poniedziałek, 20 lipca 2026

Mazowieckie pola, czyli buszujący w zbożu

Zboża jeszcze niezżęte. Warto więc wybrać się w pola i nacieszyć ich letnią „malowaną zbożem rozmaitym” wersją. 
Wyszukałam nowe polne tereny. Nie było pewności, jakie tam te pola zastaniemy, wyruszyliśmy więc w nieznane. 
 
cykoria podróżnik i odważni podróżnicy 
 
Na miejsce startu i mety wybrałam parking przy kościele pod wezwaniem MB Królowej Polski w Łączanach. 
 
kościół widziany z trasy (czyli zboża jednak są!)
 
W pobliżu kościoła zauważyliśmy niebrzydką piaskownię. Z obawy, że zaplanowana polna trasa może się okazać słaba zajrzeliśmy na wyrobisko. 
 

Na trasę wyruszyliśmy na północ ścieżką za cmentarzem. Oj, nie była to rewelacyjna ścieżka, ale przynajmniej uczęszczana przez parafian. 
 
pola Łączan
 
Polna drożyna zamieniła się wkrótce w leśną i poprowadziła przez młody dębowy zagajnik. Jego obecność nieco nas zaskoczyła, bo nie był zaznaczony na mapie. 
 

Tak czy inaczej dotarliśmy do rewelacyjnej polnej drogi, która dołączyła do trasy Świętokrzyskiej Drogi Św. Jakuba. 
 

O, to już prawdziwa rewelacja. Zachwytom nie było końca.   
 

Za to polna droga się skończyła, bo dotarła do asfaltowej szosy. Cóż było robić – trzeba było nią iść dalej. Nie narzekaliśmy, bo z szosy mieliśmy widoki na rozległe mazowieckie pola obsiane dojrzewającym rzepakiem, młodą kukurydzą i żytem, owsem oraz jęczmieniem o różnych odmianach. 
 

Wśród pól gdzieniegdzie  wyłaniały się pojedyncze drzewa. 
 


Zaznaczone na mapie rzeczki to raczej wspomnienia z przeszłości – wyschłe, zarośnięte rowy. 
Skręciliśmy w jedną z solidnych dróg na zachód. 
 

Z niej mieliśmy polne widoki na całą okolicę. 
 


Dotarliśmy w ten sposób do polnego krzyża, który ustawiono na skrzyżowaniu dróg. 
 

Tym razem wybrałam drogę na południe. Bardzo ona ładna była. I miała ze dwie kałuże – prawdopodobnie efekt sobotniej ulewy. 
 

przydrożne niedojrzałe jabłuszko
 
Zachęcała do dalszej wędrówki, ale narastający upał zadecydował za nas. Przy ładnym polu słoneczników skręciliśmy na wschód. 
 


Kolejna droga okazała się szeroka, wygodna i też z widokami. Zaczęłam już mieć pewność, że wybrałam świetną okolicę na wędrówkę. 
 

I znów dotarliśmy do szosy, którą prowadzi Świętokrzyska Droga Św. Jakuba. Nią poszliśmy na północ aż do porządnej polnej drogi na wschód. 
 


Tu okolicę zdominowała dosyć monotonna uprawa kukurydzy. No i czuło się, że niedługo kończymy trasę.
 

Dotarliśmy już do Łączan, gdzie mają dużo bocianach gniazd. Szkoda tylko, że ptaki nie zechciały zaklekotać na powitanie… 
 


Na przykościelnym parkingu zakończyła się nasza spacerowa pętelka. 
Trasa liczyła 10,5 kilometra (w sam raz na upał), jest rewelacyjna i na pieszą wędrówkę i na rower. Poza tym jest tu jeszcze sporo polnych dróg do zbadania. Ale to już raczej w czasie kwitnięcia rzepaku (oj, będzie się działo…). 
 
czerwone kropki - początek trasy, zielone - powrót
 
Nasza wycieczka jeszcze się jednak nie zakończyła. Za zgodą prowadzącej auto podjechaliśmy do pobliskiej wsi Chomentów Puszcz (uczestnicy wycieczki rowerowej swobodnie tam dojadą w kilkanaście minut, a warto). Naszym celem był niewielki pagórek na skrzyżowaniu dróg. Znajduje się tu zabytkowy cmentarz choleryczny, miejsce, gdzie grzebano ofiary epidemii, która nawiedziła Chomentów w roku 1830. Pagórek wieńczy kapliczka domkowa.
 

Kamienna figura świętego w kapliczce jest mocno sfatygowana, przez co trudno jednoznacznie zidentyfikować postać. 
 

Brak pewnych informacji na ten temat, ale ja przypuszczam, że powinien to być święty Roch. Jest on patronem chorych na dżumę  i inne zakaźne świństwa. Jednym z jego atrybutów jest widoczny na zdjęciu kostur pielgrzyma. Spod szaty, którą trudno określić, ale może to płaszcz pielgrzyma, widać jedną nogę – tak się zwykle pokazuje św. Rocha z ranami na łydce. Brak tu jednak ważnego towarzysza świętego Rocha – psa. Może to więc inny święty. Trudno powiedzieć. 
Jeśli kiedyś uda mi się rozwikłać tę zagadkę, dopiszę wyjaśnienie. 
 
Zdjęcia – Edek i ja

2 komentarze:

  1. I nie muszą być górki... piękna nasza Polska cała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Nie tyko nas świętokrzyskie pasiaki.

      Usuń