czwartek, 17 marca 2016

Inny świat

Rano lekki przymrozek. Wyszło słońce. Okolica szara – przedwiośnie. Jedziemy pociągiem do Zagnańska.
Wysiadamy i ze stacji kierujemy się w stronę świata dzieciństwa naszego Janka. Latem jeździł furmanką na kołach z żelaznymi obręczami po drogach, którymi teraz idziemy. W upalne letnie dni zaglądał z kolegami i kuzynami (o, sporo jego krewnych mieszkało i mieszka w pobliżu Zagnańska) w okolice młyna wodnego Chojeckiego. Niestety, dla chłopaków młyn nie był wielką atrakcją, to i opowiedzieć o nim teraz niewiele można.  Ale za to zalew Chojeckiego to już było coś. Najlepsza ochłoda na upał.
A teraz młyn i zalew możemy zobaczyć jedynie zza płotu. Ale jeszcze są. Obejrzyjcie zdjęcia i wyobraźcie sobie to miejsce latem któregoś dosyć dawno minionego roku, pełne rozbrykanej dzieciarni. To był świat! 

młyn Chojeckiego obecnie

staw Chojeckiego

Bobrza przy młynie
  
Ruszamy dalej. Słońce mocno świeci, ale jeszcze nie grzeje. Niebo lazurowe. Wchodzimy do lasu. I tu niespodzianka – zupełnie inny świat. A w nim śnieg. Dużo śniegu. Najwidoczniej zima upodobała sobie lasy Płaskowyżu Suchedniowskiego i postanowiła zagościć w nich na dłużej.  

kapliczka przy drodze z Zagnańska do Belna 

buki przy leśnej drodze 

droga do świata zimy 
 
W dodatku nasz nieoceniony szef wygłosił sentencję, która przyświecała tej trasie „najważniejsze, to nie dostać zadyszki”. I, powiem wam, to szczerozłota myśl. Maszerowaliśmy sobie tak bez zadyszki, bez pośpiechu. Zdjęcia się robiło, szukało mchu, rozmawiało. Czasem dobrze wybrać się na taki spacer po lesie. Zwłaszcza, gdy pogoda sprzyja. W środę bardzo sprzyjała.

śniegowa pierzynka

jodełka jak parasol

zima w bukowym lesie

zimowy spacer
 
Na trasie zaliczyliśmy podejście na Osieczyńską Górę (407 m n.p.m.), ale nie ulegliśmy pokusie wkroczenia na czerwony szlak, bo wyglądał niezbyt zachęcająco – teraz wszystkie leśne ścieżki to raczej małe rozlewiska.

falujące cienie

pion i poziom

śnieg + słonce = woda
 
Z zimowym lasem rozstaliśmy się w pobliżu leśniczówki Osieczno. I tu poczuliśmy wiosnę. A dokładniej – usłyszeliśmy ją. Kiedy fotografowaliśmy mały stawik na skraju lasu, słyszeliśmy gdzieś na wschodzie krzyk dzikich gęsi. 


niewielki staw przy drodze do Zalezianki 
 
Słyszeliśmy te gęsi jeszcze kilka razy idąc wśród pól (raczej ugorów). I już czuliśmy tę wiosnę, bo ciepło było i słonecznie, a i pola Łącznej gotowe na siew też czekają na rychłe przyjście wiosny.

droga do Zalezianki  

widok z tej drogi na południowy zachód 

pola Łącznej i Pasmo Klonowskie przed nami

pola w gotowości 
 
Oto i cała nasza środowa wycieczka – raptem 17 kilometrów. 

Zdjęcia – Edek, Janek i ja

5 komentarzy:

  1. Informacja uzupełniająca - ten tekst ma numer 400. Nie do wiary, że tyle tego już tu jest. A pomyślcie tylko, co by było gdybyśmy zaczęli opisywać nasze wycieczki w ubiegłym wieku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super foty... a błota na Osieczyńskiej pamiętam doskonale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najlepiej zapamiętałam wycieczkę, na której trzeba było wyciągać z plecaka zapasowe skarpetki. Tak było mokro. I jak to jest - niby na górze, a mokro jak w najniższym obniżeniu terenu?

      Usuń
  3. ,,To był świat" - żywy bardziej; mam wrażenie, że współczene dzieciaki (nie wszystkie na szczęście) zamieniąją się w zombie przez te eletroniczne badziewia.

    Śniegu już mi żal. Nie nawierzył się człowiek w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem - łezka się w oku kręci z tęsknoty za tamtym światem. A z takich fajnych dzieciaków wyrośli teraz aktywni piechurzy. Ciekawe, co wyrośnie z pokolenia komputerowego.

      Usuń