Po zimnych i wietrznych dniach nareszcie nadszedł pierwszy
bez porannego przymrozku i przejmującego wiatru. W tej sytuacji wybraliśmy się
autobusem miejskim nad skromny zalew Bernatka. Ostatnio zrobił się on tak
skromny, że właściwie z daleka prawie go nie widać – ginie zasłonięty gęstymi
trzcinami i drzewami. Kiedy się podejdzie na skraj niegdysiejszej plaży, widać,
że i poziom wody skromniutki, jej powierzchnia skryta pod inwazyjnymi
roślinami.