Już znacie nieco Pruszcz Gdański. Wyobraźcie więc sobie, że
dotarliście wzdłuż kanału Raduni w okolice faktorii. Kanał nadal uregulowany.
Właściwie jesteśmy prawie u jego początku. Na powierzchni wody unoszą się
rośliny.
Zauważamy słupek z oznaczeniem Via Ambra.
Aż tu nagle przeszkoda –
przed nami wyrasta pierwsza z elektrowni wodnych na naszej trasie. Zbudowano ją
w roku 1921. Znalazłam całkowicie dla mnie niezrozumiałą informację, że ma ona
zainstalowaną turbinę typu Francisa o mocy 100 KW. Ładnie to brzmi, więc
zacytowałam.
I jeszcze jedna ciekawostka – jesteśmy teraz nie tylko na
Bursztynowym Szlaku. Wędrujemy równocześnie
Pomorskim Szlakiem Zabytków Hydrotechniki (tu link). Już kilka obiektów
tego szlaku widziałam, warto więc teraz poznać hydroelektrownie na Raduni –
jest ich osiem. Tytuł wpisu już sugeruje, że nie wszystkie dziś spotkamy, oj
nie. Nie szkodzi.
Wędrujemy dalej ścieżką wśród dorodnych drzew.
Zza nich
wyłania się grupa stawów. To stawy Faktoria.
Gdzieś tam siedzi wędkarz, czyli
stawy rybne.
Na jakimś odcinku wyłania się ogrodzenie faktorii.
Jesteśmy teraz
w ciekawym miejscu. To hydrowęzeł Pruszcz (i znów kolejny trudny wyraz). Bardzo
tu ładnie. Mamy do czynienia z Radunią i jej kanałem. Taki to sprytny węzeł.
Jest
drobny problem z elektrownią, bo wprawdzie należy do szlaku zabytków, ale
została zbudowana w 2005 roku. Nieważne. I tak warto się tu zatrzymać.
Staszek
informuje, że jesteśmy w pobliżu cmentarza żołnierzy radzieckich. Kategorycznie
odmawiamy zwiedzania.
Wracamy na szlak i teraz to już tylko spotkanie z
przyrodą.
Po lewej stronie mamy Radunię, która płynie leniwie przez las.
W jej
wodzie odbijają się drzewa.
Wszędzie pełno zieleni.
Chcielibyśmy dalej iść
wzdłuż rzeki, ale szlak skręca w pola. Rzeka zmierza samotnie ku drodze
szybkiego ruchu, my musimy wybrać trasę dla turystów.
I tak docieramy do
Juszkowa. Tu przed kościołem zatrzymujemy się przy pomniku upamiętniającym
ofiary „marszu śmierci” więźniów obozu koncentracyjnego KL Stutthof. Miał on
miejsce w styczniu 1945, kiedy na rozkaz komendanta obozu 11 000 więźniów
ewakuowanego obozu przechodziło przez te okolice. Ponad połowa z nich zginęła w
tym czasie z głodu, wycieńczenia i mrozu.
Po chwili zadumy wyruszamy w dalszą
drogę ku rzece, którą widzimy z mostu.
Przed nami kolejna elektrownia na Raduni. To elektrownia Juszkowo zbudowana w
roku 1937. Współpracuje ona z elektrownią w Pruszczu, a jej dodatkowym zadaniem
jest wyrównywanie poziomu wody w rzece.
Dalej poruszamy się przyjemną
promenadą spacerową wzdłuż Jeziora Juszkowskiego, które utworzono na Raduni
przed elektrownią.
Bardzo to przyjemny zalew – niezbyt szeroki, za to dosyć długi.
Coś jakby szersze koryto rzeki. Jego brzeg zamieszkują łabędzie, ale trzymają
się z dala od ludzi, to i zdjęcie trudno zrobić.
Dla turystów przygotowano tu zakątek
rekreacyjny i liczne ławeczki. Na jednej z nich zrobiliśmy sobie
odpoczynek.
I po jedzeniu wyruszyliśmy
na spotkanie z kolejną elektrownią. Zanim ją spotkaliśmy napatoczył się
nieoczekiwany utrapieniec – deszcz. Nie chciał się z nami rozstać, przyszło
więc zawrócić i zakończyć naszą spacerową wycieczkę.
Może jeszcze kiedyś się tu
znów wybierzemy… Kto wie?
dla chętnych mapka naszej łatwej i przyjemnej trasy, którą można kontynuować dalej szlakiem pieszo lub rowerem i poznać kolejne elektrownie
Zdjęcia mojego
wyrobu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz