitłego czosnku niedźwiedziego.

aleja lipowa

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

W Dukli zajrzeliśmy prawie w każdy kąt

Już sam wjazd do Dukli to spore przeżycie – wita nas aleja akacjowa złożona z 213 drzew. Jakie inne miasto ma taki wjazd? Nie wiem.

akacjowa aleja przy wjeździe do Dukli

sobota, 19 sierpnia 2017

Samochodowy zawrót głowy


Cóż innego może spotkać zwykłego piechura, kiedy zetknie się z eleganckimi autami w wieku spokojnie przekraczającym jego własny? 


czwartek, 17 sierpnia 2017

Upał – trzeci uczestnik wędrówki

Podobno w środę miało być ok. 28 stopni. Jak dla mnie – w porządku. Rano raptem 10, więc zamiast krótkich spodenek zabieram sweterek.
Wysiadamy w Kijach. Jest ciepło. Nawet bardzo. W miłej temperaturze podziwiamy barokowy kościół pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła, który powstał na początku XVII wieku, ale zachowały się fragmenty pierwotnego romańskiego kościoła, które można zauważyć spacerując wokół świątyni – to odsłonięty kawałek muru i okienka w prezbiterium oraz romański portal. 

romański portal

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Jak zdobywaliśmy Babią Górę

Z poświęceniem, bo pogoda nie chciała z nami współpracować. Jak tylko wysiedliśmy z busa, zaczęło kropić i tak kropiło z mniejszymi i większymi przerwami przez większość trasy.
Zapytacie, gdzie wysiedliśmy? Tuż za granicą Kielc. Lekko się cofnęliśmy i mieliśmy świetną drogę przez las, którą zmierzaliśmy na południowy wschód. 

cała trasa przed nami

sobota, 12 sierpnia 2017

Kilka sakralnych ciekawostek z ostatniej wycieczki

Zacznę niezgodnie z tytułem – pierwsza ciekawostka nie pojawiła się na trasie wycieczki. Ale bardzo pasuje. To wieś Piotrawin niedaleko Solca nad Wisłą. Do niej to zmierzał biskup Stanisław Szczepanowski, kiedy odprawiał mszę w Solcu.
Wydaje mi się, że większość czytelników doskonale zna historię sporu o tę wieś, którą biskup kupił od rycerza Piotra Strzemieńczyka, a po jego śmierci został oskarżony przez krewnych tegoż o bezprawne zagarnięcie ziemi. No i przybył biskup do kościoła, w którym rycerz był pochowany, wskrzesił go, a kiedy cudownie wskrzeszony potwierdził sprzedaż, mógł spokojnie wrócić do grobu.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Jeszcze raz nad Wisłą



Było sobie nad Wisłą ważne miasto, które nie miało murów obronnych. A w jego okolicy kupcy przeprawiali się przez rzekę. I cło pobrać należało. Jak w tej sytuacji zapewnić bezpieczeństwo? Zamek warowny wystawić należy. Zamek wybudowano – podobno to zasługa Kazimierza Wielkiego. Trwał ten zamek na stanowisku, aż w końcu popadł w ruinę (nie zgadniecie – w czasie potopu szwedzkiego). Sterczą teraz resztki jego dumnych ścian, a uważne oko może się nawet dopatrzyć wieży. 

 zamek wygląda jak zza krzaka

środa, 2 sierpnia 2017

W Zawichoście przybyło pięć

A raczej pięcioro - takich, co Zawichost znają jedynie z codziennego komunikatu o stanie wód na Wiśle. Przybyli, obejrzeli i nie mogli wyjść ze zdumienia, że
a) Zawichost naprawdę istnieje,
b) jest tu sporo do obejrzenia,
c) warto było zajrzeć, a tak trudno się wybrać, bo nikomu to wcześniej nie przyszło do głowy.
Ten, który wpadł na genialny pomysł zajrzenia do Zawichostu dwoił się i troił, żeby pokazać, ile się da, albo i więcej. No i on już znał Zawichost z dawnych lat.
Najpierw miejsce oczywiste – Wisła i przeprawa promowa przez nią. O, żesz kurczę – duża rzecz, ta Wisła. A prom taki niewielki. Ale radzi sobie. Nawet sporą grupę motocyklistów przewiózł. 

 przeprawa promowa w Zawichoście

poniedziałek, 31 lipca 2017

Z wizytą w szlacheckich rezydencjach

Tak, czasem prosty obywatel dwudziestego pierwszego wieku wybierze się z taką wizytą. I nam się to przytrafiło  w słoneczną niedzielę. Zajrzeliśmy do kilku obiektów. 
Zacznijmy od pałacu. To późnobarokowy pałac w Czyżowie Szlacheckim zbudowany na sztucznym wzniesieniu na miejscu dawnego zamku zniszczonego całkowicie podczas wojen ze Szwecją. Pałac zbudowano dla kasztelana Aleksandra Zakliki Czyżowskiego w latach czterdziestych osiemnastego wieku. Był kilkakrotnie rozbudowywany. 

 pałac w Czyżowie Szlacheckim 

czwartek, 27 lipca 2017

Bez planu


Taka była wycieczka w środę.
Wyruszyliśmy z Wąchocka na południe. Rzuciliśmy okiem tu i ówdzie, a potem opuściliśmy jedyne miasto, które ma sołtysa.

dziewiętnastowieczna willa żydowskiego kupca Joela Halpera lub Halperta (spotkałam dwie wersje nazwiska)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Na prawdziwkowym szlaku


Gdzie jest taki szlak, zapytacie. Rasowy grzybiarz zatai taką informację, a ja się nią podzielę.
To szlak niebieski z Michniowa do Suchedniowa. Niestety, wszystkie prawdziwki są do siebie mocno podobne, ale może mi uwierzycie, że było ich dużo różnych. No i dużych.
Pierwszego wypatrzyłam już w lesie po zejściu z bitej drogi, którą teraz odnowiony szlak prowadzi. Potem zdarzały się nawet całe prawdziwkowe rodziny.

zawsze chciałam przejść tą drogą, a szlak tędy nie prowadził, a teraz ...

sobota, 22 lipca 2017

Książ Wielki – duże wyzwanie dla turystów

Zdawać by się mogło – niewielka wioska, główny zabytek widoczny z szosy, czego tu jeszcze szukać.
Rzeczywiście główny zabytek Książa – późnorenesansowy pałac zwany zamkiem na Mirowie wznosi się majestatycznie na wzgórzu, a drogę do niego wskazują drogowskazy. No to idziemy.
Pałac wzniesiono dla biskupa krakowskiego Piotra Myszkowskiego według projektu wybitnego włoskiego architekta Santi Gucciego pod koniec 16. wieku. Nawiasem mówiąc Gucci zmarł właśnie w Książu w roku 1600.
Pałac prezentuje się nieźle – ma dekoracyjne blanki, ściany zdobione w stylu włoskim (rustyka się to nazywa), ryzalit, który nawet podwyższono podczas przebudowy w 19. wieku. Udało nam się nawet zajrzeć do wnętrza pałacu, w którym mieści się (jeszcze) szkoła rolnicza, bo w wakacje nikt nie pilnował wejścia. 

zamek w Książu Wielkim

czwartek, 20 lipca 2017

W środę miał być upał

Rano nie sprawdziłam prognoz w Internecie i poszłam na bus lekko ubrana. Koledzy też.
A tu słonko się gdzieś skryło, na szybie busa zaczęły pojawiać się krople. Nic, tylko pada. I owszem trochę padało. W dodatku było raczej chłodno.
Przesiadka na autobus w kierunku Łagowa. Teraz to już naprawdę pada. Ale niezbyt mocno. Na szczęście przewidujący turysta ma zawsze latem w plecaku pelerynę (taką z gatunku „pielgrzymkowych”). Lekkie to i dużo miejsca nie zajmuje, a czasem się może przydać. No i teraz nadszedł ten czas. Peleryna się przydaje.
Ruszamy porządną drogą z przystanku Złota Woda. Przestaje padać i możemy nawet zapoznać się z leśną roślinnością. 

jarzmianka większa

poniedziałek, 17 lipca 2017

Tędy jeszcze nie wędrowaliśmy



Ten tytuł dotyczy pierwszej połowy trasy,  a drugą przemierzaliśmy chyba ze sto lat temu, czyli też prawie nówka.
A najlepsze w niej jest to, że niewiele musiałam wymyślać, bo trasa na mapie zaznaczona wyraźnie, jak mało która, drogi tak dobre, że aż głupio nimi iść. No i bardzo podobną trasę przeszli zimą turyści z Klubu Turystyki Pieszej „Przygoda” z Kielc. W relacji z tamtej wycieczki zobaczyłam kapliczkę, którą musiałam obejrzeć. No to poszliśmy.
Start ze Skorzeszyc przy skrzyżowaniu na Smyków. To znaczy, że na początku mieliśmy trochę asfaltu. Ale tak tylko na marne 10 minut. Nie więcej.

kandydat na piechura

sobota, 15 lipca 2017

Wycieczka do Miechowa

Kolega Ed zorganizował wycieczkę do Miechowa, bo wreszcie mamy dogodny dojazd. A jaki tani bilet dla seniorów! O całe 30 groszy tańszy od normalnego.
Docieramy więc pociągiem do Miechowa i ruszamy na spotkanie z historią.
A dla historii Miechowa najważniejszą postacią wydaje się być Jaksa. Kim był? I jak się naprawdę nazywał? Nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi. Pewne jest, że faktycznie ktoś taki żył w 12. wieku i sprowadził do Miechowa Zakon Rycerski Grobu Bożego oraz ufundował kościół i klasztor w Miechowie. Był zapewne nie tylko religijny ale też majętny. Czytałam, że był rycerzem z rodu Gryfitów.
I właśnie sprowadzeni przez niego do Miechowa bożogrobcy i późniejsza działalność tego zakonu wywarły wielki wpływ na rozwój miasta. Zakonnicy  upowszechnili kult Grobu Bożego, kaplica Grobu Bożego w miechowskiej bazylice stała się miejscem licznych pielgrzymek. 

 klasztorne krużganki prowadzące do kaplicy Grobu Bożego

czwartek, 13 lipca 2017

Ciężkowice – dwa miasta

Pierwsze to oczywiście Ciężkowice – miasteczko bardzo stare, lokowane przez Kazimierza Wielkiego na prawie magdeburskim, ale najstarsze informacje o tej osadzie pochodzą z 12. wieku.
Czy jest tu co obejrzeć? Oczywiście. My zachwycamy się niewielkim rynkiem z położonym na nim centralnie ratuszem. Niestety, zmora współczesności – wszechobecne samochody utrudniają przyzwoite fotografowanie.

ciężkowicki ratusz z przełomu XVIII i XIX wieków w wianuszku aut

wtorek, 11 lipca 2017

W majątku Paderewskiego

Już od jakiegoś czasu marzyłam o tym, żeby zobaczyć dwór, który niegdyś był własnością Ignacego Paderewskiego. Jak czytałam, to jedyny zachowany dom tego wybitnego Polaka.
Gdzież się znajduje to miejsce? W Kąśnej Dolnej. Jak tam dojechać? Najlepiej z Tarnowa. No to przygotowuję się logistycznie i jadę. Niestety, przygotowanie ma lukę. Sprawdziłam dokładnie godziny zwiedzania dworu, ale nie wzięłam pod uwagę tego, że to miejsce żyje muzyką i jej popularyzacją. W wybranym przeze mnie terminie we dworze odbywały się kursy mistrzowskie i zwiedzanie było niemożliwe.
Cóż było robić? Termin wyjazdu do Tarnowa już ustalony, trzeba jechać. Ale z Kąśnej nie rezygnuję. Ostatecznie lepiej obejrzeć dwór z zewnątrz, niż nie zobaczyć go wcale.
Na początek – park. Jest bardzo rozległy (16 hektarów). Przed dworem ładne alejki wysadzane drzewami, duży staw z pomostem dla łodzi, trawniki. Urocze miejsce na spacer. Nawet o poranku.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Niedzielna wycieczka z niespodzianką

Z powodu przeróżnych wyjazdów, które prawdopodobnie doczekają się opisu w późniejszym terminie, zaniedbaliśmy nasze ulubione wędrówki świętokrzyskie. Pora jednak wrócić do zwyczajnego życia turysty.
Nie bardzo miałam ochotę na wycieczkę z długim dojazdem, wybór padł więc na pociąg w kierunku Kielc. Wysiadamy w Kostomłotach i ruszamy ścieżką dydaktyczną w kierunku Dąbrowy. Jednym słowem – spokojny spacer przez las. Przekraczamy strumień Sufragańczyk i wędrujemy solidną leśną drogą. Czasem pojawi się jakaś roślina, czasem błoto trzeba omijać.

 ścieżka jest, ale ...

piątek, 7 lipca 2017

Na spotkanie z secesją

Obiło mi się o uszy, że podobno w Tarnowie można spotkać się z moją ulubioną secesją. Serce mi radośnie zabiło. Nie kolekcjonowałam adresów – postanowiłam zdać się na los – taka randka w ciemno.
Na pierwszy ogień poszła ulica Brodzińskiego. A tu jedna obok drugiej aż trzy piękności secesyjne. Każda trochę inna, ale wszystkie urodziwe.
W tej pod dziewiątką mieści się szkoła imienia znanego nam wynalazcy Szczepanika. Budynek projektu Schwanefelda zbudowany w stylu geometrycznej secesji wiedeńskiej. Pięknie się tam ta geometria prezentuje. 

secesyjna kamienica, w której mieści się Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika

środa, 5 lipca 2017

Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień

4 lipca 1987 roku była sobota. W kinie „Metalowiec” w Skarżysku grali „Piratów”. Seans był dosyć późno – chyba na dwudziestą, albo dwudziestą pierwszą. Kiedy się skończył, lało jak z cebra, ale mimo to umówiłyśmy się z koleżanką, że jeśli rano nie będzie padać, idziemy na wycieczkę z PTTK.
Nie padało. Poszłyśmy. Towarzystwo mieszane – ludzie starsi od nas wieki całe, dzieci nieduże i my dwie lalunie z uczuleniem na słońce. Szliśmy do Bodzentyna. Pamiętam pola – dużo więcej ich było niż teraz. No i gorąco było. Na skraju lasu za Michniowem przebrałyśmy się w krótkie spodenki. Wtedy to powstało poniższe historyczne zdjęcie. 

nowicjuszki i stare wygi (żeby nie męczyć zgadywankami - ta z prawej, to rzeczywiście ja)

poniedziałek, 3 lipca 2017

Nie tylko Bima

Zwykle turysta odwiedzający Tarnów dociera na Skwer Starej Synagogi, gdzie ogląda jej jedyną pozostałość, czyli Bimę – miejsce do odprawiania obrzędów religijnych i czytania Tory. I tu stwierdza, że to wszystkie ślady pozostałe po zamieszkujących miasto przez wieki Żydach. A tak nie jest - trzeba ruszyć dalej.

Bima - pozostałość Starej Synagogi w Tarnowie