czwartek, 24 sierpnia 2017

Powrót do Dębskiej Woli

Nie poddaję się łatwo. Upał nas zniechęcił tydzień temu, ale zrobiło się chłodniej i postanowiłam wrócić do Dębskiej Woli.
Tym razem tu zaczęliśmy naszą trasę. 

zauroczyły nas szyszki chmielu na jednym z płotów 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wokół pałacu w Dukli

Jak sobie może przypominacie, opuściliśmy wzgórze klasztorne w Dukli. Schodzimy w kierunku centrum. Ale mamy sporo drogi do przejścia, a po jej lewej stronie intryguje nas solidny mur z zakazem wstępu na teren prywatny (wejście na własną odpowiedzialność). Nie wiemy, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialni, ale spotkana na przejściu dla pieszych mieszkanka Dukli śmiało przekracza furtkę z zakazem i rusza rowerem przez park. No to my za nią.
I tak oto znaleźliśmy się w parku otaczającym pałac Mniszchów (tak, wiem – miał on później kolejnych właścicieli). Częścią tego parku jest wspomniana przeze mnie w poprzednim wpisie aleja akacjowa.  Teraz spacerujemy po parku, który powstał jako ogród w stylu francuskim, ale zapewne ewoluował w stronę ogrodu angielskiego. Zachwycamy się alejami starych drzew, polankami, uroczymi stawami połączonymi groblami. W powietrzu unosi się intensywny zapach przekwitłego czosnku niedźwiedziego.

aleja lipowa

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

W Dukli zajrzeliśmy prawie w każdy kąt

Już sam wjazd do Dukli to spore przeżycie – wita nas aleja akacjowa złożona z 213 drzew. Jakie inne miasto ma taki wjazd? Nie wiem.

akacjowa aleja przy wjeździe do Dukli

sobota, 19 sierpnia 2017

Samochodowy zawrót głowy


Cóż innego może spotkać zwykłego piechura, kiedy zetknie się z eleganckimi autami w wieku spokojnie przekraczającym jego własny? 


czwartek, 17 sierpnia 2017

Upał – trzeci uczestnik wędrówki

Podobno w środę miało być ok. 28 stopni. Jak dla mnie – w porządku. Rano raptem 10, więc zamiast krótkich spodenek zabieram sweterek.
Wysiadamy w Kijach. Jest ciepło. Nawet bardzo. W miłej temperaturze podziwiamy barokowy kościół pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła, który powstał na początku XVII wieku, ale zachowały się fragmenty pierwotnego romańskiego kościoła, które można zauważyć spacerując wokół świątyni – to odsłonięty kawałek muru i okienka w prezbiterium oraz romański portal. 

romański portal

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Jak zdobywaliśmy Babią Górę

Z poświęceniem, bo pogoda nie chciała z nami współpracować. Jak tylko wysiedliśmy z busa, zaczęło kropić i tak kropiło z mniejszymi i większymi przerwami przez większość trasy.
Zapytacie, gdzie wysiedliśmy? Tuż za granicą Kielc. Lekko się cofnęliśmy i mieliśmy świetną drogę przez las, którą zmierzaliśmy na południowy wschód. 

cała trasa przed nami

sobota, 12 sierpnia 2017

Kilka sakralnych ciekawostek z ostatniej wycieczki

Zacznę niezgodnie z tytułem – pierwsza ciekawostka nie pojawiła się na trasie wycieczki. Ale bardzo pasuje. To wieś Piotrawin niedaleko Solca nad Wisłą. Do niej to zmierzał biskup Stanisław Szczepanowski, kiedy odprawiał mszę w Solcu.
Wydaje mi się, że większość czytelników doskonale zna historię sporu o tę wieś, którą biskup kupił od rycerza Piotra Strzemieńczyka, a po jego śmierci został oskarżony przez krewnych tegoż o bezprawne zagarnięcie ziemi. No i przybył biskup do kościoła, w którym rycerz był pochowany, wskrzesił go, a kiedy cudownie wskrzeszony potwierdził sprzedaż, mógł spokojnie wrócić do grobu.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Jeszcze raz nad Wisłą



Było sobie nad Wisłą ważne miasto, które nie miało murów obronnych. A w jego okolicy kupcy przeprawiali się przez rzekę. I cło pobrać należało. Jak w tej sytuacji zapewnić bezpieczeństwo? Zamek warowny wystawić należy. Zamek wybudowano – podobno to zasługa Kazimierza Wielkiego. Trwał ten zamek na stanowisku, aż w końcu popadł w ruinę (nie zgadniecie – w czasie potopu szwedzkiego). Sterczą teraz resztki jego dumnych ścian, a uważne oko może się nawet dopatrzyć wieży. 

 zamek wygląda jak zza krzaka

środa, 2 sierpnia 2017

W Zawichoście przybyło pięć

A raczej pięcioro - takich, co Zawichost znają jedynie z codziennego komunikatu o stanie wód na Wiśle. Przybyli, obejrzeli i nie mogli wyjść ze zdumienia, że
a) Zawichost naprawdę istnieje,
b) jest tu sporo do obejrzenia,
c) warto było zajrzeć, a tak trudno się wybrać, bo nikomu to wcześniej nie przyszło do głowy.
Ten, który wpadł na genialny pomysł zajrzenia do Zawichostu dwoił się i troił, żeby pokazać, ile się da, albo i więcej. No i on już znał Zawichost z dawnych lat.
Najpierw miejsce oczywiste – Wisła i przeprawa promowa przez nią. O, żesz kurczę – duża rzecz, ta Wisła. A prom taki niewielki. Ale radzi sobie. Nawet sporą grupę motocyklistów przewiózł. 

 przeprawa promowa w Zawichoście

poniedziałek, 31 lipca 2017

Z wizytą w szlacheckich rezydencjach

Tak, czasem prosty obywatel dwudziestego pierwszego wieku wybierze się z taką wizytą. I nam się to przytrafiło  w słoneczną niedzielę. Zajrzeliśmy do kilku obiektów. 
Zacznijmy od pałacu. To późnobarokowy pałac w Czyżowie Szlacheckim zbudowany na sztucznym wzniesieniu na miejscu dawnego zamku zniszczonego całkowicie podczas wojen ze Szwecją. Pałac zbudowano dla kasztelana Aleksandra Zakliki Czyżowskiego w latach czterdziestych osiemnastego wieku. Był kilkakrotnie rozbudowywany. 

 pałac w Czyżowie Szlacheckim 

czwartek, 27 lipca 2017

Bez planu


Taka była wycieczka w środę.
Wyruszyliśmy z Wąchocka na południe. Rzuciliśmy okiem tu i ówdzie, a potem opuściliśmy jedyne miasto, które ma sołtysa.

dziewiętnastowieczna willa żydowskiego kupca Joela Halpera lub Halperta (spotkałam dwie wersje nazwiska)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Na prawdziwkowym szlaku


Gdzie jest taki szlak, zapytacie. Rasowy grzybiarz zatai taką informację, a ja się nią podzielę.
To szlak niebieski z Michniowa do Suchedniowa. Niestety, wszystkie prawdziwki są do siebie mocno podobne, ale może mi uwierzycie, że było ich dużo różnych. No i dużych.
Pierwszego wypatrzyłam już w lesie po zejściu z bitej drogi, którą teraz odnowiony szlak prowadzi. Potem zdarzały się nawet całe prawdziwkowe rodziny.

zawsze chciałam przejść tą drogą, a szlak tędy nie prowadził, a teraz ...

sobota, 22 lipca 2017

Książ Wielki – duże wyzwanie dla turystów

Zdawać by się mogło – niewielka wioska, główny zabytek widoczny z szosy, czego tu jeszcze szukać.
Rzeczywiście główny zabytek Książa – późnorenesansowy pałac zwany zamkiem na Mirowie wznosi się majestatycznie na wzgórzu, a drogę do niego wskazują drogowskazy. No to idziemy.
Pałac wzniesiono dla biskupa krakowskiego Piotra Myszkowskiego według projektu wybitnego włoskiego architekta Santi Gucciego pod koniec 16. wieku. Nawiasem mówiąc Gucci zmarł właśnie w Książu w roku 1600.
Pałac prezentuje się nieźle – ma dekoracyjne blanki, ściany zdobione w stylu włoskim (rustyka się to nazywa), ryzalit, który nawet podwyższono podczas przebudowy w 19. wieku. Udało nam się nawet zajrzeć do wnętrza pałacu, w którym mieści się (jeszcze) szkoła rolnicza, bo w wakacje nikt nie pilnował wejścia. 

zamek w Książu Wielkim

czwartek, 20 lipca 2017

W środę miał być upał

Rano nie sprawdziłam prognoz w Internecie i poszłam na bus lekko ubrana. Koledzy też.
A tu słonko się gdzieś skryło, na szybie busa zaczęły pojawiać się krople. Nic, tylko pada. I owszem trochę padało. W dodatku było raczej chłodno.
Przesiadka na autobus w kierunku Łagowa. Teraz to już naprawdę pada. Ale niezbyt mocno. Na szczęście przewidujący turysta ma zawsze latem w plecaku pelerynę (taką z gatunku „pielgrzymkowych”). Lekkie to i dużo miejsca nie zajmuje, a czasem się może przydać. No i teraz nadszedł ten czas. Peleryna się przydaje.
Ruszamy porządną drogą z przystanku Złota Woda. Przestaje padać i możemy nawet zapoznać się z leśną roślinnością. 

jarzmianka większa

poniedziałek, 17 lipca 2017

Tędy jeszcze nie wędrowaliśmy



Ten tytuł dotyczy pierwszej połowy trasy,  a drugą przemierzaliśmy chyba ze sto lat temu, czyli też prawie nówka.
A najlepsze w niej jest to, że niewiele musiałam wymyślać, bo trasa na mapie zaznaczona wyraźnie, jak mało która, drogi tak dobre, że aż głupio nimi iść. No i bardzo podobną trasę przeszli zimą turyści z Klubu Turystyki Pieszej „Przygoda” z Kielc. W relacji z tamtej wycieczki zobaczyłam kapliczkę, którą musiałam obejrzeć. No to poszliśmy.
Start ze Skorzeszyc przy skrzyżowaniu na Smyków. To znaczy, że na początku mieliśmy trochę asfaltu. Ale tak tylko na marne 10 minut. Nie więcej.

kandydat na piechura

sobota, 15 lipca 2017

Wycieczka do Miechowa

Kolega Ed zorganizował wycieczkę do Miechowa, bo wreszcie mamy dogodny dojazd. A jaki tani bilet dla seniorów! O całe 30 groszy tańszy od normalnego.
Docieramy więc pociągiem do Miechowa i ruszamy na spotkanie z historią.
A dla historii Miechowa najważniejszą postacią wydaje się być Jaksa. Kim był? I jak się naprawdę nazywał? Nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi. Pewne jest, że faktycznie ktoś taki żył w 12. wieku i sprowadził do Miechowa Zakon Rycerski Grobu Bożego oraz ufundował kościół i klasztor w Miechowie. Był zapewne nie tylko religijny ale też majętny. Czytałam, że był rycerzem z rodu Gryfitów.
I właśnie sprowadzeni przez niego do Miechowa bożogrobcy i późniejsza działalność tego zakonu wywarły wielki wpływ na rozwój miasta. Zakonnicy  upowszechnili kult Grobu Bożego, kaplica Grobu Bożego w miechowskiej bazylice stała się miejscem licznych pielgrzymek. 

 klasztorne krużganki prowadzące do kaplicy Grobu Bożego

czwartek, 13 lipca 2017

Ciężkowice – dwa miasta

Pierwsze to oczywiście Ciężkowice – miasteczko bardzo stare, lokowane przez Kazimierza Wielkiego na prawie magdeburskim, ale najstarsze informacje o tej osadzie pochodzą z 12. wieku.
Czy jest tu co obejrzeć? Oczywiście. My zachwycamy się niewielkim rynkiem z położonym na nim centralnie ratuszem. Niestety, zmora współczesności – wszechobecne samochody utrudniają przyzwoite fotografowanie.

ciężkowicki ratusz z przełomu XVIII i XIX wieków w wianuszku aut

wtorek, 11 lipca 2017

W majątku Paderewskiego

Już od jakiegoś czasu marzyłam o tym, żeby zobaczyć dwór, który niegdyś był własnością Ignacego Paderewskiego. Jak czytałam, to jedyny zachowany dom tego wybitnego Polaka.
Gdzież się znajduje to miejsce? W Kąśnej Dolnej. Jak tam dojechać? Najlepiej z Tarnowa. No to przygotowuję się logistycznie i jadę. Niestety, przygotowanie ma lukę. Sprawdziłam dokładnie godziny zwiedzania dworu, ale nie wzięłam pod uwagę tego, że to miejsce żyje muzyką i jej popularyzacją. W wybranym przeze mnie terminie we dworze odbywały się kursy mistrzowskie i zwiedzanie było niemożliwe.
Cóż było robić? Termin wyjazdu do Tarnowa już ustalony, trzeba jechać. Ale z Kąśnej nie rezygnuję. Ostatecznie lepiej obejrzeć dwór z zewnątrz, niż nie zobaczyć go wcale.
Na początek – park. Jest bardzo rozległy (16 hektarów). Przed dworem ładne alejki wysadzane drzewami, duży staw z pomostem dla łodzi, trawniki. Urocze miejsce na spacer. Nawet o poranku.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Niedzielna wycieczka z niespodzianką

Z powodu przeróżnych wyjazdów, które prawdopodobnie doczekają się opisu w późniejszym terminie, zaniedbaliśmy nasze ulubione wędrówki świętokrzyskie. Pora jednak wrócić do zwyczajnego życia turysty.
Nie bardzo miałam ochotę na wycieczkę z długim dojazdem, wybór padł więc na pociąg w kierunku Kielc. Wysiadamy w Kostomłotach i ruszamy ścieżką dydaktyczną w kierunku Dąbrowy. Jednym słowem – spokojny spacer przez las. Przekraczamy strumień Sufragańczyk i wędrujemy solidną leśną drogą. Czasem pojawi się jakaś roślina, czasem błoto trzeba omijać.

 ścieżka jest, ale ...

piątek, 7 lipca 2017

Na spotkanie z secesją

Obiło mi się o uszy, że podobno w Tarnowie można spotkać się z moją ulubioną secesją. Serce mi radośnie zabiło. Nie kolekcjonowałam adresów – postanowiłam zdać się na los – taka randka w ciemno.
Na pierwszy ogień poszła ulica Brodzińskiego. A tu jedna obok drugiej aż trzy piękności secesyjne. Każda trochę inna, ale wszystkie urodziwe.
W tej pod dziewiątką mieści się szkoła imienia znanego nam wynalazcy Szczepanika. Budynek projektu Schwanefelda zbudowany w stylu geometrycznej secesji wiedeńskiej. Pięknie się tam ta geometria prezentuje. 

secesyjna kamienica, w której mieści się Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika

środa, 5 lipca 2017

Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień

4 lipca 1987 roku była sobota. W kinie „Metalowiec” w Skarżysku grali „Piratów”. Seans był dosyć późno – chyba na dwudziestą, albo dwudziestą pierwszą. Kiedy się skończył, lało jak z cebra, ale mimo to umówiłyśmy się z koleżanką, że jeśli rano nie będzie padać, idziemy na wycieczkę z PTTK.
Nie padało. Poszłyśmy. Towarzystwo mieszane – ludzie starsi od nas wieki całe, dzieci nieduże i my dwie lalunie z uczuleniem na słońce. Szliśmy do Bodzentyna. Pamiętam pola – dużo więcej ich było niż teraz. No i gorąco było. Na skraju lasu za Michniowem przebrałyśmy się w krótkie spodenki. Wtedy to powstało poniższe historyczne zdjęcie. 

nowicjuszki i stare wygi (żeby nie męczyć zgadywankami - ta z prawej, to rzeczywiście ja)

poniedziałek, 3 lipca 2017

Nie tylko Bima

Zwykle turysta odwiedzający Tarnów dociera na Skwer Starej Synagogi, gdzie ogląda jej jedyną pozostałość, czyli Bimę – miejsce do odprawiania obrzędów religijnych i czytania Tory. I tu stwierdza, że to wszystkie ślady pozostałe po zamieszkujących miasto przez wieki Żydach. A tak nie jest - trzeba ruszyć dalej.

Bima - pozostałość Starej Synagogi w Tarnowie

sobota, 1 lipca 2017

Tarnowskie tropy literackie


Nie znalazłam ich wiele, ale tych kilka chciałabym zaprezentować.
Pierwszy nie rzuca się specjalnie w oczy jako obiekt związany z literaturą. To pokazywany już Klasztor Bernardynów. 

kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego przy klasztorze

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Niedzielna wędrówka przez Pasmo Masłowskie

Zaryzykowaliśmy. Było duże prawdopodobieństwo, że nie zdążymy na przesiadkę w Bodzentynie i z Masłowskiego nici. Ale trafiliśmy na skomunikowane busy – poczekał na nas! I podwiózł na miejsce startu u stóp Wymyślonej.
Zaczynamy wspinaczkę – ta łatwiutka, ale i tak zajmuje sporo czasu, bo widoki na okolice przyciągają wzrok i zachęcają do postoju.

 widok na Pasmo Klonowskie

niedziela, 18 czerwca 2017

Bema pamięci

W jednym z poprzednich wpisów wspomniałam o miejscu w Tarnowie nazywanym Burkiem. Cóż to takiego? I jaki ma związek z generałem Józefem Bemem?
Śpieszę z wyjaśnieniami. Ów „Burek” to niegdysiejsze Przedmieście Wielkie Tarnowa. Obecnie zaś duży plac targowy, jak zauważyłam – bardzo popularny i ruchliwy. Jego nazwa wywodzi się podobno od jego nawierzchni – bruku. To, rzecz jasna, nazwa nieoficjalna, choć powszechnie używana.
Oficjalnie plac nosi nazwę – plac Generała Józefa Bema. Dlaczego?
Z tej prostej przyczyny, że w jednym z domów przy tym placu 14 marca 1794 roku przyszedł na świat Zachariasz Józef Bem, syn Andrzeja Bema, adwokata Sądu Szlacheckiego i Agnieszki z Gołuchowskich. Chłopczyk miał ledwie dwa latka, gdy rodzina przeniosła się do Krakowa, pozostaje jednak tarnowianinem z urodzenia i miasto pielęgnuje pamięć o nim.
Na ścianie owego domu umieszczono w roku 1910 tablicę pamiątkową. Na pierwszy rzut oka trochę trudno ją zauważyć. Sprawdźcie na poniższym zdjęciu.


dom, w którym urodził się generał Bem (a raczej dom na miesjscu tamtego, historycznego)

czwartek, 15 czerwca 2017

Pójdziemy śladem cienia i szelestu*

Wybierzcie się z nami. Albo później powtórzcie naszą przechadzkę. Niekoniecznie taką samą, ale zajrzyjcie tam, gdzie my mieliśmy naszą „schadzkę spóźnioną” z Poetą i tymi, którzy o nim przypominają.

„…wraca po długiej rozłące –
(…) Wszystko – dawne,  niby na pewno…” **

Na początku TEN dom. Znamy go jako dom Sunderlandów. Stoi przy ruchliwej iłżeckiej ulicy. Na jego ścianie ta sama tablica pamiątkowa, co przed laty, a jednak inna – oczyszczona ze sztucznego kwiecia, które oplatało ją lata całe. Tu poeta spędzał wakacyjne miesiące, tu przeżywał wielką miłość. 

dom Sunderlandów (powstał w roku 1754 jako spichlerz, w kolejnym stuleciu mieściła się tu fabryka fajansu należąca do rodziny Sunderlandów, od 20. wieku to dom mieszkalny)

wtorek, 13 czerwca 2017

Spotkanie z Ciekawym Człowiekiem

Pamiętacie takie spotkania z lat szkolnych? Zwykle taki ktoś przychodził do klasy i opowiadał o swoim pasjonującym życiu, prezentował medale, zdjęcia.
Dziś jednak to my musimy się na takie spotkanie wybrać, bo nasz Ciekawy Człowiek nie żyje już od ponad 90 lat.
Urodził się 13 czerwca 1872 w Rudnikach koło Mościsk (dziś przypada 145 rocznica Jego urodzin), w młodości pracował jako nauczyciel, a w czasie służby wojskowej w Przemyślu poznał pannę Wandę Dzikowską, córkę tarnowskiego lekarza, która po niedługim czasie została jego żoną. Co ją w nim urzekło? Wysokie czoło? Sumiasty wąs? Gęste wijące się włosy? A może żywa inteligencja, poszukiwanie nowych rozwiązań? Pasja wynalazcy?
Nie nam o tym sądzić. Jedno jest pewne – Jan Szczepanik był nieprzeciętnym człowiekiem. Wynalazcą. 

popiersie autorstwa tarnowskiego rzeźbiarza Michała Poręby

Tarnowskie dworki

Na starym planie miasta, który znalazłam w przewodniku kolegi Eda, zaznaczono 3 dworki. I tyle. Nic o nich nie napisano. Trzeba więc poszukać, czy się zachowały.
No to szukamy.
Pierwszy dworek udało nam się zlokalizować przy ulicy Batorego. Jeszcze tam jest. Ale już ledwo zipie. To parterowy dziewiętnastowieczny dworek murowany, kiedyś zapewne ładnie położony w ogrodzie, no raczej ogródku. Teraz trudno do niego podejść, stoi całkowicie opuszczony, zarośnięty zdziczałymi krzewami. Kolumny wspierające ganek jeszcze stoją, wiec i ganek można zidentyfikować, ale stan elewacji opłakany.

ganek

niedziela, 11 czerwca 2017

Wszystko było źle zaznaczone



I nic się na to nie poradzi. Ale mapę i tak mieć należy, bo człowiek ufa. Niestety, czasem się zawiedzie. Tym razem mapa trochę nas wystawiła do wiatru.
Wyruszyliśmy z Boksyckiej na północny wschód. 

 kozibród wielki, a na nim owad, ktorego nie potrafię nazwać 

sobota, 10 czerwca 2017

Wielkimi Schodami w dół

Te schody to faktycznie schody, ale jednocześnie ulica. W dużej części w formie schodów, rzecz jasna. Wchodzimy na tę uliczkę z rynku (była tu niegdyś zapewne jakaś boczna furta, którą można było opuścić miasto ogrodzone murami miejskimi. Uliczka powstała zapewne po wyburzeniu owej furty, a pod koniec XIX wieku zbudowano na niej solidne kamienne schody. Dużo później, bo w roku 1936 na schodach pojawił się maszkaron, który mnie przypomina Sfinksa, ale jego „twarz” wzorowana jest na tarnowskich maszkaronach, zaś na rewersie, że tak powiem, umieszczono herb miasta.  

czwartek, 8 czerwca 2017

Krótki wypad nad morze

Wydawać by się mogło, że od nas nad morze to wielka wyprawa, a my na kilka godzin wyrwaliśmy się  z domu i już jesteśmy z powrotem. Jak to możliwe?
Trzeba wybrać nieodległe morze.
Jak się okazuje wystarczy pojechać do Radomia, potem mała przesiadka i już jesteśmy w Wieniawie, z której nad morze pieszo. Jedyna niedogodność, to asfalt, po którym wędrujemy. No i trochę aut się plącze. Ale za to mamy widoki na bezkresne mazowieckie pola, kapliczki, obłoki i wdychamy zapach młodych zbóż. 

kapliczka przy drodze do Bugaja

środa, 7 czerwca 2017

Pierwsze wrażenia z Tarnowa

Takie rzeczywiście pierwsze – szok. Kierowca autobusu wysadził nas gdzieś na przystanku na osiedlu zupełnie nieprzypominającym starego Tarnowa. Grupka spłoszonych pasażerów ledwo pozbierała bagaż i emocje, a tu już uczynni tarnowianie przystąpili do akcji. Każdy dowiedział się, czym może dotrzeć do wybranego przez siebie celu w mieście, gdzie kupić bilet (u kierowcy).
I jak wrażenia z miasta, w którym mieszkają tak mili ludzie, mogą być inne niż pozytywne?
Sympatyczny pan wskazał nie tylko dogodny autobus, ale też dopilnował, żebyśmy wysiedli na właściwym przystanku. I w ten sposób znaleźliśmy się na tarnowskim bruku. Efektowny ten bruk, historyczny, ale dla walizek na kółkach raczej trudny orzech do zgryzienia. Na szczęście w ścisłym centrum miasta odległości niewielkie i kółka wytrzymały.
Bez trudu wypatrzyłam kamieniczkę w Rynku, w której mieści się Tarnowskie Centrum Informacji. To moi gospodarze. Otrzymałam bowiem od TCI nagrodę pocieszenia związaną z moim udziałem w konkursie ogłoszonym jakiś czas temu na blogu „Ruszaj w Drogę”. Tam nie wygrałam, ale nagroda pocieszenia w postaci dwóch noclegów okazała się dla mnie wygraną w totolotka. 

Tarnowskie Centrum Informacji (Z okna mojego pokoiku gościnnego w nocy widać było gwiazdy!)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Dzień Młynów 2017

4 czerwca każdy chętny mógł zwiedzić młyn wodny w Jędrowie. Ten obiekt to nasz stary dobry znajomy, już wielokrotnie do niego zaglądaliśmy przy okazji różnych wycieczek. Mieliśmy okazję obserwować, jak się zmieniał od czasu, gdy jego właścicielami zostali państwo Orłowscy. 

 goście Dnia Młynów w Jędrowie (wśród nich "młynarz" - pan Paweł Orłowski)

niedziela, 4 czerwca 2017

Garść informacji o „Wiklinie”


Trudny i twardy będzie, poeto, twój urząd
Czuwania w śnie o brzasku,
A ślad twój tak nietrwały jak trop ptasich nóżąt
Na lotnym, wietrznym piasku.*

Dziś zaprezentuję jeszcze jeden skarżyski ślad Staffa – poetycki. To działalność tych, którzy biorą się za bary z owym „trudnym i twardym urzędem”’, tworzą poezję, dzielą się swoimi przemyśleniami z czytelnikami, dyskutują, wydają tomiki poetyckie.
Mam na myśli członków Grupy Literackiej „Wiklina”, która działa w Skarżysku od…
No właśnie, trudno stwierdzić, kiedy dokładnie zawiązała się ta grupa.
Jak to było?
Początkowo w Szkole Podstawowej nr 7 działało koło literackie prowadzone przez panią Bożenę Piastę, która  rozwijała talenty swoich uczniów. Wiersze młodych twórców znajdywały uznanie na licznych konkursach poetyckich. Opiekunka koła opisywała jego pracę i sukcesy w kronice. W pewnym momencie pojawiła się  nazwa Koło Prób Literackich "Wiklina" nawiązująca zarówno do owej rośliny porastającej brzegi Kamiennej, jak i do tytułu tomiku Staffa.

 strona tytułowa kroniki

piątek, 2 czerwca 2017

Staff inspiruje


Kiedy bywał w naszym mieście, pozostawał na uboczu, mieszkańcy nie narzucali mu się, a i Poeta wolał spokój i odosobnienie.
Gdy Go zabrakło, została pamięć i coś, co może ośmielę się nazwać poetyckim duchem. I on to właśnie nie pozwala niektórym patrzeć obojętnie na świat, wyzwala wrażliwość i zachęca do działania.
Przyjrzyjmy się tym działaniom.

Oto jeden z najstarszych konkursów recytatorskich w Polsce – Ogólnopolski Turniej Recytatorski im. Leopolda Staffa, który od 44 lat gromadzi w naszym mieście recytatorów z całego kraju. Nagrodą Główną turnieju jest, jakże by inaczej, Gałązka Wikliny.

laureat konkursu w roku 2016 z Gałązką Wikliny

środa, 31 maja 2017

60 lat temu odszedł Wielki Poeta


Leopold Staff zmarł 31 maja 1957 roku w swym Rekonwalescentopolu. Wezwany przez przyjaciela Poety, księdza Antoniego Boratyńskiego, znany skarżyski lekarz, doktor Lewandowski, stwierdził zgon o godzinie 9 45.


poniedziałek, 22 maja 2017

Wieczór w muzeum

Nadeszła kolejna Noc Muzeów, która powoduje, że nawet ci, którzy zwykle są zajęci, znajdują czas, aby zajrzeć do wybranego przez siebie muzeum. Czasem nawet kilku.
Ja znów wybieram się z koleżanką do Jagodnego, gdzie szeroko otwarte drzwi szkoły podstawowej zapraszają do tutejszego Muzeum Pamiątek Regionalnych. Tym razem nikt nie wie, co będzie w programie Nocy Muzeów w Jagodnem. To spotkanie miłośników niespodzianek.


piątek, 19 maja 2017

Nowe miejsca i stare kąty

Przyjrzałam się dokładnie mapie i znalazłam miejsce, którego na blogu jeszcze nie było. To niewielka wioska w pobliżu Wiernej Rzeki – Młynki. Łatwo tam dotrzeć (asfalt), a na końcu wsi należy skręcić miedzy domami w lewo i jesteśmy przy ruinach murowanego młyna. Znany jest jako młyn Gorajów, którzy byli jego ostatnimi właścicielami. W czasie wojny pomagali partyzantom, ukrywali ich, zaopatrywali w żywność. Ktoś doniósł Niemcom i żandarmi z Łopuszna i Kielc otoczyli młyn w nocy 21 czerwca 1943 roku, ograbili go, a mieszkańców rozstrzelali na pobliskiej łączce. Historia jest dobrze znana, bo jednemu z domowników, Stanisławowi Kotowi, udało się uciec. Został ranny, ale się uratował. Niemcy młyn spalili, a po wojnie na miejscu śmierci Gorajów postawiono pomniczek, który niedawno został odnowiony. Stoi sobie samotnie wśród traw, ale jest pamiętany. 

środa, 17 maja 2017

To nie te Bieszczady

To było moje kolejne spotkanie z Bieszczadami po blisko dwudziestoletniej przerwie. W te cztery dni, kiedy wędrowaliśmy po Bieszczadach, często padało zdanie „To nie te Bieszczady…” Czyli jakie? Nie te, sprzed 50, 40 lat. 

widok na Połoninę Wetlińską i Smerek od Chatki Puchatka - lata osiemdziesiąte

wtorek, 16 maja 2017

I znów kamieniołomy

Najpierw miał być jeden, potem pomyślałam, żeby dodać jeszcze jeden w pobliżu, bo tam już dawno nie zaglądaliśmy. I na blogu nie był pokazywany. A między nimi dwoma przyplątał się jeszcze trzeci.
Ale konkretnie – od listopada mamy zaległość w postaci rezerwatu Ślichowice, do którego nie dotarliśmy z powodu deszczu (tu link). Teraz kursuje bardzo dogodny pociąg, którym można dojechać prawie pod sam rezerwat, jest więc nareszcie okazja, żeby „zaliczyć” Ślichowice. Ale głupio tak – prosto z pociągu do rezerwatu. Wypada zorganizować małą rozgrzewkę.
Wysiadamy więc na stacyjce w Górkach Szczukowskich i maszerujemy do kamieniołomu Szczukowskie Górki (nie wiem skąd taki galimatias z nazwami, ale mapa tak właśnie pokazuje, a i na stronie internetowej kopalni występują obie nazwy). Jakie wrażenia? Kamieniołom częściowo oświetlony słońcem, częściowo w cieniu. Widać, że czynny.  Zaglądamy z góry ostrożnie. 

 kamieniołom Szczukowskie Górki 

niedziela, 14 maja 2017

Pooooooooooooooszli!


Wystartowali razem – Janek i Staszek, ale właściwie od początku szli oddzielnie. Każdy we własnym tempie. Janek robił przecież zdjęcia, stąd jego tempo marszu nieco wolniejsze.
Dokonali rzeczy dla mnie nieosiągalnej – przeszli liczącą 50 kilometrów trasę Skarżyskiego Maratonu Pieszego „Nad Kamienną”. 

 znaczek okolicznościowy maratonu

piątek, 12 maja 2017

Wszyscy na pokład, czyli wyprawa na Połoninę Wetlińską

Ledwie kilka miesięcy temu towarzyszyłam wirtualnie Kasi i Kamilowi z bloga „Magurskie Wyprawy” w ich wędrówce po zasypanej śniegiem Połoninie Wetlińskiej (tu link do relacji). Wtedy nawet nie przypuszczałam, że i ja się  tam wkrótce wybiorę. Koniecznie zajrzyjcie do tamtej relacji, żeby poczuć różnicę.


Jak było na naszej wyprawie?
Zerwaliśmy się bladym świtem 1 maja, żeby zdążyć przyjechać do Wetliny zanim zacznie się duży ruch turystyczny. Do pewnego stopnia nam się to udało – znaleźliśmy miejsce na parkingu, ale na ulicach widzieliśmy coraz liczniejsze grupki turystów zmierzających w różne strony.
Nasze podejście zaplanowaliśmy żółtym szlakiem od Wetliny ku Przełęczy Orłowicza. Już na starcie zderzyliśmy się z grupą, która wysiadła z autokaru. Jej członkowie towarzyszyli nam na podejściu w kierunku lasu.
Nie było jakoś specjalnie trudno iść, ale tego dnia akurat zrobiło się nadspodziewanie ciepło. W efekcie większość rzeczy do ubrania musiałam targać w plecaku. Kto by się tam tym przejmował! Widoki na okolice rekompensowały wysiłek.

aż się wierzyć nie chce, że niedługo tam się wdrapiemy 

środa, 10 maja 2017

W poszukiwaniu suchych dróg

Gdzie turysta świętokrzyski wyrusza z taką misją? Tam, gdzie lasy suche, a na mapie żadnych poziomych kresek oznaczających bagna. I nie jest ważne, że był już setki razy w takiej misji. W tym samym miejscu, rzecz jasna. Czy tym razem się zawiedzie? Oto mała podpowiedź:

im dalej, tym lepiej

wtorek, 9 maja 2017

Zaskakujący Żuków

Koledzy wypatrzyli to pasmo na mapie Bieszczadów i zapragnęli je poznać bliżej. Uważne obejrzenie mapy wskazywało, że pasmo nie powinno sprawiać szczególnych trudności, bo wystarczy na nie wejść, a potem to już się idzie i idzie grzbietem jak po stole. Ale to przecież Bieszczady – a nie będzie tam błota?
I tu się panom przypomniało, że kiedyś pokonywali fragment tego pasma i błoto napotkali porządne.
W tej sytuacji uradzono, że przejdziemy tylko część pasma, a później skorzystamy z niebieskiego szlaku, który je przecina i zejdziemy do Teleśnicy. Jedynie najmłodszy uczestnik wyprawy postanowił zmierzyć się z błotem i przejść całą centralną część pasma aż do miejscowości Żłobek.
Podjechaliśmy więc zgodnie z planem do parkingu leśnego na południe od Ustjanowej Dolnej i rozpoczęli nasze spotkanie z Żukowem.
Od razu nas zaskoczył – zamiast błota rozłożył przed nami solidną drogę, tak zwany koszmarny sen piechura, czyli asfalt. Cóż było robić? Pomaszerowaliśmy asfaltem. To znaczy, mnie się wydaje, że to asfalt - kolega Ed jest zdania, że to jednak utwardzona droga. Niech i tak będzie - stopy nie lubią i takiej.

 zamiast błota ...

niedziela, 7 maja 2017

W majowym lesie po deszczu


To miejsce i czas akcji naszej niedzielnej wycieczki. Wybrane ze względów czysto praktycznych i w nadziei, że jednak rzeczywiście będzie po deszczu, a nie w czasie. Na starcie Irena solennie obiecała, że za pół godziny przestanie padać. I przestało. 

początek wędrówki jeszcze pod parasolkami

sobota, 6 maja 2017

Co jeszcze w pobliżu Wołkowyi?

Sprawdzamy na mapie, co ciekawego jest do obejrzenia. I okazuje się, że niestety sporo. A czasu niewiele, więc wybieramy to, co niedaleko.
Skoro już idziemy na północny wschód od Wołkowyi, to decydujemy się przejść szlakiem rowerowym do Bereźnicy Wyżnej. Szlak rozjeżdżony, w tej sytuacji wolimy przejść skrajem lasu i łąką. Mamy z niej widok na wieś i od razu wiemy, że trafiliśmy dobrze. 

 okolice Bereźnicy Wyżnej 

czwartek, 4 maja 2017

Majówka w Wołkowyi

Wszystko wskazywało na to, że będzie słabo.  Cały tydzień lało, było zimno. Nawet się nie chciało wyjść z domu. A tu gospodyni z Wołkowyi zapewnia przez telefon, że tam cieplutko i bez deszczu. Co do prognoz pogody na ten okres, to wszyscy wiedzą – nie ma im co wierzyć, bo meteorolodzy robią się nagle nadzwyczaj oględni.
I tak poinformowani ruszamy w drogę – cały czas leje albo pada. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że i tam zaczęło padać. Ale rano zaświtała iskierka nadziei – oto jaki widok miałam z okna.

 mój pierwszy bieszczadzki poranek

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wycieczka zmienną jest

Jak pogoda. Kiedy piszę ten tekst, za oknem świeci ostre słonce, a wszystkie portale pogodowe mówią, że właśnie u nas pada.
Taka oto dezinformacja meteorologiczna spowodowała, że zrezygnowałam z trasy planowanej na niedzielę i wybrałam tak zwany wariant bezpieczny – jedziemy pociągiem do Łącznej i wracamy do domu blisko szosy. W razie czego będzie łatwy odwrót.
A jak było? Jak w tytule i w pogodzie – ciągłe zmiany. 
Już na początku kolega Ed zaczął domagać się odejścia od planowanej drogi i przejścia w kierunku pól. Skoro właściwie żadnej planowanej drogi i tak nie było, to się poszło w kierunku pól. Połaziliśmy tu i tam bez większego entuzjazmu, ale też i bez problemów – tu jakieś nowe ścieżki, tam widoki. 

polna droga (ta prowadzi do Krzyżki)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Co tu jest do zwiedzania?

… zapytała jedna z pasażerek busa, z którego wysiadaliśmy we wsi Szałas.
Może nowych dla nas miejsc niewiele, bo niedawno byliśmy w tej okolicy (tu link). Teraz jednak postanowiłam znaleźć choćby jedno takie, gdzie jeszcze nie zaglądaliśmy. Zainspirowała mnie dyskusja pod poprzednim postem. Czyli znów ruszamy na „szlak Hubala”.
Zaczynamy wędrówkę w Szałasie. Okazuje się, że we wsi jeszcze trochę zimy, wiatr ostro wieje, ale słońce lekko świeci. 

jeden z dopływów Krasnej w Szałasie 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Spokojna wycieczka na niepogodę

Taka, żeby nie za długa i z możliwością skrócenia trasy w razie deszczu. No i raczej w kierunku domu.
Pojechaliśmy więc busem do Rzucowa, z którego zaczęliśmy naszą terasę na południowy wschód. Od naszej poprzedniej bytności w tym miejscu minęło trochę czasu (tu relacja ze stycznia 2013, a tu z marca) i chcieliśmy sprawdzić, co się zmieniło.
Otóż, modrzewiowy dworek jest teraz tak porządnie ogrodzony, że przeciętny turysta nie wejdzie do otaczającego go parku, ani nie obejrzy pobliskiego stawu. Ale turysta sam sobie winny, bo można się umówić z właścicielami na zwiedzanie, o czym nie wiedziałam, następnym razem radzę skorzystać ze strony dworu (tu link) i się umówić – ja tak zrobię. 

dziewiętnastowieczny modrzewiowy dwór w Rzucowie