Znajdują się te ogrody w Goczałkowicach. Najbliżej jest do
nich ze stacji Goczałkowice, nie Goczałkowice-Zdrój. Są to ogrody pokazowe
przylegające do centrum ogrodniczego. W gruncie rzeczy można tam spędzić cały
dzień, nasza grupka miała mniej czasu do dyspozycji, ale i tak sporo
zobaczyliśmy.
Przez całą długość ogrodów ciągnie się główna aleja spacerowa.
Po
obu jej stronach zaaranżowano niewielkie tematyczne ogrody, w których można się
zatrzymać na dłużej, odpocząć, zaczerpnąć inspirację do urządzenia własnego
ogrodu. Zaprezentuję tutaj kilka zakątków, które nam się spodobały. Do
niektórych nie zaglądaliśmy – dzień był upalny i spacer nieco nas zmęczył.
Ja
najbardziej lubię ogrodowe zakątki nad wodą, dlatego zapewne wpadł mi w oko
niewielki staw z wysepką, altaną i prowadzącym do niej malowniczym mostkiem.
Elegancko i nieco sentymentalnie prezentuje się ogród romantyczny. Z gęstwiny
krzewów wyłaniają się tam stylizowane na antyczne wazy, altanka czy ławeczki.
Gdzieś w końcu ogrodu można skryć się w cieniu pergoli, posiedzieć na ławce,
porozmawiać spokojnie. Nieoczekiwanym bonusem jest selfie w zamykającym pergolę lustrze.
Inny zakątek
ogrodu przenosi nas na wieś – „pasą się” tam zwierzęta z blachy kortenowskiej,
starą chatę otaczają dobrze znane sprzęty gospodarskie, przy płocie stoi
kapliczka z drewnianym świątkiem. Gdzieś w oddali jest nawet warzywnik.
Są i
inne, może nieco wymyślne ogrody – ogród ciszy, ogród zachodzącego słońca, czy
ogrody pór roku.
Można nawet wdrapać się na coś w rodzaju tarasu widokowego, z
którego rozciąga się widok na całe założenie.
Miłośnicy zagranicznych ogrodów
mogą zajrzeć do ogrodu skandynawskiego, angielskiego, japońskiego czy
śródziemnomorskiego.
Ale jest i coś patriotycznego, czyli ogród w barwach
narodowych.
Na podstawie wzmożonego hałasu w niektórych zakątkach ogrodu mogę
przypuszczać, że to tam właśnie znajdują się labirynt i miejsca zabaw dla
dzieci. Nie zapuszczaliśmy się w te okolice.
W upalny dzień bardzo kuszące
okazują się liczne zagajniki czy cieniste alejki z ławeczkami.
Po spacerze
można coś solidnego zjeść w ogrodowej restauracji i już pora wracać do
codzienności. Zamiast prezentować zawartość naszych talerzy zapraszam na
spotkanie oko w oko z niektórymi roślinami.
Ten wpis kończy niewielki cykl relacji
z wyjazdu do Katowic. Miał on być moją indywidualną eskapadą, ale znaleźli się
przyjaciele, którzy na to nie pozwolili. Dziękuję im za to.
Zdjęcia – Grażyna, Irena i ja



Nie można powiedzieć... :)
OdpowiedzUsuńPorządny ogród bez dwóch zdań. :)
Usuń