czwartek, 4 lutego 2016

Prawie odlecieliśmy

Mało brakowało. Głównie to chyba mioteł zabrakło, bo gdyby były, to kto wie… Świętokrzyska tradycja mogłaby być wreszcie wprowadzona w życie. W środę warunki były niezwykle sprzyjające.
Start w Pile w podmuchach silnego wiatru, ale przy wdzięcznym towarzyszeniu słońca. Już miałam nadzieję, że może jednak uda nam się trafić na słoneczną pogodę. Niech by i ten wiatr, byle słońce.


pomnikowe dęby w Pile 

zalew na Czystej w Pile

zrośnięte sosny 
 
Jakże więc przykro się zrobiło w lesie, gdzie wprawdzie wiatr wył gdzieś tam w koronach drzew, ale słońce skryło się za chmury. Maszerowaliśmy więc leśnymi drogami i ścieżkami, ciepło nam było, choć trochę brakowało promieni słonecznych.

szlak niebieski na drodze z Piły do Starej Kuźnicy

 drogowe dylematy

zawiłości szlaku

mały przelew na potoku
 
Na trasie zajrzeliśmy do dwóch znanych miejsc nad stawami. Pierwsze to oczywiście Stara Kuźnica, a drugie Piasek z miejscem po młynie. Stawy lekko zamarznięte, okolica poszarzała – widokowo raczej bez porywów.

wiejskie uliczki w Starej Kuźnicy

zalew w Starej Kuźnicy 

szachiści jeszcze w domu

droga nad zalewem w Piasku 

i sam zalew

moja ulubiona figurka Matki Boskiej  
    
Przy okazji przypomniałam sobie moją letnią wycieczkę do skansenu w Tokarni, gdzie odwiedziłam naszego dobrego znajomego – młyn z Piasku. Ledwo go poznałam. Tak się zmienił. 

młyn z Piasku na terenie skansenu w Tokarni
 
Z Piasku powędrowaliśmy do Smarkowa, gdzie wiało dosyć intensywnie, ale szybko zanurzyliśmy się w lesie, aby dojść do Starej Góry. I tu nam szefostwo zafundowało ekstremalne wrażenia, czyli tytułowy odlot. Wleźliśmy na hałdę w pobliżu zakładu Henkel Ceresit. Jest to sporych rozmiarów górka – dużo większa niż niedawno pokazywana hałda w okolicach Starachowic. Tutaj mamy do czynienia z pozostałościami po dawnej kopalni rudy żelaza „Stara Góra”, wspinamy się na jedną hałdę, zaraz schodzimy i znów wdrapujemy się na następną. Przed nami grzbiet hałdy – przyjemna ścieżka, na której nasze buty robią się o dobre kilo gliny cięższe.  I dobrze, bo w przeciwnym razie jak nic odlecielibyśmy porwani silnym wiatrem. Na szczycie wieje okropnie, wokół nas widoki na okolice, a na horyzoncie całe Łysogóry jak na dłoni. I gdyby nie to, że wieje akurat od południa, to może nagle zawitalibyśmy na gołoborzu. 

zakład w Starej Górze 

 
widoki z hałdy w Starej Górze 

lecieć? nie lecieć?

jednak schodzimy

Po zejściu z hałdy szefostwo zadaje podchwytliwe pytanie „Czy dacie radę iść 6 na godzinę, żeby zdążyć na bus ze Stąporkowa o trzynastej?” Pokażcie mi takiego, co się przyzna, że nie da rady. Polecieliśmy więc po asfalcie, tylko błoto z butów odpadało. I oczywiście nie zawiedliśmy szefa – na bus czekaliśmy tak około pół minuty. 

jak wszystkie, to wszystkie - na koniec zalew w Stąporkowie
  
Przyrząd pomiarowy wskazał, że przeszliśmy 19,6 kilometra. 

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

2 komentarze:

  1. Fajna trasa i foty też...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trasa do tego stopnia dopracowana, że nawet co roku w tym samym miejscu jemy śniadanie. Chociaż startujemy z rożnych miejscowości.

      Usuń