poniedziałek, 5 października 2026

Niedziela w Paśmie Zgórskim

To już drugie nasze spotkanie w tym roku. Poprzednie było wiosną (tu link). Teraz wybraliśmy się tam na początku jesieni. Trasa różniła się od wiosennej – była nieco dłuższa (13 km). Wystartowaliśmy znów w Słowiku.
 
upamiętnienie kapitana "Herwina" Piątka, który jako pierwszy wjechał do Kielc z Pierwszą Kompanią Kadrową 14 sierpnia 1914 roku  
 
I znów zaczęliśmy mozolne podejście szlakiem niebieskim na Trupień, a potem Patrol. 
 

Muszę się przyznać, że na starcie zaliczyłam poważne opóźnienie, ale w pobliżu szczytu Patrolu grupa zaczekała na mnie i dalej już wędrowaliśmy razem. 
 
 
Na skrzyżowaniu szlaków pomaszerowaliśmy dalej szlakiem niebieskim w kierunku szczytu Zielonej (kolorowo u nas, nieprawdaż?). To bardzo przyjemny odcinek trasy. 
 

I mieliśmy na nim grzybobranie w postaci jednego kozaczka. 
 

Innych grzybów nie zauważyliśmy. Ale grzybiarze i spacerowicze co jakiś czas przemykali lasem. 
Przekroczyliśmy szosę, przy której zatrzymaliśmy się na postój w pobliżu pomnika na miejscu zwycięskiej bitwy oddziału AK pod dowództwem majora Hedy „Szarego” w dniu 17 września 1944 roku. 
 

Poszliśmy potem dalej na południe aż do miejsca, gdzie szlak skręca na zachód.
 

Tu mieliśmy niewielki odcinek do połączenia ze szlakiem czerwonym, którym pomaszerowaliśmy na północ. Mijaliśmy dobrze nam znaną polankę z widokiem na Czerwoną Górę. 
 

Potem zaś miejsce, gdzie dawniej zatrzymywaliśmy się przy symbolicznej mogile żołnierzy wyklętych. Ostała się po niej jedynie kapliczka na drzewie i prawie niewidoczna płyta na ziemi. Myślę, że to może stan przejściowy i niedługo mogiła zostanie odnowiona.   
 

Dotarliśmy znów do szosy i zaczęli spokojne podejście na Patrol czerwonym szlakiem. 
 
 
Jest ono nietrudne, droga ładna, z niewielkimi wąwozami. 
 

 
Wiadomo jednak, że w końcu musiał nadejść czas schodzenia ze szczytu, a to na odcinku czerwonego szlaku w  kierunku wschodnim jest początkowo przykre, żeby nie powiedzieć trudne. 
 

Kolega Ed zbiegł radośnie ze stromizny i mógł fotografować mniej lub bardziej efektowne sposoby schodzenia pozostałych członków grupy. Wszyscy sobie poradziliśmy w miarę dobrze, choć ja miałam najwięcej kłopotów, ale kijków w formie podpory nie zabrałam. A mogłyby pomóc… 
 

Ten odcinek szlaku ma też swoje niezaprzeczalne uroki. 
 

Prowadzi on grzbietem między dwoma głębokimi wąwozami. Mogliśmy zerkać na nie z góry, lub spróbować dostać się do nich. 
 


I tak sobie spokojnie dotarliśmy do miejsca startu. 
 
 
A na zakończenie zamiast leśnych widoczków rzut oka na Bobrzę w jesiennych barwach. 
 

I po wycieczce. 
Trasa dla tych, co lubią się nieco sponiewierać na stromiznach. Co do roweru – spotkaliśmy na czerwonym szlaku jednego pana na rowerze. Nie mam tylko pewności, jak pokonał stromiznę. Za to młodzieńcy na motocyklach terenowych szaleją tu bez opamiętania.
 

 Zdjęcia – Edek i  ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz