czwartek, 23 kwietnia 2026

…i nadeszła ta środa

Czekałam na nią siedem lat – od listopada 2017 (tu link). Warto było, co będzie do okazania. 
Podczas niedzielnego rajdu Irena rzuciła od niechcenia: „Jakoś tak wcześnie w tym roku zakwitły tarniny.” I to mi przypomniało plany sprzed lat. 
 
Kwitną!
 
W tej sytuacji w wietrzną, ale słoneczną środę wyruszamy na spacer nad zalewem Lipowica. Nad wodą wieje zimny, kąśliwy wiatr. Nie zraża nas to – spokojnie zaglądamy na molo, spacerujemy brzegiem. 
 

molo w Lipowicy
 
zarośnięty trzcinami brzeg w słońcu poranka 
 
pliszka siwa pilnuje porządku

a przy ścieżce tańcząca sosna
 
Potem wdrapujemy się na jedną z wież widokowych. 
 
widok z wieży na zalew i molo
  
Będąc w tej okolicy 5 lat temu nie wybraliśmy się nad Bobrzę. Tym razem trzeba nadrobić to zaniedbanie. Jedna ze ścieżek prowadzi nas nad rzekę, zmierzającą z północnego wschodu. 
 
Bobrza
 
Druga ścieżka doprowadza do miejsca, gdzie Bobrza wpada do Czarnej Nidy. 
 
ujście Bobrzy do czarnej Nidy (i nikomu nie przeszkadza, że to Bobrza jest szersza)
 
Dalej obie rzeki płyną na południowy zachód jako Czarna Nida.
 
oto ona
 
Nad tę rzekę prowadzi kolejna ścieżka. Korzystamy z niej ochoczo. Ba, nawet zapuszczamy się dalej nad Nidę, bo trawy nad nią jeszcze nie bardzo wyrosły i można ostrożnie przejść nad wodą i zrobić kilka fotek. 
 



Znad rzeki wracamy nad zalew. Tu kilka widoczków na wodę i odległe Chęciny. 
 


z każdego z tych zdjęć wyłania się zamek w Chęcinach
 
Potem próbujemy okrążyć zalew od zachodu. Teraz jest to możliwe. Nawet nietrudne. Na wysokim brzegu w niewielkim lasu jest ładna dróżka, która prowadzi najpierw na piaszczysty brzeg, a potem do grobli między dzikim fragmentem zalewu, a tym, gdzie urządzono luksusowe stanowiska dla wędkarzy.
 


I tym sposobem docieramy do zielonego szlaku. A na nim – pierwsze kwitnące tarniny. 
 

Pamiętam, gdzie tych krzewów było najwięcej, dlatego opuszczamy szlak i kierujemy się na północ w stronę wsi Przymiarki. 
 

Są! Tuż za wsią, poganiani przez hałaśliwe wiejskie psiaki zauważamy kwitnące wzdłuż polnej drogi tarniny. 
 


W oddali majaczy zamek w Chęcinach, ale to nie on jest najważniejszy tego dnia.
 

Tarninowa ścieżka prowadzi nas na szczyt górki o nazwie Czubata. 
 


Za nią mamy widok na pola w dolinie i na zboczach kolejnych wzgórz. Krótko mówiąc – zieleń pól, błękit nieba i porywy wiatru. 
 

Wybrana przez nas polna droga robi się  podmokła (wiadomo – wiosna plus obniżenie terenu daje mokro pod butami). Wdrapujemy się na grzbiet Czubatej  i schodzimy z niego porządną drogą ku Starochęcinom. 
 


We wsi zamierzamy obejrzeć kościół pod wezwaniem św. Stanisława. Już go niegdyś kilkakrotnie zwiedzaliśmy, zadowalamy się  więc tylko obejrzeniem go z zewnątrz. A i to szybko, bo na kościelnym wzgórzu okropnie wieje. 
 
zbudowany na planie krzyża greckiego kościół
 
jedna z dwóch dzwonnic

kościelny portal
 
Ale to nie kościół okazuje się największą atrakcją Starochęcin. W drodze do niego zauważamy puste bocianie gniazdo. I nagle nad głowami słyszymy coś jakby szum skrzydeł, potem przepływa nad nami wielki cień, a za nim wyłania się z cichym klekotem bocian. Przeleciał tuż nad naszymi głowami! To niezapomniane przeżycie. Za chwilę bocian ląduje w gnieździe i pozwala się sfotografować. Sympatyczny gość z niego. 
 
 
Po tych przygodach dyskutujemy, czy kontynuować wycieczkę w kierunku Podzamcza Chęcińskiego, czy skierować się ku Leśnej Górze. Pierwszy wariant wydłuża trasę, ale daje kontakt z asfaltem, drugi to czysta radość kontaktu z przyrodą. Nietrudno się domyślić, jaką decyzję podejmujemy. 
 
droga ku Leśnej Górze
 
W niewielkim cichym zagajniku na zboczu Leśnej Góry robimy postój śniadaniowy, a potem postanawiamy zdobyć ten wysoki na 255 m n.p.m. szczyt. 
 
krzyż na szczycie upamiętnia Wielki Piątek roku 1995 i 2018
 
Po drodze podziwiamy widoki na okolice, kwitnące grusze i gubiące płatki tarniny.
 
 


Teraz już pora wrócić do planowanej trasy  i wśród wiosennych pól dotrzeć do zielonego szlaku.
 


Znakowana droga prowadzi skrajem niewielkiego lasku. W sumie też jest przyjemna. 
 


Tu już zaczynają kwitnąć czeremchy. 
 

Ostatni odcinek szlaku doprowadza znów nad zalew w Lipowicy. Kilka fotek (ta z łabędziem nieudana – za daleko pływał) i po wycieczce. 
 
nadal wieje
 
Nasza wyprawa była naprawdę udana, choć okazała się króciutka – ok. 8,5 kilometra. 
 
mapa wygnieciona, bo była używana na trasie
 
Jedynie drogi na północ od Czubatej nie nadają się na rower, a pozostałe śmiało można przejść lub przejechać rowerem. Ba, nad zalewem jest specjalna ścieżka rowerowa. 
Warto tam zajrzeć.  
 
Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz