sobota, 10 października 2026

Droga do Kultury drogą do Arkadii

Droga do Kultury to nazwa linii autobusowej, która kursuje w miesiącach letnich (1.6. – 30.9) z Łowicza do atrakcyjnych miejscowości powiatu łowickiego. Niewielki bus zatacza pętlę łączącą Łowicz z Arkadią, Nieborowem, Walewicami, Maurzycami i innymi miejscowościami. W dni powszednie są to dwa kursy, w weekendy – trzy. Cały dzień przejażdżek kosztuje dyszkę. Mało kto w Łowiczu wierzy w istnienie tego środka komunikacji, ale on naprawdę jeździ. Startuje z przystanku w pobliżu dworca PKP, a przy muzeum na ulicy 3 Maja są dwa przystanki i nikt nie potrafi wyjaśnić, na którym najkorzystniej czekać. Wyjaśniam. Jeśli chcecie wybrać się do Arkadii lub Nieborowa, wybierzcie przystanek przy budynku muzeum. Jeśli wybieracie się np. do Maurzyc, lepszy będzie ten po drugiej stronie ulicy. Wszystko wiemy, pora wsiadać. 
Autobusik podwozi nas prawie pod samą bramę parku w Arkadii, kierowca obiecuje, że będzie tu za dwie godziny i podrzuci do Nieborowa. Idealnie. 
 

Tuż za bramą wypada zatrzymać się przy kasie i nabyć odpowiedni bilet. Ja wybieram taki na całość zwiedzania Arkadii i Nieborowa, co pozwala zaoszczędzić czas i pieniądz, a potem spokojnie spacerować i podziwiać. A jest na czym oko zawiesić. 
Sam park założony w roku 1778 przez Helenę Radziwiłłową jest doskonałym wcieleniem mody na ogrody angielskie, a potem romantyczne. Realizatorem pomysłów księżnej był architekt Szymon Bogumił Zug. Wspierali go Jan Norblin i  Aleksander Orłowski, a później jego dzieło kontynuował Henryk Ittar. Te i więcej innych ciekawostek znajdziecie na stronie Muzeum w Nieborowie i Arkadii (tu link). 
Skoro mamy już pełny oficjalny wstęp, możemy zacząć spacer. Jest słoneczny wrześniowy poranek. Jestem pierwszą i przez długi czas jedyną zwiedzającą. Podziwiam park z pięknymi drzewami, alejkami, prowadzącymi do romantycznych obiektów.  Ale tak właściwie to na początku idę wzdłuż jednego ze stawów na rzece Skierniewce. 
 


Rozglądam się uważnie, żeby nie przegapić żadnego obiektu. Wiem, że nie wszystkie z pierwotnie wybudowanych pawilonów zachowały się do naszych czasów, ale i tak jest co oglądać. 
Na początek zatrzymuję się przy najstarszym obiekcie parku – Grocie Sybilli. 
 

Czy mityczna Sybilla przewidziała losy parku, jego właścicieli – nie wiem.
 
 
Na razie nie zastanawiam się nad tym, bo drąży mnie problem sfotografowania pobliskiego Domku Gotyckiego. Skryty wśród drzew, pokryty plamami świtała i cienia nie jest łatwy do fotografowania. 
 


Gdybym była Sybillą, wiedziałabym, że z kolejnymi obiektami w parku nie będzie łatwiej. 
Docieram do Domu Murgrabiego z charakterystyczną wieżą (może to na niej wzorował się Klicki z Łowicza?) i antycznymi ozdobami. 
 



Tuż przy nim znajduje się słynny Łuk Kamienny, z którego powinien być najlepszy widok na pobliską Świątynię Diany. 
 

Faktycznie. Powinien. A teraz łuk chyba w remoncie, ogrodzony barierkami, z zakazem podchodzenia. Czyli z widoku nici. 
 

Na szczęście mogę bez problemu podejść do samej świątyni. 
 

Ba, nawet obejść ją naokoło i zajrzeć do wnętrza przez duże okna. 
 

To ostatnie nie było konieczne, bo główne wejście do świątyni jest otwarte i można wejść do pierwszej sali, a z niej zajrzeć do sąsiednich. Nad głową mam plafon namalowany przez Norblina. 
 

Przy ścianach zgromadzono liczne naczynia i rzeźby w większości antyczne. Czułam się tam, jakby nagle ożyły ilustracje z podręcznika do historii przedstawiające rzymskie urny czy posągi. 
 



Przed świątynią rozciąga się przyjemny widok na staw, do którego można zejść po schodkach strzeżonych przez  rzeźby lwa i sfinksa. 
 


Jeśli obejść staw naokoło, można spojrzeć nań z innej perspektywy, od strony zburzonej Bramy Czasu. 
 


Ja wybieram się także  w nieco odleglejsze zakątki parku, nad rzeczkę. 
 


Pora wracać, bo jeszcze nie wszystkie miejsca obejrzane. 
Oczywistym przystankiem nad wodą jest Akwedukt. Jest on wzorowany na antycznych wodociągach i tak naprawdę jest rekonstrukcją z lat 50. XX wieku. Oryginalny akwedukt z czasów księżnej Radziwiłłowej został rozebrany przez właścicieli posiadłości w XIX wieku. 
 

Widzę też samotnie stojące obiekty – kolumny i obelisk. To pozostałość zaprojektowanego przez Ittara Cyrku i Amfiteatru. Kolumny stanowiły oznakowanie startu i mety wyścigu rydwanów, a obelisk półmetek. 
 

Nie udało mi się znaleźć informacji, czy księżna faktycznie organizowała tego typu wyścigi na terenie parku. Raczej wątpię. 
Dużym i dobrze zachowanym obiektem jest Przybytek Arcykapłana, który nie jest ruiną w dosłownym znaczeniu – był budowany już jako ruina. 
 

W jego ściany wmurowano fragmenty antycznych i renesansowych rzeźb. Daje to ciekawy efekt – chodzi się wokół nich i ciągle coś można wypatrzyć. 
 


Najbardziej efektowna jest tu płaskorzeźba „Nadzieja karmiąca Chimerę”. 
 

Tuż obok przybytku umieszczono Mur z Hermami. I on nie pochodzi z czasów księżnej, tabliczka w pobliżu informuje, że został odbudowany. 
 



Na zakończenie zostawiłam najważniejszy obiekt – grobowiec na Wyspie Topolowej. 
 

To na nim umieszczono słynny cytat „Et in Arcadia ego” (I oto jestem w Arkadii) w wersji łacińskiej i francuskiej. 
 

W niszy grobowca spoczywa wyrzeźbiona w białym marmurze postać śpiącej kobiety (Kto się wybierze do Nieborowa, spotka taką rzeźbę jeszcze raz). 
 
 
Podczas spaceru spotykam również wiele pojedynczych okazów. To często rzymskie sarkofagi pokryte płaskorzeźbami. 
 


Ładnie prezentuje się kamienna studnia nakryta żelazną ażurowa kopułą. 
 

Mój spacer trwał dwie godziny. Bez pośpiechu. Spokojnie. 
 

Pora opuścić Arkadię, bo za kilka minut nadjedzie „powóz”, który zawiedzie mnie do pobliskiego Nieborowa.  
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz