poniedziałek, 8 czerwca 2026

Nad wodą i wśród pól

Wybraliśmy się nad zalew Jaśle. 
 

Od naszej ostatniej wizyty minęły 4 lata i bez trudu zauważyliśmy duże zmiany w otoczeniu zalewu. Jego południowy brzeg jest elegancko zagospodarowany, wyłożono tu drewnem wygodne ścieżki, pojawiły się nowe pomosty, ławki i drewniane leżaki, obok plaży wytyczono miejsce do kąpieli. Jest stanowisko dla ratownika i pomosty dla wędkarzy. 
 



Na północnym brzegu trwają prace, które zapewne zaowocują kolejnymi atrakcjami dla turystów.
 

Zalew zdecydowanie zmienił się na korzyść i przyciąga turystów. Rano wprawdzie było tam jeszcze pusto, ale już zbierała się spora grupa uczestników zawodów wędkarskich. Z tego wniosek, że zalew ma swoich miłośników.
 

My się do tej grupy również zaliczamy i zapewne za jakiś czas znów tu zajrzymy, żeby sprawdzić, co nowego się tu pojawi. 
 

Tymczasem jednak oddaliliśmy się od zalewu, żeby dotrzeć do naszej ulubionej polnej drogi. Najpierw jednak zaplanowałam spacer leśnymi drogami. Pierwsza wyprowadziła nas na łąkę, a potem zagrodziła drogę ważną dla zalewu rzeką.  
 

 przekraczamy Jaślaną, na której powstał zalew
 
Po przekroczeniu szosy nasza planowana droga stała się drogą trudną do przebycia, wycofaliśmy się więc z niej i pomaszerowali przez Zaleziankę. Bardzo to przyjemna wieś, malownicza, położona na pagórkowatym terenie, domy ma z ładnymi ogródkami, oczkami wodnymi. 
 



Miło się tu wędrowało.  W końcu jednak weszliśmy w pola, aby dotrzeć do drogi prowadzącej wśród łąk i zbóż równolegle do wsi. 
 
oddalamy się od Zalezianki, na horyzoncie Osieczyńska Góra
 
Mieliśmy tu rozległe widoki na okoliczne pola, Góry Świętokrzyskie na horyzoncie, a za naszymi plecami wieżę telekomunikacyjną w Występie. 
 
 


widok na pasma Łysogórskie i Klonowskie ze zbocza Występy 

Jedno mnie trochę martwiło – przyszliśmy tu o jakiś tydzień za wcześnie i maki dodające barw polom jeszcze w pąkach. Zakwitły zaledwie nieliczne.
 
Czyżby makowy turoń?

Zatrzymaliśmy się na niewielki postój na rozstajach dróg, żeby nieco odpocząć i rozejrzeć się po okolicy. 
 

Ostatni odcinek trasy był bardzo prosty – schodziliśmy z górki, szło się raźnie. No, może nieco uciążliwe były wiejskie aromaty wydawane przez rozrzucony tu i ówdzie obornik. Poza tym wszystko było wspaniale. 
 

Naszą wycieczkę zakończyliśmy zgodnie z planem na parkingu w pobliżu zalewu. Trasa liczyła 8,7 kilometra. Była bardzo ładna i wygodna. Jedyny problem pojawia się na łąkach za zalewem. Tam może być czasem mokro, no i trudno przedzierać się przez wysokie trawy.  
 

Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz