czwartek, 10 września 2026

Zalesie Górne po sezonie

Dawno już zamierzałam zajrzeć w te okolice. Wydawały się atrakcyjne. Niestety, dosyć odlegle od naszej mieściny kochanej. W końcu się jednak tam wybraliśmy. 


Pociąg do Zalesia miał pół godziny opóźnienia, w drodze powrotnej ledwo kupiliśmy bilet, a już pociąg ruszał. Takie to uroki podróży z przesiadkami. Mimo to warto było się  wybrać na tę wycieczkę. 
Jest tu zespół stawów na rzece o trudnej dla mnie do pojęcia nazwie. Na mapach to Czarna, w każdym dostępnym opisie internetowym – Zielona. W terenie raczej miejscami wysychająca, miejscami pokryta zielonym nalotem glonów. To może jednak Zielona? 
 

Od stacji kolejowej trzeba wędrować szosą w kierunku stawów. Po drodze mijamy smętne i opustoszałe letnie atrakcje w postaci ścieżek dla rowerów wyczynowych, miasteczka plastikowych atrakcji i parku linowego. Brzydkie to jakieś, nieciekawe. Bliżej wody coraz więcej nieczynnych punktów gastronomicznych. 
 

Nad stawami góruje odgrodzony od ścieżki mostkiem basen na wyspie. I tu brama zamknięta. 
 


Ogólnie spokój i prawie cisza.  
 

Prawie, bo co jakiś czas nad naszymi głowami przelatują samoloty pasażerskie. Lecą bardzo nisko. Robią hałas.  A my próbujemy je ignorować i wędrujemy ścieżką szlaku niebieskiego.
 

Przechodzimy na drugi brzeg stawów, jesteśmy blisko wody, a jednak oddzieleni od niej gęstymi szuwarami. 
 


Szlak doprowadza do sporej polany Zimne Doły, gdzie leśnicy urządzili miejsce piknikowe dla turystów. Nazwa polany jest wspomnieniem leśniczówki, która tu się znajdowała, a została spalona przez Niemców w latach wojennych. Są tu wyznaczone miejsca na ogniska. Wypoczywający chętnie z nich korzystają, a miedzy drzewami snuje się błękitny dym. 
 


My zaś zmierzamy ku solidnej wieży widokowej ustawionej na brzegu stawów.
 

Trzeba przyznać, że to wieża z prawdziwym widokiem na okolice. 
 



U jej podnóża rosną krzewy czarnego bzu, który już dojrzewa. 
 
 
Wędrując dalej przecinamy tak zwany Trakt Warecki, historyczną drogę łączącą w średniowieczu ważne miejscowości Mazowsza. 
 

Ładną leśną drogą docieramy znów do szlaku niebieskiego, żeby zejść z niego na rowerowy. 
 

A tu spotkanie z rezerwatem przyrody „Uroczysko Stephana”. Imię w nazwie rezerwatu jest nazwiskiem węgierskiego leśnika zasłużonego dla tutejszych lasów. Działał on w tej okolicy na przełomie wieków XIX i XX. Ze ścieżki szlaku można swobodnie obserwować las i jego tajemnicze zakątki. 
 


Na obumarłych pniach zauważamy kolonie grzybów. 
 


Kiedy zaś szlak skręca na południowy zachód zauważamy dorodne dęby rosnące w pobliżu drogi. 
 

Po pewnym czasie dołącza do nas czarny szlak pieszy. Przechodzimy na jego ścieżki, bo spodziewam się spotkać tu interesujące miejsca związane z historią Zalesia. 
 

I rzeczywiście. Tuż przy drodze wyeksponowano okopy z czasów 1 wojny światowej. Myślę, że są co jakiś czas oczyszczane z chaszczy, żeby nadal był widoczny ich przebieg. 
 

W pobliżu znajduje się miejsce pamięci z kolejnej wojny – według informacji na tablicy w pobliżu jest to zbiorowa mogiła członków Szarych Szeregów, którzy odbywali w tej okolicy ćwiczenia i wpadli w łapy Niemców. Zostali rozstrzelani i pochowani w mogile, nad którą ustawiono w latach powojennych niewielki monument. 
 

Wiele lat po wojnie okazało się, że ta historia jest w gruncie rzeczy legendą powstałą po tym, jak Niemcy aresztowali grupę harcerzy, którzy nocowali w okolicy. Byli oni torturowani, w pobliżu okopów z 1 wojny rzeczywiście kopali dla siebie grób, ale nie zostali rozstrzelani, a wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Całość historii możecie przeczytać w tym linku. 
 

My zaś wróćmy na trasę i dokończmy spacer nad Zieloną (ewentualnie Czarną).
 

Przez niewielki mostek nad kompletnie wyschłym korytem rzeki przechodzimy nad stawy. 
 

Idziemy teraz żółtym szlakiem, po prawej stronie mamy widok na wodę i przybrzeżne drzewa.  
 


Spokojnie docieramy do szosy, którą szliśmy rano i nią zmierzamy ku stacji.
 
Autko musi poczekać do kolejnego sezonu. 
 
Nasza trasa była dosyć krótka (ok. 9 km), bo opóźnienie pociągu wybiło mnie z rytmu i planów. Trasa jest bardzo łatwa i wygodna – dla każdego. Co pewien czas spotykaliśmy ludzi na rowerach, spacerowiczów, ludzi z pieskami. Miłe miejsce, szkoda, że ma taki skomplikowany dojazd ze Skarżyska. 
 

Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz