sobota, 22 sierpnia 2026

Niedokończony spacer nad Radunią

Już znacie nieco Pruszcz Gdański. Wyobraźcie więc sobie, że dotarliście wzdłuż kanału Raduni w okolice faktorii. Kanał nadal uregulowany. Właściwie jesteśmy prawie u jego początku. Na powierzchni wody unoszą się rośliny. 
 

Zauważamy słupek z oznaczeniem Via Ambra. 
 

Aż tu nagle przeszkoda – przed nami wyrasta pierwsza z elektrowni wodnych na naszej trasie. Zbudowano ją w roku 1921. Znalazłam całkowicie dla mnie niezrozumiałą informację, że ma ona zainstalowaną turbinę typu Francisa o mocy 100 KW. Ładnie to brzmi, więc zacytowałam. 
 


I jeszcze jedna ciekawostka – jesteśmy teraz nie tylko na Bursztynowym Szlaku. Wędrujemy równocześnie  Pomorskim Szlakiem Zabytków Hydrotechniki (tu link). Już kilka obiektów tego szlaku widziałam, warto więc teraz poznać hydroelektrownie na Raduni – jest ich osiem. Tytuł wpisu już sugeruje, że nie wszystkie dziś spotkamy, oj nie. Nie szkodzi. 
Wędrujemy dalej ścieżką wśród dorodnych drzew. 
 

Zza nich wyłania się grupa stawów. To stawy Faktoria. 
 


Gdzieś tam siedzi wędkarz, czyli stawy rybne. 
 

Na jakimś odcinku wyłania się ogrodzenie faktorii. 
 

Jesteśmy teraz w ciekawym miejscu. To hydrowęzeł Pruszcz (i znów kolejny trudny wyraz). Bardzo tu ładnie. Mamy do czynienia z Radunią i jej kanałem. Taki to sprytny węzeł. 
 

 
Jest drobny problem z elektrownią, bo wprawdzie należy do szlaku zabytków, ale została zbudowana w 2005 roku. Nieważne. I tak warto się tu zatrzymać. 
 

Staszek informuje, że jesteśmy w pobliżu cmentarza żołnierzy radzieckich. Kategorycznie odmawiamy zwiedzania. 
Wracamy na szlak i teraz to już tylko spotkanie z przyrodą. 
 

Po lewej stronie mamy Radunię, która płynie leniwie przez las. 
 

W jej wodzie odbijają się drzewa. 
 

 
Wszędzie pełno zieleni. 
 

Chcielibyśmy dalej iść wzdłuż rzeki, ale szlak skręca w pola. Rzeka zmierza samotnie ku drodze szybkiego ruchu, my musimy wybrać trasę dla turystów. 
I tak docieramy do Juszkowa. Tu przed kościołem zatrzymujemy się przy pomniku upamiętniającym ofiary „marszu śmierci” więźniów obozu koncentracyjnego KL Stutthof. Miał on miejsce w styczniu 1945, kiedy na rozkaz komendanta obozu 11 000 więźniów ewakuowanego obozu przechodziło przez te okolice. Ponad połowa z nich zginęła w tym czasie z głodu, wycieńczenia i mrozu. 
 

Po chwili zadumy wyruszamy w dalszą drogę ku rzece, którą widzimy z mostu.
 

Przed nami kolejna elektrownia na Raduni. To elektrownia Juszkowo zbudowana w roku 1937. Współpracuje ona z elektrownią w Pruszczu, a jej dodatkowym zadaniem jest wyrównywanie poziomu wody w rzece. 
 

Dalej poruszamy się przyjemną promenadą spacerową wzdłuż Jeziora Juszkowskiego, które utworzono na Raduni przed elektrownią. 
 

Bardzo to przyjemny zalew – niezbyt szeroki, za to dosyć długi. Coś jakby szersze koryto rzeki. Jego brzeg zamieszkują łabędzie, ale trzymają się z dala od ludzi, to i zdjęcie trudno zrobić. 
 

Dla turystów przygotowano tu zakątek rekreacyjny i liczne ławeczki. Na jednej z nich zrobiliśmy sobie odpoczynek. 
 

I po jedzeniu wyruszyliśmy na spotkanie z kolejną elektrownią. Zanim ją spotkaliśmy napatoczył się nieoczekiwany utrapieniec – deszcz. Nie chciał się z nami rozstać, przyszło więc zawrócić i zakończyć naszą spacerową wycieczkę.
 

 Może jeszcze kiedyś się tu znów wybierzemy… Kto wie?  
 
dla chętnych mapka naszej łatwej i przyjemnej trasy, którą można kontynuować dalej szlakiem pieszo lub rowerem i poznać kolejne elektrownie
 
Zdjęcia mojego wyrobu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz