sobota, 25 lipca 2026

Zamek Ćmielów, czyli tu zaszła zmiana

Makieta na wyspie pokazuje, jak zamek Szydłowieckich w Ćmielowie wyglądał w czasach świetności. Tak byśmy go zobaczyli, gdyby udało nam się cofnąć do XVI wieku. 
 

Wsiądźmy więc w wehikuł czasu i zobaczmy, gdzie nas zawiezie. 
Jest lipiec 2026 roku, zwykły pociąg osobowy dowozi nas do Ćmielowa. Już z jego okien widzimy zamek. Inny jest niż go zapamiętaliśmy. 
 
zamek w lipcu 2016 roku
 
Gdzieś zniknęły otaczające go chaszcze, mury nie zieją pustymi oczodołami okien.
 
i w lipcu 2026 roku
 
Podchodzimy bliżej – teren wokół zamku ogrodzony płotem, ładnie utrzymany. Dawni „strażnicy”, którzy bronili dostępu, odlecieli. 
 

Śmiało wchodzimy na teren. I od razu zauważamy przy zamkowym murze rzecz niezwykłą – piękne, wiekowe drzewa oliwne. Skąd się tu wzięły? 
 
 
Nasze dywagacje przerywa jeden z mężczyzn pracujących w pobliżu; opowiada o przewiezieniu tych cennych drzew z Włoch i o tym, jak się o nie dba w Ćmielowie. I tak poznajemy właściciela zamku, pana Tadeusza Zarębskiego, który od razu, jak serdeczny gospodarz, otacza nas troską i kieruje do najciekawszych miejsc.
Zwiedzanie zaczynamy od wieży przedzamcza. 
 
 
Kiedyś wyglądała tak: 
 
z zewnątrz 
i wewnątrz
 
Tego, co jest teraz nie mogliśmy sobie wyobrazić. A jednak znaleźli się ludzie, którzy mieli moc wyobraźni i odwagę, żeby zrealizować marzenie o własnym zamku. 
No to zobaczmy, w co państwo Zarębscy przekształcili ruiny gotycko-renesansowego zamku Szydłowieckich. 
 
Ale dlaczego przed wejściem do szesnastowiecznego zamku gitara? Odpowiedź we właściwym czasie.
 
 
W sieni przedzamcza przy wejściu wyeksponowano coś jakby wielką kamienną układankę – to oryginalna tablica erekcyjna zamku zbudowanego przez Krzysztofa Szydłowieckiego. 
 
zwróćcie uwagę na dawną nazwę Ćmielowa - Szmyelow
 
O nim i kolejnych właścicielach zamku opowiada nam ze swadą pan Zarębski, ich godny następca. 
 
galeria właścicieli zamku (rzecz jasna nie wszystkich)
 
Dalsze zwiedzanie odbywamy w towarzystwie głosu Andrzeja Seweryna, który spokojnie i merytorycznie opowiada w audioprzewodniku o kolejnych salach zamkowej wieży. Na piętrze podziwiamy tak zwaną „Wielką Izbę” z posadzką z piaskowca, jaką ta sala mogła mieć w oryginale. Tu oglądamy film przedstawiający dramatyczne wydarzenia z czasów „potopu szwedzkiego”, kiedy to na pobliskim wzgórzu Gawroniec miała miejsce bitwa wojsk szwedzkich i siedmiogrodzkich. 
 
eksponowany w jednej z sal miedzioryt wykonany na podstawie szkicu uczestnika bitwy Erika Jönssona Dahlbergha
 
i scena z filmu
 
Co ciekawe, wodzowie obu armii, król Karol Gustaw i książę Jerzy II Rakoczy, zjedli uroczysty obiad w zamku. I może, gdyby na tym obiedzie spotkanie się skończyło, a panowie wraz ze swoimi wojskami spokojnie wrócili do domu, to zamek w Ćmielowie i wiele innych nie popadłby w ruinę. 
 
w gablotach dawne zamkowe kafle, fragmenty biżuterii i uzbrojenia, a na ścianach historia muzyki XX wieku
 
A tak, niestety, zamek stopniowo niszczał. 
Na początku XVIII wieku był już ruiną, z której kamienie rozbierano na budowy innych obiektów. W lepszym stanie zachowało się przedzamcze, choć i ono zmieniało swoje funkcje, ale o tym opowiem nieco później. 
 

Wróćmy do teraźniejszości, gdzie czeka nas zwiedzanie galerii gitar Stratocastle.
 

Już pewnie na poprzednich zdjęciach zauważyliście wyeksponowane w izbach przedzamcza gitary elektryczne, płyty winylowe, fotografie muzyków. Największa ich ekspozycja znajduje się w galerii na parterze. 
 
 
I tu znów odbywamy podróż w czasie – poznajemy historyczne instrumenty „spokrewnione” z gitarą, nośniki nagrań muzycznych i odtwarzacze. 
 


Ale największe wrażenie robią autentyczne gitary z autografami wybitnych gitarzystów. 
 
I teraz każdy rozumie, dlaczego przy wejściu do zamku umieszczono gitarę.
 
Przy okazji kolega Jacek uczy nas odróżniać typy gitar i opowiada własne historie z czasów muzykowania. Jak to nieoczekiwanie można odkryć ciekawą stronę dobrze znanej osoby… 
 

Sporą część przedzamcza zajmuje restauracja Stratocastle, która otwiera podwoje minutę po odjeździe naszego pociągu. No żal… 
Ale pan Zarębski chce nam zaprezentować jeszcze jedno oblicze historii zamku i zaprasza na małe zwiedzanko. 
Dla nas to kolejna podróż w stronę niemożliwego. Sami zobaczcie, jak  jeszcze marne 10 lat temu wyglądało to miejsce. 
 

A teraz – zapierające dech w piersiach wnętrze. No dobrze, najpierw rzucają się w oczy efektowny bar i ekspozycja ćmielowskich filiżanek. 
 

Moje serce szybciej bije na widok ściany ze zdjęciami i autografami słynnych muzyków jazzowych. 
 

Warto jednak spojrzeć pod nogi, gdzie zaznaczono obrys pieca, który był częścią pierwotnej manufaktury ceramiki założonej przez znanego nam z wizyty w Żywym Muzeum Porcelany, Jacka hrabiego Małachowskiego. Fundamenty pieca odkryto podczas prac archeologicznych na terenie zamku. 
 
obrys pieca widoczny po prawej stronie
 
Jestem pewna, że te prace nie były łatwe. Sami zobaczcie, ile wody wypełniało niegdysiejsze przedzamcze. 
 

tak było
 
a tak jest
 
Mimo trudności, których się domyślam, archeologowie wygrzebali z gruntu wiele artefaktów z wiekowej historii zamku. Zostały one fachowo oczyszczone i umieszczone w stosownych gablotach. Jak się wybierzecie na zwiedzanie, poszukajcie. Są rozmieszczone w różnych miejscach i wcale nie ukryte. Z łatwością je zauważycie. 
 


Czy to już koniec zwiedzania? Skądże. Nie dotarliśmy jeszcze na wyspę, gdzie znajdował się właściwy zamek. Zawsze była ona niedostępna dla nas. Ruiny wyłaniały się zza gęstych zarośli i fosy, której głębokości nie mieliśmy nigdy ochoty sprawdzać. 
 

A teraz – proszę, na wyspę można wejść wygodnym mostkiem. 
 

Ba, nawet fotkę sobie zrobić na dowód. 
 

Zanim jednak wejdziemy, spójrzmy na zamek z góry. Nie, nie z drona, a z wałów otaczających fosę. No i teraz świetnie widać obrys zamkowych murów. Przy odrobinie wyobraźni można go wypełnić aż po dach, którego od wieków brak.
 
 
Wróćmy na mostek – pora wkroczyć w progi wieży bramnej, która została odkryta podczas prac archeologicznych i nadbudowano jej obrys na oryginalnych fundamentach. 
 

A potem chodzimy sobie od niechcenia między murami, zaglądamy do zamkowego lapidarium. 
 


Zatrzymujemy się w dawnej zamkowej kaplicy – to jej mury zachowały się najlepiej. 
 



Mniej wprawne oko może się nie dopatrzy wykuszu, ale i tak się człowiek cieszy, że jednak te stare mury się trzymają i dostały szansę stać przez kolejne wieki. 
 

Opuszczamy zamek z podziwem dla ludzi, którzy go podnieśli z ruin, i z uczuciem niedosytu – jeszcze jest tu parę miejsc, którym warto się przyjrzeć bliżej. Może następnym razem, ale wtedy przyjdzie nam podjąć dodatkowo wyzwanie wzgórza Gawroniec, które przecież odegrało wielką rolę w historii zamku i samego Ćmielowa. 
 

A zamek zostawiamy pod opieką Anioła który czuwa nad nim, jego gospodarzami i gośćmi.
 
Anioł wzorowany na rzeźbie Giulio Monteverde "Anioł Nocy"
 
PS Zamek Ćmielów jest również miejscem interesujących imprez kulturalnych, spotkań i koncertów. Jeśli chcecie być na bieżąco poinformowani o tych wydarzeniach lub poznać więcej ciekawostek z historii zamku, zajrzyjcie na stronę zamku - tu link lub jego Facebook - w tym linku. 
 
 Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz