Makieta na wyspie pokazuje, jak zamek Szydłowieckich w Ćmielowie
wyglądał w czasach świetności. Tak byśmy go zobaczyli, gdyby udało nam się
cofnąć do XVI wieku.
Wsiądźmy więc w wehikuł czasu i zobaczmy, gdzie nas zawiezie.
Jest lipiec 2026 roku, zwykły pociąg osobowy dowozi nas do Ćmielowa. Już z jego
okien widzimy zamek. Inny jest niż go zapamiętaliśmy.
Gdzieś zniknęły
otaczające go chaszcze, mury nie zieją pustymi oczodołami okien.
Podchodzimy
bliżej – teren wokół zamku ogrodzony płotem, ładnie utrzymany. Dawni
„strażnicy”, którzy bronili dostępu, odlecieli.
Śmiało wchodzimy na teren. I od
razu zauważamy przy zamkowym murze rzecz niezwykłą – piękne, wiekowe drzewa
oliwne. Skąd się tu wzięły?
Nasze dywagacje przerywa jeden z mężczyzn
pracujących w pobliżu; opowiada o przewiezieniu tych cennych drzew z Włoch i o
tym, jak się o nie dba w Ćmielowie. I tak poznajemy właściciela zamku, pana
Tadeusza Zarębskiego, który od razu, jak serdeczny gospodarz, otacza nas troską
i kieruje do najciekawszych miejsc.
Zwiedzanie zaczynamy od wieży przedzamcza.
Kiedyś wyglądała tak:
Tego, co jest teraz nie mogliśmy sobie
wyobrazić. A jednak znaleźli się ludzie, którzy mieli moc wyobraźni i odwagę,
żeby zrealizować marzenie o własnym zamku.
No to zobaczmy, w co państwo
Zarębscy przekształcili ruiny gotycko-renesansowego zamku Szydłowieckich.
W sieni przedzamcza przy wejściu
wyeksponowano coś jakby wielką kamienną układankę – to oryginalna tablica
erekcyjna zamku zbudowanego przez Krzysztofa Szydłowieckiego.
O nim i kolejnych
właścicielach zamku opowiada nam ze swadą pan Zarębski, ich godny następca.
Dalsze zwiedzanie odbywamy w towarzystwie głosu Andrzeja Seweryna, który
spokojnie i merytorycznie opowiada w audioprzewodniku o kolejnych salach
zamkowej wieży. Na piętrze podziwiamy tak zwaną „Wielką Izbę” z posadzką z
piaskowca, jaką ta sala mogła mieć w oryginale. Tu oglądamy film
przedstawiający dramatyczne wydarzenia z czasów „potopu szwedzkiego”, kiedy to
na pobliskim wzgórzu Gawroniec miała miejsce bitwa wojsk szwedzkich i
siedmiogrodzkich.
eksponowany w jednej z sal miedzioryt wykonany na podstawie szkicu uczestnika bitwy Erika Jönssona Dahlbergha
Co ciekawe, wodzowie obu armii, król Karol Gustaw i książę Jerzy
II Rakoczy, zjedli uroczysty obiad w zamku. I może, gdyby na tym obiedzie
spotkanie się skończyło, a panowie wraz ze swoimi wojskami spokojnie wrócili do
domu, to zamek w Ćmielowie i wiele innych nie popadłby w ruinę.
w gablotach dawne zamkowe kafle, fragmenty biżuterii i uzbrojenia, a na ścianach historia muzyki XX wieku
A tak,
niestety, zamek stopniowo niszczał.
Na początku XVIII wieku był już ruiną, z
której kamienie rozbierano na budowy innych obiektów. W lepszym stanie
zachowało się przedzamcze, choć i ono zmieniało swoje funkcje, ale o tym
opowiem nieco później.
Wróćmy do teraźniejszości, gdzie czeka nas zwiedzanie
galerii gitar Stratocastle.
Już pewnie na poprzednich zdjęciach zauważyliście
wyeksponowane w izbach przedzamcza gitary elektryczne, płyty winylowe, fotografie
muzyków. Największa ich ekspozycja znajduje się w galerii na parterze.
I tu
znów odbywamy podróż w czasie – poznajemy historyczne instrumenty
„spokrewnione” z gitarą, nośniki nagrań muzycznych i odtwarzacze.
Ale
największe wrażenie robią autentyczne gitary z autografami wybitnych
gitarzystów.
Przy okazji kolega Jacek uczy nas odróżniać typy gitar i opowiada
własne historie z czasów muzykowania. Jak to nieoczekiwanie można odkryć
ciekawą stronę dobrze znanej osoby…
Sporą część przedzamcza zajmuje restauracja
Stratocastle, która otwiera podwoje minutę po odjeździe naszego pociągu. No
żal…
Ale pan Zarębski chce nam zaprezentować jeszcze jedno oblicze historii
zamku i zaprasza na małe zwiedzanko.
Dla nas to kolejna podróż w stronę
niemożliwego. Sami zobaczcie, jak
jeszcze marne 10 lat temu wyglądało to miejsce.
A teraz – zapierające
dech w piersiach wnętrze. No dobrze, najpierw rzucają się w oczy efektowny bar
i ekspozycja ćmielowskich filiżanek.
Moje serce szybciej bije na widok ściany
ze zdjęciami i autografami słynnych muzyków jazzowych.
Warto jednak spojrzeć
pod nogi, gdzie zaznaczono obrys pieca, który był częścią pierwotnej
manufaktury ceramiki założonej przez znanego nam z wizyty w Żywym Muzeum
Porcelany, Jacka hrabiego Małachowskiego. Fundamenty pieca odkryto podczas prac
archeologicznych na terenie zamku.
Jestem pewna, że te prace nie były łatwe.
Sami zobaczcie, ile wody wypełniało niegdysiejsze przedzamcze.
Mimo trudności,
których się domyślam, archeologowie wygrzebali z gruntu wiele artefaktów z
wiekowej historii zamku. Zostały one fachowo oczyszczone i umieszczone w
stosownych gablotach. Jak się wybierzecie na zwiedzanie, poszukajcie. Są
rozmieszczone w różnych miejscach i wcale nie ukryte. Z łatwością je
zauważycie.
Czy to już koniec zwiedzania? Skądże. Nie dotarliśmy jeszcze na
wyspę, gdzie znajdował się właściwy zamek. Zawsze była ona niedostępna dla nas.
Ruiny wyłaniały się zza gęstych zarośli i fosy, której głębokości nie mieliśmy
nigdy ochoty sprawdzać.
A teraz – proszę, na wyspę można wejść wygodnym
mostkiem.
Ba, nawet fotkę sobie zrobić na dowód.
Zanim jednak wejdziemy,
spójrzmy na zamek z góry. Nie, nie z drona, a z wałów otaczających fosę. No i
teraz świetnie widać obrys zamkowych murów. Przy odrobinie wyobraźni można go
wypełnić aż po dach, którego od wieków brak.
Wróćmy na mostek – pora wkroczyć w
progi wieży bramnej, która została odkryta podczas prac archeologicznych i
nadbudowano jej obrys na oryginalnych fundamentach.
A potem chodzimy sobie od
niechcenia między murami, zaglądamy do zamkowego lapidarium.
Zatrzymujemy się w
dawnej zamkowej kaplicy – to jej mury zachowały się najlepiej.
Mniej wprawne
oko może się nie dopatrzy wykuszu, ale i tak się człowiek cieszy, że jednak te
stare mury się trzymają i dostały szansę stać przez kolejne wieki.
Opuszczamy
zamek z podziwem dla ludzi, którzy go podnieśli z ruin, i z uczuciem niedosytu
– jeszcze jest tu parę miejsc, którym warto się przyjrzeć bliżej. Może następnym razem, ale wtedy przyjdzie
nam podjąć dodatkowo wyzwanie wzgórza Gawroniec, które przecież odegrało wielką
rolę w historii zamku i samego Ćmielowa.
A zamek zostawiamy pod opieką Anioła
który czuwa nad nim, jego gospodarzami i gośćmi.
PS Zamek Ćmielów jest również miejscem interesujących imprez kulturalnych, spotkań i koncertów. Jeśli chcecie być na bieżąco poinformowani o tych wydarzeniach lub poznać więcej ciekawostek z historii zamku, zajrzyjcie na stronę zamku - tu link lub jego Facebook - w tym linku.
Zdjęcia – Edek i ja





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz