środa, 24 lipca 2013

Wyprawa z Morawicy do Podzamcza Chęcińskiego ( 10 lipca)

Są takie miejscowości, które kojarzą się z jednym obiektem. Tak jest z Morawicą. I niesłusznie! Można tu zajrzeć do ponad stuletniego młyna nad Czarną Nidą (na razie trwają w nim prace remontowe, ale niedługo może tu powstać hotel albo coś w tym rodzaju). W niewielkiej odległości od młyna wznosi się niewysokie wzgórze, na którym rozłożyły się obiekty sakralne: kościół, Świętokrzyska Kalwaria i ruiny dziewiętnastowiecznej kaplicy dawnych dziedziców Oraczewskich. 

 Młyn wodny i spichlerz z 1905 roku


 Kalwaria Świętokrzyska

Kaplica Oraczewskich

Po obejrzeniu tych obiektów skierowaliśmy się w stronę Brzezin i wsi Nida. Na mapie widać było wyraźne ścieżki polne, którymi mieliśmy iść. No cóż, mapa okazała się nieaktualna – ścieżki zarosły, ale my i tak szliśmy przed siebie. Najtrudniej było między Lurowizną a Lipowicą. Niezła droga, przy której stoją pozostałości folwarku Osieckich, nagle się skończyła doprowadzając nas do Bobrzy (to rzeka, gdyby kto nie wiedział). Kładki nie było, na szczęście głęboko też nie było, więc przeszliśmy w bród. To było nawet przyjemne, zwłaszcza, że za rzeką czekały nas większe emocje podczas przebywania rozległej i podmokłej łąki. Staszek doradził marsz boso. Miało to sens, ale było wielce nieprzyjemne – takie ohydne brodzenie przez cuchnącą zielonkawą breję. I to się przetrzymało! Było warto, bo potem mieliśmy już same przyjemne przeżycia.

Żwirownia miedzy Brzezinami a Nidą

Ruiny folwarku

Boso ale w ostrogach

Najpierw proboszcz kościoła pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa Męczennika w Starochęcinach otworzył dla nas drzwi świątyni i mogliśmy z rozdziawionymi buziami podziwiać niewielkie, ale moim zdaniem bardzo piękne barokowe wnętrze, wspaniałą kopułę, ołtarze i relikwiarze. A ksiądz proboszcz chętnie i ciekawie o wszystkim opowiadał. Trzeba przyznać, że z zewnątrz kościół wygląda skromnie i nie zapowiada takiego bogactwa wewnątrz. Aż żal było wychodzić stamtąd.
 Wnętrze kościoła w Starochęcinach

Ale czekały kolejne emocje – zwiedzanie odrestaurowanego pałacu w Podzamczu Chęcińskim. Teraz mieści się tam Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne, które przeprowadza generalny remont pałacu i jego otoczenia. Już w świetnie utrzymanym ogrodzie w stylu włoskim, który zastąpił dawny zdziczały park  poczułam się jak uboga krewna z wizytą u zamożnych kuzynów. Ale nie musiałam długo odczuwać skrępowania, bo z balkonu zauważyli nas pracownicy Centrum i zaopiekowali się nami jak bogatymi krewnymi z Ameryki. Zostaliśmy oprowadzeni po komnatach, mogliśmy siadać na dowolnie wybranych eleganckich fotelach, dotykać repliki zbroi, wychodzić na balkony, pytać o wszystko. Niestety, restauracja na parterze jeszcze nieczynna, bo pewnie musielibyśmy spróbować specjałów kuchni staropolskiej. Ale to wszystko to jeszcze nic, bo Centrum dopiero w przyszłym roku zostanie oficjalnie otwarte, o, wtedy to dopiero będą atrakcje! Po tylu wrażeniach aż zapomnieliśmy zajrzeć do wiekowej alei lipowej, która prowadzi do odrestaurowanej Bramy Sobieskiego. Mimo wszystko nie wierzę, że została odnowiona i liczę na to, ze stare lipy zostały na miejscu. Oby! 

 Brama powitalna - tak zwana Brama Sobieskiego

Pałac widziany od strony ogrodu

Ogród przed pałacem

Jedna z komnat


Na tym rajdzie przeszliśmy ok. 17 kilometrów w czasie ok. 4,5 godz.

zdjęcia - Edek i ja 

1 komentarz:

  1. Ciekawe miejsca, wspaniałe obiekty, warte obejrzenia. Ogród wygląda ciekawie. Dobrze , że w tej naszej czarnej rzeczywistości , robi się jakieś remonty i przywraca świetność takim miejscom. Do alei lipowej zajrzyj następnym razem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń