czwartek, 1 października 2026

Marcule i Płuczka na początku jesieni

Nie wiadomo kiedy upłynęło 10 lat od naszej poprzedniej wizyty w Marculach i tutejszym arboretum (tu i tu linki). Zajrzeliśmy więc, żeby sprawdzić, co się tam zmieniło. Raczej niewiele. Arboretum pozostało sobą. Nie jest modnym ogrodem pokazowym, a zwykłym miejscem, w którym obcuje się z roślinami. 
 

Może pora, którą wybraliśmy, nie jest najszczęśliwsza, bo letnie rośliny przekwitają, a jesienne przebarwienia liści dopiero się zastanawiają, czy aby nie za wcześnie. Nic to, w arboretum było przyjemnie. 
Spotkaliśmy tu duże drzewa, w tym pomnikowe. Rzecz jasna, najważniejszy jest tu Marcel – dwustuletni dąb szypułkowy, król odległej polanki. 
 


Inne drzewa i krzewy tworzą malownicze grupki lub są efektownymi soliterami.
 




Kwitnące hortensje pozwalają uniknąć monotonii barwnej. 
 


Wśród krzewów bieleją kwiaty heptakodium chińskiego. Co ciekawe, kiedy przekwitną, pojawią się na ich miejscu intensywnie czerwone owoce, które będą wyglądać jak nowe kwiaty. 
 

Jesień to też czas owocowania krzewów (niekoniecznie jadalnych). 
 
rokitnik (jadalny)
 
berberys (również) 

ognik szkarłatny (lekko trujący)
 
wiciokrzew pomorski (i jego nie próbujcie jeść)
 

W arboretum wyłaniają się zza drzew drewniane rzeźby. 
 
"Śniezielenie" Marcina Różyckiego
 
Jedna to mój ulubiony święty Franciszek. 
 

Miłośnikom romantycznych zakątków zapewne przypadnie do gustu któreś z oczek wodnych. 
 
 
A najpewniej to z malowniczym mostkiem. 
 
 
Jeśli ktoś lubi górskie wspinaczki, to się wdrapie na skalniak w alpinarium, żeby sfotografować złocienie. 
 


Podczas poprzedniej bytności w arboretum nie zaglądaliśmy do tutejszego ogródka ziołowego. No to tym razem nawdychaliśmy się zapachu lawendy i innych roślin. Niektóre jeszcze kwitną. 
 
anafalis perłowy (wiem dzięki tabliczce z nazwą)
 
Przy okazji dowiedziałam się, dlaczego panny siały rutkę. Otóż jej zapach jest podobno afrodyzjakiem. W Marculach przyciągnął interesującego kawalera.
 
trzmiel na kwitnącej rucie
 
Na zakończenie wizyty w arboretum – jesienne róże i takież liście tulipanowca amerykańskiego. 
 


W tym momencie można by zakończyć naszą wycieczkę, a tu się okazuje, że ona się jeszcze nie zaczęła na dobre. 
Wyruszamy na wędrówkę po lesie. Ludzie, jaki to ładny las jest w tej okolicy! Drogi wygodne (w większości). Drzewa ładne. 



Czasem spotka się jakiś obiekt nawiązujący do historii. 
 
krzyż obudowany przez leśników Nadleśnictwa Marcule w 15. rocznicę reaktywowania nadleśnictwa
 
Czasem grzybiarze się wyłonią zza drzew. A grzyby tu zachęcające do grzybobrania. Tylko my jacyś tacy oporni – nie zbieramy, stosujemy grzybobranie fotograficzne. 
 



W połowie trasy zatrzymujemy się na postój nad zalewem pokopalnianym Płuczka (w tym linku więcej o nim i jego historii). 
Na początek nieprzyjemne zaskoczenie. Zalew wysycha. Jego północno-zachodni fragment stracił wodę. 
 

Niewielkim plusem jest to, że pólnocno-wschodni brzeg ma łatwiejszy dostęp do wody. Odsłoniła się spora jego część, która dawniej była zalana wodą. 
 


Mamy też widok na niewielką wysepkę. 
 

Po krótkim odpoczynku wracamy na punkt startu.
 

Okazuje się, że droga wzdłuż zalewu jest nadzwyczaj wygodna. Ma też ciekawe wzniesienia po lewej stronie. To nie wydmy polodowcowe, a raczej pozostałość dawnego wyrobiska kopalni. 
 

Jeden odcinek trasy okazał się nieco trudniejszy – z wykrotami i kałużami. 
 

Jego też się udało pokonać i mogliśmy dotrzeć do znanych okolic, a potem parkingu przy arboretum. 
Wycieczka bardzo nam się udała – pogoda dopisała, trasa (11,5 km) nie była męcząca. Zdecydowanie odpowiednia raczej na wędrówkę niż rower, bo drogi trawiaste. 
 

 
Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz