wtorek, 7 stycznia 2025

Zatrzymaliśmy się w Pomykowie

Znacie Pomyków? Nie? 
Przejeżdża się przez tę wieś w drodze do Końskich i zupełnie się jej nie zauważa. Do niedawna miałam tak samo. Teraz poznałam kilka miejsc w Pomykowie i już wiem, że warto się tu zatrzymać.  
 
ot, taki sobie widoczek z Pomykowa
 
Dla jego historii duże znaczenie miała działalność  kanclerza wielkiego koronnego Jana Małachowskiego, który w 18. wieku założył w Pomykowie fabrykę karabinów i innych rodzajów broni oraz narzędzi rolniczych. Działała ona aż do całkowitego zburzenia jej przez wojska carskie w czasie powstania listopadowego. 
Jan Małachowski zadbał o wysoki poziom produkcji sprowadzając do Pomykowa najlepszych fachowców z Saksonii. Byli oni ewangelikami. Zbudowano dla nich domy i drewniany zbór, założono niewielki cmentarz. Do naszych czasów zachował się jedynie ów cmentarz. Informacje o nim znalazłam na stronie Konskie.org (tu link), wypadało więc odwiedzić to miejsce – niegdyś zaniedbane, odnowione przed dziesięciu laty. 
 
na cmentarzu ewangelickim w Pomykowie

Drogę do cmentarza znaleźliśmy nadzwyczaj łatwo. Wystarczyło wejść w uliczkę obok kościoła i za ostatnimi zabudowaniami skręcić w prawo. Cmentarz jest z daleka widoczny. 
 
ogrodzony kamiennym murkiem cmentarz na granicy pól i lasu, tablica informacyjna nie pozostawia wątpliwości - dobrze trafiliśmy 

W moich planach nie wzięłam pod uwagę jednego – opadów śniegu, które utrudniły obejrzenie kilku zachowanych tablic nagrobnych. Kolega Ed odśnieżył jedną z nich i okazało się, że na niej wyryto nazwisko Krystiana Metzgera, zmarłego w latach 50. XVIII wieku. Zastanawiamy się, może to jakiś dawny przodek naszego kolegi, Janka. Trudno to sprawdzić. A cmentarz trzeba będzie odwiedzić kiedyś latem, gdy tablice nagrobne będą lepiej widoczne i czytelne.
 

Mieliśmy tu jeszcze jedną przygodę. Otóż zostaliśmy wytropieni przez policyjnego psa tropiącego, który podczas spaceru trafił na trop obcych i nie zaznał spokoju, aż nas znalazł i doprowadził do nas swojego opiekuna. Pies jest już na policyjnej emeryturze, ale raz zdobyte umiejętności ciągle wykorzystuje. Muszę dodać, że wytropiwszy nas zachowywał się nadzwyczaj spokojnie – nie przymilał się ani nie atakował. Po prostu pilnował. 
 

Kolejnym wartym odwiedzenia miejscem na granicy Pomykowa i Górnego Młyna jest spory zalew na Czystej. 
 
 
 

Jego tafla wydaje się zamarznięta, ale ten lód wygląda na cienki. Woda intensywnie wypływa z przelewu. 


My zaś pomaszerowaliśmy na południowy zachód, przekroczyli tory i weszli na ładną leśną drogę.
 
droga jest
 
a gdzie las?
 

Doprowadziła nas do niezbyt przyjemnej szosy pokrytej rozjeżdżonym śniegiem i błotem. Woleliśmy iść leśną drogą, choć ta, początkowo równoległa do szosy, znacznie nas oddalała od obranego celu wyprawy. W końcu zdecydowałam się na przejście jedną z prostopadłych (ach, ta matematyka!) do niej dróżek w kierunku szosy. Ładnie tam było, mięciutko, a i widoki na las przyjemne.
 
teraz takie podłoże 

lizawka 
 
i pusty karmnik dla zwierzyny
 

Po dotarciu do szosy przekroczyliśmy ją i poszli kolejną leśną drogą, która lekko okrężnie doprowadziła nas do głównego celu naszej wyprawy – Kamiennego Krzyża. Najważniejsze, że uniknęliśmy asfaltu, a wycieczka była na tyle krótka, że lekkie wydłużenie jej trasy było mile widziane. 
 
 


Kamienny Krzyż, miejsce dawniej odwiedzane przez nas często, zaniedbaliśmy ostatnio. 
 
krzyż ufundowany w roku 1849 przez "nadleśnego" Franciszka Greimera z żoną Franciszką (co do roku mam wątpliwości - po renowacji data zmieniła się na 1819)
 
Koledzy zajrzeli tu w 2019 roku tuż po odnowieniu krzyża (tu link). Sześć lat minęło jak z bicza strzelił i znów tu zaglądamy (chyba nie można nam zarzucić, że się powtarzamy zbyt często w planowaniu tras). Wtedy opisałam dość dokładnie historię krzyża, nie będę się więc powtarzać. 
 

Skoro cel wycieczki osiągnięty, pora wracać na metę.  Droga prosta, prowadzi szlakiem czerwonym na północ. Takie było założenie, ale kolega Ed musiał wtrącić swoje trzy grosze i wymusić zejście na pozornie ładną drogę prowadzącą prosto w chaszcze, aby później radośnie odnaleźć leśną drogę zaplanowaną do przejścia przeze mnie. 
 

Mimo przeszkód dotarliśmy na miejsce i nawet zatrzymaliśmy się powtórnie przy zalewie na Czystej. 
 


I to już koniec wycieczki. Długość trasy – 13,8 km. Większość jej przebiegu łatwa i spokojna. Zabierając rower w żadnym wypadku nie należy ryzykować skracania trasy w  drodze powrotnej przed torami. Tam się tylko człowiek przedrze. No i można w ogóle zrezygnować z naszego planu, a jechać drogami, na których wyznakowano szlak rowerowy. 
 

Zdjęcia – Edek i ja

3 komentarze:

  1. Może nie sam Promyków (musiałem zerknąc na mapę), ale jadąc od strony Końskich w kierunku Skarżyska Kamiennej właśnie za Promykowem zwróciła moją uwagę grupa minimum pięciu dębów blisko drogi. Takich solidnych, dużych, nie zdziwiłbym się, jakby to były pomniki przyrody. Zdaje się, że po sąsiedzku był jakiś zalew, lub rozlewisko.

    OdpowiedzUsuń