czwartek, 7 maja 2026

Początek sezonu w kieleckim ogrodzie botanicznym

Po przeczytaniu informacji o inauguracji tegorocznego sezonu w ogrodzie, postanowiłam czym prędzej tam pojechać. Wybrałam pogodną, choć wietrzną, środę. Ogród przywitał mnie słońcem i zielenią. 
 

Trzeba przyznać, że wczesne wiosenne kwiaty już przekwitły – utrzymuje się jedynie odrobina narcyzów. 
 
 
Letnie jeszcze w pąkach. 
 
pierwsze piwonie
 
kwitnące poziomki o nietypowej barwie
 
Wypatrzyłam urocze grządki z malutkimi irysami. 
 


Kwitną intensywnie żółte wilczomlecze, smagliczki i pszonak oraz białe ubiorki wiecznie zielone oraz wrzośce. Tworzą barwne kępy.
 
wilczomlecz
 
łan wrzośca

W centrum ogrodu rzuca się w oczy pagórek obsadzony kwitnącym w różnych odcieniach fioletu i różu lilakiem. 
 

Jeszcze nie wszystkie kwiaty w pełnym rozkwicie, ale już intensywnie pachną.
 


Między krzewami pojawiły się wygodne drewniane ławeczki, które mieszkańcy Kielc ufundowali dla ogrodu. Nie fotografowałam tabliczek, ale bardzo mi się podoba inicjatywa dziadków, którzy fundują taką ławkę dla swoich wnuków – miną lata i obecne wnuki przyjdą ze swoimi wnukami opowiedzieć o historii rodziny upamiętnionej na plakietce ławki.
 

Na krótki odpoczynek wybrałam ławkę o nazwie „Kielczanka”, z której rozciąga się widok na ogród i miasto. 
 

Ma ona zachęcać do dyskusji o Kielcach. Byłam sama, to wymieniłam kilka cichych uwag z lokatorami poręczy ławeczki. 
 

Później zajrzałam do kilku niewielkich ogrodów pokazowych.   
Rzecz jasna, najbardziej mnie urzekł japoński z prowadzącą do niego aleją kwitnącej wiśni. 
 



Pracownik ogrodu wskazał mi drogę do ogrodu orientalnego. 
 
tu kwitnie zawilec wielkokwiatowy
 

Sama wypatrzyłam sztuczne ruiny romantycznego ogrodu. 
 

W tym ostatnim nie byłam długo, bo nadciągała spora grupa przedszkolaków nakierowana na ogrodowe krzesełka i stoliki. 
  

Zajrzałam też do ogrodu francuskiego elegancko wysadzonego rzędami bukszpanu. Cóż, jeszcze ten bukszpan trwa, ale już widać niszczycielskie zakusy ćmy bukszpanowej. 
 
 
Ćma nie zagraża ogrodowi mgieł i ogrodom skalnym – z kamieniami sobie nie poradzi. 
 
ogród mgieł
 
 
Ale dosyć spaceru. Pora udać się do miejsca, dla którego przyjechałam. To galeria „Na Wodzie”, gdzie na wystawie czasowej swoje rzeźby prezentuje kielecki artysta, Sławomir Micek – inicjator wystawy. Do galerii kieruje zamaszystym krokiem pielgrzym, który zapewne w drodze na Camino zajrzał do Kielc. 
 

Przed nim najmniejszy ze stawów ogrodu i biegnąca nad nim kładka. Poręcze kładki stanowią miejsce ekspozycji rzeźb – po lewej stronie głównie istoty wodne, po prawej postaci ludzkie.
 



Jest też grupa ryb umieszczonych w wodzie. 
 

Prawie wszystkie rzeźby są bez tytułu, ale to tylko daje pole do popisu wyobraźni oglądających. 
 


Dwie największe ryby są eksponowane w centrum sąsiedniego stawu. 
 
 
Na zakończenie zwiedzania patrzy na nas surowo Andy Warhol – może zachęca do powtórnej wizyty, a może szuka kolejnego artysty, który zechce wyeksponować swoje dzieła w galerii „Na Wodzie”. 
 
 
I tu kończę moje opowiadanie o ogrodzie botanicznym – nie wszystko tam zwiedzałam, części obiektów nie pokazuję. Sami zajrzyjcie i sprawdźcie, o czym nie opowiedziałam. 
Ja zaś mam dwa suplementy, którymi chcę się podzielić z czytelnikami. 
 
Suplement pierwszy 
Całkiem niedaleko ogrodu botanicznego na zboczu Karczówki możecie całkowicie bezpłatnie i spokojnie zajrzeć do ogrodu klasztornego. 
 

Jego brama szeroko otwarta dla wszystkich. W ogrodzie można pospacerować wśród krzewów, posiedzieć na jednej z ławeczek lub poleżeć na trawie. Oprócz spokoju i kontaktu z roślinami ogród zapewnia widok na miasto oraz zabudowania klasztorne. 
 


Może warto się skusić?   
 
Suplement drugi 
Z ogrodu do miasta udałam się autobusem nr 31, który kończy swoją trasę przy dworcu autobusowym, popularnym „spodku”. Tym razem nie sam budynek mnie zainteresował, a grupa rzeźb przed nim. 
 

Z plakietki informacyjnej dowiedziałam się, że jest to fontanna (na razie, jak widać, nieczynna). Niewielkich rozmiarów rzeźby autorstwa (no, kto zgadnie…) Sławomira Micka przedstawiają autobus PKS, nazywany ogórkiem i jego pasażerów – typowe figury z lat 70. ubiegłego wieku. To grupa uroczych scenek rodzajowych z tamtych lat. 
 



Wśród nich najbardziej mnie urzeka trójka kobiet, które nazywano w owym czasie „spadochroniarami”. Przyjeżdżały one do miasta z okolicznych wsi, ubrane w zapaski, objuczone ciężkimi koszami pełnymi wędlin domowej roboty, nabiału oraz innych wiejskich frykasów i wędrowały do zaprzyjaźnionych klientów.
 

Te rzeźby to prawdziwa podróż do przeszłości, którą odbywamy uskrzydlonym pekaesem. 
 

I to już wszystkie ciekawostki, którymi chciałam się dziś podzielić. Jest jeszcze niemało obiektów do odwiedzenia w Kielcach następnym razem. 
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz