czwartek, 18 lutego 2016

O tym, jak wiatr chciał nam popsuć wycieczkę, ale mu się nie udało

Takiego właśnie przeciwnika mieliśmy w środę, kiedy to mocno wiało ze wschodu. Wietrzysko zimne było, nieprzyjemne. A my i tak wyruszyliśmy na trasę, która w dużym przybliżeniu miała kształt trapezu, czyli wiatr mieliśmy z każdej możliwej strony.
Na początku popychał nas i zmuszał do szybszego marszu przez Kucębów Dolny, a potem szlakiem piekielnym na zachód w kierunku Krasnej. Wiele razy pokonywaliśmy ten odcinek, więc i niespecjalnie spodziewaliśmy się ciekawych obiektów, ale mimo wszystko co nieco rzuciło nam się w oczy.  A to zamarznięte kałuże, a to okoliczne pola, a to miejsce tak znane, że zawsze omijane, a jednak skrywające niespodziankę.

pola Kucębowa (Jakiż pożytek z siana, co tak całą zimę przeleży?)



lodowa mozaika

tablica pamiątkowa na budynku dawnej szkoły w Lutej 

W lesie przed Krasną skręciliśmy na południe, żeby pomaszerować w kierunku wsi Bień. Nie będę owijać w bawełnę – szosa asfaltowa to była. Ale za to z widokami. I to jakimi! Wystarczyło trochę się od niej oddalić i już wkraczamy (bardzo ostrożnie) na teren Rezerwatu Górna Krasna. A tu bagnisko rozległe, zarośla trzciny prawie jak las, woda leniwie przepływa lub stoi, miejscami zamarznięta. 

rzeka Krasna tuż przed zalewem 


Krasna spokojnie przepływa wśród trzcin 

Kilka razy odchodziliśmy od szosy i za każdym razem niby taki sam, a jednak nieco inny ten krajobraz rozlewiska się wydawał. Wciągające miejsce. Aż koledzy się niepokoili, czy aby nas to bagno na amen nie wciągnęło. Jednak nie. Wyszliśmy na szosę i do wsi. 

zwichrowane ogrodzenie



rozlewiska w Rezerwacie Górna Krasna 

Najtrudniejszym odcinkiem naszej wędrówki była droga do Rogowic (otwarty teren – kierunek południowy wschód) i przez wieś (tu na wschód). Tam to wiało! Zapierało dech w piersiach, zmuszało do wciągnięcia na siebie całych zapasów odzieżowych i utrudniało marsz. 

na drodze z Bienia do Rogowic
 
Uspokoiło się dopiero w lesie, gdzie napotkaliśmy urocze rozlewiska bezimiennego dopływu Krasnej. Oczywiście same się nie zrobiły – widać było, że bobry solidnie się tu przyłożyły do roboty. 


mokradła przy leśnej drodze 
 
Za lasem kolejna wioska – Długojów. Tu bywaliśmy już wiele razy, więc dosyć szybko przeszliśmy w kierunku kolejnego lasu – tym razem na północny wschód, żeby wyjść na szosę w kierunku Szałasu. Tę wieś zwiedziliśmy ostatnio dosyć dokładnie, a szalejący wiatr nie zachęcał do sterczenia pół godziny na przystanku w oczekiwaniu na bus. Nie bacząc więc na kolejną porcję asfaltu pomaszerowaliśmy w stronę Kucębowa. 

ciekawy budynek w Długojowie (może dawna szkoła?)

droga z Długojowa do Szałasu  

widok na Krasną z mostu w Szałasie  

pomnik hubalczyka na skraju lasu za Szałasem 

Na szczęście nie musieliśmy czekać na bus w samej wsi, bo udało nam się skorzystać z dobrodziejstwa przystanku na skraju lasu (osłonięty od wiatru ma się rozumieć). Do zamknięcia pełnej pętli zabrakło nam ok. pół kilometra, ale i tak mieliśmy na liczniku 21,4 kilometra.



Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza