niedziela, 12 kwietnia 2026

Pałac Wielopolskich i otaczający go park

Po zwiedzeniu Szewny zatrzymałyśmy się z koleżanką we wspomnianym w tytule wpisu obiekcie. Cały zespół pałacowy jest wpisany do rejestru zabytków, a od roku 1966 pałac pełni funkcje muzeum. 
 

Mając taką podstawową wiedzę możemy rozpocząć zwiedzanie. I tu porada praktyczna – poproście o zwiedzanie z przewodnikiem. Usługa jest jednocześnie bezpłatna i bezcenna. Oprowadzająca nas przewodniczka świetnie przybliża historię obiektu. Dzięki niej wiemy, że pałac zaprojektowany przez Leandro Marconiego był wianem Marii Laskiej, która wyszła za mąż za Zygmunta hrabiego Wielopolskiego, poznajemy też ploteczki na temat gospodarowania majątkiem, zajęć pani domu i nawet bezboleśnie godzimy się ze sprzedażą majątku w roku 1931. Ciekawe są też dalsze losy pałacu będącego własnością ostrowieckiej huty, a o jego powojennych perturbacjach to już sami sobie poczytajcie (tu link do strony muzeum). 
 

Jak się nietrudno domyślić, układ architektoniczny pałacowych wnętrz i jego oryginalne umeblowanie nie zostały zachowane. Niedawno jednak obiekt przeszedł renowację i prezentuje się naprawdę świetnie. No, a jego ekspozycja… To prawdziwy miód na moje serce. Muzeum eksponuje bogate zbiory porcelany ćmielowskiej. Można je podziwiać w ujęciu chronologicznym – od początkowych fajansów po współczesne obiekty wysokiej klasy artystycznej. 
 
fajans, a jaki śliczny
 
waza - część serwisu obiadowo-deserowego Rococo Serves
 
prześliczna filiżanka (pani przewodniczka zwraca uwagę na wysoką jakość przezroczystej i zdobionej reliefami porcelany) 
 
fragment serwisu obiadowego z końca XIX wieku
 
efektownie zdobiony komplet toaletowy (pozostałe jego części na dolnej półce toaletki)
 
dzbanek z serwisu 520

jeden z serwisów w stylu art deco
 
talerze Zofii Stryjeńskiej z cyklu "Tańce polskie"
 
naczynia "Ślad człowieka" 
(dodam, że zdjęcia prac mojego ukochanego Lubomira Tomaszewskiego wszystkie złośliwie się nie udały)
 

Nie ucieka się tu i od prezentacji lokalnych wyrobów garncarskich, czyli ceramiki denkowskiej (oj, chyba pora, żeby znów zajrzeć do Denkowa). 
 

Ściany pałacowych sal zdobią eleganckie portrety dam i panów, a wśród nich i ktoś z rodu Wielopolskich się zaprezentuje. 
 
portret Hieronima Wielopolskiego z roku 1779 (autor nieznany)
 
Przewodniczka zaprosiła nas też i na zwiedzanie pałacowego piętra. A tam wystawa pod oryginalnym tytułem „100 * 60 * 40. Sto lat ostrowieckiego muzealnictwa”. Podane liczby odnoszą się do historii – 100 lat temu powstało pierwsze w Ostrowcu muzeum, przed sześćdziesięciu laty, o czym już wspomniałam, 3 grudnia 1966 w pałacu Wielopolskich utworzono Muzeum Regionalne, które 40 lat temu połączyło się z muzeum w Krzemionkach i tak powstało Muzeum Historyczno-Archeologiczne w Ostrowcu Świętokrzyskim. Oglądając tę wystawę stykamy się z plakatami reklamującymi dawno minione wystawy muzealne czy występy znanych artystów, dawnymi eksponatami muzealnymi, zdjęciami z ważnych wydarzeń (tu szczególną dumą napawa wpisanie Krzemionek na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w roku 2019, co podkreśla stosowny dyplom, którego zdjęcie niestety mi się nie udało). 
 



Po obejrzeniu wystawy zakończyłyśmy zwiedzanie pałacu, ale zachęcone przez przewodniczkę udałyśmy się na spacer po otaczającym go parku. Wierzcie mi – warto było. Trafiłyśmy na koniec okresu kwitnięcia krokusów, których efektowny kobierzec cieszy oczy. Mnie urzekł bezwzględnie. 
 


Na innych klombach dostrzegłyśmy ostatnie kwitnące jeszcze ciemierniki, w trawie fiołki, a pąki tulipanów zapowiadają, że i w maju w parku będzie kolorowo. 
 


No i okazałe stare drzewa o potężnych pniach… Tu mam jedną uwagę – może by warto przy niektórych dodać tabliczkę z nazwą okazu, bo wczesną wiosną bez liści trudne są do zidentyfikowania. 
 


Między drzewami wyłaniają się posągi, które prywatnie nazwałyśmy „Wenus Bezgłowa”. 
 

Tak to idąc alejką głównej osi widokowej parku dotarłyśmy do furtki, za którą już niedaleko do ulicy. 
 

Wniosek – pora było pożegnać pałac i park. 
Jeszcze tylko zajrzałyśmy nad znajdujący się po drugiej stronie ulicy staw. Jest on długi i raczej wąski, choć ma też coś w rodzaju grobli po środku. 
 


Zdaje się, że można tam złowić jakieś ryby, bo na przeciwległym brzegu zauważyłyśmy panów z wędkami. 
 

Nie zgłębiałyśmy tematu, bo czekało nas jeszcze jedno miejsce do zwiedzania. Jakie? Odpowiedź w kolejnym wpisie. 
 
Zdjęcia mojego wyrobu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz