Dawno już zamierzałam zajrzeć w te okolice. Wydawały się atrakcyjne. Niestety, dosyć odlegle od naszej mieściny kochanej. W końcu się jednak tam wybraliśmy.
Pociąg do Zalesia miał pół godziny opóźnienia, w drodze
powrotnej ledwo kupiliśmy bilet, a już pociąg ruszał. Takie to uroki podróży z
przesiadkami. Mimo to warto było się
wybrać na tę wycieczkę.
Jest tu zespół stawów na rzece o trudnej dla
mnie do pojęcia nazwie. Na mapach to Czarna, w każdym dostępnym opisie
internetowym – Zielona. W terenie raczej miejscami wysychająca, miejscami
pokryta zielonym nalotem glonów. To może jednak Zielona?
Od stacji kolejowej
trzeba wędrować szosą w kierunku stawów. Po drodze mijamy smętne i opustoszałe
letnie atrakcje w postaci ścieżek dla rowerów wyczynowych, miasteczka
plastikowych atrakcji i parku linowego. Brzydkie to jakieś, nieciekawe. Bliżej
wody coraz więcej nieczynnych punktów gastronomicznych.
Nad stawami góruje
odgrodzony od ścieżki mostkiem basen na wyspie. I tu brama zamknięta.
Ogólnie
spokój i prawie cisza.
Prawie, bo co
jakiś czas nad naszymi głowami przelatują samoloty pasażerskie. Lecą bardzo
nisko. Robią hałas. A my próbujemy je
ignorować i wędrujemy ścieżką szlaku niebieskiego.
Przechodzimy na drugi brzeg
stawów, jesteśmy blisko wody, a jednak oddzieleni od niej gęstymi szuwarami.
Szlak
doprowadza do sporej polany Zimne Doły, gdzie leśnicy urządzili miejsce
piknikowe dla turystów. Nazwa polany jest wspomnieniem leśniczówki, która tu
się znajdowała, a została spalona przez Niemców w latach wojennych. Są tu
wyznaczone miejsca na ogniska. Wypoczywający chętnie z nich korzystają, a
miedzy drzewami snuje się błękitny dym.
My zaś zmierzamy ku solidnej wieży
widokowej ustawionej na brzegu stawów.
Trzeba przyznać, że to wieża z
prawdziwym widokiem na okolice.
U jej podnóża rosną krzewy czarnego bzu, który
już dojrzewa.
Wędrując dalej przecinamy tak zwany Trakt Warecki, historyczną drogę łączącą w średniowieczu ważne miejscowości Mazowsza.
Ładną leśną drogą docieramy
znów do szlaku niebieskiego, żeby zejść z niego na rowerowy.
A tu spotkanie z
rezerwatem przyrody „Uroczysko Stephana”. Imię w nazwie rezerwatu jest
nazwiskiem węgierskiego leśnika zasłużonego dla tutejszych lasów. Działał on w
tej okolicy na przełomie wieków XIX i XX. Ze ścieżki szlaku można swobodnie
obserwować las i jego tajemnicze zakątki.
Na obumarłych pniach zauważamy
kolonie grzybów.
Kiedy zaś szlak skręca na południowy zachód zauważamy dorodne
dęby rosnące w pobliżu drogi.
Po pewnym czasie dołącza do nas czarny szlak
pieszy. Przechodzimy na jego ścieżki, bo spodziewam się spotkać tu interesujące
miejsca związane z historią Zalesia.
I rzeczywiście. Tuż przy drodze
wyeksponowano okopy z czasów 1 wojny światowej. Myślę, że są co jakiś czas oczyszczane
z chaszczy, żeby nadal był widoczny ich przebieg.
W pobliżu znajduje się
miejsce pamięci z kolejnej wojny – według informacji na tablicy w pobliżu jest to
zbiorowa mogiła członków Szarych Szeregów, którzy odbywali w tej okolicy
ćwiczenia i wpadli w łapy Niemców. Zostali rozstrzelani i pochowani w mogile,
nad którą ustawiono w latach powojennych niewielki monument.
Wiele lat po
wojnie okazało się, że ta historia jest w gruncie rzeczy legendą powstałą po
tym, jak Niemcy aresztowali grupę harcerzy, którzy nocowali w okolicy. Byli oni
torturowani, w pobliżu okopów z 1 wojny rzeczywiście kopali dla siebie grób,
ale nie zostali rozstrzelani, a wywiezieni do obozu koncentracyjnego w
Mauthausen-Gusen. Całość historii możecie przeczytać w tym linku.
My zaś wróćmy
na trasę i dokończmy spacer nad Zieloną (ewentualnie Czarną).
Przez niewielki
mostek nad kompletnie wyschłym korytem rzeki przechodzimy nad stawy.
Idziemy
teraz żółtym szlakiem, po prawej stronie mamy widok na wodę i przybrzeżne drzewa.
Spokojnie docieramy do szosy, którą szliśmy rano i nią zmierzamy ku stacji.
Nasza trasa była dosyć krótka (ok. 9 km), bo opóźnienie pociągu wybiło mnie z
rytmu i planów. Trasa jest bardzo łatwa i wygodna – dla każdego. Co pewien czas
spotykaliśmy ludzi na rowerach, spacerowiczów, ludzi z pieskami. Miłe miejsce,
szkoda, że ma taki skomplikowany dojazd ze Skarżyska.
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz