Droga do Kultury to nazwa linii autobusowej,
która kursuje w miesiącach letnich (1.6. – 30.9) z Łowicza do atrakcyjnych
miejscowości powiatu łowickiego. Niewielki bus zatacza pętlę łączącą Łowicz z
Arkadią, Nieborowem, Walewicami, Maurzycami i innymi miejscowościami. W dni
powszednie są to dwa kursy, w weekendy – trzy. Cały dzień przejażdżek kosztuje
dyszkę. Mało kto w Łowiczu wierzy w istnienie tego środka komunikacji, ale on
naprawdę jeździ. Startuje z przystanku w pobliżu dworca PKP, a przy muzeum na
ulicy 3 Maja są dwa przystanki i nikt nie potrafi wyjaśnić, na którym
najkorzystniej czekać. Wyjaśniam. Jeśli chcecie wybrać się do Arkadii lub
Nieborowa, wybierzcie przystanek przy budynku muzeum. Jeśli wybieracie się np.
do Maurzyc, lepszy będzie ten po drugiej stronie ulicy. Wszystko wiemy, pora
wsiadać.
Autobusik podwozi nas prawie pod samą bramę parku w Arkadii, kierowca
obiecuje, że będzie tu za dwie godziny i podrzuci do Nieborowa. Idealnie.
Tuż
za bramą wypada zatrzymać się przy kasie i nabyć odpowiedni bilet. Ja wybieram
taki na całość zwiedzania Arkadii i Nieborowa, co pozwala zaoszczędzić czas i
pieniądz, a potem spokojnie spacerować i podziwiać. A jest na czym oko
zawiesić.
Sam park założony w roku 1778 przez Helenę Radziwiłłową jest
doskonałym wcieleniem mody na ogrody angielskie, a potem romantyczne. Realizatorem
pomysłów księżnej był architekt Szymon Bogumił Zug. Wspierali go Jan Norblin
i Aleksander Orłowski, a później jego
dzieło kontynuował Henryk Ittar. Te i więcej innych ciekawostek znajdziecie na
stronie Muzeum w Nieborowie i Arkadii (tu link).
Skoro mamy już pełny oficjalny
wstęp, możemy zacząć spacer. Jest słoneczny wrześniowy poranek. Jestem pierwszą
i przez długi czas jedyną zwiedzającą. Podziwiam park z pięknymi drzewami,
alejkami, prowadzącymi do romantycznych obiektów. Ale tak właściwie to na początku idę wzdłuż
jednego ze stawów na rzece Skierniewce.
Rozglądam się uważnie, żeby nie
przegapić żadnego obiektu. Wiem, że nie wszystkie z pierwotnie wybudowanych
pawilonów zachowały się do naszych czasów, ale i tak jest co oglądać.
Na
początek zatrzymuję się przy najstarszym obiekcie parku – Grocie Sybilli.
Czy
mityczna Sybilla przewidziała losy parku, jego właścicieli – nie wiem.
Na razie
nie zastanawiam się nad tym, bo drąży mnie problem sfotografowania pobliskiego
Domku Gotyckiego. Skryty wśród drzew, pokryty plamami świtała i cienia nie jest
łatwy do fotografowania.
Gdybym była Sybillą, wiedziałabym, że z kolejnymi
obiektami w parku nie będzie łatwiej.
Docieram do Domu Murgrabiego z
charakterystyczną wieżą (może to na niej wzorował się Klicki z Łowicza?) i
antycznymi ozdobami.
Tuż przy nim znajduje się słynny Łuk Kamienny, z którego
powinien być najlepszy widok na pobliską Świątynię Diany.
Faktycznie. Powinien.
A teraz łuk chyba w remoncie, ogrodzony barierkami, z zakazem podchodzenia.
Czyli z widoku nici.
Na szczęście mogę bez problemu podejść do samej świątyni.
Ba, nawet obejść ją naokoło i zajrzeć do wnętrza przez duże okna.
To ostatnie
nie było konieczne, bo główne wejście do świątyni jest otwarte i można wejść do
pierwszej sali, a z niej zajrzeć do sąsiednich. Nad głową mam plafon namalowany
przez Norblina.
Przy ścianach zgromadzono liczne naczynia i rzeźby w większości
antyczne. Czułam się tam, jakby nagle ożyły ilustracje z podręcznika do
historii przedstawiające rzymskie urny czy posągi.
Przed świątynią rozciąga
się przyjemny widok na staw, do którego można zejść po schodkach strzeżonych
przez rzeźby lwa i sfinksa.
Jeśli obejść
staw naokoło, można spojrzeć nań z innej perspektywy, od strony zburzonej Bramy
Czasu.
Ja wybieram się także w nieco
odleglejsze zakątki parku, nad rzeczkę.
Pora wracać, bo jeszcze nie wszystkie
miejsca obejrzane.
Oczywistym przystankiem nad wodą jest Akwedukt. Jest on
wzorowany na antycznych wodociągach i tak naprawdę jest rekonstrukcją z lat 50.
XX wieku. Oryginalny akwedukt z czasów księżnej Radziwiłłowej został rozebrany
przez właścicieli posiadłości w XIX wieku.
Widzę też samotnie stojące obiekty –
kolumny i obelisk. To pozostałość zaprojektowanego przez Ittara Cyrku i
Amfiteatru. Kolumny stanowiły oznakowanie startu i mety wyścigu rydwanów, a
obelisk półmetek.
Nie udało mi się znaleźć informacji, czy księżna faktycznie
organizowała tego typu wyścigi na terenie parku. Raczej wątpię.
Dużym i dobrze
zachowanym obiektem jest Przybytek Arcykapłana, który nie jest ruiną w
dosłownym znaczeniu – był budowany już jako ruina.
W jego ściany wmurowano
fragmenty antycznych i renesansowych rzeźb. Daje to ciekawy efekt – chodzi się
wokół nich i ciągle coś można wypatrzyć.
Najbardziej efektowna jest tu
płaskorzeźba „Nadzieja karmiąca Chimerę”.
Tuż obok przybytku umieszczono Mur z
Hermami. I on nie pochodzi z czasów księżnej, tabliczka w pobliżu informuje, że
został odbudowany.
Na zakończenie zostawiłam najważniejszy obiekt – grobowiec
na Wyspie Topolowej.
To na nim umieszczono słynny cytat „Et in Arcadia ego” (I
oto jestem w Arkadii) w wersji łacińskiej i francuskiej.
W niszy grobowca
spoczywa wyrzeźbiona w białym marmurze postać śpiącej kobiety (Kto się wybierze
do Nieborowa, spotka taką rzeźbę jeszcze raz).
Podczas spaceru spotykam również
wiele pojedynczych okazów. To często rzymskie sarkofagi pokryte płaskorzeźbami.
Ładnie prezentuje się kamienna studnia nakryta żelazną ażurowa kopułą.
Mój
spacer trwał dwie godziny. Bez pośpiechu. Spokojnie.
Pora opuścić Arkadię, bo
za kilka minut nadjedzie „powóz”, który zawiedzie mnie do pobliskiego
Nieborowa.
Zdjęcia mojego wyrobu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz