Ani zapraszającego, ani okolicy, po której mnie oprowadził,
nie znałam dotychczas. Spotkanie z nim było randką w ciemno na podstawie
zdjęcia, które przysłał mi znajomy. Rezyduje
mój przewodnik tuż przy bramie prowadzącej do Parku im. Wojciecha Bednarskiego
w krakowskiej dzielnicy Podgórze. Oto, jak wygląda mój krakowski opiekun:
Skoro już wiemy, gdzie spotkamy Smoka Turystę, to teraz
kilka zdań o założycielu parku, przy którym go spotkałam. Gdy powstawał park,
Podgórze było jeszcze samodzielnym miastem. Pracował tam niezwykły pedagog,
działacz społeczny, radny miasta – Wojciech Bednarski, który dokładał starań,
by powstał tu park miejski. Sam nie szczędził własnego grosza na jego tworzenie.
Skąd to wiem? Z tabliczki przy grobowcu rodzinnym, w którym spoczywa ten
szacowny obywatel.
Ten i inne groby wybitnych obywateli Podgórza znajdują się
na zabytkowym starym Cmentarzu Podgórskim. Zachowała się tu jedynie niewielka
część nagrobków. Ocalałe ze zniszczeń w czasie wojny i podczas budowy
okolicznych dróg fragmenty są tu zgromadzone w formie lapidarium, a bezimienne
szczątki zebrano w dwóch zbiorowych mogiłach na skraju cmentarza.
Niemniej jednak zachowało się kilka grobów zasłużonych
obywateli Podgórza. Zadbano o informacje na temat ich zasług, dba się o groby.
Jednym z najbardziej znanych podgórzan tu pochowanych jest
Edward Dembowski. Był on jednym z przywódców powstania krakowskiego w roku
1846, zginął podczas stłumionej krwawo przez Austriaków procesji patriotycznej
27 lutego 1846 roku. Jego zasługi upamiętniono w formie popiersia na Placu
Lasoty w Podgórzu.
Opisane tu miejsca znajdują się na Wzgórzu Lasoty,
jednego z wapiennych wzniesień w obrębie Krakowa. Już samo to zdanie wskazuje
na to, że pewnie warto zwiedzić i pozostałe wzgórza, ale tam mnie tym razem
smok nie zaprowadził.
Zainteresowałam
się dwoma obiektami na wzgórzu, które, zapewne z ich powodu, bywa również
nazywane Górą Św. Benedykta. Jednym z nich jest niewielki kościółek pod
wezwaniem św. Benedykta, którego historia sięga 11. wieku. Jest on udostępniony
do zwiedzania w letnie soboty. Mnie udało się go obejrzeć jedynie z zewnątrz.
W pobliżu kościółka można dostrzec wśród gęstej zieleni
drzew austriacki fort, nazywany Fortem „Św. Benedykt”. Nie da się do niego w
żaden rozsądny sposób podejść, zdjęcia więc nie będzie.
Zamiast penetrowania chaszczy wybrałam spokojne przejście w
stronę widocznego z daleka neogotyckiego kościoła pod wezwaniem św. Józefa.
Zbudowano go w latach 1905 – 1909 według projektu Jana Sas – Zubrzyckiego.
Zastąpił mniejszy, klasycystyczny kościół.
Jego bryła wznosi się nad Podgórskim Rynkiem.
W pobliżu kościoła, o czym
dowiedziałam się od koleżanki, można zwiedzać Golgotę Podgórską – Ogród Rzeźb.
Zajmuje ona przestrzeń ściany dawnego kamieniołomu.
W półkach skalnych
usytuowano 14 stacji Drogi Krzyżowej.
Powyżej, w kościelnym ogrodzie, można przejść wygodnymi, choć
czasem stromymi ścieżkami wśród rzeźb. Mają one charakter religijny i
patriotyczny. Ich autorem jest profesor Wincenty Kućma.
Z rynku idę ulica Brodzińskiego w kierunku Wisły. I nagle –
stanęłam jak wryta. Dlaczego? Otóż na rogu jednego z domów przy tej ulicy
zobaczyłam płaskorzeźbę przedstawiającą jelenia, a może raczej dwa jelenie połączone
wspólną głową. Podobne płaskorzeźby pamiętam ze świdnickiego domu "Pod Bykami" (tu link). Sprawdziłam
po powrocie, że są one umieszczone na krakowskim "Dworku Pod Jeleniem", który powstał
w 18 wieku jako zajazd na granicy krakowsko-austriackiej.
I wreszcie docieram do bulwarów nad Wisła, a tam po prawej
stronie wznosi się architektonicznie wysmakowany budynek, do którego zdążam.
To
Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka.
W roku 110. rocznicy
urodzin tego artysty i 35. rocznicy jego śmierci oraz w roku jubileuszu 50-lecia
premiery „Umarłej klasy” nie można ominąć tego miejsca. Dawniej odwiedzałam
siedzibę Cricoteki na Szczepańskiej, ale to już było bardzo dawno… Nowa
siedziba działa już ponad 10 lat, a ja nie mogłam się tam wybrać, bo daleko.
W Cricotece obejrzałam trzy wystawy. Pierwsza – malutka, w
jednej salce, jest prezentacją instalacji „Szatnia damska” grupy artystek o
nazwie Grupa 13. Jeśli wydaje wam się, że widzicie na zdjęciach węża z tkanin,
to raczej na pewno się nie mylicie.
Na górnym poziomie Cricoteki prezentowana jest duża wystawa
„Kantor. Terapia widzeń”, gdzie można zobaczyć obrazy, rysunki, obiekty
sceniczne, zdjęcia i filmy ze spektakli. Każda z sal ma prezentację na inny
temat, a wszystkie zmuszają, żeby się choć na chwilę zatrzymać i pomyśleć. I
nie jest to łatwe myślenie.
"Trąba Sądu Ostatecznego" ze spektaklu "Gdzie są niegdysiejsze śniegi"
"karabin fotograficzny" ze sztuki "wielopole, Wielopole"
"karabin fotograficzny" ze sztuki "wielopole, Wielopole"
I wreszcie wystawa czasowa „(Nie)Umarła klasa”. To właściwie
wystawa o niemożliwym. Bo jakże pokazać spektakl, który grano przed półwieczem?
Można tu zobaczyć „pozostałości po spektaklu”, prezentacje multimedialne jego
fragmentów. Wiem, to nie to samo. Najbardziej żałuję, że w tamtych czasach nie
dorosłam do teatru Kantora i nie obejrzałam żadnego z jego spektakli na żywo.
Opuszczam siedzibę Cricoteki (nie zajrzałam do słynnej
kawiarni na najwyższym piętrze, ale to wydawało mi się zbyt trywialne po
spotkaniu ze sztuką piętro niżej). Pora przetrawić świeże wrażenia i udać się
na dalsze zwiedzanie Krakowa. O tym w kolejnym wpisie.
Zdjęcia mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz