Wybrałam się do Buska na przełomie czerwca i lipca.
W tym
czasie odbywa się tam co roku Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. Krystyny
Jamroz (tu link do strony Festiwalu). Tegoroczny był już 32. Od dawna marzyłam o wzięciu udziału w tym
wydarzeniu i zawsze coś mi stawało na przeszkodzie. Tym razem planowanie
zaczęłam już w styczniu, a rezerwacji biletów na festiwalowe koncerty dokonałam
na początku maja. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć fali upałów, która nawiedzi
nas akurat w na początku wakacji. Na szczęście buskie parki oferują wspaniała
ochłodę w cieniu, a koncerty odbywały się albo w klimatyzowanej sali, albo w
kościołach czy w muszli koncertowej Parku Zdrojowego.
Miałam kwaterę
naprzeciwko kaplicy pod wezwaniem św. Anny, mogę więc zaprezentować widok z
okna na nią o różnych porach dnia.
Jeden z koncertów odbywał się w kościele pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia
NMP.
Inny w nowoczesnym Sanktuarium św. Brata Alberta.
Wieczorami udawałam się
spacerkiem do Buskiego Samorządowego Centrum Kultury na koncerty czy spektakl
teatralny. Przed Centrum można na chwilę przysiąść na ławeczce znanego barda,
Wojtka Belona.
Po drugiej stronie ulicy w secesyjnym budynku znajduje się hotel Bristol, który
zapewnia kontakt ze sztuką współczesną.
Lubię tu zaglądać, żeby sprawdzić, co
nowego w ekspozycji. Zauważam zmienione rozmieszczenie znanych dzieł albo nowe
nabytki właścicieli hotelu.
i inne...
Kilka festiwalowych koncertów odbywało się w muszli
koncertowej Parku Zdrojowego.
W jej sąsiedztwie można przejść Aleją Gwiazd ze
słoneczkami wybitnych artystów związanych z Festiwalem.
Aleja prowadzi sprzed
budynku najsłynniejszego buskiego sanatorium Marconi. I w nim odbywały się
festiwalowe koncerty, którym specyficznego uroku dodawał aromat źródeł
mineralnych.
Park Zdrojowy zasługuje na oddzielny opis, tyle tam urodziwych drzew,
kwitnących róż, urocze fontanny.
Wśród drzew szczególnie wyróżnia się pomnikowy dąb „Ryszard” nazwany na cześć
ostatniego Prezydenta Rzeczpospolitej na uchodźstwie – Ryszarda Kaczorowskiego.
W parku zatrzymywałam się przy starszych lub młodszych parkowych rzeźbach albo
odpoczywałam na ławeczkach.
Przez jeden z mostków na kanale w parku można
dotrzeć do buskiej tężni.
Nie jest to moje ulubione miejsce – trzeba tam uważać
na obiektyw, żeby się nie zmoczył.
Mimo to wybrałam się tam, żeby pooddychać
nasączonym solanką powietrzem i popatrzeć na park z góry.
Spacerowałam i w
bardziej odległych zakątkach parku, gdzie spotkałam nieduży staw z nenufarami.
Napotkałam też ciekawe budynki. To ujęcia wody
pitnej, każde z nich nosi jakieś imię. Nikogo zapewne nie zdziwi, że znalazłam i takie o
moim imieniu.
Poza parkiem spotkałam też kilka ciekawych miejsc.
To ławeczka
Krystyny Jamroz przed sanatorium „Krystyna”, należącym niegdyś do jej rodziców.
Są tu i inni „kuracjusze”. Jeden z nich to stały bywalec uzdrowiska – Leopold
Kozłowski, a drugą okazuje się królowa Jadwiga.
no, muszę to napisać - artysta miał fantazję, żeby tak królową z ręcznikiem i dzbankiem wody przedstawić...
O innych miejscach opowiem w
kolejnym wpisie o Busku, bo przecież nie myślicie, że moje spacery ograniczyłam
jedynie do ścisłego centrum.
Zdjęcia
mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz