czwartek, 28 września 2017

Tradycji stało się zadość – wracamy na Święty Krzyż

Ostatnio staramy się być przynajmniej raz w roku w tym miejscu. Bywały lata, że nie mieliśmy jak się tam dostać (problemy z dojazdem), ale się rozpracowało połączenia i radzimy sobie.
Tym razem ulegliśmy czarowi kierowcy busa z Kielc do Rudek, który nas formalnie zaciągnął do siebie, a potem z fasonem dostarczył na rynek w Nowej Słupi.   
Wysiedliśmy. Pogoda jak drut. Trochę się ponarzekało, że niebo zbyt niebieskie i chmurek malowniczych brakuje, ale mimo wszystko ruszyliśmy na zaplanowaną trasę. 

tegoroczny wrzesień nie przyzwyczaił nas do takiego nieba

poniedziałek, 25 września 2017

No i przestało padać

Z tym, że nie od razu. Deszcz nas testował. Rano lekko mżyło. No to my nic. Pojechaliśmy do Kunowa. A tam jak nie lunie! Nie, żeby ulewa, ale mocny deszczyk. Na szczęście było dosyć ciepło, to się poszło na trasę.
Szliśmy w tym deszczu, zdjęć się nie robiło, spokojny spacer.
Wędrowaliśmy niebieskim szlakiem do Nietuliska. I pojawiła się myśl, że świetnie tak iść w deszczu asfaltem. Przynajmniej nam nogi nie przemakają. Tacy z nas optymiści.
W okolicy Nietuliska deszcz niespodziewanie ustał. I już nie wrócił. Szarość pozostała, co widać na zdjęciach.

taka biedna ta Matka Boska, że aż serce boli

sobota, 23 września 2017

Czerwcowe popołudnie w Krośnie

Do Krosna wybraliśmy się w dniu zakończenia roku szkolnego. Pogoda była bardzo zmienne – czasem słońce, czasem deszcz. I mnóstwo odświętnie wystrojonej młodzieży. Zwłaszcza na rynku.
Pierwsza rzecz, jaka mnie zadziwia, to fakt, że ja przecież byłam w Krośnie tak pi razy drzwi 40 lat temu, ale to chyba jednak nie w tym Krośnie. Pamiętam jakieś nieduże, zwyczajne miasto. Wniosek – albo moja pamięć nietęga, albo miasto tak wypiękniało.
No to rzućmy okiem na rynek. Duży, elegancki z ciekawymi kamienicami. Prawdziwy raj dla miłośników kawiarenek pod parasolami i spacerów podcieniami, kiedy pada deszcz. 

czwartek, 21 września 2017

Ojciec Klary kupił ze wsią zamek stary …*

Zamek jest tak stary, że bez problemu się domyślimy jego budowy w czasach Kazimierza Wielkiego. Był własnością królewską do czasu, gdy król Władysław Jagiełło podarował go mężnemu rycerzowi – Klemensowi z Moskorzewa.
Ów zamek został rozbudowany w piętnastym wieku przez potomków Klemensa. I tak mamy zamek górny (starszy) i dolny (późniejszy).

zamek Kamieniec - łatwo rozróżnić górny i dolny zamek, a i wieś też trochę wchodzi w kadr 

wtorek, 19 września 2017

Prządki – skałki owiane legendą

Legend jest kilka, niektóre się wykluczają, inne różnią się niewielkimi szczegółami. Ogólnie rzecz biorąc najczęściej pojawia się w nich motyw panien zawzięcie przędących mimo dnia świątecznego (czy to niedziela czy Wielkanoc, różnie powiadają). Oczywiście w tle jest przystojny i zamożny młodzian. 

twarz Prządki-Baby

poniedziałek, 18 września 2017

Pada? A, niech pada…

Pod tym skromnym hasłem przebiegała nasza niedzielna miniwycieczka.
Było jasne, że zanosi się na deszczową niedzielę. Mieliśmy jednak ochotę wyjść z domu. Logika podpowiada w takiej sytuacji trasę niedługą i prowadzącą do domu.
Wysiadamy z pociągu w Marcinkowie i ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Pleśniówki. Od razu zaczyna lekko mżyć, wyciągamy osłony przeciwdeszczowe i maszerujemy dalej.

Kamienna w Marcinkowie - już lekko mży

czwartek, 14 września 2017

Ledwo się wycieczka zaczęła, a tu już koniec


Od dłuższego czasu chciałam sobie połazić po górach. Nawet nie, żeby specjalnie wysokich, ale tak, żeby były. No i kolega Ed wymyślił wycieczkę, która teoretycznie pasowała.
Tylko ramy czasowe dziwne były. Nawet bardzo. Wyjechaliśmy busem po dziewiątej. To już taki poziom ekstrawagancji, że aż dziw. Myśleliśmy – późno wyjedziemy, późno wrócimy. Ale nie – się przebiegło trasę i powrót wczesny był.
Początek wycieczki w Kostomłotach w pobliżu grafitowego hotelu (dojazd – ponad godzinę). A tam świetna, choć lekko pokryta rosą droga leśna. Chłodno było, więc ruszyliśmy szybkim krokiem przed siebie. Udało mi się kątem oka zauważyć kilku grzybiarzy. Koledzy odnotowali grzyby (trafiły do torebek).

doskonała droga - nieprawdaż?

środa, 13 września 2017

Bóbrka kobiecym okiem

Chyba dla nikogo nie jest tajemnicą, że nie przepadam za zwiedzaniem obiektów przemysłowych. Ale do muzeum w Bóbrce bardzo chciałam się wybrać. Dlaczego? Bo uległam sile reklamy. I to jakiej – babskiej! Dwie koleżanki zwiedzały to muzeum i tak się nim zachwycały, że dałam wiarę szczerości ich entuzjazmu.
Poza tym nie bez znaczenia jest fakt, że w Bóbrce mamy pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej. W dodatku jest ona nadal czynna. Wniosek – być w pobliżu i nie zajrzeć to duży błąd.
A teraz moja relacja. I nich nikt nie oczekuje obiektywizmu. Tak wszystko opiszę, jak mi serce dyktuje.

do muzeum

poniedziałek, 11 września 2017

Bo to atrakcyjna okolica …

Sam dojazd zajmuje nam około dwóch i pół godziny. Z tego pół godziny spędzamy na kieleckim, dworcu PKS. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że obiekt niedługo przejdzie generalny remont, korzystamy więc z okazji uwiecznienia jego stanu obecnego. Będzie zdjęcie historyczne.

kielecki dworzec PKS, zwany popularnie "spodkiem" albo "UFO"

piątek, 8 września 2017

Na polnych dróżkach

Takimi drogami wędrowaliśmy z Iwonicza do Iwonicza-Zdroju i dalej do Jasionki. Pogoda dopisała, widoki były. 

 pola i ścieżki w okolicach Lubatowej 

środa, 6 września 2017

Z Iwonicza do … Iwonicza

Nie jest daleko, ale warto zajrzeć i tu i tam.
Dawno, dawno temu była jedna wieś Iwonicz własność niejakiego Iwonia z Goraja herbu Korczak. Jak podaje wielce uczona ;) Wikipedia było to w czasach Kazimierza Wielkiego.
Lata i wieki mijały, właściciele się zmieniali, każdy coś tam od siebie dołożył, zbudował, zadbał. Najeźdźcy z obcych krajów coś zniszczyli. Trzeba było odbudowywać. I tak sobie żył nasz Iwonicz.
W pierwszej połowie 16. wieku właściciel Iwonicza otrzymał przywilej królewski potwierdzający właściwości lecznicze źródeł, które biły w tej okolicy.
W 15. wieku powstała pierwsza parafia we wsi, od tamtego czasu kościół parafialny pod wezwaniem Wszystkich Świętych wielokrotnie rozbudowywano. Nadal widać po nim pierwotny gotycki charakter, ale dobudowane kaplice czy wieża nie są w tym stylu.
Udało nam się na krótką chwilkę zajrzeć do wnętrza, gdzie młodzież szkolna szykowała się do uroczystego zakończenia roku szkolnego. 

nawa główna kościoła p.w. Wszystkich Świętych z neobarokowym ołtarzem głównym i polichromiami iluzjonistycznymi w tym samym stylu 

wtorek, 5 września 2017

Jeszcze jedna wędrówka zielonym szlakiem

Szliśmy tym szlakiem z Barwinka przez Zyndranową aż do podnóża Piotrusia. Tu się rozstaliśmy.
Kolejne spotkanie za kilka dni zaczęliśmy w Tylawie. Wysiedliśmy z busa i zaraz prosto w las.
Tym razem się nie ubłociliśmy. Trochę mi tylko buty wilgoci złapały na wysokiej trawie śródleśnej polany. Ale za to las nas nauczył pokory. Najpierw trzeba się było pochylić pod zwalonym pniem, a potem na podejściu pod Dziurdź to już wolna amerykanka. Dlaczego? No, bo stromo było. Szef przeskoczył jak Janosik na szczyt, a ja od drzewka do drzewka i jakoś się wdrapałam. Od razu człowiek wie, że w górach jest, a nie jakieś pitu pitu. 

do lasu z należna pokorą

poniedziałek, 4 września 2017

Spacerkiem po Zawadce Rymanowskiej

Schodzimy z Piotrusia, na skraju lasu mamy widok na Cergową i wieś u jej podnóża. To Zawadka Rymanowska. Wciśnięta między dwa masywy górskie, leży nad potokiem, co do którego nie wiem, jak się nazywa. „Magurskie wyprawy” nazywają go Potok Terśniański, moja mapa mówi Potok Ambrowski.

widok ze skraju lasu - Cergowa jak na dłoni, a Zawadka Rymanowska schowana

niedziela, 3 września 2017

Na spotkanie z Piotrusiem

Bardzo wysoki to on nie jest, ale i tak wyższy od Cergowej (728 m n.p.m.). No i jaki przystojny! Wart zachodu, bez dwóch zdań.

on ci tam jest, na horyzoncie