czwartek, 7 listopada 2019

Powrót na Gościniec Kościuszki

Dawniej często wędrowaliśmy tym traktem. Potem seria prac budowlanych rozbudowujących drogę szybkiego ruchu w pobliżu Szydłowca praktycznie nas od niego odcięła. I wreszcie teraz sprawdziłam, czy uda nam się dotrzeć na gościniec. Bez problemu. 

leśny odcinek gościńca 

Wysiadamy w Szydłowcu na początku ulicy Kościuszki na przystanku przed Zespołem Szkół im. Korpusu Ochrony Pogranicza. Na placu szkolnym oglądamy pomnik wystawiony w 75. rocznicę bitwy pod Barakiem oraz 90. rocznicę powstania KOP. U stóp pomnika pod tabliczką ze stosowną informacją złożono ziemię z pól bitewnych i mogił żołnierzy KOP. Przez szacunek dla tych żołnierzy nie zaprezentuję owej tablicy, bo ilość błędów ortograficznych na niej nie pozwala mi na to.

 
Potem docieramy do uliczki Polanki. Przy niej znajduje się zapomniany nieczynny kamieniołom. Mam wrażenie, że pamiętają o nim jedynie osoby z nadmiarem śmieci – wysypisko na dnie kamieniołomu jest naprawdę duże i uniemożliwia wejście na teren wyrobiska. Oglądamy teren z górnego poziomu. Ja nawet zdobywam się na czyn desperacki i schodzę nieco bliżej jednej z kamiennych ścian. 

taniec drzew w dawnym kamieniołomie 

 ściana, do której udało mi się zejść
 
Na końcu ulicy Polanki docieramy do przepustu pod obwodnicą i spokojnie przechodzimy na gościniec. Andrzej jest zdumiony brakiem czegoś w rodzaju tablicy informującej, że oto jesteśmy na Gościńcu Kościuszki. Obawiam się, że taka tablica nie zostanie nigdy ustawiona, bo ta nazwa nie funkcjonuje nigdzie oficjalnie. Odkąd wędruję turystycznie, nasza grupa używa tej nazwy. Tak było i dawniej. Może to jakaś lokalna nazwa. Może nawiązanie do pobliskiej ulicy Kościuszki. A może faktycznie jakiś oddział Kościuszki przemieszczał się tą droga z Kielc w kierunku Warszawy. Nie wiem. I raczej się nie dowiem. 

początkowy odcinek gościńca 
 
Trakt zmierza w stronę wsi Sadek, a potem lasem wyprowadza nas do Świerczka. Jest wygodny i szeroki. Przechodzi wśród pól, a te porastają brzózkami. Szkoda, że akurat tego dnia słońce zrobiło sobie dłuższą pauzę i nie chce dodać okolicy barwy.

jesienna polna dróżka (nie szliśmy nią - szkoda)
 
Leśny odcinek gościńca jest przyjemny do miejsca, gdzie pojawiają się najwięksi miłośnicy lasu. Tną drzewa na potęgę. A drogę rozjeżdżają ciężkim sprzętem. Musimy iść bardzo ostrożnie, poślizgnąć się na tej brei nietrudno, ale z podniesieniem się może być poważny kłopot.

jak tu iść? 
 
Na szczęście za jakiś czas droga wraca do normy. Znów jest przyjemnie i wygodnie.

powrót na normalną drogę 

Ja na chwilę schodzę z gościńca, a tam wśród drzew czyha na mnie taki oto uśmiechnięty łobuzersko stwór. 

 drewniany kaczozaur 

wygodna leśna droga 

Za lasem przechodzimy obok polanki na skraju wsi Świerczek, gdzie nadal stoi kapliczka ufundowana przez powstańca styczniowego. Gdzieś tylko zniknęła jedna z tabliczek na niej. Mam nadzieję, że to nie wandalizm, a renowacja.

kapliczka AD 2019

 tej tabliczki brak - zdjęcie z roku 2016 
 
Z planowanych atrakcji zostało nam jeszcze odnalezienie i obejrzenie punktu geodezyjnego w Lipowym Polu. Przed laty znajdował się on wśród pól wsi niedaleko remizy strażackiej. Miejsca nie zmienił, ale miejsce się zmieniło. Pola stały się ugorami, zarastają drzewkami. Jeszcze parę lat minie i znak będzie znajdować się w lesie. Oj, szkoda by było, bo to ważny świadek historii. 

znak geodezyjny obecnie 

a tak wyglądało jego otoczenie jakieś 40 lat temu  
 
Nazywany bywa triangulem, choć nie ma tej formy. Służył do pomiarów prowadzonych na potrzeby Staropolskiego Zagłębia (Okręgu) Przemysłowego. Jest umieszczony na południku Łysicy. Co ciekawe wybudowano go jako jeden z wielu podobnych punktów triangulacyjnych w roku 1829 i zachował się chyba jako jedny z nich. Tym bardziej zasługuje na pamięć i zadbanie. Jak głosi tablica, badania te prowadził wybitny astronom – profesor Franciszek Armiński, założyciel i pierwszy dyrektor Obserwatorium Astronomicznego w Warszawie.  

jeszcze jedno ujęcie znaku (na mapce pod koniec wpisu jego położenie oznacza krzyżyk)

 tablica informacyjna lekko nadtłuczona 

 jeszcze cała, ale już z drobnymi ubytkami
 
Zaplanowałam, że dalsza trasa będzie przebiegać drogą wzdłuż torów. Nie jest to jakaś spektakularna droga, ale przynajmniej szybko prowadzi do domu. I tu mi się grupa zbuntowała. Nagle wszystkim się przypomniało, że przecież niedaleko jest las i możemy nim się dostać do domu. Cóż było robić? Po niedługiej naradzie ustaliliśmy, że maszerujemy w stronę lasu. 

narada taktyczna (i tylko ja mam zanik pamięci)

Polne miedze zarosły brzózkami i mieliśmy naprawdę malowniczą trasą, która doprowadziła nas na skraj lasu, a tędy już dotarliśmy bez problemów do niegdysiejszej wsi Skarżysko Książęce, która teraz jest częścią naszego wielkiego Skarżyska-Kamiennej. 

szpalery brzóz - samosiejki czy nasadzenia?

polna tapeta

 na skraju lasu 

 widok na Górę Szpitalną 
 
W ten sposób szybko i sprawnie, choć po asfalcie, dostaliśmy się do domu.

asfalt asfaltem, ale pomnikowy (lekko pochyły, to nie wina zdjęcia) dąb też można spotkać 
 
Trasa liczyła 16,8 kilometra. A słońce zaczęło świecić, jak już byliśmy w domu. Ech…


Zdjęcia – Edek, Janek i ja


2 komentarze: