środa, 23 września 2015

Jak niedziela, to czasem w Warszawie

Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. A jeśli to zdjęcie zrobi się w ładnym miejscu, to czemu nie…
Zdjęć rodzinnych nie będzie na blogu, ale miejsca, w których mogły powstać, chętnie zaprezentuję. 

Na początek miejsce, które już wrosło w warszawski pejzaż – Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Jasne, że w niedzielę nie udało nam się wejść do sal bibliotecznych, ale mieliśmy możliwość obejrzenia niesamowitej bryły, fasady i części komercyjnej.

część fasady BUW

pasaż spacerowy

prezentacja plakatów

wejście do części bibliotecznej 
 
Poza tym można pospacerować po ogrodzie Biblioteki Uniwersyteckiej. Został on zaprojektowany przez architekta krajobrazu, panią Irenę Bajerską. Tyle się o nim nasłuchałam opowiadań, że koniecznie musiałam wreszcie się wybrać na spacer po dolnym i górnym (na dachu biblioteki) ogrodzie. Może koniec września nie jest najlepszym czasem na zwiedzanie ogrodów, ale i tak przyjemnie się tu spaceruje, niektóre rośliny jeszcze kwitną, inne już zaczynają przebarwiać swoje liście jesiennie. Poza tym można usiąść na ławeczce, posłuchać szmeru kaskad czy strumyków, podziwiać widoki z górnych partii ogrodu. Czas tam spędzony na pewno nie jest zmarnowany. I warto pamiętać, że to oaza zieleni w centrum stolicy!

dolny ogród - staw z kolorowymi rybami

symetria w architekturze i przyrodzie

 z dolnego ogrodu na górny

i odwrotnie

ogród na dachu - altana opleciona winobluszczem 

widok z wnętrza altany

stare i nowe razem - Szara Willa i jej odbicie w lustrzanej ścianie biblioteki


pszczoły w akcji

Innym miejscem niedzielnego relaksu jest Skwer I Dywizji Pancernej WP. Niech was ta nazwa nie zmyli – to miejsce wybitnie pokojowe, wręcz sielankowe. A dla mnie, znanej miłośniczki fontann, wymarzone. Działa tu grupa nowoczesnych fontann, które zmieniają co chwila swój wygląd. Ileż one mają kształtów! A wieczorami ożywają jeszcze kolory, bo w niektóre dni są tu organizowane pokazy fontann z podświetleniem i  towarzyszeniem muzyki oraz specjalnych animacji laserowych.


 fontanny

tu złapałam "wyplujki"

 a tu mi obiektyw zapryskało 

 mała boczna fontanna (za to kolorowa)
 
Nad wszystkim czuwa William Heerlein Lindley – budowniczy sieci kanalizacyjnej w Warszawie. Ławeczka, przy której stoi, skonstruowana z pomp oraz rur wodociągowych, jest wiecznie oblegana. Mimo wszystko udało mi się wyczekać moment, kiedy nadeszła moja kolej zasiadania na ławeczce i mogłam zrobić zdjęcie. Pan Lindley miał chwilę oddechu.

rzeźba autorstwa Norberta Sarneckiego 
 
Kiedy opuszczamy Multimedialny Park Fontann, mijamy ciekawe postaci na skwerku. Cóż to takiego? Otóż – praca Magdaleny Abakanowicz „Rozdroże”, która powstała w roku 2010. Tworzą ją cztery postaci wykonane z blachy łączonej spawami. Mnie się kojarzą z grupą osób, które nie potrafią podjąć wspólnej decyzji, w którym kierunku iść. Coś, jakby symbol naszego, wiecznie skłóconego społeczeństwa.

"Rozdroże" Magdaleny Abakanowicz 

A teraz wystarczy tylko przejść przez jezdnię i jesteśmy na Bulwarze Jana Karskiego. To miejsce bardzo nowe, ciągle w budowie – pierwszy odcinek bulwarów warszawskich. Na razie widać, że wiele tu się jeszcze zmieni, ale i tak jest przyjemnie – można spacerować, można poleżeć na specjalnych leżakach lub ławkach (to wymaga dużego samozaparcia, bo nad Wisłą wieje), zrobić sobie zdjęcie (jest specjalny automat, ba nawet syrenka siedzi w pobliżu), podziwiać widoki. Szkoda tylko, że Wisła tego roku sporo wody straciła i trochę skromnie się prezentuje.


bulwary warszawskie

platforma widokowa na bulwarze

ulubione miejsce amatorów fotografii pamiątkowej  

chwila samotności 
  
Na koniec jeszcze jedna – najstarsza w tym zestawie – warszawska atrakcja. Co to takiego? 

bomba w górze

budynek główny
 
Tak – nie mylicie się – tor wyścigów konnych na Służewcu. O, tu atmosfera inna niż w poprzednich miejscach – emocje podkręcone maksymalnie, choć wyścig trwa nieco ponad minutę. Ale co to za minuta! Po jej upływie można zostać milionerem lub bankrutem. 


wyścig 
  
Osoby, które teraz oczekują ode mnie dotacji na cokolwiek, informuję, że nie zdążyliśmy obstawić i nie zostaliśmy milionerami. Poza tym, koń, który miał być obstawiany, przybiegł jako ostatni.
Pozostałe niedzielne atrakcje miały charakter prywatny, więc na tym kończę relację z warszawskiej niedzieli.

Zdjęcia – Nadia i ja

4 komentarze:

  1. Udany dzień i fajna pamiątka w postaci zdjęć .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzień bardzo udany. Więcej takich!

      Usuń
  2. Jednak coś się w tej warszawce dzieje... otwarcie Wisły na miasto - fajna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie się coś dzieje, tylko nie zawsze o tym wiemy. Ja nic o bulwarach ani fontannach nie wiedziałam. Warto czasem wyruszyć dalej i sprawdzić, co tam nowego.

      Usuń