niedziela, 31 grudnia 2017

I oby nie padało!

To było nasze najważniejsze życzenie na ostatnią wycieczkę w roku 2017. 
Rano wszystko wskazywało na to, że się nie spełni – po nocnym deszczu jeszcze została mżawka.
Zapakowałam do plecaka parasolkę i poszłam na bus. A tu niespodzianka – nie ma deszczu. Nasza grupa nie dała się zastraszyć prognozom pogody i wyruszyliśmy na trasę. To tradycyjna wyprawa noworoczna, ale teraz okazało się, że połączenia w Nowy Rok są prawie niemożliwe, więc przełożyliśmy wymarsz na ostatni dzień starego roku. I jak wyszło?
Zaczęliśmy od spełnienia obowiązku, czyli wizyta zupełnie prywatna na cmentarzu. 

tradycyjne zdjęcie dworku w Mostkach 

No a potem pomaszerowaliśmy w kierunku zalewu na Żarnówce. Janek zaproponował przejście jego zachodnim brzegiem. Chętnie się tam skierowaliśmy, bo cały był oświetlony słońcem. Taka niespodzianka. Dzięki temu mieliśmy zdjęcia zalewu w słońcu i pod światło. Jak dla mnie – przyjemna zabawa. 


nasza grupka nad zalewem


zalew

trzciny na wietrze

i tajemnicza postać z plecakiem
 
Trochę trudności przysporzyły nam łąki nad Żarnówką. Co tu dużo gadać – podmokłe się okazały. Ale dotarliśmy do przyjemnej drogi i nią wydostaliśmy się na tak zwany stały ląd. 

lepiej nie wchodzić
 
Przejście czarnym szlakiem rowerowym, które nastąpiło za wsią Dobra Dróża też nie było nudne. No może mieliśmy lekki żal do bobrów, że nie wyszły na próg (o ile taki mają) żeremia i nie pomachały nam łapkami. Nic to, widocznie już się szykują do powitania Nowego Roku.

bobrowe żeremie na dopływie Żarnówki 
 
Leśny odcinek szlaku to już prawdziwa przyjemność – las ładny, raczej sucho, czasem tylko jakaś drobna przeszkoda dla urozmaicenia wędrówki akcentem akrobatycznym.



 indywidualne podejście do pnia 

jesienno-zimowa kapliczka

I wreszcie niebieski szlak do Suchedniowa. Czasem suchy, czasem z malowniczą kałużą.

każda kałuża nęci, ale my uparcie omijamy te pokusy

I wreszcie Suchedniów. Można iść dalej w kierunku domu, ale ileż razy można w tak krótkim czasie chodzić z Suchedniowa do Skarżyska? Raz po prawej stronie torów, raz po lewej. Nuda.
Zaglądamy wiec na przystanek, gdzie za jakieś pół godzinki zjawi się bus do domu. No to postanawiamy się nie przemęczać. Wracamy. Długość trasy wyliczyliśmy prowizorycznie na około 15 kilometrów.
I nie padało.

Zdjęcia – Janek i ja

2 komentarze:

  1. I tak najczęsciej bywa, że Aura straszy, a jak ktoś się nie boi, to ona wtedy na grzbiet, łapki do góry i przymilna się robi... Pasuje ta aurzana analogia do aury jak nic. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, pasuje.
      Dziś też nam się udało zdążyć przed fochami aury. Grunt to nie brać tego straszenia na serio.

      Usuń