środa, 6 sierpnia 2014

Dobrze jest czasem zlekceważyć prognozę pogody


Tak właśnie zrobiliśmy dzisiaj – zapowiadano opady deszczu, ochłodzenie i inne problemy. No to się wybrałam z parasolką, peleryną, kurtką przeciwdeszczową. Na wszelki wypadek zabrałam też okulary przeciwsłoneczne. I te się akurat przydały! Pogoda była wymarzona do wędrowania i wykorzystaliśmy ją maksymalnie – jest materiał na przynajmniej dwa wpisy. I jeszcze zostanie mały „zaskórniak” na inne okazje.
Na początek pojechaliśmy do Jędrzejowa. Tu czas płynie szybko, a co warto z tego miasta pokazać, to zobaczycie, jak ogarnę materiał fotograficzny. A jest tego sporo.

klasztor ojców cystersów w Jędrzejowie 

Z Jędrzejowa zabrał nas przygodny kierowca „na łebka”. Watro było, bo człowiek miły, rozmowny i podrzucił nas do Brzegów w okolice cmentarza – jeszcze go wcześniej nie odwiedzaliśmy, a jest on pięknie położony wśród pól, ma kilka ładnych nagrobków. Potem zaś przeszliśmy przez Brzegi i dotarli do Nidy – to już ta główna Nida, powstała z połączenia Białej i Czarnej Nidy. Mocno się rozlała po ostatnich deszczach.

rzeźba na jednym z nagrobków na cmentarzu w Brzegach 

 Nida widziana z mostu w Brzegach
 
Dalej wybraliśmy czarny szlak rowerowy prowadzący w kierunku Wolicy. Na szosie asfaltowej był nieźle znakowany, a w lesie to już nim sobie nikt nie zawracał głowy. No to szliśmy, jak to mawia kolega Ed, na rozum. I udało nam się tą metodą dotrzeć do Tokarni. A ile się przy okazji nawdychaliśmy świeżego sosnowego powietrza! Roślinki też napotkaliśmy niebrzydkie.  Za wsią mieliśmy zaś do przejścia porządną polną drogę plus widoki na okolice.

 tych grzybków nie zbieraliśmy (chrobotek strzępiasty)

polna droga w kierunku Tokarni

Zapas leśnego i polnego powietrza w płucach bardzo się przydał w tej części Tokarni, gdzie poleźliśmy oglądać kamieniołom. Zajmuje on rozległy teren i ma sporo pieców do suszenia kamienia. Dymiło to paskudnie i pachniało nie najlepiej. Nawet myśleliśmy, że to pożar jaki, ale napotkany przypadkiem mieszkaniec wytłumaczył nam, że to normalny tryb pracy. Cóż, kwestia przyzwyczajenia. W każdym razie nigdy wcześniej tu nie zaglądaliśmy, a raczej warto.

kamieniołom w Tokarni - piece działają

rzut oka na wyrobisko tego kamieniołomu
 
No, a z Tokarni to już bliziutko do Podzamcza Chęcińskiego. Postanawiamy poświęcić mu godzinkę. Idziemy najpierw poboczem koszmarnie ruchliwej szosy, a potem ścieżką brzegiem Czarnej Nidy, która w okolicy Brzegów wpłynie do Nidy. Ta rzeka też nabrała wody, zrobiła się szeroka i potężna. Po drodze napotykamy ciekawy zrujnowany budynek (chyba jakiś dawny obiekt przemysłowy – może ktoś coś o nim wie, bo dla mnie to zagadka), a dalej nieczynny kamieniołom.

Czarna Nida naprawdę czarna

tajemniczy budynek na skraju lasu 


rozległy nieczynny kamieniołom

I wreszcie Podzamcze Chęcińskie! Ciekawi jesteśmy zmian. I zaraz je zauważamy. Pierwsza – bardzo dla nas przykra – aleja trzystuletnich lip jest w złym stanie. Niektórych drzew brak, po innych zostały spalone pnie, widać też połamane gałęzie.  Uchował się jedynie ostatni odcinek alei. Drzewa przegrywają walkę z czasem i umierają stojąc. Szkoda wielka. Zobaczcie, jak było dawniej. Pisałam o tym w ubiegłym roku.

jedna z najstarszych lip jeszcze się trzyma

ocalały fragment alei; w głębi widać potężne odłamane konary, widocznie efekt niedawnych szaleństw pogodowych 

widok na ogród włoski i pałac z Bramy Sobieskiego
 
A wokół pałacu praca wre. Robotnicy dopieszczają nowy budynek Centrum Nauki Leonardo da Vinci, na dachu są sadzone rośliny, obok powstaje jakaś wodna instalacja, podziwiamy odrestaurowany pawilon. I napawamy się ciszą i spokojem.  Po pięknym włoskim ogrodzie spaceruje kilka matek z maluchami w wózkach. To mieszkanki pobliskich bloków. Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne jest otwarte dla wszystkich. 
Na pewno tu jeszcze zajrzymy, obejrzymy zmiany. Jak było rok temu, przypomnijcie sobie zaglądając do tego wpisu.

dawniej zaniedbany pawilon już po remoncie


prace przy budowie Centrum Nauki Leonardo da Vinci - tu będzie ogród na dachu

chwila spokoju z widokiem na zamek w Chęcinach

Byłabym zapomniała o statystyce – zrobiliśmy 18,9 km pieszo.

Zdjęcia – Edek i ja

4 komentarze:

  1. Piękne miejsca. Cudowne aleje. Tajemnicze kamieniołomy. I te grzyby. Że też się nie skusiłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz... A ja one trujące?! :)

      Usuń
  2. Tajemniczy budynek... bardziej mnie inspiruje niż reszta nowych obiektów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właściwie to trzeba było podejść do niego bliżej, może miał gdzieś ukrytą tabliczkę informacyjną. Ale te zarośla wokół nie nastrajają dobrze. Zwłaszcza, że komary stale prowadzą nadzór.

      Usuń