niedziela, 19 listopada 2017

Szlakowi piekielnemu już dziękujemy

I to na dłuższy czas. Na niedzielnej wycieczce tak nas, skubaniec, wystawił, że szkoda gadać.
A taką piękną wycieczkę zaplanowałam…
Wystartowaliśmy w Piętach – tam niewielki staw. Pomyślałam: będzie wycieczka od stawu do stawu. 

staw w Piętach 

Kolega Ed nastawał na przejście naszą ulubioną alejką brzozową w kierunku Sołtykowa, ale ja twardo postanowiłam trzymać się szlaku. I jak mi się odwdzięczył?
Spory kawałek prowadził asfaltem – niech by i tak, skoro ma wyznaczone. My sobie gadu-gadu, las się zbliża i już się cieszę, że zaraz przyjemna leśna ścieżka szlaku, zero stresu, odpoczynek przed drugą częścią wędrówki, która miała prowadzić nowymi ścieżkami do Stąporkowa.  

jesienne bazie

Kamienna w okolicach Sobótki 
 
No i szlak sprawił nam niespodziankę roku – doprowadził do Kamiennej, na której jest nawet kładka. Chodziliśmy nią, kiedy jeszcze szlaku nie było. Oto dowód:
 
kładka przez Kamienną w roku 2010
 
A teraz kładka znika pod wodą. Ani do niej dojść, ani po niej przejść. 

 kładka na środku rozlewiska

rozlewisko Kamiennej - nie przedostaniesz się bez łodzi

Ja rozumiem – bobry działają. Ale przecież ktoś ten szlak całkiem niedawno wyznaczył, czyżby znakujący uznali, że taki szlak to tylko sztuka dla sztuki i wcale nim nie chodzą, choćby dla sprawdzenia, w jakim jest stanie? Nie wierzę, że to rozlewisko pojawiło się w ubiegłym tygodniu.
No dobrze, nowy mostek nie jest łatwy do zrobienia, ale można było w Piętach przymocować tabliczkę – dalszy odcinek szlaku niedostępny, obejście taką, a taką drogą, albo wyznaczyć nową trasę, jak to ma miejsce na niebieskim szlaku w okolicach Burzącego Stoku, gdzie też działają bobry.
Ciekawa jestem, co po dotarciu nad Kamienną zrobią przybysze z dalszych okolic. My mamy szczęście – jest z nami kolega Ed, który ma świetną orientację w terenie oraz mapę w innym kawałku niż mój, czyli z terenem na wschód od owego nieszczęsnego szlaku i przejmuje dowodzenie nad naszą tonącą łajbą.
Maszerujemy na północ – jest na razie dobra droga z możliwością dotarcia do Kamiennej, ale kilka prób przekonuje nas, że możemy porzucić wszelkie nadzieje na przejście tej rzeki – jest szeroko i dosyć głęboko. 

tama na Kamiennej

rzeka nieco bardziej na północ od tamy 
 
Droga też nam się kończy; wkraczamy na teren, po którym jeździ ciężki sprzęt leśników – koleiny pełne błota wciągają gapę, czyli mnie. Na szczęście zostałam wyciągnięta z błota po kostki bez wzywania helikoptera.

poziom zanurzenia
 
W końcu docieramy do brukowanej leśnej drogi, która prowadzi do szlaku niebieskiego i do źródła Biały Stok. O, jakaż to ulga i radość –podłoże pewne i suche, nawet słońce wyjrzało. 

jest luksus

ciekawy pień

jesienne modrzewie w słońcu plus przedziwne "płotki"

Przy źródle zwykle jadamy śniadanie, więc i tym razem robimy mały postój. 

Biały Stok

początek biegu Kamiennej

źródło przy pracy 
 
Wracamy na niebieski szlak, który może nas zaprowadzić do piekielnego albo w okolice Rędocina. Chyba nietrudno zgadnąć, co wybraliśmy. 

Rędocin - wieś garncarzy
 
W Rędocinie trafiła nam się gratka nie lada – tutejszy garncarz, pan Henryk Rokita, zgadza się otworzyć dla nas swój warsztat mieszczący się w starej szopie zbudowanej jeszcze przez jego ojca. Szopa już nieużywana, pan Henryk liczy sobie 97 lat i narzeka na nogi, ale swoje prace chętnie pokazuje. Podziwiamy garnki, dzbanuszki, kogutki. Jest nawet kilka niedźwiedzi. No i Chrystus Frasobliwy w paru odmianach. A najbardziej dumny jest artysta z Piety, którą zdejmuje z półki, żeby nam zaprezentować w pełnej krasie. 


koło garncarskie i walec do "wyciskania" gliny

typowy garnek z Rędocina



gliniany zwierzyniec

Frasobliwy

Pieta
 
Żegnamy się w nadziei na kolejne spotkanie i maszerujemy asfaltem w stronę Mroczkowa. 

pan Henryk Rokita

Żadne atrakcje leśne już nas nie kuszą. Poza tym asfaltowa szosa i tak prowadzi lasem, podziwiamy dorodne dęby obwieszone kapliczkami.


przydrożne dęby - ten drugi ma wyryte na pniu "Zbyszko"; nie wiem, czy to jego imię, czy podpis wandala 
 
Zauważamy leśną dróżkę prowadzącą do samotnej mogiłki w lesie. To miejsce, gdzie zginął w styczniu 1945 młody chłopak, Antoni Szczuka. Zarówno data śmierci (17 stycznia), jak i napis „zginął z rąk okupanta” dają wiele do myślenia  i nie rozwiązują zagadki tej śmierci.

 kamień pamięci Antoniego Szczuki

Po przejściu lasu lądujemy w Mroczkowie, a potem drepcemy jeszcze do sąsiedniej wsi Górki, żeby nie marznąć w oczekiwaniu na bus. 

pożegnalny rzut oka na Kamienną w Płaczkowie 
 
Tak więc – szlak nas zawiódł i nieprędko się zdecyduję na powtórne z nim spotkanie, ale wycieczka (17,5 km) była mimo wszystko udana.

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

6 komentarzy:

  1. Fajna trasa... bobry zdecydowanie przesadzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy szczęście z tą trasą, bo naprawdę mogło być dużo gorzej - taka niespodzianka. Nie wiem tylko, czy uda mi się jeszcze kiedykolwiek zrealizować tę trasę, którą zaplanowałam. Muszę rozważyć inny wariant.

      Usuń
  2. Pontonik przenośny pneumatyczny praktycznie przydatny... proponuję ;)

    Znakarz się nie popisał, pytanie brzmi czy był to ktoś z PTTK czy z gminy? Zawsze najtragiczniej jest tam gdzie jednym się kompetencje kończą a innym zaczynają, choć wcale tu tak być nie musi.

    Ten garncarz świetny!!! Najczystrzy smak wędrowania, to właśnie przy spotkaniach z takimi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozważamy zakup pontonu i wyznaczenie osoby odpowiedzialnej za noszenie tegoż. ;)
      Zrobiłam rekonesans na temat szlaku - wszyscy się teraz wypierają, bo to nie jest szlak PTTK, a problem pojawił się na granicy gmin. I mamy pat.
      Spotkanie z garncarzem to nagroda za trudy całej wyprawy. szkoda tylko, że rozmowa z nim mocno utrudniona, bo pan słabo słyszy, ale dobrze mówi. Więc i tak można się sporo dowiedzieć.

      Usuń
    2. Można też rozważyć noszenie butli z helem i poręcznego balonu - w razie napotkania rozlewiska, po prostu nad nim przelatując ;-)

      Te szlaki gminne to czasami koszmar. Unia pewnie dała pieniądze na "zagospodarowanie turystyczne" - to szlak wyznaczyli, a potem, zapomnieli.

      Usuń
    3. Pomysły masz coraz lepsze. My zamierzaliśmy wybrać najsilniejszego, który będzie wszystkich po kolei przenosić. Chętnych do startu w wyborach brak.
      Ze szlakiem jest właśnie tak, jak piszesz. Mnie on od początku wkurzał, bo wszystko wskazywało na to, jak się rozwinie. I nie myliłam się, niestety.

      Usuń