poniedziałek, 15 lutego 2016

Pola i las na przedwiośniu - w lutym?

I nie spodziewajcie się skowronków, zefirków i przebiśniegów. Rzeczywistość bywa inna. I nie zawsze lekka, łatwa i przyjemna.
Prognoza zapowiada słoneczny dzień. O poranku to się nie sprawdziło. Raczej mgła spowijała okolice Zagnańska.
Tym razem wędrowaliśmy w kierunku wsi Chrusty. W lesie w pobliżu drogi spotkaliśmy trzy skromne bezimienne groby. Ich otoczenie zadbane, groby niedawno ogrodzone. W „Gazecie Zagnańskiej” z listopada 2013 roku znalazłam dosyć niejasno sformułowaną informację, że pochowano tu troje rosyjskich noworodków, które zmarły w transporcie w czerwcu 1945 r. z niemieckiego obozu pracy do ZSRR. Jest tu również pochowany nieznany mężczyzna. Mogiłą opiekują się harcerze.

bezimienne mogiły 

 
Po krótkim zatrzymaniu się w pobliżu grobów pomaszerowaliśmy dalej przez Chrusty i Ścięgnę w stronę rezerwatu Barcza. Droga przez pola już nie taka jak tydzień temu – słońce ledwo się przebija przez chmury i mgłę, podłoże rozmiękłe, śnieg mokry, nieprzyjemnie oblepia buty. Ale szło się nieźle – nawet pogadać można.

wiejska kapliczka

słońce na razie w odwrocie

strumyk na skraju pola
 
Po przekroczeniu szosy skierowaliśmy się w stronę rezerwatu. Tym razem zajrzeliśmy tylko w okolice pierwszego zalanego wyrobiska po kopalni piaskowców kwarcytowych (Baryła się nazywa - pamiętacie?). Jest szaro, woda przymarznięta. Jedynie optymista – wędkarz maszeruje z wielkim wiadrem i sprzętem do wędkowania pod lodem. Niestety, nie wiemy, co złowił.

sosnowe wygibasy

walka o życie

"Baryła" w wersji zimowej

na ścieżce w rezerwacie
  
Ciąg dalszy trasy zapowiada się rewelacyjnie (na mapie). Przed nami solidna droga na wschód, która nas doprowadzi do szosy w kierunku Występy.  

zimowa szarość w lesie 

troszkę pod górkę
 
Droga wije się przez las, jest miło – nawet zjadamy ciastka. Jakiż to był świetny pomysł, okaże się niedługo. Te ciastka dały nam zastrzyk energii do pokonania dwóch trzecich drogi, której nagle znudziło się bycie drogą i postanowiła pokazać nam, jak interesująco jest się przedzierać przez błoto, mokry śnieg, bagno i chaszcze. Trzeba przyznać, atrakcji nie zabrakło, a rozkoszowaliśmy się nimi tak z 50 minut. Punktem kulminacyjnym było pokonanie niewielkiego strumyka, a potem to już zrobiło się lepiej, bo dotarliśmy do asfaltu. I niech mi kto teraz przypomni, że nie tak dawno narzekałam na asfalt. A teraz to mnie bardzo ucieszył. Jak to się człowiekowi zmieniają poglądy w zależności od sytuacji!


inne oblicza drogi 

leśny strumyk  

wreszcie asfalt i słonko - a my w las!

Długo tym asfaltem nie szliśmy, ot, ledwie parę minut, bo potem znów weszliśmy w leśną drogę, która doprowadziła nas do Zagórza. A w Zagórzu świeciło słońce i mogliśmy podziwiać pola i delektować się powolnym spacerem w kierunku Łącznej. Oczywiście po tak teraz lubianym asfalcie!



na polach przedwiośnie 

droga do pól
 
Takie przyjemne wycieczki także się kończą i dosyć szybko znaleźliśmy się na przystanku busa. Pomiar wykazał, że przeszliśmy 15,3 kilometra.    


Zdjęcia – Edek, Janek i ja

2 komentarze:

  1. Piękne nasze świętokrzyskie... było wszystkiego po trochu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po trochu, żeby nudno nie było.

    OdpowiedzUsuń