środa, 20 grudnia 2017

Krótki dzień – krótka wycieczka

Zaplanowana była dłuższa, ale tak nam jakoś nieoczekiwanie się skróciła. Można powiedzieć, że prawie o połowę, bo otrzymaliśmy 8,8 kilometra trasy.
Jeśli ktoś po tej wstrząsającej informacji nie zechce czytać dalej, zrozumiem. A wycieczkę i tak opiszę, bo nie była jakoś specjalnie słaba. A może nawet wręcz przeciwnie.
Wystartowaliśmy w Suchedniowie. Tym razem zachwyciliśmy się niewielkim modrzewiowym dworkiem, koło którego setki razy przejeżdżaliśmy bądź przechodzili i nic. Nie rzucał się w oczy, a jest naprawdę ładny i stary. Pochodzi na pewno z dziewiętnastego wieku. Na drzwiach ma rok budowy 1850, ale wygląda to na zapis współczesny, więc pewności co do daty brak. A nazywa się uroczo – „kałamarzyk”. 

 kałamarzyk

Obok niego prowadzi suchedniowska ścieżka literacka śladami pisarza Gustawa Herlinga – Grudzińskiego. Idąc nią dotarliśmy przez niewielki lasek do stacji kolejowej. W gruncie rzeczy przechodziliśmy przez ten lasek wiele razy, ale nigdy nie tą ścieżką. 

nasza grupa dziś mniej liczna
 
Ścieżka prowadzi niebrzydkim wąwozikiem, przecina ją mały dopływ Kamionki, na drzewach (co na to ekolodzy?) umieszczono tablice informacyjne z cytatami z utworów pisarza. 

 suchedniowskie meandry


na ścieżce literackiej

Ścieżka doprowadza do suchedniowskiego cmentarza z ciekawymi starymi nagrobkami. Spacerowaliśmy po tym cmentarzu z pół godziny, a i tak nie wszystko udało nam się obejrzeć. Będzie na inną wycieczkę. 




Zamierzaliśmy iść dalej lasem do Skarżyska, ale zaczął prószyć drobny śnieżek i Staszek nieśmiało zaproponował, żeby może wybrać krótszy wariant trasy. Czyli znów na Rejów.
Powiecie – to samo było w niedzielę. Tak? No to zobaczcie, czy to samo.
Poszliśmy wzdłuż Kamionki (podobnie szliśmy w październikową niedzielę – tu link), ale rzeka wygląda o tej porze roku inaczej, a i my wybraliśmy nieco inny wariant trasy. Nad Kamionkę zeszliśmy w okolicy oczyszczalni ścieków.

 Kamionka w okolicy mostu dawnej kolejki

znów nasz ulubiony dąb

pozostałości młyna w Baranowie widziane od strony rzeki

Potem szliśmy dalej prawym brzegiem rzeki i dopiero w Rejowie niewielki mostek dał nam szansę przejścia na lewy brzeg. 


trochę bałaganu na rzece


widoki z lewego brzegu

Kiedy fotografowaliśmy rzekę, z zarośli wyfrunęły dwie czaple. Krążyły potem nad naszymi głowami. Trzecią czaplę spotkaliśmy nad zalewem rejowskim. 

dziś zalew zimowo

I tak się jakoś nieoczekiwanie złożyło, że nad zalewem zakończyliśmy naszą wycieczkę spacerową, bo prawie się zderzyliśmy z przystankiem autobusowym, z którego za minutę odjeżdżał autobus w kierunku domu. No i jak tu nie skorzystać?
I po wycieczce.

Zdjęcia – Edek i ja

4 komentarze:

  1. Fajne foty... mimo kiepskiej pogody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega Ed testuje sprzęt. I są wyniki.

      Usuń
  2. Przygoda nie zależy od długości trasy, ale od miejsca,nastawienia i ekipy - a ta trójca jak widzę była pierwszorzędna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byś z nami był. Trafna uwaga. :)

      Usuń