poniedziałek, 31 marca 2025

Kierz Niedźwiedzi – na starych i nowych ścieżkach

Wycieczka w te okolice nie była naszą pierwszą, byli jednak tacy, co się za nimi stęsknili, dlatego po dwóch latach z malutkim haczykiem znów tu wracamy (tu link do poprzedniej relacji). Z trzech zaplanowanych przeze mnie wariantów trasy powstał czwarty – improwizowany. 

Czyżby drzwi do lasu?

Wyruszamy z parkingu przy cmentarzu (to truizm, ale najlepsze parkingi wycieczkowe znajdują się przy kościołach i cmentarzach). Kierujemy się drogą, którą początkowo ledwo widać pośród traw, a jest rewelacyjna. Już chyba na stałe się polubimy. Wędrujemy na południowy wschód, czyli słońce świeci nam w oczy. 
 

Po obu stronach drogi mamy przyjemne widoki na pola. Teoretycznie powinniśmy mieć również widok na płynąca tuż obok rzeczkę i niewielkie stawy na niej. W praktyce widzimy szuwary, na miejscu, gdzie kiedyś była woda. Na wszelki wypadek nie podchodzimy bliżej, bo, kto wie, ale może zamiast rzeki mamy bagnisko.
 


pola wczesną wiosną
 
Coraz bliżej las. W sercu znów ukłucie tęsknoty za dawno wywiezionym stąd głazem narzutowym. 
 
 
Przy wejściu do lasu chwila zastanowienia – którą drogę wybrać – prawą czy lewą. Poprawna odpowiedź może być tylko jedna – prawą. Jest wygodna i prowadzi prościutko do celu. 
 


Jakiż to cel, zapytacie. Otóż sosna „kapliczkowa”. Nie pomnik przyrody, ale drzewo ekologicznie cenne. No i bliskie turystycznemu sercu. Zawsze przed spotkaniem mam cień obawy, czy jeszcze będzie. Nadal jest. Nic się nie zmienia. Kapliczka, która dwa lata temu upadła, teraz znów wisi. 
 


Spotkanie udane.
 

Możemy ruszyć dalej na południowy wschód. Droga dobrze znana  porządna, z jedną kałużą.
 

Na rozstaju dróg muszę zdecydować, który wariant trasy wybieram. Rezygnuję z najkrótszego. Nastawiam się na wędrówkę bitą drogą na północny zachód. Na poboczach kwitną podbiały. Droga monotonna. W sumie robi się nudno.
 
 
W tej sytuacji decyduję spontanicznie skręcić w ładną leśną drogę na północ. Odrobina wykrotów, bliskość drzew – od razu raźniej. Eksperyment udany.
 
 
Nasza droga doprowadza do innej na zachód. No, to też strzał w dziesiątkę. Nie dość, że droga przyzwoita, to jeszcze rosną przy niej malowniczo pochylone dęby, a dalej powykrzywiane sosny. 
 


Droga doprowadza do szosy. Już z niej widać nasz parking. Udajemy, że nikt go nie zauważa i wkraczamy na ścieżkę po drugiej stronie szosy. Tu trochę trudniej wędrować, ale i tak jest w porządku. 
 

Po śniadaniu na pniakach ruszamy dalej. Możemy bez trudu dotrzeć do parkingu, ale jednak zamierzam odwiedzić samotny grób powstańców styczniowych skryty gdzieś w lesie. Na mapie trasy zauważycie, że zamiast wybrać najkrótszą trasę, skręciłam w lewo i poszliśmy okrężną drogą dla nabrania rozpędu. Przyznaję, nieco się tym wyborem wygłupiłam. Droga była średnio dobra, doprowadziła do wyrębu, gdzie żadnej drogi nie było wdać. A była. I to rewelacyjna. Dobrze, że koledzy ją wypatrzyli. Nią dotarliśmy do mogiły. Od razu zauważyliśmy zmiany – pojawił się nowy krzyż, a tablica nagrobna jest pięknie odnowiona.
 


tak było 10 lat temu
 
tylko kapliczka na drzewie bez zmian
 
Ławki przy mogile zachęciły nas do krótkiego odpoczynku i już mogliśmy iść dalej.
 

chwila odpoczynku, chociaż wysiłku dużego nie było
 
Wkrótce dotarliśmy na miejsce startu i mety. Można było zakończyć wycieczkę. Muszę jeszcze zaprezentować zaskakującą zmianę otoczenia. Dwa lata temu szliśmy od strony wsi polną drogą, a teraz zaskoczył nas widok eleganckiej ulicy z chodnikiem. Tak to się pięknie Kierz rozwija. My jednak tracimy koleją dróżkę do wędrowania…
 
ulica Piękna 2 lata temu
 
i teraz
 
Podsumowanie:
Trasa liczyła 10,3 kilometra. Większość dróg wygodna i dostępna dla roweru. Jedynie ta wąska, którą wybraliśmy za szosą raczej dla piechurów. Nie ma jednak potrzeby jechać nią – można korzystać z wygodnej bitej drogi, którą my opuściliśmy. Nie doprowadzi ona wprawdzie do mogiły, ale można pojechać szosą i za cmentarzem skręcić w lewo w polną, a potem leśną drogę – obie rewelacyjne na rower. 
 
mapka trasy (dwie większe kropki to miejsce sosny i powstańczej mogiły)
 
PS konia z rzędem temu, co wyjaśni, dlaczego rzeczka w Kierzu nazywa się Palma.
 
Zdjęcia – Edek i ja

2 komentarze:

  1. Jak zwykle bardzo ciekawy post, z wieloma interesującymi szczegółami. Zawsze czytam z zaciekawieniem, bo zupełnie nie znam tych terenów. Dziękuję za przyjemność wędrowania z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że zaglądasz. Możemy się wzajemnie uzupełniać - ja poznaję lubelskie okolice, Ty możesz spojrzeć na świętokrzyskie naszymi oczami.

      Usuń