czwartek, 16 kwietnia 2026

Mały trening na Patrolu

Bukowy las porastający Patrol jeszcze się nie zazielenił. Mimo to wybraliśmy się w środę do Słowika, aby wejść na tę górę. Pogoda była taka sobie – bez słońca, ale ciepło. No i nie było wiatru, co daje niezłe warunki na pokonywanie trasy, ale słabe do fotografowania w lesie.
 

Najpierw przechodzimy nad Bobrzą. Rzeka wygląda nieźle. 
 
 
Idziemy niebieskim szlakiem. Kiedy ten skręca w las, pora i nam zacząć podejście.
 

To jest od samego początku wymagające – właściwie cały czas dosyć stromo pod górę. Na szczęście nieco trawersem, więc nie zawsze pionowo. Ale i tak daje w kość. 
 
jedni się wspinają
 
inni muszą odpocząć 
 

Obserwujemy dorodne buki.
 


Przy ścieżce szlaku zauważamy pierwsze groszki wiosenne i wilczomlecze. Fotografowanie daje możliwość małego odsapnięcia. 
 


Tym sposobem zdobywamy górę Trupień i zaczynamy łagodne podejście na Patrol. 
 

Na szczycie chwila odpoczynku przy tablicy informacyjnej i dyskusja nad wyborem wariantu zejścia z Patrolu. 
 

W końcu wygrywa wariant tradycyjny – schodzimy szlakiem czerwonym w kierunku szosy. To proste, spokojne przejście. 
 

Przed szosą rezygnujemy ze szlaku, żeby nieznakowaną drogą na zachód i północny zachód dotrzeć do pomnika żołnierzy wyklętych, który znajduje się w głębi lasu. Droga okazała się mocno problematyczna do przejścia – po wyrębie zawalona gałęziami, w dodatku podmokła, ale  doprowadziła prosto na pomnik.
 


Nie wiem, czy rzeczywiście przybladł przez ostatni rok, czy źle go zapamiętałam, ale tym razem wydał mi się zdecydowanie mniej atrakcyjny niż rok temu. 
 

Po krótkim postoju przy pomniku kontynuujemy marsz nieoznakowaną drogą. Nadal jest nieco podmokła, ale ładnie doprowadza do niebieskiego szlaku, którym teraz zamierzamy wdrapać się na Patrol. 
 

O, to podejście jest zdecydowanie łatwiejsze i krótsze niż wdrapywanie się od strony Słowika. 
 


Bez większego wysiłku zdobywamy Zieloną i podchodzimy na Patrol. 
 

Teraz czeka nas największe wyzwanie trasy – zejście czerwonym szlakiem na wschód. 
 

Początek schodzenia to prawdziwy sprawdzian dla kolan i zmysłu równowagi. Krótko mówiąc jest sakramencko stromo i brak czegokolwiek, za co by się można było uchwycić w razie upadku. Na szczęście obyło się bez problemów. Nawet ja, wolno i ostrożne dotarłam do miejsca na końcu stromizny. 
 


Dalej to już przyjemny relaksujący spacerek. 
 

W lesie rzuca się w oczy mnogość zawilców, które tworzą białe kobierce.
 

Zauważamy też szczawik zajęczy i śledziennicę. 
 


Mamy sporo czasu do odjazdu pociągu, zaglądamy więc w różne zakamarki. Szczególnie wciągające wydają się wąwozy na zboczu góry.
 
 
Zatrzymujemy się też nad rzeką. 
 

Spowalnianie marszu niewiele daje – w końcu docieramy na stację. Tu możemy stwierdzić, że nasz wiosenny trening się udał. Przeszliśmy 10 kilometrów w górę i w dół. Następnego dnia zakwasów nie stwierdzono. 
 
czerwone kropki - pierwszy etap trasy, czarne - powrót 
 
Trasę polecam szczerze, zwłaszcza za jakiś tydzień, jak bukowy las się zazieleni.
 
 Zdjęcia – Edek i ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz