poniedziałek, 26 listopada 2018

Zastoisko wodne – zakaz kąpieli

Zanim do zastoiska dotarliśmy trzeba było się trochę rozruszać. Nasz ulubiony kierowca wysadził nas na przystanku w Michniowie. Pusto mu się zrobiło, bo kto mu tak ładnie wypełni pojazd, jak nie my?
A my ruszamy drogą, która na  tej wycieczce zyskała swoją nieoficjalną nazwę –  Opalanka. Skąd taka nazwa? Prowadzi ta droga w kierunku leśniczówki Opal. Nawet, jeśli nie bezpośrednio, to i tak jej się takie imię należy. 

na Opalance


 pomnikowa sosna przy drodze

Leśniczówka Opal jest uznana przez nas za jedno z najlepszych miejsc wypoczynkowych. A właściwie to tu się obżeramy. Dziś też. Smakołyki na słodko. 

coś na ząb

kapliczka św. Huberta przy leśniczówce Opal  

Posileni solidną porcją cukru maszerujemy dalej w kierunku wsi Kleszczyny. 

 na leśnej drodze 

Tu zatrzymujemy się na chwilę przy krzyżu wystawionym w miejscu, gdzie w sierpniu 1943 zginęło pięciu partyzantów z oddziału „Szorta” zgrupowania „Ponury” AK. Byli akurat na patrolu i trafili na niemiecką żandarmerię. Wywiązała się bitwa, w której partyzanci ponieśli śmierć. Upamiętniono to stosownym pomnikiem w czterdziestą rocznicę bitwy.

pomnik w Kleszczynach 
 
Z Kleszczyn prowadzi prosta droga do kamieniołomu „Kopulak”. Byliśmy tu kilka lat temu (tu link). Przypomnę jednak, że występują tu skały osadowe z okresu dolnego triasu – to piaskowiec pstry. Ładny kolor ma ten piaskowiec – jest rudy „jak lisia skórka latem”. Był okres, kiedy zaprzestano wydobycia w tym kamieniołomie i wtedy na jego dnie zebrała się woda. To właśnie owo zastoisko wodne z tytułu. Jest równie rude, jak skały wokół. 

widok z góry na kamieniołom



 a tu kamieniołom widziany z poziomu wyrobiska
 
Kiedy dotarliśmy do „Kopulaka”, zaświeciło słońce. Niech więc was nie dziwi kolorystyka zdjęć kamieniołomu. Tam rzeczywiste jest tak czerwono, jak widać.  

rożne odcienie rdzy 

ślady wierteł


fotografujemy, ile wlezie
 
Po obejrzeniu kamieniołomu mieliśmy dylemat – szukać pobliskiego źródełka, czy kolejnego kamieniołomu. Zwyciężyła opcja kamieniołomu. Udaliśmy się więc na północny zachód drogą, co to czasem była ładna, czasem zawalona ściętymi gałęziami, czasem z kałużą. Ot, zwyczajna leśna droga.

modrzewiowe igły ścielą się na ścieżce

maszerujemy 
 
A na końcu drogi mały strumyk, za nim zaś dawno zapomniany kamieniołom. 

 nie było trudno

okazały dąb w pobliżu wyrobiska

W porównaniu z „Kopulakiem” zajmuje chyba nawet większy obszar, bo dosyć długo go musiałam okrążać, żeby dotrzeć do wejścia. I na tym kończą się jego przewagi. Zarósł naprawdę solidnie. Między bezlistnymi gałęziami przezierają jednak fragmenty ścian w górnej części wyrobiska. Barwa taka sobie – czerwonawa, szara, czasem pozieleniała. Ale wydaje mi się, że możemy mieć tu do czynienia ze skałami tego samego typu, co w „Kopulaku”. 



nieczynny kamieniołom koło Rejowa

Po opuszczeniu kamieniołomu zmierzamy w kierunku torów kolejowych i nad zalewem Rejów grupa nam się rozdziela. Jedni w prawo, inni w lewo. Jak komu bliżej w domowe pielesze. 

 zalew Rejów

jego stali rezydenci

Na przystanku autobusowym nastąpiło podliczenie długości trasy – 13,9 kilometra. Czyli czternaście, co się będziemy o jedną dziesiątą spierać.  
Mapki trasy nie będzie, bo przebiega ona na połączeniu dwóch stron mapy Gór Świętokrzyskich i za dużo komplikacji się pojawia przy wykonaniu jednej mapy na blog.

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

4 komentarze:

  1. Fajna kolorowa trasa... kopulak to perełka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez "Kopulaka" kolorów by było mniej. Dobrze, że można tam wejść i obejrzeć go sobie. Nic to, że buty usmarowane w czerwonej glinie.

      Usuń
  2. I już wiem gdzie jankesi kręcą zdjęcia z Marsa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale by się nasz region od tych zdjęć wzbogacił! :)

      Usuń